Współpraca

■ Forum Polanka
■ Katalog Pszczelarski
■ LTP
■ "Pszczelarstwo"
■ Pasieka
■ Pszczelarska Oficyna
■ PszczeliPark
■ Pszczoły.Pl
■ pszczoły.rolnicy.com
■ PWRSA
■ PZP
■ rolnicy.com
■ Sądecki Bartnik
■ SPP Polanka
■ ŁYSOŃ

Miód Polski

Ankieta I

Rasa pszczół w Twojej pasiece

  • kraińska (48%, 61 Votes)
  • Buckfast (23%, 29 Votes)
  • krzyżówki (10%, 13 Votes)
  • kaukaska (9%, 11 Votes)
  • włoska (6%, 7 Votes)
  • środkowoeuropejska (4%, 7 Votes)

Total Voters: 127

Loading ... Loading ...

Ankieta II

Do jakiej organizacji pszczelarskiej należysz?

  • - Polski Związek Pszczelarski (38%, 38 Votes)
  • - Nie należę do żadnej organizacji (38%, 38 Votes)
  • - Mam zamiar się przyłączyć (13%, 13 Votes)
  • - SPP Polanka (6%, 6 Votes)
  • - Związek niezrzeszony w PZP (5%, 5 Votes)
  • - Stowarzyszenie Pszczelarzy Zawodowych (0%, 0 Votes)

Total Voters: 99

Loading ... Loading ...
To view the gallery in a popup window, click here.

Każdy może wędrować (część 1)

W warunkach klimatycznych Polski sezon pszczelarski, czyli okres, w którym rodziny pszczele rozwijają się i gromadzą zapasy, trwa niespełna pięć miesięcy. Jaka część tego okresu będzie wykorzystana przez pszczoły na efektywną pracę, zależy głównie od pogody. Dlatego mamy sezony bardziej udane, kiedy słonecznych i ciepłych dni jest więcej, i te niepomyślne, z zimną, deszczową pogodą. Oprócz pogody zasadniczym czynnikiem decydującym o poziomie produkcji pasiecznej jest jakość bazy pożytkowej. Dobra pogoda i obfite pożytki w największym stopniu decydują o powodzeniu prowadzenia pasieki. Jeżeli te dwa czynniki będą sprzyjać, to znaczenie pozostałych, jak jakość pogłowia, sposób gospodarowania, czy nawet wiedza i umiejętności pszczelarza, będzie mniej istotne. Również choroby stanowią mniejsze zagrożenie w pasiekach korzystających z dobrych pożytków i w latach o sprzyjającej pogodzie.

 

O pożytkach decyduje pszczelarz

 

Oczywiście na przebieg pogody pszczelarz nie ma żadnego wpływu. Jedyne co w tym zakresie można zrobić, to przenieść się do innej strefy klimatycznej, gdzie lato trwa cały rok i pszczoły tyleż pracują, a pszczelarz nie musi martwić się o zimę, gdyż jej po prostu nie ma. Emigracja wraz z pasieką to jednak mało realne rozwiązanie, dlatego pozostaje nam liczyć na dobrą pogodę w kolejnych sezonach i być cierpliwym. Natomiast jakość i dostępność bazy pożytkowej leży tylko w gestii pszczelarza, bowiem to od nas zależy, z ilu pożytków pszczoły będą korzystać, jaka będzie ich wydajność i jak długo nasza pasieka będzie produktywnie pracować. W Polsce dominują pożytki wczesne, wiosenne i wczesnoletnie, dla większości wiec pasiek pierwsza część sezonu jest podstawowym okresem produkcyjnym. Środek i koniec lata jest dla wielu pasiek stracony, ponieważ wtedy pszczoły nie mają z czego zbierać nektaru i pyłku. W niektórych okolicach trzeba je nawet karmić, by nie dopuścić do głodu. Tymczasem są miejsca, gdzie pszczoły mogą pracować wydajnie nie tylko w lipcu i sierpniu, ale we wrześniu i nawet na początku października, i nie są w stanie zagospodarować wszystkich zasobów pożytkowych. Tym sposobem wiele pożytków zarówno wczesnych, jak i późnych się „marnuje”, bowiem w miejscu ich występowania jest za mało pszczół, podczas gdy inne pasieki w tym czasie głodują.

 

Obfitość pożytków w Polsce

 

Prowadzone od lat obserwacje i wyliczenia dotyczące wydajności roślin pożytkowych w Polsce oraz zapotrzebowania na zapylanie wskazują na ogromny niedobór rodzin pszczelich. Okazuje się, że do prawidłowego zapylenia wszystkich roślin (nie tylko uprawnych) kwitnących wiosną i na początku lata (kwiecień, maj, czerwiec) oraz zebrania wydzielanego przez nie nektaru, potrzeba około 6 milionów silnych rodzin pszczelich. Z kolei wydajność miodowa iglastych lasów spadziujących w drugiej części sezonu jest tak duża, że liczba pasiek korzystających z tych pożytków nie zapewnia zebranie nawet połowy wytwarzanego surowca. Jeden hektar spadziującego lasu jodłowego lub świerkowego może dostarczyć nawet tonę surowca miodowego, co jest absolutnym rekordem wśród wszystkich występujących u nas roślin pożytkowych. Szacuje się, że w latach o korzystnym dla obfitego spadziowania układzie zjawisk pogodowych można Polsce wyprodukować tyle samo miodu spadziowego, co nektarowego. Z tego pożytku korzysta więc zdecydowanie za mało rodzin pszczelich, do tego spadź ma niekorzystny wpływ na ich zimowanie i zdrowotność.

Zarówno te problemy, jak i problem niezbyt wysokiej średniej wydajności naszych pszczół można rozwiązać stosując nowoczesną i racjonalną gospodarkę wędrowną. Jest bowiem dokąd wędrować i jest po co wędrować, gdyż podwiezienie pasieki na kilka kolejnych obfitych pożytków pozwala zwiększyć jej produkcję kilkakrotnie. Jednak w Polsce mało pasiek korzysta więcej niż z jednego – dwóch pożytków, występujących w miejscu ich stacjonowania. Jest to spowodowane określonymi przyczynami, ale też prowadzi często do zniechęcenia i rezygnacji z pszczelarzenia ze względu na jego małą opłacalność. Warto więc się nad tymi przyczynami zastanowić i w miarę możliwości poszukać satysfakcjonujących rozwiązań.

 

Struktura pasiek a wędrówki

 

W „krajobrazie” naszego pszczelarstwa dominują pasieki drobne, nie nastawione na większą produkcję, stanowiące raczej dodatkowe źródło dochodu lub typowe hobby, w którym zysk ma drugorzędne lub żadne znaczenie. Już ze statystyk wynika, że przeciętna polska pasieka liczy około 25 uli, nie może więc takie „gospodarstwo” decydować o dochodach prowadzącego je pszczelarza. Udział pasiek dużych, liczących kilkaset pni, wynosi 0.6 % i w zasadzie mieści się w granicach błędu statystycznego. Ponad połowa pszczelarzy to ludzie w starszym wieku, a więc dysponujący stałym dochodem w postaci emerytury lub renty. Dla pozostałych, jeżeli pszczelarstwo jest zawodem, to najczęściej tym drugim, dodatkowym, wykonywanym w wolnym czasie i z mniejszym zaangażowaniem niż „prawdziwa” praca.

Takie pasieki z natury rzeczy są prowadzone ekstensywnie i jeżeli wędrują, to nie częściej niż raz w roku lub rzadziej, zawsze na ten sam dobrze znany, sprawdzony pożytek. Najczęściej jest zresztą wywożona tylko część rodzin, wcześniej przygotowanych do wykorzystania dodatkowego pożytku, znajdujących się w ulach przystosowanych do transportu. Po takim incydentalnym „wypadzie” okazuje się, że zbiór miodu z rodzin wywiezionych przekracza o sto lub nawet więcej procent średnią produkcję reszty pasieki. Jednak pszczelarz zawodowo zajęty czym innym nie decyduje się na jej rozbudowę i na włączenie wszystkich rodzin do wędrówek tym bardziej, że mógłby sobie narobić kłopotu wyprodukowaniem zbyt dużej ilości miodu, którego nie miałby potem gdzie sprzedać.

Większość pasiek, również tych dużych, nie wędruje, ponieważ nie są one do tego przygotowane pod względem technicznym. Pasieka wędrowna powinna się składać ze „zgrabnych”, lekkich, trwałych uli o możliwie najmniejszych gabarytach zewnętrznych. Powinny one być tak zbudowane, by rodzina pszczela miała zapewnioną wentylację w czasie transportu, ewentualnie należy je wyposażyć w dodatkowe elementy ułatwiające dopływ powietrza. Potrzebny jest środek transportu i ktoś do pomocy przy załadunku i rozładunku uli. Zakres wiedzy wystarczającej, by poprowadzić pasiekę stacjonarną może być za mały do kierowania pasieką wędrowną. Dotyczy to nie tylko wiadomości na temat gospodarki pasiecznej, ale również właściwej organizacji pracy. Obsługa pasieki oddalonej o kilkadziesiąt lub kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania pszczelarza często różni się od obsługi stacjonarnej pasieki przydomowej. Wszystkie prace, jak chociażby poszerzanie gniazd, zwalczanie nastroju rojowego czy nawet miodobranie, należy wykonywać sprawnie i kompleksowo w całej pasiece. Rozłożenie tych prac na kilka dni może się wiązać z koniecznością częstego przyjeżdżania do pasieki, co zwiększy koszty jej obsługi oraz czasochłonność. Potrzebny jest też dodatkowy sprzęt do przewozu ramek z miodem oraz komplet zapasowych plastrów na wymianę w trakcie miodobrania.

 

Opłacalność gospodarki wędrownej

 

Decyzja o wywozie pasieki powinna być poprzedzona dokładnym rachunkiem ekonomicznym. Wędrować należy tylko na takie pożytki, które nawet przy nienajlepszej pogodzie zapewnią zbiór miodu większy niż ten, który można uzyskać pozostawiając pasiekę na stałym miejscu. Nie opłaca się wywozić pasieki stacjonującej w okolicy bogatej w pożytki w inne miejsce, gdzie w tym samym czasie kwitną te same rośliny. Za przykład może posłużyć wędrówka na „przemysłowe” sady z okolicy obfitującej w małe, lecz liczne ogrody z drzewami i krzewami owocowymi, dużą ilość obficie kwitnących wierzb, klonów, mniszka i innych roślin, które mogą zapewnić pożytek nie mniejszy niż ten pochodzący z jednogatunkowego, mocno traktowanego chemią sadu. Z kolei w wielu okolicach po zakończeniu głównych pożytków, na początku lipca lub już pod koniec czerwca pszczoły nie mają żadnego zajęcia i należało by je wywieźć. Nie ma jednak dokąd, gdyż w promieniu wielu kilometrów sytuacja pożytkowa jest taka sama i wędrówka miałaby sens, ale na znacznie większą odległość. Tak jest zwłaszcza w środkowej Polsce, gdzie po lipie a często nawet wcześniej nie kwitnie nic, a najbliższe plantacje gryki lub spadziujące lasy znajdują się w odległości kilkuset kilometrów. Wtedy wędrówka jest poważnym przedsięwzięciem i wymaga dokładnego rozpoznania pożytku i właściwego przygotowania samego transportu.

Do podjęcia wędrówek często pszczelarzy zniechęcają trudności ze znalezieniem miejsca na ustawienie pasieki wędrownej i zagrożenie kradzieżą. Niestety, „normalni” ludzie niechętnie widzą pasiekę blisko swojego domu lub w ogrodzie, boją się bowiem użądleń i nie wiedzą, jak szerokie korzyści dla całej przyrody wynikają z obecności w niej pszczół. Natomiast pasieka pozostawiona bez dozoru narażona jest na kradzież lub dewastację przez „zwykłych” wandali lub, co najbardziej przykre, przez miejscowych pszczelarzy, zazdrosnych o „swoją” bazę pożytkową.

Mimo wymienionych przeciwności warto wędrować. Jak wspomniano, dzięki wykorzystaniu dodatkowych pożytków wydajność pasieki może się zwiększyć o 100 albo i 200 %. To dużo, a nawet dla wielu pszczelarzy za dużo, bowiem bez tego mają oni kłopoty ze sprzedażą niewielkich ilości miodu. Jednak większa ilość towaru wymusza poszukiwanie innych, bardziej skutecznych sposobów dystrybucji. Bowiem pszczelarz, który ma średnią, 30-pniową pasiekę i produkuje 300 ÷ 500 kg miodu, tak prawdę mówiąc nie bardzo ma co z nim zrobić. Część zostanie spożyta w gronie rodziny, część sprzeda się lub rozda znajomym i dalszej rodzinie. Resztę, która zostaje w bardziej urodzajne lata, należałoby gdzieś sprzedać. Tu zaczyna się kłopot, bo jeżeli pszczelarz pojawi się raz na kilka lat na targu czy bazarze, mało kto się nim zainteresuje, ponieważ nikt go nie zna. Budowanie innych kanałów dystrybucji „po rodzinie” czy „po znajomych” też nie ma sensu, ponieważ 100 czy 200 litrów miodu to za mało by ludziom zawracać głowę. Ale 1000 litrów to już ilość, z którą warto „powalczyć” o dobrych stałych klientów.

Przy takim zwiększeniu produkcji pasieka przestaje być kulą u nogi, zwłaszcza dla najbliższej rodziny pszczelarza, z niecierpliwością tolerującej jego czasochłonne i kosztowne hobby. Może się okazać, że dochód z owego tysiąca litrów przewyższa nasz „normalny” dochód z pracy zawodowej i warto (nie tylko w naszym mniemaniu) pasiekę prowadzić, a nawet ją powiększać. Jednak by do tego doszło, należy pasiekę „przebudować” na wędrowną, a więc wprowadzić ule, które będą przydatne do wędrówki, zorganizować środek transportu, namówić kogoś do pomocy przy przewozie, rozpoznać pożytki, na które warto wyjechać i zmienić pogłowie pszczół na takie, które będzie dobrze wykorzystywać liczne, obfite pożytki trwające przez cały sezon.

 

Trudności można pokonać

 

Ten ogrom zadań może przerażać, na ich realizację jest jednak dużo czasu, jeżeli przystąpi się do tego w miarę wcześnie. Najbardziej kłopotliwe i kosztowne wydaje się wprowadzenie w pasiece uli, które będą przystosowane do prowadzenia wędrówek. Jednak wiele pasiek jest prowadzone w ulach, które do wędrówek się nadają, należy tylko trochę je przerobić i wyposażyć w elementy umożliwiające wentylację. Z kolei tam, gdzie ule są stare, ciężkie i wielkie, nowe rozwiązania można wprowadzać stopniowo. Nie trzeba od razu kupować kompletu drogich uli wykonanych z tworzyw sztucznych, można przez zimę we własnym zakresie wykonać proste ule przystosowane do wędrówki, wykonane z pojedynczych desek grubości 3 ÷ 3,5 cm lub z płyty pilśniowej. Ule przewozi się na przyczepie, którą musi ciągnąć samochód. Nie powinno to stanowić problemu, w dzisiejszych bowiem czasach w prawie wszystkich polskich rodzinach samochód stanowi dobro powszechnego użytku. Trudniej za to znaleźć pożytki, ale tutaj też nie trzeba polegać na sobie samym. Warto uczulić rodzinę czy znajomych, również tych zamieszkujących w dalszych okolicach, by bacznie obserwowali przyrodę wokół siebie i poczynania rolników. Zawsze ktoś dostrzeże zieleniące się jesienią hektary rzepaku, lub dowie się o planowanych wiosennych zasiewach facelii, ogórecznika, gorczycy lub gryki. Pomagać przy załadunku uli nie musi nam wnuk, gdy dorośnie, co może trwać jeszcze kilkanaście lat lata, lecz kolega z naszego koła pszczelarzy.

Ze wszystkim można więc sobie poradzić, trzeba tylko zechcieć. Warunki do wędrówek w Polsce są, nie zabraniają wędrować żadne przepisy, nie trzeba mieć żadnych świadectw potwierdzających kwalifikacje, jedyny wymagany dokument to świadectwo zdrowotności pasieki wystawione przez Powiatowego Lekarza Weterynarii. Dzięki wędrówkom można nie tylko zwiększyć produkcję miodu, ale pozbyć się problemów z nastrojem rojowym, poprawić zdrowotność pszczół, przyspieszyć wymianę plastrów, zapewnić lepsze warunki zimowli, poprawić sobie humor i uwierzyć w sensowność prowadzenia pasieki. A więc, pszczelarze – wyruszamy na wędrówkę!

Sławomir Trzybiński

 

Comments are closed.