Współpraca

■ Forum Polanka
■ Katalog Pszczelarski
■ LTP
■ "Pszczelarstwo"
■ Miód Warszawa
■ Pasieka
■ Pszczelarska Oficyna
■ PszczeliPark
■ Pszczoły.Pl
■ pszczoły.rolnicy.com
■ PWRSA
■ PZP
■ rolnicy.com
■ Sądecki Bartnik
■ SPP Polanka
■ ŁYSOŃ

Miód Polski

Ankieta I

Rasa pszczół w Twojej pasiece

  • kraińska (48%, 61 Votes)
  • Buckfast (23%, 29 Votes)
  • krzyżówki (10%, 13 Votes)
  • kaukaska (9%, 11 Votes)
  • włoska (6%, 7 Votes)
  • środkowoeuropejska (4%, 7 Votes)

Total Voters: 127

Loading ... Loading ...

Ankieta II

Do jakiej organizacji pszczelarskiej należysz?

  • - Polski Związek Pszczelarski (38%, 38 Votes)
  • - Nie należę do żadnej organizacji (38%, 38 Votes)
  • - Mam zamiar się przyłączyć (13%, 13 Votes)
  • - SPP Polanka (6%, 6 Votes)
  • - Związek niezrzeszony w PZP (5%, 5 Votes)
  • - Stowarzyszenie Pszczelarzy Zawodowych (0%, 0 Votes)

Total Voters: 99

Loading ... Loading ...
To view the gallery in a popup window, click here.

Prace pasieczne w ciągu roku.

Prace pasieczne w ciągu roku.

Prace pasieczne w ciągu roku (fot. Małanowski)

Cykl rozwojowy rodziny pszczelej

Prowadzenie pasieki jest zajęciem typowo sezonowym. Wynika to z cyklu rozwojowego rodziny pszczelej, uwarunkowanego porami roku. W klimacie umiarkowanym cykl ten rozpoczyna się w drugiej części zimy, kiedy pszczoły zaczynają intensywnie karmić matkę i opiekują się czerwiem, którego z upływem czasu jest coraz więcej. Co prawda matka pszczela składała pojedyncze jaja już wcześniej, ale pszczoły się nimi nie interesowały i albo były one gubione i spadały na dno ula, albo wyklute z nich larwy były zjadane przez pszczoły w pierwszych godzinach życia.

Najważniejszym bodźcem decydującym o rozpoczęciu cyklu życiowego rodziny pszczelej jest wydłużający się dzień. Oddziaływanie tego czynnika jest tym większe, im temperatura powietrza na zewnątrz jest wyższa. Dlatego pierwsze intensywne czerwienie w rodzinach pszczelich ma miejsce w lutym, a często nawet już w styczniu. Ponieważ tempo rozwoju wiosennego jest cechą silnie uwarunkowaną genetycznie, więc pszczoły pochodzące z terenów północnych rozwój rozpoczynają później. Natomiast pszczoły, których protoplastami są podgatunki pochodzące z południa Europy, a więc ze strefy krótkiego dnia, na skracanie i wydłużanie się dnia świetlnego nie reagują lub ich reakcja jest minimalna. Dlatego różne pszczoły o żółtym zabarwieniu, znane u nas jako „Włoszki” rozpoczynają rozwój bardzo wcześnie lub trwa on przez całą zimę, a głównym czynnikiem go ograniczającym jest niska temperatura.

Celem, do którego dąży rozwijająca się rodzina pszczela jest osiągnięcie struktury i liczebności pozwalającej na wydanie silnego roju lub kilku rojów. Ponieważ zarówno nowe roje, jak i rodzina macierzysta muszą mieć dosyć czasu, by dojść do kondycji pozwalającej przetrwać zimę i zgromadzić wystarczającą ilość zapasów, pszczoły dążą do jak najszybszego osiągnięcia siły pozwalającej na wyrojenie się. Rozwój wiosenny pszczół jest więc bardzo dynamiczny, a w rodzinach pszczelich wiosną tkwi ogromna energia pozwalająca na osiągniecie w krótkim czasie kondycji rozpłodowej, w praktyce objawiającej się wystąpieniem nastroju rojowego. Tak więc przedwiośnie i wiosna to dla rodziny pszczelej okres odbudowy jej liczebności i struktury, kończący się wydaniem potomstwa. Reszta sezonu to ponowna odbudowa siły potrzebnej do przetrwania zimy. Cały czas równolegle z czynnościami związanymi z rozwojem, pszczoły gromadzą zapasy, najpierw „z myślą” o zaopatrzeniu wychodzącego roju, później w celu przetrwania krytycznego okresu zimowego. Zaś już od momentu pojawienia się pierwszych obfitych pożytków wiosennych, w praktyce około połowy kwietnia, pszczoły zaczynają budować nowe plastry, potrzebne zarówno do magazynowania zapasów miodu i pierzgi, jak i do wychowu czerwia. Intensywność wychowu czerwia pszczelego, będąca miarą tempa rozwoju rodziny pszczelej, zmienia się w zależności od pory roku. Czerwia przybywa od przedwiośnia aż do okresu wejścia rodziny w nastrój rojowy. Kilka dni przed wyjściem roju matka przestaje czerwić. Po wyrojeniu przerwa w czerwieniu jest jeszcze dłuższa, musi bowiem wygryźć się i unasiennić nowa matka, co może trwać 2 – 3 tygodnie. Później wychów czerwia już nie jest tak intensywny, bowiem w wyrojonej rodzinie jest mniej robotnic, może też brakować pokarmu, ponieważ o tej porze często nie ma już pożytku. Głównym jednak czynnikiem powodującym zmniejszenie intensywności czerwienia jest skracanie się dnia, będące dla pszczół swoistym sygnałem zapowiadającym rychłe zakończenie sezonu pasiecznego. W drugiej części lata czerwienie zmniejsza się jeszcze bardziej, by w na początku jesieni kalendarzowej, również pod wpływem zmniejszającej się temperatury na zewnątrz, ustać zupełnie. Jesienią niskie temperatury zmuszają pszczoły do utworzenia ścisłego kłębu zimowego, w którym cały czas utrzymywana jest temperatura pozwalająca na przebieg wszystkich procesów życiowych.

Polimorfizm i podział pracy w rodzinie pszczelej

W rodzinie pszczelej istnieje daleko posunięty podział pracy, czego wyrazem jest zróżnicowanie morfologiczne i anatomiczne tworzących ją osobników. Składa się ona z trzech postaci pszczół: matki (samicy), trutni (samców) i robotnic (samic o uwstecznionych narządach rozrodczych). Charakterystyczną cechą robotnic jest posiadanie narządów, których brakuje osobnikom zdolnym do rozrodu. Są to gruczoły gardzielowe (wytwarzające mleczko), gruczoły woskowe i narządy służące do zbierania i przenoszenia pyłku. Oprócz tego niektóre narządy, właściwe matkom i robotnicom są u tych postaci wykształcone nieco inaczej, na przykład robotnice mają dłuższy języczek i trąbkę, żuwaczki bez wcięcia, zadziory na żądle i inne.

pszczelipark_robotnica_061.jpg

Cechą właściwą trutniom daleko idący rozwój narządów zmysłu. Mają one dwukrotnie większe niż matki i robotnice oczy oraz znacznie dłuższe czułki, co pozwala wyśledzić z dużej odległości odbywającą lot godowy matkę pszczelą.

Wychów poszczególnych osobników jest prowadzony w konkretnych okresach cyklu rozwojowego rodziny pszczelej.

Trutnie są wychowywane w rodzinie pszczelej tylko wtedy, gdy są w niej potrzebne. Ponieważ jedyną rolą trutni jest unasiennienie matki pszczelej, wychów ich prowadzą rodziny które w dalszej perspektywie „myślą” o wyrojeniu się lub o wymianie matki. Pierwszy czerw trutowy pojawia się w kwietniu, a w bardzo silnych rodzinach nawet w marcu. Trutnie wychowywane są do zakończenia okresu, w którym może dojść do wyrojenia, a więc do połowy lipca. Później trutnie są usuwane przez pszczoły jako zupełnie nieprzydatne rodzinie w okresie jesienno – zimowym. Liczba trutni wiosną i latem w rodzinie pszczelej wynosić może od kilkuset do kilku tysięcy. W okresie jesienno – zimowym trutnie mogą być tylko w rodzinie bezmatecznej lub z matką trutową (składającą jaja niezaplemnione), znacznie rzadziej w rodzinie z matką niepłodną.

pszczelipark_truten_008.jpg

Rozwój osobniczy trutnia trwa 24 dni:

3 dni – jajo;

7 dni – larwa zwinięta;

3 dni – larwa przędząca (wyprostowana);

4 dni – przedpoczwarka;

7 dni – poczwarka.

Zasklepienie czerwia następuje w dziesiątym dniu od złożenia jajeczka, a siódmym od wyklucia się larwy.

Matki pszczele są wychowywane wtedy, gdy będą potrzebne do zastąpienia matki wychodzącej z pierwszym rojem lub by wyjść z kolejnymi rojami. Wychów matek rojowych następuje więc w szczytowym stadium nastroju rojowego i jego następstwem jest wyrojenie się rodziny . Znacznie rzadziej pszczoły wychowują matki na cichą wymianę, gdy z różnych powodów zmuszone są wymienić czerwiącą w rodzinie matkę na nową. Wychów matek prowadzony jest też przez pszczoły w sytuacji kryzysowej, kiedy z jakiegoś powodu matka zginęła. Wtedy nowe matki wychowywane są z będących w różnym wieku larw pszczelich. Rolą matki jest składanie jajeczek i integrowanie rodziny pszczelej za pomocą ektohormonów wydzielanych przez nią. W prawidłowo funkcjonującej rodzinie pszczelej jest jedna czerwiąca matka pszczela lub matka nieunasienniona, przygotowująca się do odbycia lotów godowych. Dwie matki w jednej rodzinie mogą funkcjonować w krótkim okresie po cichej wymianie. Wtedy młoda matka unasiennia się i rozpoczyna czerwienie, zaś stara jest jeszcze karmiona przez pszczoły i składa jajeczka. Sytuacja taka zdarza się rzadko, na ogół w okresie po zakończeniu głównych pożytków i może trwać do dwóch tygodni, po czym stara matka jest przez pszczoły likwidowana. Dwie matki w jednej rodzinie mogą czerwić w okolicznościach sztucznie wywołanych przez człowieka: przy wykorzystaniu wspólnej nadstawki – jest to jedna z odmian gospodarki dwurodzinnej. Zdarza się też, że w ulu wielokorpusowym matka zostanie przeniesiona do górnej kondygnacji – miodni, albo sama przedostanie się przez uszkodzoną lub źle dopasowaną kratę odgrodową. W dolnym korpusie – dotychczasowej rodni, pszczoły wychowają nową matkę która się unasienni i podejmie czerwienie. Na taką rodzinę może też nalecieć matka z rojem, rodzinką weselną lub może do niej zabłądzić matka powracająca z lotu godowego. Wtedy przez pewien czas będą czerwiły dwie matki. Po ustaniu pożytku pszczoły zlikwidują jedną z nich, względnie rodzina się wyroi. Jedna z matek będzie też zlikwidowana natychmiast zabraniu kraty odgrodowej, na ogół w efekcie walki między sobą lub zostanie zabita przez pszczoły. Kilka matek nieunasiennionych może być w wychodzącym poroju (drużaku, trzeciaku, czwartaku). Sytuacja taka trwa bardzo krótko, po osadzeniu się roju w nowym miejscu matki walczą ze sobą tak długo, aż pozostanie jedna. Zdarza się też, że niektóre z tych matek są likwidowane przez pszczoły.

pszczelipark_matka_pszczela_001.jpg

Wychów osobniczy matki pszczelej trwa 16 dni, na co składają się stadia:

3 dni – jajo;

5 dni – larwa zwinięta; 2 – dni larwa przędząca (wyprostowana);

1 dzień – przedpoczwarka;

5 dni – poczwarka.

Larwa mateczna jest zasklepiana w ósmym dniu od złożenia jaja, w piątym od wyklucia się z jaja. Do wygryzienia się matki pszczelej nie zawsze dochodzi w 16 dniu rozwoju osobniczego. W matecznikach rojowych matki mogą pozostawać 1 ÷ 2 dni po osiągnięciu pełnej dojrzałości biologiczne i wygryzają się w momencie wychodzenia roju. W tym okresie karmione są przez robotnice przez dziurki wygryzione przez nie w końcowej części matecznika. Obecność dojrzałych matek w matecznikach można stwierdzić osłuchując już raz wyrojone rodziny pszczele. Takie matki śpiewają, czyli wydają dźwięki o charakterystycznym niskim tonie, przypominającym kwakanie.

Pszczoły robotnice wykonują wszystkie prace niezbędne do podtrzymania rodziny pszczelej przy życiu i wydania nowych rojów. Wyjątkiem są zachowania typowo płciowe, a więc składanie jajeczek i unasiennianie, które to czynności przynależne są tylko matkom pszczelim i trutniom. W określonych sytuacjach pszczoły mogą składać jajeczka niezaplemnione. Pszczoły takie nazywane są trutówkami, a ich pojawienie się świadczy o daleko idących nieprawidłowościach w równowadze feromonowej rodziny pszczelej spowodowanych długotrwałą bezmatecznością lub małą aktywnością wydzielniczą matki.

W normalnych warunkach, w zależności od bieżącego zapotrzebowania każda pszczoła wykonuje kolejne prace w ulu, przy czym podjęcie niektórych z nich wymaga osiągnięcia pewnego wieku lub określonego stanu fizjologicznego. Życie pszczoły dzieli się na trzy zasadnicze okresy. Pierwszy, trwający od trzeciego do dziesiątego dnia życia obejmuje prace związane z karmieniem czerwia. Okres drugi, trwający do około dwudziestego dnia życia to wykonywanie wszystkich innych prac ulowych: budowa plastrów, zasklepianie komórek z czerwiem, przejmowanie nektaru od zbieraczek, ugniatanie pyłku, sprzątanie wnętrza ula, obrona gniazda i inne. Pszczoły starsze (trzeci okres) pracują jako zbieraczki. Podział ten nie jest sztywny i pszczoły, które są zbieraczkami a wcześniej nie karmiły czerwia lub nie produkowały wosku mogą wrócić do tych czynności. Bywa też, że znacznie młodsze pszczoły niż 20 – dniowe podejmują pracę zbieraczek. Specyficzną grupę w rodzinie stanowią pszczoły zimujące, u których w pierwszych dniach życia dochodzi do zatrzymania się rozwoju fizjologicznego na skutek przerwania ciągłości wykonywanych przez nie prac. Pszczoły takie nie karmią czerwia, nie przerabiają też pokarmu, za to bardzo dobrze się odżywiają. Dzięki temu zdolne są przetrwać zimę i zająć się karmieniem czerwia na przedwiośniu. Podobną kondycją charakteryzują się pszczoły rojowe.

pszczelipark_robotnica_004.jpg

Rozwój osobniczy pszczoły robotnicy trwa 21 dni:

3 dni – jajo;

6 dni – larwa zwinięta;

2 dni – larwa przędząca;

2 dni – przedpoczwarka;

8 dni – poczwarka.

Czerw pszczeli jest zasklepiany w 9 dniu po złożenia jaja i w 6 po wykluciu się larwy.

Rok pszczelarski

Zarówno gromadzenie dużych ilości zapasów, jak i osiąganie dużej liczebności w okresie najbardziej właściwym dla wydania potomstwa, są cechami nierozerwalnie związanymi z naturą pszczoły miodnej. Stworzenie właściwych warunków dla rozwoju rodziny pszczelej oraz pokierowanie nim przez stosowanie określonych metod gospodarki pasiecznej pozwoli te cechy optymalnie wykorzystać. Ponieważ chów pszczół jest zajęciem sezonowym, to o właściwym przygotowaniu rodziny do wykonania określonych prac w pierwszej części sezonu pasiecznego decydują zabiegi wykonane w sezonie poprzednim. Mimo więc, że cykl rozwojowy rodziny pszczelej zaczyna się niedługo po rozpoczęciu roku kalendarzowego (w marcu, lutym a niekiedy i w styczniu), to początek „roku pszczelarskiego” zwykło się datować na moment rozpoczęcia przygotowań rodzin pszczelich do wykorzystania ich w przyszłym sezonie. Są to zabiegi prowadzące do osiągnięcia przez rodziny pszczele już latem poprzedniego roku takiej kondycji, która pozwoli optymalnie wykorzystać przyszłoroczne pożytki czy też zrealizować inne zadania, dla jakich prowadzona jest pasieka. Zabiegi te nie są jednoznaczne z właściwym przygotowaniem pszczół do zimowli. Zimowla jest bowiem takim okresem w życiu rodziny pszczelej, do którego pszczoły przygotowują się samorzutnie, leży to bowiem w ich naturze a pszczelarz musi im tylko zapewnić do tego właściwe warunki. Natomiast pszczoły „nie myślą” o tym, co czeka je w następnym roku, na dojście do siły pozwalającej na wydanie roju będą miały całe przedwiośnie i wiosnę. Dlatego, jeżeli rodziny pszczele mają być intensywnie użytkowane na najwcześniejszych pożytkach wiosennych czy to w celu uzyskania z nich miodu, czy zapylania, muszą być do tego przygotowane już w poprzednim sezonie. Dotyczy to większości pasiek w Polsce, ponieważ większość korzysta z pożytków wczesnych , a dla wielu są to pożytki jedyne.

pszczelipark_pasieka_3_004.jpg

„Rok pszczelarski” zaczyna się więc po zakończeniu ostatniego miodobrania. Wtedy zadaniem pszczelarza jest wykonanie zabiegów mających na celu odbudowę składu biologicznego rodziny. Kolejny okres to przygotowanie rodzin do zimy, kiedy uzupełnia się zapasy i dostosowuje wielkość gniazd do siły rodzin. Początek zimowli w większości pasiek datuje się w zasadzie na drugą połowę września, a więc na początek kalendarzowej jesieni. Od tego momentu aż do wiosny w prawidłowo zazimowanej pasiece nie wykonuje się żadnych prac. Wyjątkiem są pasieki korzystające z późnych pożytków (spadź, wrzosy), które do zimy przygotowuje się według innego schematu. Zimowla kończy się wraz z pierwszym oblotem pszczół, który ma miejsce zazwyczaj w marcu. Za zakończenie zimowli nie można uważać oblotów zdarzających się czasem w styczniu lub w pierwszej połowie lutego, a spowodowanych krótkotrwałym ociepleniem. Działania pszczelarza zimą koncentrują się na zapewnieniu zimującej pasiece spokoju.

pszczelipark_mniszek_053.jpg

W trwającym około dwóch miesięcy okresie wczesnowiosennym rodziny pszczele przygotowują się do wykorzystania pierwszych obfitych pożytków wiosennych. Pożytki te, pojawiające się z końcem kwietnia, rozpoczynają właściwy sezon pasieczny, który dzieli się na okres pożytków wiosennych (maj), wczesnoletnich (czerwiec) letnich (lipiec) i późnoletnich (sierpień i wrzesień). Dla większości pasiek sezon ten kończy się w połowie lipca lub nawet wcześniej, ponieważ w szacie roślinnej Polski dominują gatunki kwitnące wiosną i na początku lata. Mniej liczne pasieki korzystają z pożytków letnich, a tylko niektóre z późnych. Wraz z zakończeniem pożytków zaczyna się nowy „rok pszczelarski”, z którego początkiem należy zacząć przygotowywać pasiekę do następnego sezonu.

W pasiece co roku wykonuje się te same prace, jedynie ich terminy mogą być nieco modyfikowane przez pogodę w kolejnych sezonach. Nie znaczy to bynajmniej, że chów pszczół ze względu na swoją coroczną powtarzalność jest zajęciem nużącym. Zmienność warunków pogodowych, możliwości wykorzystania nowych pożytków, pozyskiwanie nowych produktów, wprowadzanie pogłowia pszczół o nowych cechach i stosowanie nowych urządzeń w pasiece oraz pracowni sprawiają, że pasieka w każdym sezonie odkrywa przed pszczelarzem swoje nowe oblicze. Do tego niesłabnąca żywotność rodziny pszczelej i niespożyta energia, z jaką pszczoły każdej wiosny przystępują do pracy powodują, że nie można się przy nich nudzić i fascynują one zawsze zarówno pszczelarza początkującego jak i tego z wieloletnim stażem pracy w pasiece.

Prace po ostatnim miodobraniu.

Ostatnie miodobranie wykonywane jest większości pasiek po przekwitnięciu lipy drobnolistnej. i innych roślin pożytkowych nektarujących o tej porze. Termin jego wykonania przypada zazwyczaj na połowę lipca. Natomiast uzupełnianie zapasów zimowych powinno się rozpocząć nie wcześniej niż w połowie sierpnia, a więc bezproduktywny okres w życiu pasieki będzie trwał miesiąc albo nawet dłużej. Najkorzystniej byłoby wypełnić ten czas przez znalezienie jeszcze jednego obfitego pożytku, który nie dość że zabezpieczy pasiekę przed głodem, to pozwoli odebrać kolejną porcję miodu towarowego. Takimi pożytkami są później wysiewana gryka, plantacje nasienne warzyw i spadź. Jednak nie każda pasieka jest przystosowana do wędrówek, nie każdy pszczelarz może z tych pożytków skorzystać chociażby ze względu na odległość a także z innych przyczyn. Dość powiedzieć, że większość pszczelarzy kończy sezon w lipcu i muszą oni stosować metody gospodarki umożliwiające skuteczne wykorzystanie pożytków wczesnych.

pszczelipark_rzepak_005.jpg

Po ostatnim miodobraniu rozpoczyna się okres bezpożytkowy i rozwój rodzin ulega zahamowaniu. Ponieważ nie ma pożytku, a pszczelarz zabrał zapasy miodu, pszczoły są narażone na głód w skrajnych przypadkach mogący nawet doprowadzić do ich osypania się. Dlatego w tym trwającym nawet do półtora miesiąca okresie należy przede wszystkim zabezpieczyć rodzinom odpowiednią ilość zapasów. Oprócz tego ten okres można wykorzystać na wykonanie wielu prac, bardzo istotnych dla prawidłowego rozwoju rodzin pszczelich i decydujących o powodzeniu gospodarowania w przyszłym sezonie.

Ostatnie miodobranie i główny przegląd jesienny.

Ostatnie miodobranie to praca, w której oprócz odbioru miodu można wykonać dużo więcej czynności, tradycyjnie wykonywanych w czasie głównego przeglądu jesiennego. Przegląd ten, wbrew swojej nazwie wykonywany jest latem, czasem nawet w pierwszej części lata kalendarzowego, w połowie lipca. Obserwacje poczynione w czasie tego przeglądu mają udzielić informacji o stanie rodziny i jej potrzebach. Ale to, co się dzieje w rodzinie pszczelej po zakończeniu głównego pożytku jest rzeczą wiadomą i nie wymaga dokładnego przeglądania całego gniazda. Natomiast prace, które trzeba wykonać nie tyle wynikają z sytuacji w poszczególnych rodzinach, która w całej pasiece powinna być podobna, lecz z uwarunkowań zewnętrznych oraz z planów wykorzystania pasieki w przyszłym sezonie. Ponieważ zarówno przebieg pogody jak i pożytki w otoczeniu pasieki są co roku podobne lub takie same, w pasiece wykonuje się co roku takie same prace, podobne są też ich terminy. Mając taką wiedzę obsługę pasieki można uprościć do minimum, co ma niebagatelne znaczenie właśnie teraz, w okresie bezpożytkowym. Każdy bowiem dłużej trwający przegląd spowoduje rabunek, który w tym okresie nie dość że może doprowadzić do likwidacji słabszych rodzin, to jeszcze poważnie wpłynie na wzrost kosztów prowadzenia pasieki. Gdy dochodzi do rabunku pracę należy przerwać, a wznowić ją można dopiero następnego dnia lub jeszcze później, co w sytuacji gdy pasieka położona jest daleko od siedziby pszczelarza wymusza kolejny dojazd. Oprócz wzrostu kosztów bezpośrednich pszczelarz traci w ten sposób czas, tak teraz cenny. Jeżeli gospodarstwo składa się z kilku pasiek, i do każdej pszczelarz będzie musiał przyjechać jeszcze raz lub dwa, omawiany przegląd zająć może dwa lub trzy tygodnie.

. Miodobranie połączone z przeglądem polega na odebraniu miodu wyprodukowanego na ostatnim pożytku i wstępnym zestawieniu gniazd na zimę. Niejako przy okazji ocenia się jakoś matki i określa stan zapasów miodowych i pyłkowych. Jeżeli wszystkie rodziny są w podobnej kondycji, to kolejną pracą będzie wstawienie za parę dni (lub jeszcze tego samego dnia w przypadku zagrożenia głodem) podkarmiaczek i uzupełnienie niezbędnego zapasu węglowodanowego.

Ze względu na mnogość typów uli użytkowanych w Polsce i ich systemów trudno przedstawić gotową „receptę” na wykonanie tych prac w każdej pasiece, podobnie jak nie można podać ścisłych danych dotyczących siły rodzin, ilości czerwia i miodu oraz terminu wykonania omawianych zabiegów. Są to elementy płynne, zależne od obfitości pożytków, czasu ich wystąpienia, jakości pogłowia, kondycji matek, wcześniejszych prac prowadzonych w pasiece i oczywiście przebiegu pogody w danym sezonie. Zawsze jednak pierwszą czynnością wykonywaną w trakcie takiego przeglądu jest zabranie nadstawek, ewentualnie plastrów z części gniazda użytkowanej jako miodnia w ulu leżaku. Ponieważ każdy ul jest tak skonstruowany, by wykonywanie tej czynności ułatwić, zabieg ten nie powinien zająć więcej czasu niż minutę – dwie na rodzinę, nawet gdy uwzględni się otrząsanie i omiatanie pszczół z plastrów. Nie ma w tym czasie obawy, że odebrany zostanie miód niedojrzały, ponieważ pożytek się już skończył i pszczoły na pewno nie przyniosły świeżego nakropu. Dlatego w ulach wielokorpusowych można zastosować przegonki, co jeszcze bardziej usprawni pracę. Plastry z miodem natychmiast należy umieścić w szczelnej transportowce i zanieść do pracowni lub do samochodu. Jeżeli przebiega to sprawnie, kolejną czynnością jest zabranie plastrów z miodem z gniazda. Pozostawia się tyle plastrów, na ilu rodzina ma zimować, ewentualnie wszystkie plastry z czerwiem. Dlatego tak ważne było ograniczenie czerwienia matek we właściwym czasie (29 dni) przed zakończeniem ostatniego pożytku. Efekt tego zabiegu to nie tylko ograniczenie spożycia miodu na wychów niepotrzebnych teraz pszczół. Ponieważ czerwia w czasie trwania pożytku było niewiele, to większość pszczół zamiast się nim opiekować mogła zbierać i przerabiać nektar, dzięki czemu miodu jest więcej. Zaś teraz czerw zlokalizowany jest tylko na kilku plastrach, co usprawnia prace związane z odbiorem miodu i układanie gniazd na zimę

Mimo wszelkich usprawnień opisane prace zajmują dużo czasu i nie zawsze udane się je wykonać przy okazji jednego przeglądu. Dlatego zwłaszcza w dużych pasiekach prace te wykonuje się dwuetapowo: najpierw zabiera się nadstawki (korpusy) z miodem a w leżakach plastry z części użytkowanej jako miodnia, zaś następnego dnia przegląda się gniazda. Tego drugiego przeglądu nie należy odwlekać, ponieważ w części gniazdowej może być mało zapasów. Zostaną one szybko zjedzone przez pszczoły, co przy permanentnym braku pożytku doprowadzić może nawet do osypania się rodzin z głodu.

Terminu ostatniego miodobrania nie należy opóźniać. Każdy pszczelarz orientuje się w jaka jest pszczelarska wartość terenu, w którym stacjonuje pasieka i wie, że po zakończeniu ostatniego pożytku nie należy liczyć na jakieś niespodziewane pojawienie się wziątku i pszczoły nic więcej już nie przyniosą. Opóźnienie miodobrania spowoduje zużycie części miodu na potrzeby bytowe rodziny, co się zupełnie nie opłaci.

Ocena jakości matek

Siła rodziny jest ściśle uzależniona od kondycji matki, dlatego jeżeli któraś rodzina jest słaba, należy dociec, czy przyczyną tego jest właśnie matka czy też inne czynniki. Kondycję matki określa się na podstawie jakości czerwienia. Jeżeli czerw jest zwarty i jest go dużo, a mimo to rodzina jest słaba, to znaczy że przyczyny trzeba szukać gdzieś indziej. Być może we wcześniejszym okresie czerwienie matki zostało skutecznie ograniczone przez intensywny pożytek i obecna nienajlepsza kondycja rodziny jest skutkiem przerwy w czerwieniu. Może rodzina się wyroiła pod nieobecność pszczelarza w pasiece i oceniana matka jest młodą matką rojową, a mała liczba pszczół jest następstwem przerwy w rozwoju spowodowanej nastrojem rojowym i wyjściem roju. Może poprzednia matka czerwiła słabo, co doprowadziło do osłabienia rodziny, zaś matka która jest w rodzinie obecnie to jej córka pochodząca z cichej wymiany. Na pozór nie ma to większego znaczenia. Obficie czerwiąca matka zdąży doprowadzić rodzinę do wymaganej kondycji przed zimą, bowiem ma na to jeszcze ponad miesiąc. Ale problemem mogą być walory genetyczne takich matek. Jeżeli bowiem matka w rodzinie pochodzi z cichej wymiany, nieznana jest strona ojcowska jej potomstwa. Ponieważ takie matki zazwyczaj charakteryzują się dobrą kondycją, można ją zostawić na zimę i ewentualnie wymienić ją w przyszłym sezonie, jeżeli pochodzące od niej pszczoły nie będą spełniały pokładanych w nich oczekiwań. Większy niepokój powinno wzbudzić w pszczelarzu wyjście roju i wymiana matki na rojową. Do rójki dochodzi z określonej przyczyny i w sytuacji, gdy cała pasieka korzystała z takich samych pożytków i wykonywano w niej takie same zabiegi, lecz się nie roiła, wyjściu roju z jednej rodziny winna jest jej matka. Teraz w takiej rodzinie jest jej córka, a wiadomo, że zachowania związane z rójką są silnie dziedziczone. Dlatego dobrze jest taką matkę wymienić jeszcze w tym roku, ponieważ w przyszłym sezonie jej rodzina może sprawić iemiłą niespodziankę wchodząc w nastrój rojowy już po pierwszych pożytkach wiosennych lub nawet w ich trakcie.

Jeżeli oceniana w czasie przeglądu rodzina jest słaba, zaś czerw jest rozstrzelony, garbaty lub nie ma go wcale, to znaczy, że przyczyna niezadowalającej kondycji leży po stronie matki. Wiadomo wtedy, że matkę należy wymienić jak najszybciej. Nie wyszukuje się jednak teraz matki przewidzianej do wymiany, należy jedynie zaznaczyć rodzinę, a matkę wymienić w trakcie kolejnej wizyty w pasiece. W ogóle w pracach pasiecznych należy trzymać się zasady, że w danym dniu wykonuje się tylko określone, wcześniej zaplanowane czynności. Wyszukiwanie matki teraz, w czasie miodobrania mogłoby zająć dużo czasu. Może wtedy dojść do rabunku, wtedy pracę trzeba będzie zakończyć i kontynuować ja w kolejne dni. A przecież matki, kwalifikujące się do wymiany mogą być i w innych rodzinach, które powinny być przejrzane jak najszybciej. Odłożenie przeglądu tych rodzin na następne dni spowoduje opóźnienie rozpoczęcia karmienia mającego stymulować rozwój, a to może być przyczyną słabszej kondycji zimowanych rodzin i odbije się na zbiorach z pożytków wiosennych.

Rodziny bezmateczne, jeśli są w dość dobrej kondycji ratuje się, poddając im matki czerwiące W tym okresie należy poddawać matki unasiennione o sprawdzonym czerwieniu, ponieważ muszą one jak najszybciej zacząć składać jajeczka by doprowadzić rodziny do dużej siły przed zimą. Rodziny z czerwiącymi trutówkami likwiduje się. Zresztą ratowanie rodziny, w której czerwią trutówki zawsze jest bardzo ryzykowne i ma swoje uzasadnienie tylko wtedy, gdy pszczelarz ma niepotrzebne matki i nie ma ich jak zagospodarować.

Zdarza się czasem, że w dość silnej rodzinie nie ma wcale czerwia lub jest tylko czerw zasklepiony, nie ma zaś larw ani jajeczek. Mimo że nie ma mateczników ratunkowych, trudno jest ze 100 – procentową pewnością stwierdzić obecność matki. Z kolei jeśli nawet matkę uda się znaleźć, to trudno orzec czy będzie ona czerwić, czy też z jakichś przyczyn utraciła płodność. Do wyjaśnienia tej sytuacji służy tak zwana ramka kontrolna – zwykła ramka gniazdowa z plastrem zawierającym młody czerw w różnych stadiach, zabrana z innego ula. Najlepiej, gdy w takim plastrze znajdują się zarówno jajeczka jak i larwy. Ramkę taką umieszcza się w podejrzanej rodzinie, a po dwóch – trzech dniach się ją sprawdza. Jeżeli matki nie ma, pszczoły zaczną na czerwiu budować mateczniki ratunkowe. Jeżeli matka jest, mateczników nie będzie, zaś matka powinna rozpocząć czerwienie, zazwyczaj na plastrach sąsiadujących z tym dodanym. Dzieje się tak dlatego, że młode pszczoły muszą zacząć produkować mleczko, by móc karmić dodany czerw. Część tego mleczka dostaje matka i jest to wystarczający bodziec, by zaczęła składać jajeczka. Jeśli czerwiu nadal nie ma, nie ma też mateczników ratunkowych, to znaczy że matka jest (mogliśmy ją nawet zobaczyć). Z podjęciem decyzji o jej wymienieniu poczekajmy jednak do rozpoczęcia podkarmiania. Jeżeli i wtedy nie podejmie czerwienia, koniecznie należy ją wyszukać i wymienić.

Wstępne ułożenie gniazda zimowego

W czasie ostatniego miodobrania zabiera się ramki z miodem, natomiast w gniazdach należy pozostawić tyle plastrów, na ilu rodziny mają zimować. Decyzja o tym, ile powinno pozostać plastrów na zimę nie może być podejmowana na podstawie oceny aktualnej siły rodziny. Może ona być myląca: pszczół obecnie jest dużo i wydaje się, że powinny ona obsiadać zarówno pełne gniazdo jak i nadstawkę. Pszczół tych już niedługo ubędzie, ponieważ część z nich jest już spracowana i przeżyją one tylko kilka tygodni, pozostałe zaś wyczerpią się na przerabianiu syropu, którym będą uzupełniane zimowe zapasy. Oprócz tego teraz jest ciepło, pszczoły więc zajmują dużo większą przestrzeń niż jesienią i zimą, kiedy chroniąc się przed zimnem będą musiały zbić się w kłąb.

To, na ilu plastrach będą zazimowane rodziny wynika bardziej z praktyki pszczelarza i z zadań, jakie stoją przed pasieką w przyszłym sezonie niż z aktualnej ich kondycji. Jeżeli w planach jest wykorzystywanie wczesnych pożytków wiosennych, to trzeba zazimować bardzo silne rodziny, które obsiadać będą dużo plastrów. Rodzina, która ma skutecznie wykorzystać obfity wczesnowiosenny pożytek musi liczyć od trzydziestu do czterdziestu tysięcy pszczół. Tak silna rodzina zimą obsiadać będzie gniazdo składające się z 8 – 12 plastrów dadanowskich lub warszawskich poszerzonych i 10 – 15 plastrów wielkopolskich. Najpierw doprowadzenie rodziny do takiej siły wymaga przeprowadzenia odpowiednich zabiegów, które spowodują wychów dużej ilości czerwia. Później takiej rodzinie należy zapewnić właściwą ilość zapasów cukrowych oraz pyłkowych na zimę, co wymaga skarmienia znacznie większej dawki cukru niż przy zimowaniu rodzin o średniej sile. Jeżeli natomiast pierwsze obfite pożytki wystąpią później, zimuje się rodziny słabsze, liczące około dwudziestu tysięcy pszczół. Taka rodzina mieści się na 7 – 8 plastrach Dadanta lub na 10 wielkopolskich i do przezimowania wystarczy jej około 15 kg zapasów. Liczba plastrów pozostawionych na zimę wynikać będzie więc z siły, jaką rodzina osiągnie po zakończeniu karmienia, około połowy września. Oczywiście rodziny będące teraz z różnych przyczyn w wyjątkowo słabej kondycji nie zdążą osiągnąć przed zimą wymaganej siły. Tym rodzinom należy zostawić już teraz mniej plastrów lub je połączyć. Zresztą będzie jeszcze wiele możliwości na dokonanie korekt wielkości gniazda zimowego, chociażby przed rozpoczęciem dokarmiania lub po jego zakończeniu.

Jeżeli czerwienie matki nie było ograniczone na niewielkiej liczbie plastrów, na przykład na dwóch – trzech ramkach umieszczonych w izolatorze z kraty odgrodowej, to zazwyczaj liczba częściowo zaczerwionych plastrów jest podobna do tej, jaką planuje się zostawić na zimę. Dobrze, gdy w tych plastrach jest dużo pierzgi, co też często się zdarza, jeżeli pszczoły w ostatnich tygodniach mogły korzystać z pożytku pyłkowego. Co innego jeżeli czerwia nie ma, zaś plastry są pełne miodu. Zostawianie miodu jako zapasu zimowego się nie opłaci , służy do tego o wiele tańszy cukier, zresztą w gnieździe potrzebne są puste plastry do czerwienia. Ramki z miodem należy wtedy zabrać a na ich miejsce wstawić puste plastry. Aby stwierdzić, które plastry zawierają dużo miodu, a które czerw, nie trzeba rozbierać całego gniazda. Wystarczy, że wyjmując kolejne ramki pełne miodu „dojdzie się ” do pierwszego plastra z czerwiem. W kolejnych plastrach też jest czerw a z drugiej strony gniazda będzie tak samo. Plastry bezpośrednio sąsiadujące z czerwiem mogą być częściowo lub całkowicie wypełnione pierzgą, która może być zalana miodem. Takie plastry powinny pozostać w gnieździe. Pierzga bowiem, jeżeli nie będzie spożyta w najbliższych tygodniach na karmienie czerwia, to na pewno przyda się jeśli nie w zimie to na przedwiośniu. W ulach o ciepłej zabudowie gniazda pszczoły szczególnie chętnie gromadzą pierzgę na plastrach zlokalizowanych przy ścianie z wylotkiem. Ponieważ te plastry pozostaną na zimę w gniazdach, już wcześniej należało pomyśleć o tym, by były one odpowiedniej jakości.

Jakość plastrów

Jakość plastrów oraz tak zwany ich „wiek” ma duże znaczenie dla stworzenia odpowiednich warunków do zimowli oraz przedwiosennego czerwienia. Na zimę nie powinny pozostać w gnieździe plastry krzywe i nie do końca odbudowane. Nie powinno się do zimowli używać plastrów trutowych, chociaż znana jest metoda bardzo wczesnego wychowu trutni właśnie przez pozostawienie na zimę plastra trutowego w środku gniazda rodziny, która w przyszłym sezonie ma być wykorzystana jako ojcowska. Sposób ten szczegółowo jest opisany w rozdziale dotyczącym wychowu matek. Jeśli chodzi o wiek plastrów, pojęcie to dotyczy nie tego, ile plaster ma lat, lecz ilości pokoleń czerwia wychowanych w danym plastrze. W trakcie rozwoju osobniczego larwy pszczele i trutowe osnuwają oprzędem całą komórkę (larwa mateczna tylko dolną część matecznika). Oprzęd ten pozostaje w komórce po wygryzieniu się dorosłego owada Ponieważ jest jasnobrązowy, zabarwia plaster na brązowo. W miarę wychowywania kolejnych pokoleń pszczół w komórkach przybywają kolejne warstwy oprzędu i plaster robi się coraz ciemniejszy. Proces ten nazywany jest starzeniem się plastrów. Plastry bardzo młode są jasne, w miarę wychodzenia kolejnych pokoleń pszczół ciemnieją. Plastry, w których wychowało się kilkanaście pokoleń pszczół są czarne. Wraz ze starzeniem się plastrów zmniejsza się współczynnik ich przewodnictwa cieplnego. Plastry ciemne są więc „ciepłe” – znacznie wolniej tracą ciepło niż plastry jasne, młode. Dlatego matka pszczela na przedwiośniu w pierwszej kolejności zaczerwia plastry starsze, już kilkakrotnie przeczerwione, zaś nieczerwione, jasne omija. W skład gniazda zimującej rodziny pszczelej nie powinny więc wchodzić plastry młode. Jeżeli z jakiegoś powodu pszczelarz nie dysponuje plastrami już czerwionymi, można pszczoły zimować na plastrach jasnych. Z takich plastrów musi być złożone całe gniazdo, nie może być tak, że część stanowią plastry ciemne, a część jasne.

Plastry na których ma zimować rodzina pszczela nie mogą być też zbyt ciemne. Oprzęd pozostający w komórce po wychowaniu czerwiu powoduje zmniejszanie się jej średnicy. W wyniku tego pszczoły kolejnych pokoleń wychowanych w starzejącym się plastrze są coraz mniejsze co ujemnie wpływa na ich użytkowość. Zmniejszenie średnicy komórek w których wychowywane są pszczoły negatywnie wpływa na masę ich ciała, długość języczka i objętość wola miodowego. Oprócz tego w starych, ciemnych plastrach mogą znajdować się zarodniki grzybic i spory choroby zarodnikowcowej. Czerw w ciemnych plastrach jest też chętniej atakowany przez warrozę. Dlatego najlepsze do zimowli są plastry 2 – 3 razy przeczerwione a zestawienie gniazda z takich plastrów nie jest trudne, jeżeli w ciągu mijanego sezonu była prowadzona właściwa gospodarka węzą mająca na celu racjonalne odnowienie gniazda.

Zapasy pierzgi

W okresie po ostatnim miodobraniu nie może w pasiece brakować pierzgi. Teraz właśnie rodziny mają się intensywnie rozwijać, by do zimy wejść w bardzo dobrej kondycji. Pierzga będzie potrzebna nie tylko do karmienia czerwia. Od odżywiania się pszczół pierzgą w pierwszych dniach po wygryzieniu zależy ich kondycja i długowieczność. U młodych pszczół spożywających pierzgę rozwija się ciało białkowo – tłuszczowe, w którym zmagazynowane są substancje energetyczne. Będą one wykorzystane w okresie przedwiosennym, kiedy te pszczoły będą karmicielkami czerwia. Im lepsza kondycja karmicielek i większa ich liczba, tym bardziej dynamiczny będzie wczesnowiosenny rozwój przezimowanych rodzin. Siła rodziny będzie się wtedy zwiększać ponieważ pszczoły zimowe będą szybko zastępowane młodymi dzięki czemu wczesne pożytki zostaną skuteczniej wykorzystane. Najlepiej więc, gdy w gnieździe jest dużo zapasów pierzgi a pszczoły mają do dyspozycji ciągłe pożytki pyłkowe. Ponieważ nie zawsze taka idealna sytuacja ma miejsce, o zaopatrzenie rodzin w pierzgę musi zadbać pszczelarz. Pyłek, a w zasadzie wytworzona z niego pierzga jest jedynym i najlepszym pokarmem dostarczającym pszczołom białka, witamin, soli mineralnych, a także węglowodanów. Jeżeli więc pod koniec sezonu nie ma obfitych pożytków pylkowych, to o zabezpieczenie potrzebnych zapasów pierzgi należało się zatroszczyć wcześniej, w okresie występowania pożytków wiosennych. Dostarczają one nie tylko dużych ilości nektaru, ale pozwalają zgromadzić dużo plastrów z pierzgą Dzieje się to bez uszczerbku dla wiosennego rozwoju rodziny, ponieważ im więcej pierzgi (lub pyłku) jest odbierane, tym intensywniej pszczoły na pożytkach pyłkowych pracują. W odbieraniu dużych ilości pierzgi może przeszkodzić wtedy tylko pogoda, ale jeśli warunki atmosferyczne są sprzyjające, to powinno się w okresie od początku maja do końca czerwca na każdą rodzinę, która ma być zazimowana, zgromadzić po 6 plastrów wypełnionych pierzgą. Dwa z nich zostaną dodane rodzinom właśnie w omawianym okresie, po ostatnim miodobraniu. Pierzga ta posłuży pszczołom do karmienia czerwia, którego niedługo zacznie przybywać . Co prawda dwa plastry pierzgi to za mało, by wykarmić ilość czerwiu potrzebną do wychowania 4 kg pszczół, z których ma się składać zazimowana bardzo silna rodzina. Z teoretycznych wyliczeń wynika, że dwa plastry wielkopolskie wypełnione pierzgą wystarczą na wychowanie tylko dwóch kg (20 tys.) pszczół (na wykarmienie jednej larwy potrzeba pół komórki pierzgi). By wyżywić 40 tys. larw potrzebne więc będą cztery plastry z pierzgą. Wtedy w warunkach kompletnego braku pożytku pyłkowego pierzgi potrzeba więcej. Taki głód pyłkowy rzadko się jednak zdarza, szczególnie tam, gdzie są inne pożytki do których wykorzystania potrzebne są tak silne rodziny (40 tys. pszczół). Na ogół więc pszczoły same ów brakujący pyłek przyniosą, bowiem w okresie letnim prawie wszędzie występują jakieś pożytki pyłkowe. Zresztą jeśli wiosną uda się zgromadzić więcej pyłku, to śmiało można dawać rodzinom jej większe ilości, ponieważ nadmiar tego pokarmu nigdy pszczołom nie zaszkodził.

Pozostałe dwa plastry z wcześniej zgromadzoną pierzgą rodziny dostaną przed rozpoczęciem zimowego dokarmiania, zaś dwa kolejne na przedwiośniu, gdy czerwienie będzie już zaawansowane, ale jeszcze będzie za zimno by pszczoły mogły przynosić pyłek. Taka planowa gospodarka pyłkiem jest konieczna do przygotowania bardzo silnych rodzin mających wykorzystać wczesne pożytki szczególnie wtedy, gdy nie można liczyć na obfity wziątek pyłkowy w drugiej części sezonu.

Pracochłonność przeglądu jesiennego

Jak już wspomniano, liczba plastrów przeznaczonych do zimowli zależy od siły rodziny pszczelej. Ta zaś zależy od pszczelarza, w którego gestii leży pokierowanie rozwojem rodziny, zapewnienie matek będących w bardzo dobrej kondycji i właściwej ilości zapasów. W prowadzeniu pasieki nie można sobie pozwolić na żadną przypadkowość i tak jak w przypadku chowu wszystkich innych zwierząt hodowlanych i tutaj jednostki produkcyjne którymi są rodziny pszczele lub całe pasieki muszą znajdować się pod pełną kontrolą pszczelarza. Nie znaczy to, że taki „nadzór” musi pociągać wyjątkowo duże nakłady pracy. Im lepsza znajomość aktualnego stanu biologicznego rodzin, stanu zapasów, występujących aktualnie pożytków lub ich braku i oczywiście biologii pszczół, tym rzadziej trzeba zaglądać do uli. Natomiast wszystkie prace pasieczne wykonuje się zgodnie z przyjętym wcześniej planem i w celu wykonania określonych zabiegów. Opisane wcześniej czynności związane z ostatnim miodobraniem wydawać się mogą bardzo skomplikowane, ale w rzeczywistości wykonuje się je w czasie jednego lub co najwyżej dwóch przeglądów. Pierwszy z nich jest właściwym miodobraniem i w wielu wypadkach udaje się przy jego okazji wykonać pozostałe czynności, a więc ocenić jakość matki, określić stan zapasów, zabrać z gniazda (rodni) plastry z miodem a na ich miejsce wstawić odpowiedniej jakości puste plastry lub plastry z pierzgą oraz wstawić podkarmiaczki. Więcej pracy wymagają rodziny bezmateczne, podejrzane o bezmateczność, z matkami kwalifikującymi się do wymiany i z trutówkami. Jest to jednak normalna praktyka ponieważ zawsze sytuacje nietypowe zwiększają pracochłonność prowadzenia pasieki. Dlatego należy mieć wcześniej przygotowany scenariusz rozwiązywania takich problemów w sposób najmniej pracochłonny i kosztowny. Stad wspomniane wcześniej skupienie się na wykonywaniu tylko jednego rodzaju prac w czasie jednej wizyty w pasiece. Rzecz polega na tym, że gdy na przykład wykonuje się miodobranie i ocenia kondycję rodzin oraz stan zapasów, to robi się tylko to we wszystkich rodzinach po kolei i nic poza tym. Zaś na ratowaniu bezmatków i innych nietypowych problemach należy się skupić się przy okazji kolejnej wizyty w pasiece. Wtedy już będzie wiadomo ile matek trzeba mieć ze sobą i w których rodzinach należy je poddać lub wymienić. Przy tej kolejnej wizycie zagląda się tylko do interesujących rodzin, nie ma żadnej potrzeby przeglądać pni o których wiadomo, że wszystko w nich jest w porządku. Również z tego powodu nie zaleca się ratowania rodzin z trutówkami tylko ich likwidację. Rzadko udaje się „zmusić” rodzinę z czerwiącymi trutówkami do zaakceptowania matki i najczęściej próba ratowania takiej rodziny kończy się fiaskiem, za to zawsze wymaga kilku dodatkowych wizyt w pasiece.

Posezonowe prace w ulu wielokorpusowym

Znacznie mniej pracochłonne jest wykonanie omawianych zabiegów w ulu wielokorpusowym. To zrozumiałe, ponieważ ule wielokorpusowe zostały skonstruowane z myślą o uproszczeniu obsługi pasieki i wyeliminowaniu wielu czynności, bez których nie można się obejść gospodarując w tradycyjnych leżakach i ulach kombinowanych. W ulu wielokorpusowym bez ograniczeń można zwiększać kubaturę gniazda i można operowć całymi kondygnacjami zamiast ramkami. Dzięki temu wydajność pracy w pasiece składającej się z uli wielokorpusowych jest bardzo duża i przegląd jednej rodziny pszczelej w czasie którego wykonuje się kilka zabiegów nie trwa dłużej niż minutę. Dzięki temu jedna osoba może obsługiwać pasiekę liczącą kilkaset pni. Same prace w pasiece zajmują wtedy znacznie mniej czasu niż czynności związane z wirowaniem, klarowaniem i konfekcjonowaniem miodu oraz przygotowywaniem sprzętu pasiecznego. Te ostatnie prace można zresztą zmechanizować a nowy sprzęt kupić. To wszystko sprawia, że pszczelarstwo, do niedawna postrzegane jako czasochłonne hobby, obecnie zaczyna być nowoczesnym zawodem.

Mimo więc, że zabiegi związane z ostatnim miodobraniem i wstępnym przygotowaniem rodzin do zimy dotyczą tego samego zarówno w ulach o budowie tradycyjnej, jak i wielokorpusowych, w tych ostatnich wykonanie ich jest prostsze i zajmuje mniej czasu. Najpierw wykonuje się właściwe miodobranie, czyli zabiera się korpus (lub korpusy) z miodem. Trwa to tylko chwilę, jeżeli do usunięcia pszczół z plastrów użyte będą przegonki lub repelenty. Na podstawie ilości miodu w zabieranych korpusach wnioskuje się, ile zapasów jest w pozostawionych kondygnacjach, w których pszczoły będą zimować. Dalsze postępowanie zależy tego, na ilu plastrach rodziny powinny zimować, jakie podkarmiaczki są stosowane w pasiece i czy w pozostawionych korpusach gniazdowych jest dużo miodu. Jeżeli w gniazdach oprócz czerwia jest dużo miodu, to dalsze postępowanie nie będzie się różniło od zestawienia gniazd zimowych w ulach innych systemów. Podobnie jak tam po zabraniu korpusów z miodem i zabezpieczeniu ich przed rabunkiem przegląda się kondygnacje gniazdowe. Najlepiej jednego dnia zabrać nadstawki (korpusy) z miodem, a następnego wykonać pozostałe czynności. Jeżeli w gniazdach miodu jest niewiele, należy tylko sprawdzić jakość matki. Ocenia się ją wyjmując jeden plaster z czerwiem i sprawdzając, czy czerw jest zwarty i czy są jajeczka. Siłę rodziny określa się na podstawie ilości pszczół obsiadających skrajne plastry. Jeżeli nie ma pewności, czy rodzina jest we właściwej kondycji, należy sprawdzić ile pszczół obsiada dolny korpus. W tym celu wystarczy tylko odchylić dolny korpus nad dennicą i zobaczyć, czy dolne części plastrów są obsiadane przez pszczoły. Jeżeli tak, to wszystko jest w porządku i przystępuje się do przeglądania kolejnej rodziny. Jeśli pszczół jest mało a czerw jest prawidłowy i są jajeczka to znaczy, że sytuacją jest identyczna z opisaną wcześniej: była przerwa w czerwieniu matki spowodowana jej wymianą lub rodzina osłabła z innych przyczyn. Natomiast jeśli matka jest wadliwa i kwalifikuje się do wymiany, rodzina jest bezmateczna lub czerwią w niej trutówki, ul należy zaznaczyć i przejść do następnej rodziny. Tamtą rodziną zajmiemy się w czasie kolejnej wizyty w pasiece, kiedy będziemy wymieniać wszystkie wadliwe matki, ratować bezmatki i likwidować pnie z trutówkami.

Wykonane jakby dodatkowego miodobrania jest konieczne, gdy w części plastrów w korpusach gniazdowych jest dużo miodu. Wtedy trzeba wrócić do tradycyjnej, pracochłonnej metody polegającej na wyjmowaniu pojedynczych ramek, ręcznym omiataniu z nich pszczół i wstawianiu na ich miejsce pustych plastrów. Takie postępowanie jest konieczne prawie zawsze w ulu wielkopolskim, gdzie o tej porze przynajmniej dwie – trzy ramki są pełne miodu i pozostawianie ich na zimę nie miałoby sensu. W innych ulach, gdzie gniazdo składa się z dwóch lub trzech kondygnacji (pół – Dadant, Apipol) sytuacja może być podobna, chociaż tutaj częściej udaje się temu zapobiec dzięki dokładnemu dopasowaniu pojemności gniazda do liczby składanych przez matkę jajeczek. Plastry bez czerwia mogą zawierać dużo pierzgi, często zalanej przez pszczoły miodem, która koniecznie musi zostać w gniazdach. Poza tym wyjęcie dwóch lub trzech plastrów z każdej kondygnacji gniazdowej jest normalną praktyką, jeżeli rodziny są zimowane na dwóch korpusach po siedem albo osiem ramek w każdym. Tak zimuje się silne rodziny nie tylko w ulach o niskiej ramce, ale i w typowym ulu wielkopolskim, składającym się z 10 – ramkowych korpusów. Jak bowiem wspomniano wcześniej, rodzina która powinna dobrze wykorzystać wczesny pożytek, licząca 40 tysięcy osobników, zajmie około 15 plastrów wielkopolskich. To akurat dwa korpusy po 7 – 8 ramek w każdym. Oprócz tego ujęcie plastrów z korpusu gniazdowego jest konieczne jeżeli do karmienia używane są podkarmiaczki ramkowe (boczne).

Ramki z miodem szybko omiata się z pszczół i umieszcza w szczelnych transportówkach. Mogą to być puste korpusy przykryte wilgotnym płótnem, by do miodu nie miały dostępu pszczoły rabujące. Zaraz po napełnieniu korpusu – transportówki należy go zanieść do pracowni czy samochodu. O tej porze bardzo łatwo spowodować rabunek, który nie dość, że może doprowadzić do zrabowania słabszych rodzin to jeszcze zmusi pszczelarza do przerwania pracy. Pszczoły rabujące długo pamiętają źródło takiego „pożytku” i mogą do rabowania wracać jeszcze po kilkunastu dniach tym bardziej, że niedługo rozpocznie się podkarmianie, będące kolejnym bodźcem sprzyjającym rabunkom.

Wymiana matek po ostatnim miodobraniu

Wszystkie te prace wydają się dosyć pracochłonne, ale są konieczne, zależy bowiem od nich przezimowanie rodzin i ich możliwości produkcyjne w kolejnym sezonie. Znacznie łatwiej się je wykonuje, jeżeli jest chociaż niewielki pożytek dający zajęcie pszczołom i opóźniający wystąpienie rabunku. Na to akurat pszczelarz nie zawsze ma wpływ, za to ma wpływ na łagodność pszczół. Jeżeli bowiem pszczoły są łagodne i spokojne, pracuje się przy nich kilkakrotnie szybciej niż przy agresywnych i rozbieganych. Cecha ta ma tym większe znaczenie w pasiece stacjonującej w pobliżu zabudowań, dróg i innych miejsc często uczęszczanych. Pszczoły agresywne, ruchliwe i skłonne do rabunków w okresie bezpożytkowym szybko ulegają rozdrażnieniu i mogą atakować sąsiadów. Kończy się to nieporozumieniami i skutkować może koniecznością zabrania lub zlikwidowania pasieki. By do tego nie dopuścić, pracę przy pszczołach które zaczynają się złościć należy przerwać i wrócić do niej nie wcześniej niż następnego dnia. Zmusza to pszczelarza do przestojów w pracy, zwiększa czasochłonność prowadzenia pasieki i w efekcie zmniejsza opłacalność gospodarowania. Dlatego łagodność pszczół jest nie mniej ważna jak miodność, tempo rozwoju, nierojliwość, zimotrwałość i inne przydatne gospodarczo cechy. By pogłowie takimi cechami dysponowało, należy regularnie wymieniać matki na pochodzące z hodowli, których potomstwo charakteryzuje się wysoką wartością użytkową. Dzięki regularnej wymianie w całej pasiece będą tylko młode matki. Od wieku matki zależy w dużym stopniu obfitość czerwienia, przekładająca się bezpośrednio na rozwój, a także rojliwość, od której zależy produkcja miodu.

W sezonie pasiecznym są trzy preferowane terminy wymiany matek: w czasie trwania głównych pożytków, po ostatnim miodobraniu i po zakończeniu przygotowań rodzin do zimy. Pszczelarze najchętniej wymieniają matki w czasie trwania głównych pożytków wiosenno letnich. Jest to termin dobry do wymieniania matek z dwóch ważnych względów. Po pierwsze, matki w czasie występowania obfitego pożytku są bardzo dobrze przyjmowane. Po drugie, z wymianą matki wiąże się wystąpienie kilkudniowej przerwy w czerwieniu często w tym okresie przydatnej. Jeżeli poddawane są matki nieunasiennione lub sztucznie unasiennione nieczerwiące, przerwa ta jest długa, może trwać nawet dwa tygodnie. Dzięki temu nie trzeba w czasie występowania głównego pożytku ograniczać czerwienia matek. Jednak nie zawsze jest wtedy czas na wyszukanie matki i późniejszą kontrolę jej przyjęcia. Bezmateczna lub dopiero przyjmująca matkę rodzina nie pracuje tak intensywnie jak rodzina z matką czerwiącą, zaś przerwa w czerwieniu nie zawsze jest wskazana ze względu na konieczność przygotowania rodzin do kolejnego pożytku.

Dlatego równie dobrym terminem do wykonania tej pracy jest okres po ostatnim miodobraniu. Za tym terminem przemawia wiele istotnych argumentów. Po pierwsze, układanie gniazd na zimę można połączyć z wyszukiwaniem matki. Zadanie to jest tym łatwiejsze, jeżeli matki czerwiły w kilkuplastrowych izolatorach. Teraz, po zakończeniu pożytków izolatory się zabiera, a wcześniej wypuszcza z nich matki. Tym łatwiej wtedy matki schwytać, a ponieważ czerw jest tylko na plastrach które były w izolatorze, ułatwiona będzie kontrola i likwidowanie mateczników ratunkowych. Jak wspomniano, na efektywność przyjmowania matek dodatnio wpływa obecność pożytku. Co prawda teraz pożytku nie ma, ale zastąpi go podkarmianie mające na celu uzupełnienie bieżących zapasów i stymulację rozwoju rodzin. Podaż matek w pasiekach hodowlanych jest większa w środku lata niż wiosną i są one w lepszej kondycji. Ważnym czynnikiem wpływającym na jakość matek jest pogoda, a ta nie zawsze dopisuje w okresie wiosennym. Zazwyczaj zapotrzebowanie na matki jest duże już w maju, ale niewielka jest wtedy ich podaż i są w nienajlepszej kondycji, szczególnie w latach o późnej i chłodnej wiośnie. Natomiast matki wychowane latem mają lepszą kondycję, są większe, mają więcej rurek jajnikowych i szybciej podejmują czerwienie. Po ostatnim miodobraniu należy poddawać tylko matki unasiennione ze sprawdzonym czerwieniem, ponieważ muszą one szybko zacząć składać jajeczka z których wychowane zostaną pszczoły zimujące. Matki, których przerwa w czerwieniu związana z transportem trwała nie dłużej niż dwa dni, są bardzo chętnie przyjmowane przez rodziny bezmateczne i podejmują czerwienie nazajutrz po uwolnieniu. Efektywność poddawania matek czerwiących jest bardzo duża i jeżeli matka jest tej samej rasy lub jeszcze lepiej linii jak pszczoły rodziny przyjmującej, często wynosi ona 100 procent. Jakość młodej, poddawanej matki ma tak duży wpływ na skuteczność jej przyjęcia, że w niektórych dużych pasiekach w Ameryce i Australii starych matek się nie wyszukuje tylko poddaje się do rodziny młodą matkę w obecności starej. Pszczoły same wybierają lepszą matkę, którą zazwyczaj jest ta młoda. Skuteczność takiej metody poddawania matek wynosi 60 – 70%, co przy niskich cenach matek, wysokich kosztach pracy w tych krajach i wysokiej produkcyjności rodzin pszczelich będącej wynikiem intensywnej gospodarki (wędrówki), długiego sezonu pasiecznego i wielokierunkowego użytkowania pszczół (produkcja miodu, zapylanie) jest wynikiem opłacalnym. Jeszcze lepsze wyniki uzyskuje się poddając matki z odpowiednio wcześniej przygotowanymi odkładami.

Odbudowa składu biologicznego rodzin

Zabranie plastrów z miodem, zmniejszenie gniazd, pozostawienie plastrów z pierzgą, ewentualna wymiana matek, ocena stanu zapasów – to czynności przygotowawcze do bardzo ważnej pracy wykonywanej po zakończeniu głównego pożytku, a mianowicie podkarmiania. Ma ono na celu takie pokierowanie rozwojem rodzin, by w jak najszybszym tempie przybyło dużo czerwia z którego powstaną pszczoły mające za zadanie przeżyć zimę i wychować kolejne pokolenia pszczół wiosną przyszłego roku. Podkarmiania nie należy mylić z dokarmianien. To ostatnie jest podawaniem pszczołm pokarmów w celu uzupełnienia zapasów. Dlatego po wykonaniu omówionych prac należy w ulach zainstalować podkarmiaczki i w miarę potrzeby rozpocząć podkarmianie. Pierwsza dawka (lub dawki) syropu lub inwertu zależeć będą od stanu zapasów w rodzinach. W silnej rodzinie powinno być 5 – 6 kg „żelaznego” zapasu. Jeżeli zapasu jest za mało, uzupełnia się go odpowiednią dawką, po czym po około czterech dniach przystępuje do właściwego podkarmiania. Ilość pokarmu, w którą trzeba zaopatrzyć rozwijającą się rodzinę zależy od celu jaki ma być osiągnięty przez podkarmianie. Jeżeli celem jest wychowanie pszczół w ilości około 40 tysięcy (4 kg), to na samo wykarmienie takiej ilości czerwia rzeba zużyć 10 kg cukru. To duży koszt, ale zważywszy, ile miodu może wyprodukować tak silna rodzina z pożytków wiosennych, wydatek ten na pewno się opłaci. Oprócz tego należy wziąć pod uwagę bieżące potrzeby życiowe pszczół, które są tym większe, im rodzina bardziej liczna. Dawka może być odpowiednio mniejsza, jeżeli występuje jakiś pożytek lub jeśli mniejsza ma być docelowa siła rodziny. Podkarmianie takie prowadzi się dużymi dawkami, nie mniejszymi niż 2 – 3 litry. Podawanie mniejszych dawek się nie opłaci, ponieważ jest o wiele bardziej pracochłonne, a w przypadku, gdy do pasieki trzeba dojeżdżać także kosztowne. Natomiast na obfitość czerwienia o tej porze tak samo korzystnie wpływa podanie wielu małych dawek syropu, jak dwóch – trzech dużych. Pojedyncza dawka cukru w syropie może teraz wynosić nawet 4 kg, oczywiście jeśli pozwala na to wielkość podkarmiaczek. Pszczół o tej porze jest dużo, temperatury wysokie, syrop z podkarmiaczek pobierany jest więc bardzo szybko. Podkarmianie letnie różni się od podkarmiania prowadzonego w wielu pasiekach wczesną wiosną, a też mającego na celu przyspieszenie rozwoju rodzin, lub podkarmiania odkładów wykonanych w czasie gdy brakuje pożytku lub jest niesprzyjająca pogoda. Wtedy z konieczności stosuje się niewielkie dawki syropu. Wiosną podkarmia się zazwyczaj rodziny słabe, które nie zdążą szybko pobrać dużej dawki syropu i może on sfermentować w podkarmiaczce lub być przyczyną rabunku. Pobieranie syropu wczesną wiosną opóźniają niskie temperatury w nocy, a czasem i dłużej trwające ochłodzenia. Oprócz tego duża dawka cukru podanego wiosną może nie zostać całkowicie zużyta przez pszczoły , co doprowadzi do zafałszowania miodu z pierwszych pożytków. W lipcu i sierpniu tych wszystkich obaw nie ma i dawki syropu mogą być duże. Jeśli na przykład po ocenieniu stanu zapasów po miodobraniu i wyliczeniu potrzeb pokarmowych rodziny okaże się, że trzeba podać tylko 4 kg cukru na rodzinę, to jeżeli pozwala na to pojemność podkarmiaczek może to być tylko jedna dawka. Efekt karmienia będzie ten sam, jak przy podzieleniu tej dawki na cztery, nakłady pracy zaś mniejsze. Zamiast inwertu lub syropu do podkarmiania można użyć ciasto miodowo – cukrowe, które, jakkolwiek bardzo łatwe w stosowaniu, jest jednak od pokarmów płynnych znacznie droższe. Jeżeli w okolicy pasieki nie występują pożytki pyłkowe, należy pamiętać o zapewnieniu pszczołom pierzgi.

Zaraz po rozpoczęciu podkarmiania matki zaczynają intensywnie czerwić. Czerw ten zacznie się wygryzać za 21 dni i ideałem jest, gdy uda się z tym momentem „zgrać” rozpoczęcie uzupełniania zimowych zapasów, czyli właściwe dokarmianie. Będzie to już środek sierpnia albo jego druga połowa, czyli najwłaściwszy okres na dokarmianie. Jest wtedy w ulach jeszcze bardzo dużo pszczół letnich, które zginą jesienią lub na początku zimy. To ich zadaniem jest przerobienie i zagęszczenie syropu, który powinien zostać zmagazynowany w plastrach z których wygryza się czerw. To najlepsze rozwiązanie, ponieważ zapasy znajdą się w środku gniazda, a szybki dopływ pokarmu spowoduje zahamowanie czerwienia w najwłaściwszym do tego momencie. Pszczoły wychowane z jajeczek złożonych na początku września wygryzą się w jego trzeciej dekadzie. Kondycja tych pszczół będzie już zbyt słaba, by przeżyły one zimę i jeszcze wykonały wszystkie konieczne prace wiosenne. Warunki do wychowu czerwia we wrześniu są już nienajlepsze, ponieważ noce są zimne, a młode pszczoły nie zdążą się dostatecznie najeść pierzgi, by osiągnąć kondycję właściwą pszczołom zimowym. Dlatego ograniczenie, a nawet zupełne przerwanie czerwienia o tej porze będzie jak najbardziej wskazane.

Zwalczanie warrozy

W okresie między ostatnim miodobraniem a rozpoczęciem uzupełniania zimowych zapasów zaleca się wykonanie zabiegów mających na celu zwalczenie warrozy. Skuteczność zabiegów przeciwko warrozie wykonanych po zakończeniu ostatniego miodobrania jest duża. Przyczynia się do tego zmniejszenie objętości gniazda, niewielka na ogół ilość czerwia zasklepionego i dosyć wysoka temperatura, ułatwiająca rozchodzenie się substancji leczniczej po całym gnieździe. Nie bez znaczenia jest też fakt, że jest już po miodobraniu, stosowane więc przeciwko warrozie leki nie dostaną się do miodu.

Najlepsze efekty lecznicze uzyskuje się, gdy w rodzinach jest jak najmniej czerwia. Ideałem byłoby leczenie rodzin całkowicie pozbawionych czerwia, szczególnie krytego. Wtedy zastosowanie nawet niewielkich ilości któregoś z zalecanych środków leczniczych jest bardzo skuteczne, likwiduje bowiem większość pasożytów bytujących wtedy tylko na pszczołach dorosłych. Jeśli uwzględnić naturalną śmiertelność roztoczy oraz usuwanie żywych pasożytów przez pszczoły, wynikające z ich zachowań higienicznych, wtedy można mówić o 100 – procentowym efekcie leczniczym. Opracowano nawet metodę zwalczania warrozy polegającą na kilkakrotnym zabieraniu czerwia zasklepionego większości rodzin w pasiece i gromadzeniu go w kilku tylko ulach. Wraz z czerwiem zabierane są żerujące i rozmnażające się na nim roztocza, zaś w rodzinach pozostają tylko dorosłe pasożyty żyjące na pszczołach. Czerw zabierany jest z rodzin kilka razy, w miarę jego zasklepiania. W celu zwiększenia skuteczności zabiegu czerwienie matki można przerwać, zamykając ją na dwa tygodnie w klateczce. Gdy już wszystek czerw zostanie odebrany, a wraz z nim prawie wszystkie pasożyty, pozostałe w ulach pszczoły traktuje się środkiem leczniczym i dopiero wypuszcza się matkę. Natomiast w rodzinach, w których wygryza się gromadzony czerw silnie porażony przez pasożyty, środki lecznicze stosuje się kilkakrotnie w miarę wygryzania się pszczół. Metoda taka jest bardzo skuteczna i pozwala całkowicie zlikwidować pasożyty w pasiece. Jednak ze względu na pracochłonność nie nadaje się ona do dużych pasiek. Powoduje też czasowe osłabienie rodzin przez wystąpienie dość długiej przerwy w rozwoju, co negatywnie wpływa na wydajność pasieki.

Dlatego w normalnej praktyce produkcyjnej stosuje się inne metody lecznicze, które muszą być przede wszystkim skuteczne, ale mało pracochłonne, bezpieczne jeśli chodzi o jakość produktów, tanie i oczywiście bezpieczne dla pszczół. Z tego punktu widzenia okres po ostatnim miodobraniu najbardziej się nadaje do zastosowania leczenia polegającego zarówno na tradycyjnej terapii farmakologicznej jak i zwalczania pasożytów metodą zintegrowaną z innymi sposobami ich likwidacji.

W omawianym okresie w rodzinach zazwyczaj jest niewiele czerwia. Wynika to zarówno z działań podejmowanych przez pszczelarza w czasie ostatniego pożytku, jak i z naturalnego biologicznego cyklu rozwojowego rodziny pszczelej. W lipcu w wyniku skracania się dnia spada intensywność czerwienia matek. Dodatkowo czerwienie może być ograniczane przez obfity pożytek, gdy pszczoły wszystkie wolne komórki zalewają nektarem i matki nie mają gdzie składać jajeczek. To wymarzona sytuacja do zwalczenia warrozy, im mniej bowiem czerwia tym mniejsze możliwości namnożenia się pasożytów i większa skuteczność zabiegów stosowanych na pszczołach dorosłych. Jeszcze większe możliwości sprawia ograniczenie czerwienia matek w izolatorach, na przykład dwuramkowych. Po trwającym co najmniej dwa tygodnie pożytku sytuacja jest taka, że czerw znajduje się tylko na tych dwóch plastrach w izolatorze, a na nim prawie wszystkie pasożyty. Można wtedy nawet zastosować omówioną wcześniej metodę, polegającą na zabieraniu czerwia i komasowaniu go w kilku rodzinach –„wylęgarniach”. Takie postępowanie wskazane jest szczególnie wtedy, gdy porażenie czerwia przez roztocze jest bardzo duże. Jeszcze bardziej skutecznym sposobem jest zniszczenie odebranego czerwia – takim drastycznym zabiegiem większość pasożytów w pasiece zostanie zlikwidowana.

Skuteczność środków zabijających roztocze jest wysoka właśnie w okresie po ostatnim miodobraniu i wynika ona z małej ilości czerwia w rodzinach. Zabiegu nie należy odkładać na okres po zakończeniu przedzimowego dokarmiania z myślą o tym, że wtedy będzie mniej pszczół. W efekcie przeprowadzonego wcześniej podkarmiania liczba pszczół w rodzinach wzrośnie. Wzrośnie też liczba pasożytów, które w wychowywanym czerwiu mogły przejść kilka cyklów i rozwojowych. Będzie to potomstwo roztoczy które mogły być zniszczone, gdyby leczenie zostało przeprowadzone we wcześniejszym terminie, a które jeszcze przez dwa miesiące bezkarnie mogły żerować na pszczołach i rozmnażać się na czerwiu. Dlatego najbardziej wskazanym terminem zwalczania warrozy jest okres po ostatnim miodobraniu.

Nie jest intencją autora zalecanie konkretnego środka leczniczego tym bardziej, że na rynek wchodzą coraz to nowe preparaty, inne zaś są wycofywane. Dość powiedzieć, że po odebraniu miodu i zmniejszeniu objętości gniazda można zastosować preparaty roztoczobójcze zarówno w postaci pasków z inkorporowaną substancją leczniczą, jak i środków do odymiania pszczół. To również najlepszy czas na zwalczanie warrozy metodą polegającą na opryskiwaniu pszczół roztworem substancji działającej kontaktowo na roztocze i powodującej ich zamieranie, który to sposób coraz powszechniej jest stosowany w Stanach Zjednoczonych.

Jeżeli warroza zwalczana jest przez wycinanie w pełni sezonu czerwia trutowego, to w okresie po ostatnim miodobraniu stosuje się kwas mrówkowy. Jest to metoda zintegrowanego zwalczania szkodników, polegająca na łączeniu metod mechanicznych z chemicznymi, przy czym środek chemiczny może charakteryzować się wtedy niższą skutecznością działania niż typowe substancje roztoczobójcze. Za to środki stosowane w tej metodzie łatwo się ulatniają i szybko ulegają rozkładowi oraz nie kumulują się w produktach pszczelich. Jest to wspomniany kwas mrówkowy oraz kwasy szczawiowy i mlekowy, których opary w określonych, niedużych stężeniach zabijają roztocze nie szkodząc pszczołom. Pary kwasu mrówkowego mogą negatywnie oddziaływać na czerw, powodując jego zamieranie. Ponieważ czerwia w omawianym okresie jest mało, ewentualne straty będą niewielkie i nie odbiją się na dalszym rozwoju rodzin tym bardziej, że ze względu na dość wysoką temperaturę w gnieździe parowanie kwasu mrówkowego przebiega szybko i czas jego oddziaływania na rodzinę pszczelą jest nie dłuższy niż kilka godzin. To jednak w zupełności wystarczy, by zniszczyć wszystkie dorosłe osobniki Varroa. Kwas mrówkowy stosuje się w niewielkich ilościach: zalecana dawka wynosi 2 ml 60 – procentowego roztworu kwasu na plaster gniazdowy obsiadany przez pszczoły, a więc w rodzinie obsiadającej 10 ramek będzie to 20 ml. Metody podawania kwasu mrówkowego są omówione w rozdziale dotyczącym zwalczania chorób pszczół.

Zarówno kwas mrówkowy jak i inne substancje lecznicze zastosowane w omawianym okresie działają bardzo skutecznie. Ze względu bowiem na wysokie temperatury zewnętrzne (pełnia lata) przepływ środka czynnego w atmosferze gniazda oraz wzajemne przekazywanie sobie substancji leczniczych przez pszczoły są bardzo intensywne Z tego samego powodu wspomnianego kwasu mrówkowego nie należy stosować przy temperaturach niższych niż 10° C, ponieważ jego stężenie w atmosferze ula będzie za małe, by skutecznie oddziaływał na pasożyty. Nie nadaje się on więc do zwalczania warrozy jesienią.

Przy stosowaniu wszystkich dostępnych i dozwolonych środków leczniczych należy przestrzegać zarówno wielkości ich dawek jak i czasu ekspozycji w ulach. Co prawda nie ma już w gniazdach miodu towarowego, ale niewłaściwe dawkowanie leków może mieć negatywny wpływ na pszczoły, może też prowadzić do wykształcenia się linii roztoczy opornych na działanie określonego preparatu. Środki warrozobójcze na ogół należą do substancji rozpuszczalnych w tłuszczach, a więc i w wosku. W wyniku niewłaściwego ich stosowania dużo leku gromadzi się w plastrach, skąd potem przenikają do miodu. Dlatego plastry, które znajdowały się w gniazdach w czasie stosowania preparatów leczniczych należy wycofać w przyszłym sezonie w pierwszej kolejności lub gospodarować nimi tak, by nie były używane do gromadzenia miodu. Ale jeżeli środki lecznicze były stosowane niewłaściwie, przenikają do plastrów i pozostają w wytapianym z nich wosku, znajdą się więc w wyrabianej z niego węzie. Z węzy będą przenikać do miodu. W tej sytuacji nawet najbardziej zapobiegliwy pszczelarz nie jest w stanie wyprodukować właściwej jakości miodu w swojej pasiece. Wyjściem z sytuacji jest stosowanie węzy wykonanej z wosku otrzymanego z odsklepin i plastrów budowanych na dziko bez użycia węzy.

Żadne zabiegi lecznicze, także te mające na celu zwalczenie warrozy, nie powinny być wykonywane „w ciemno” lub profilaktycznie. Leczy się tylko pszczoły chore, a podawanie lekarstw rodzinom zdrowym niepotrzebnie podnosi koszty prowadzenia pasieki, powoduje zanieczyszczanie produktów pszczelich substancjami leczniczymi i prowadzi do wyhodowania pasożytów opornych na leki. Dlatego przed zastosowaniem leczenia należy diagnozować poziom porażenia pszczół warrozą przez kontrolę naturalnego dziennego (dobowego) osypu roztoczy, czyli sprawdzenie ile roztoczy ginie w rodzinie ze starości. Jeżeli w czerwcu osyp ten w silnej rodzinie przekracza 5 sztuk w ciągu doby, to znaczy, że porażenie warrozą jest duże i po ostatnim miodobraniu należy wykonać zabiegi lecznicze. Do sprawdzania dziennego osypu roztoczy używa się wkładek dennicowych. Jest to płaska szuflada pokryta siatką o oczkach średnicy 3 mm i wyłożona białym papierem lub folią. Spadłe pasożyty dobrze widać na jasnym dnie wkładki, a pszczoły nie mogą ich wynosić, ponieważ martwe roztocze znajdują się pod siatką. Do dokładnego określenia dziennego osypu nie wystarczy jednorazowa jego ocena. Jego wielkość powinno się określić w możliwe najdłuższym czasie (najlepiej przez cały czerwiec). Średni dobowy osyp oblicza się wtedy dzieląc liczbę martwych roztoczy przez ilość dni, w czasie których prowadzono obserwację.

Skuteczność oferowanych przez przemysł farmaceutyczny środków przeciwko warrozie jest różna i zależy od kilku czynników: skuteczności właściwej substancji leczniczej, jej stężenia w leku, nabytej oporności pasożytów i możliwości penetracji substancji leczniczej u gnieździe. Szczególnie ten ostatni aspekt jest istotny, ponieważ jest on przyczyną nierównomiernego zadziałania leku we wszystkich rodzinach w pasiece. Środek leczniczy skuteczniej jest rozprowadzony między wszystkimi pszczołami i lepiej zadziała, jeżeli w gnieździe jest większa krzątanina. Dlatego leczenie środkami roznoszonymi przez pszczoły, do których należą substancje lecznicze podawane w formie pasków plastikowych, należy przeprowadzić wtedy, gdy jest ciepło, a więc najlepiej po ostatnim miodobraniu. Większy ruch panuje zawsze w rodzinach silnych i posiadających zapasy niż w słabych i głodnych. Takiemu rozgardiaszowi sprzyja też przeprowadzone w tym okresie podkarmianie.

Dlatego warto kontrolować osyp pasożytów po zastosowaniu leczenia przy pomocy tych samych wkładek dennicowych. Brak osypu w rodzinach silnie porażonych warrozą świadczy o tym, że lek z jakiegoś powodu nie zadziałał i leczenie należy powtórzyć przy użyciu innego środka.

Stosowanie wkładek dennicowych, podobnie jak metod zintegrowanego zwalczania szkodników jest możliwe tylko w małych pasiekach. W dużych, intensywnie prowadzonych pasiekach warrozę zwalcza się sposobami mniej pracochłonnymi, umieszczając w ulach na określony czas środki lecznicze o dużej sprawdzonej skuteczności działania. Ponieważ zalecany czas ekspozycji w ulu popularnych środków leczniczych wynosi około czterech tygodni, można je umieszczać w gniazdach przy okazji omawianego wcześniej przeglądu, w czasie którego odbiera się ostatni miód, ocenia siłę rodzin i wstępnie zestawia gniazda na zimę. Termin zakończenia leczenia może wtedy przypaść na dzień, w którym przeprowadzony będzie przegląd rodzin przed rozpoczęciem przedzimowego dokarmiania. Przy takim dopasowaniu terminów wykonania omawianych zabiegów udaje się je wykonać przy okazji dwóch wizyt w pasiece. W czasie pierwszej dokonuje się właściwego przeglądu rodzin, wykonuje wszystkie wcześniej omówione prace i podaje się preparaty przeciwko warrozie. Druga wizyta wiąże się z dość pobieżnym wglądem do rodzin, mającym na celu ocenienie siły rodziny, ilość czerwia, orientacyjny poziom zapasów i usunięcie środków na warrozę. Po tym drugim wglądzie rozpoczyna się właściwe dokarmianie rodzin, czyli uzupełnianie zapasów zimowych.

W dużej pasiece diagnozowanie poziomu porażenia warrozą wszystkich rodzin, czy to przez wcześniejsze liczenie pasożytów na czerwiu trutowym, czy też przez ocenianie liczby martwych roztoczy znajdowanych na dnie ula byłoby bardzo pracochłonne. Dlatego średni poziom porażenia można oceniać na podstawie obserwacji tych parametrów w kilku losowo wybranych rodzinach. Jeżeli siła rodzin w pasiece jest podobna, stosowany jest ten sam model gospodarki i te same zabiegi lecznicze oraz utrzymywane jest pogłowie o takich samych cechach, to nawet niewielka próba jest wystarczająco reprezentatywna, by na jej podstawie określić średnie porażenie pasieki warrozą. Choroba ta atakuje bowiem wszystkie rodziny w jednakowym stopniu, a różnice w poziomie inwazji mogą być jedynie następstwem odporności pszczół, wyrażającej się występowaniem zachowań higienicznych i krótszego rozwoju osobniczego czerwia pszczelego.

Inne terminy zwalczania warrozy obowiązują w pasiekach korzystających z kolejnych pożytków letnich, na przykład z gryki i późniejszych: wrzosu, spadzi czy nawłoci. Zastosowanie wtedy środków leczniczych w terminie lipcowo – sierpniowym nie wchodzi w grę, doszłoby bowiem do skażenia miodu. Dlatego w tych pasiekach leczenie przeprowadza się po zakończeniu pożytku, pod koniec sierpnia, we wrześniu a nawet w październiku. W sierpniu i w pierwszej połowie września można stosować preparaty w formie pasków, później ze względu na niskie temperatury ich skuteczność może być niewielka i należy zastosować odymianie. Ze środków używanych w metodach zintegrowanych w tym późnym okresie wskazane jest stosowanie kwasu szczawiowego rozpuszczonego w syropie cukrowym. Zalecane stężenie kwasu szczawiowego w takim leczniczym syropie powinno wynosić 3,2%. Zabieg wykonuje się w drugiej połowie października w rodzinach, w których nie ma czerwia. Po zdjęciu powałki nakrapia się takim roztworem pszczoły w uliczkach międzyplastrowych, używając około 5 ml roztworu na uliczkę. Na jedną rodzinę stosuje się w zależności od jej siły od 30 do 50 ml roztworu. Nakrapia się go strzykawką po uprzednim lekkim spędzeniu wychodzących pszczół dymem z podkurzacza. Zabieg ten można wykonywać tylko przy dodatniej temperaturze zewnętrznej, przy czym wskazane jest, by była ona możliwie wysoka. Kwas szczawiowy jest lekiem rutynowo stosowanym w metodzie zintegrowanego zwalczania szkodników, ale tylko wtedy gdy pasożyty występują w rodzinach mimo intensywnego wycinania czerwia trutowego i wcześniejszego zastosowania kwasu mrówkowego.

Przy stosowaniu kwasów organicznych należy zachować daleko idące środki ostrożności, zarówno bowiem kwas mrówkowy i szczawiowy, jak i ich opary, są silnie żrące. Dlatego przy pracy trzeba używać okularów ochronnych, gumowych rękawic kwasoodpornych i ochronnego płaszcza z długimi rękawami. Roztwory kwasów należy przygotowywać na dworze i unikać wdychania ich oparów. W przypadku dłuższej pracy z kwasami należy używać maski ochronnej pochłaniającej pary kwasów organicznych. Nie można przekraczać podanych wyżej dawek kwasów. Zwiększenie stężenia aplikowanego pszczołom kwasu może powodować zamieranie czerwia, likwidowanie matek a nawet zamieranie pszczół dorosłych, zwłaszcza młodych.

Wykorzystanie pożytków późnych.

Co prawda na przeważającym obszarze naszego kraju dominują pożytki wczesne kończące się w pierwszej połowie lipca lub nawet wcześniej, ale są też tereny z pożytkami późniejszymi. Najbardziej rozpowszechnioną rośliną zakwitającą w lipcu jest gryka. Duże znaczenie dla pszczół mają lokalnie występujące gatunki roślin, takie jak trędowniki, fasola wielokwiatowa, seradele i koniczyny, gorczyca, przegorzany, nostrzyk jary, słoneczniki, mięta pieprzowa, nawłoć i inne. Na początku sierpnia zaczyna kwitnąć wrzos, a na terenach zasobnych w spadź ciągły pożytek spadziowy może trwać od czerwca aż do pierwszych przymrozków w październiku. Nie zawsze te pożytki są w zasięgu lotu pasieki, często wykorzystanie ich jest możliwe dzięki gospodarce wędrownej.

Typowymi pożytkami wykorzystywanymi przez pasieki wędrowne są gryka i wrzosy. Zarówno na wrzosowiskach jak i tam, gdzie uprawia się duże areały gryki pasiek stacjonarnych jest niewiele, a jeżeli są to przez pierwszą część sezonu muszą wyjeżdżać na inne pożytki. Tereny te są ubogie w inne wcześniejsze pożytki, dlatego utrzymywanie na nich dużych pasiek przez cały rok nie opłaci się. Tam, gdzie brakuje pożytku wiosną i na początku lata, silne rodziny mogłyby nawet osypać się z głodu. Można temu zapobiec dokarmiając je przez większą część sezonu, co czyni prowadzenie takiej pasieki mało opłacalnym. Natomiast tam, gdzie najpierw są pożytki bardzo wczesne (wierzby, klony, drzewa i krzewy owocowe, mniszek), po czym następuje długa, dwumiesięczna przerwa i dopiero po niej pojawia się pożytek letni, rodziny mogą się masowo roić, a potem głodować. Wtedy pożytki z drugiej części lata zostaną wykorzystane jako rozwojowe, umożliwiające rodzinom dojście do siły przed zimą. Dodatkowym kłopotem będzie brak pyłku, czego skutkiem jest opóźnienie rozwoju rodzin oraz duża zachorowalność na grzybicę wapienną i zgnilec złośliwy. Chore i słabo rozwijające się pszczoły nie przyniosą miodu z gryki ani tym bardziej z wrzosów, w nienajlepszej kondycji pójdą też do zimy. Wiosenne pożytki zostaną wykorzystane na rozwój, po ich zakończeniu rodziny się wyroją i sytuacja się powtórzy. Dlatego korzystanie z pożytków późnych wymaga od pszczelarza większej dbałości o kondycję rodzin niż przy gospodarce na pożytkach wiosennych i wczesnoletnich. Przede wszystkim trzeba wiedzieć, czy warunki panujące przed pojawieniem się pożytków późnych pozwolą osiągnąć rodzinom właściwą kondycję produkcyjną lub ją utrzymać.

Siła rodzin

W pasiekach pracujących wcześniej na lipie i innych pożytkach początku lata z siłą rodzin na ogół nie ma problemu. A rodzina rozpoczynająca pracę na pożytku gryczanym powinna być bardzo silna. Minimum to 2 pełne korpusy wielkopolskie, czyli 20 ramek gniazdowych obsiadanych przez pszczoły, w tym przynajmniej 6 pełnych ramek czerwia (ewentualnie odpowiadająca tej wielkości liczba ramek innych typów). By możliwe było osiągnięcie, a raczej utrzymanie takiej siły, należało zadbać o odpowiednią liczbę plastrów do czerwienia w czasie trwania wcześniejszych pożytków. Jeżeli pożytek z gryki zaczyna się 15 lipca, to według reguły Taranowa rodzina do jego właściwego wykorzystania powinna zacząć się przygotowywać już 25 maja (51 dni przed rozpoczęciem pożytku). Wtedy zaczynały dopiero kwitnąć akacje, a w latach o późnej wiośnie kończyły kwitnienie rzepaki. W pasiekach kończących sezon na akacji, malinie czy nawet nieco późniejszych pożytkach jak chabry, facelia a nawet lipa to ostatni moment, by radykalnie ograniczyć czerwienie matek. Wtedy młode pszczoły oraz te, które wygryzą się w ciągu najbliższych trzech tygodni, zamiast pielęgnować niepotrzebny czerw zajmą się zbieraniem i przerabianiem nektaru.

Zupełnie inaczej się postępuje, gdy pasieka ma pracować na pożytkach zaczynających się w połowie lipca lub jeszcze później. Wtedy ograniczenie czerwienia nie jest potrzebne, wręcz przeciwnie, należy dążyć do tego by czerwienie matek było jak najbardziej obfite.

Zagadnienie ograniczania czerwienia po zakończeniu wiosennych pożytków, a nawet w ich trakcie jest przyczyną wielu nieporozumień i jałowych dyskusji, trwających już od lat 80-tych XX wieku na łamach prasy pszczelarskiej i nawet niektórych podręczników. Metoda ta jest często krytykowana, ponieważ prowadzi do osłabienia rodzin na czas wystąpienia pożytków letnich i późniejszych, słabego ich wykorzystania, zmniejszenia produkcji miodu i innych wynikających z tego konsekwencji. Należy wyjaśnić, że radykalne ograniczenie czerwienia w okresie wiosennym stosuje się tylko na terenach, gdzie występują jedynie pożytki wiosenne i wczesnoletnie, kończące się w pierwszej dekadzie lipca lub nawet wcześniej. Dokładny opis tego sposobu gospodarowania zwanego „metodą izolatorową” znajduje się na końcu niniejszego rozdziału.

Tak skrajne ograniczenie czerwienia jest niepotrzebne, jeżeli pasieka ma wykorzystywać kolejne pożytki, zwłaszcza te rozpoczynające się w połowie lipca. Odgrodzenie matki w maju i czerwcu na części plastrów bardziej będzie miało na celu ułatwienie miodobrania (odbieranie plastrów z miodem bez czerwia) niż zmniejszenie czerwienia. Zresztą wtedy matka może mieć kłopoty ze znalezieniem miejsca na składanie jajeczek bowiem kolejne pożytki, na przykład z akacji i malin potrafią być tak obfite, że skutecznie ograniczą czerwienie na okres 2 – 3 tygodni. Nie zawsze pomoże wtedy nawet dodatkowe poszerzenie gniazd suszem ani tym bardziej węzą, pszczoły mogą wszystkie dodane plastry zalewać nakropem.

Sytuacja taka nie trwa jednak długo. Pożytek akacjowy, mimo że bardzo obfity trwa zazwyczaj niewiele dłużej niż tydzień, i to jeśli pogoda pozwala na tak intensywne nektarowanie. Dlatego w ciągu następnych tygodni matki mogą bez przeszkód czerwić, dzięki czemu pszczół wystarczy i na pożytki przełomu czerwca i lipca (lipa), i na późniejsze. A na pożytki z gryki i wrzosu potrzeba dużo pszczół i czerwia, ponieważ są one obfite i długotrwałe. Gryka kwitnie 3 do 4 tygodni, a na stanowiskach wilgotnych jeszcze dłużej, wrzos podobnie, ale o 2 – 3 tygodnie później. Oprócz zbierania nektaru i jego przerabiania na miód część pszczół będzie zajęta karmieniem czerwia, z którego wychowane pszczoły będą musiały przeżyć zimę.

Zasilanie słabych rodzin

Rodziny, które przed rozpoczęciem pożytku nie osiągnęły wymaganej kondycji (20 ramek pszczół i 6 – 8 ramek czerwia), są za słabe, by go właściwie wykorzystać. Ponieważ winę za nienajlepszą kondycję rodzin ponoszą matki, będą musiały być wymienione. Najbardziej wskazaną z ekonomicznego punktu widzenia metodą wymiany matek przed kolejnym obfitym pożytkiem jest połączenie tych słabszych rodzin z przygotowanymi znacznie wcześniej silnymi odkładami, które teraz są już rodzinami obsiadającymi około 10 ramek. Matki w słabych rodzinach wyszukuje się i likwiduje po czym dołącza się taką rodzinę do silnego odkładu. W warunkach pasieki wędrownej najlepiej łączenie przeprowadza się przewożąc rodziny przeznaczone do połączenia na stanowisko stacjonarne, gdzie oczekują odkłady. Rodziny te przewozi się w dzień, wtedy dużo pszczół lotnych zostaje w pasiece wędrownej. Zasilą one dodatkowo i tak już silne rodziny produkcyjne, natomiast w rodzinach dołączanych większość stanowić będą pszczoły młode. Zapobiegnie to ścinaniu się pszczół podczas łączenia, ponieważ młode pszczoły są chętnie akceptowane przez pszczoły obce, a same też są łagodne zarówno wobec innych pszczół, jak i nowej matki. Po przywiezieniu słabych rodzin ustawia się je w pobliżu odkładów, do których mają być dołączone. Wyszukuje się w nich matki, następnie zarówno odkłady jak i rodziny podkarmia się 1,5 – 2 litrami rzadkiego syropu (1 : 1) i następnego (lub jeszcze tego samego dnia ) łączy się je. Najłatwiej łączenie wykonuje się w ulu wielokorpusowym. Wtedy korpus z rodziną bezmateczną stawia się na korpus odkładu. Należy je rozdzielić kratą odgrodową, by matka pozostała na dolnym korpusie. Rodzina taka będzie pracować na pożytku i czerwienie w obydwu kondygnacjach utrudniłoby i opóźniło odbiór miodu.

W ulach leżakach istota takiego łączenia jest taka sama, tyle że jest to zabieg bardziej pracochłonny. Polega na wstawieniu plastrów z pszczołami z osieroconej rodziny do silnego odkładu po ich podkarmieniu.

Jeżeli zarówno słabe rodziny przeznaczone do połączenia, jak i silne odkłady stacjonują na jednym pasieczysku, omawiana operacja jest o wiele łatwiejsza, bowiem nie trzeba rodzin przewozić. Tutaj też przenosi się rodziny osierocone i dołącza je do odkładów, które pozostają na swoich stanowiskach. Dzięki takiemu postępowaniu większość w rodzinie dołączanej będą stanowić pszczoły młode, co ułatwi łączenie, zaś starsze, lotne, po zabraniu ula „rozejdą się” po innych rodzinach.

Odkłady przygotowuje się odpowiednio wcześniej, po zakończeniu pożytków wiosennych i wczesnoletnich, najczęściej po rzepaku i akacji. W tym czasie robienie odkładów jest ważnym zabiegiem przeciwrójkowym. W intensywnie prowadzonych pasiekach, zwłaszcza wędrownych, wykorzystujących kilka pożytków w sezonie, tworzy się zazwyczaj tyle odkładów, ile jest rodzin w pasiece. Odkładów potrzeba jeszcze więcej, jeśli powiększa się pasiekę. Jeżeli pszczelarz nie ma przygotowanych zawczasu silnych odkładów, należy tylko matki ze słabych rodzin wymienić na młode, koniecznie czerwiące, ponieważ muszą one doprowadzić swoje rodziny do właściwej kondycji jeszcze przed zimą. Zimowanie rodzin ze słabymi matkami nie opłaci się. Nie będzie z nich żadnej korzyści i w przyszłym roku takie matki i tak trzeba będzie wymienić.

Gryka

Gryka jest jednym z tradycyjnych polskich pożytków, a miód gryczany, jeszcze przed kilkudziesięcioma laty traktowany jako przemysłowy i co najwyżej używany do wyrobu miodów pitnych zdobywa coraz większe uznanie konsumentów. Areały uprawy gryki z roku na rok się zwiększają, co stwarza szanse wykorzystania pasiek, które z braku pożytków kończą sezon wcześniej i okres lipcowo – sierpniowy jest dla nich bezproduktywny. Dlatego pszczelarze z terenów o wczesnych pożytkach powinni poszukiwać plantacji gryki i wywozić na nie pasieki, dzięki czemu dochodowość pasiek można poważnie zwiększyć. Gryka przy ciepłej pogodzie i dużej wilgotności powietrza nektaruje bardzo obficie. Nektarowanie gryki przypada na godziny przedpołudniowe a przy niskiej wilgotności gleby, tylko poranne. Sytuacja taka bardzo drażni pszczoły i mogą się one zachowywać agresywnie, dlatego pasieki korzystające z pożytku gryczanego powinny stać z dala od zabudowań i innych miejsc uczęszczanych przez ludzi i zwierzęta.

Wydajność pożytku gryczanego

Pierwsze zasiewy gryki zakwitają już pod koniec czerwca i one nektarują najobficiej, im bowiem wcześniejsza gryka, tym obfitsze jej nektarowanie. Jednak o tej porze większość pasiek korzysta z pożytku z lipy, dlatego najbardziej popularne są wędrówki na grykę od połowy lipca, po odwirowaniu miodu z lipy. Gryka zakwita około 6 tygodni po wysianiu, i kwitnie 3 do 4 tygodni. Pojawienie się pierwszych nasion oznacza, że pożytek zbliża się do końca. Gryka z późnego siewu nektaruje słabo i w zasadzie na grykę rozpoczynającą kwitnienie pod koniec lipca pszczół nie warto wywozić. Pasiekę ustawia się w miarę równomiernie wzdłuż całego łanu gryki, najlepiej w grupach po kilka – kilkanaście rodzin co około 500 m. Do właściwego zapylenia gryki wystarczą 2 – 4 rodziny pszczele na 1 ha i taka też powinna być obsada rodzin w celu właściwego wykorzystania pożytku. Wynika ona z przewidywanej wydajności miodowej gryki, która wynosi od 80 aż do 500 kg surowca miodowego z 1 ha. Zakładając produkcję około 15 kg miodu z jednej rodziny i znając zużycie miodu na potrzeby życiowe pszczół, które w lipcu wynosi też 15 kg, co daje razem 30 kg surowca miodowego, łatwo obliczyć obsadę na 1 ha, która przy średniej wydajności 200 kg powinna wynosić właśnie 4 rodziny (pszczoły zbiorą tylko część nektaru, około 60 – 70 %, czyli 120 – 140 kg surowca miodowego). Jeżeli stanowisko polowe jest wyjątkowo korzystne, a wiec jest to średniej jakości gleba o podłożu słabogliniastego piasku o średniej wilgotności, na terenie lekko pagórkowatym, do tego temperatury są wysokie i jest duża wilgotność powietrza, to przewidywana wydajność miodowa gryki będzie większa i obsadę rodzin można zwiększyć. Ale zbiór rzędu 15 – 20 kg miodu gryczanego z rodziny nie jest wynikiem zachwycającym. Dobrze przygotowane do pożytku, bardzo silne rodziny mogą przynieść nawet do 50 kg miodu, a wtedy obsadę należy zmniejszyć by dla wszystkich rodzin wystarczyło nektaru. Ponieważ gryka jest rośliną wybitnie pyłkodajną to w czasie korzystania z pożytku gryczanego rodzinom go nie brakuje i można jeszcze pozyskiwać obnóża pyłkowe.

Gryka jest rośliną bardzo czułą na mikroklimat panujący w czasie kwitnienia i nie zawsze nektaruje, mimo pozornie dobrych warunków zewnętrznych. Dlatego przy korzystaniu z tego pożytku bardzo się liczy doświadczenie pszczelarza. Najbardziej doświadczeni w wykorzystaniu pożytków gryczanych pszczelarze potrafią z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć nektarowanie gryki na podstawie obserwacji zjawisk pogodowych w czasie siewu i rozwoju roślin.

Miodobranie z gryki

Miodobranie po gryce należy przeprowadzić bardzo sprawnie i najlepiej w godzinach porannych ze względu na niebezpieczeństwo wywołania rabunku. W ulach wielokorpusowych pszczoły z miodni spędza się przy pomocy założonych dzień wcześniej przegonek. Wtedy samo zabieranie korpusów z miodem przebiega bardzo szybko i pszczoły nie zdążą znaleźć źródła „pożytku” w odbieranych plastrach. Znacznie gorzej to wygląda w ulach leżakach, tam zabieranie ramek z miodem i omiatanie pszczół należy wykonywać bardzo szybko. Rodziny na gryce stoją w niewielkich grupach, dlatego jeśli miodobranie wykonywane jest szybko i starannie, to rabunku można się ustrzec. Gdy dojdzie jednak do rabunku, pracę należy przerwać i powrócić do niej dopiero następnego dnia.

Jeżeli rodziny po zakończeniu pracy na gryce mają pojechać na pożytek wrzosowy, wszystkie plastry z miodem gryczanym nie zawierające czerwia należy zabrać. Miód gryczany jest bardzo ciemny i posiada wyraźny, ostry aromat, więc po wymieszaniu z miodem wrzosowym zmieniłby jego właściwości. Dlatego w ulach wielokorpusowych, już po zabraniu korpusów z miodem szybko przegląda się gniazda w celu odebrania reszty miodu i określenia siły rodzin. Nie trzeba wyjmować wszystkich ramek, co niechybnie spowodowałoby rabunek. Zabiera się tylko skrajne ramki z miodem bez czerwia. Po „dojściu” do pierwszej ramki z czerwiem dalej gniazda się nie rozbiera, tylko wstawia się puste plastry w miejsce tych zabranych z miodem i przegląda gniazdo z drugiej strony. Pracę tę należy wykonać szybko i najlepiej rano.

Jeżeli pasieka nie będzie już pracować w tym sezonie na żadnych pożytkach, przystępuje się do przygotowania jej do zimy. Rutynowe prace które należy wykonać jeszcze w tym roku to oprócz zabrania miodu i ustawienia gniazda zimowego, zwalczanie warrozy, uzupełnianie zimowych zapasów i ewentualnie wymiana matek, które nie rokują dobrego przezimowania i rozwoju w przyszłym sezonie.

Przygotowanie do zimy rodzin po gryce

Po powrocie z pożytku gryczanego (względnie po jego zakończeniu – jeżeli gospodarka dotyczy pasieki stacjonarnej) wstępnie zestawia się gniazda na zimę. Przy tej okazji ocenia się siłę rodzin i jakość matek. Zazwyczaj kondycja rodziny zależy od kondycji matki, a więc pnie słabe należy połączyć po wyszukaniu i zlikwidowaniu matek, po czym do tak przygotowanej silnej rodziny poddaje się matkę unasiennioną czerwiącą. Jeżeli pszczelarz nie dysponuje takimi matkami, należy pozostawić lepszą matkę z rodzin łączonych lub dołączyć słabe rodziny do silnych. Na poddawanie matek nie unasiennionych lub unasiennionych nieczerwiących jest już za późno, nie będzie bowiem można sprawdzić jakości ich czerwienia, jako że niebawem zacznie się karmienie rodzin. Słaba kondycja rodzin, które zakończyły pracę na pożytku gryczanym wynika ze złej kondycji matek. Gryka jest pożytkiem dobrze pobudzającym rozwój rodzin, ponieważ oprócz nektaru dostarcza dużych ilości wartościowego pyłku, więc rodziny kończące korzystanie z tego pożytku powinny mieć co najmniej 5 – 6 ramek czerwia. Takim rodzinom po zabraniu wszystkiego miodu gryczanego daje się podkarmiaczki i przystępuje się do karmienia. Jeżeli w gniazdach były plastry w dużej części wypełnione pierzgą, należy je zostawić. Gdy pszczelarz dysponuje ramkami z pierzgą zgromadzoną w czasie wiosennych, majowych pożytków, można je wstawić w miejsce zabranych z gniazda ramek z miodem. Pierzgi na zimę nigdy nie jest za dużo, jeśli więc istnieje taka możliwość, należy jak największe jej ilości zapewnić rodzinom już teraz. Nie wiadomo bowiem, jaka pogoda będzie wczesną wiosną i czy zbieraczki z rozwijających się rodzin będą mogły przynosić pyłek.

Syrop użyty do uzupełniania zimowych zapasów pszczoły magazynują w pustych plastrach i w miejsce wygryzającego się czerwia. Dawki pokarmowe nie mogą być za małe, ponieważ karmienie powinno teraz być czynnikiem ograniczającym czerwienie matek. Jeżeli w pasiece są używane podkarmiaczki o niewielkiej pojemności (do 2 litrów), syrop należy podawać często, najlepiej codziennie. Nie ma obawy, że pszczoły takich dawek nie przerobią. ponieważ rodziny są wystarczająco silne by pobrać jeszcze większe ilości pokarmu. Dlatego lepszym rozwiązaniem, zmniejszającym znacznie nakłady pracy, jest zastosowanie podkarmiaczek o dużej pojemności.

Zwalczanie warrozy

W trakcie karmienia można przeprowadzić zabiegi likwidujące warrozę. Właśnie okres uzupełniania zapasów jest dobrym momentem na poddanie pasków leczniczych, ponieważ wygryza się ostatni czerw w większych ilościach, a wraz z nim ostatnie pokolenia roztoczy. Ponieważ w ulu praca wre, pszczoły bowiem zagospodarowują pokarm, odparowują wodę i wykonują inne czynności spowodowane pojawieniem się namiastki obfitego pożytku, substancja lecznicza jest dobrze roznoszona po całym gnieździe i działa skutecznie na wszystkie pasożyty. Jeżeli wcześniej (czerwiec, lipiec) badano poziom porażenia rodzin warrozą określając dzienny osyp pasożytów lub licząc je na czerwiu trutowym i okazało się, że roztoczy nie ma lub jest ich niewiele, zabieg leczniczy można odłożyć na czas późniejszy. Wtedy wystarczy tylko pojedyncze odymienie rodzin na przełomie września i października.

Karmienie i zwalczanie warrozy jest ostatnią pracą wykonywaną w sezonie. Po zakończeniu karmienia zabiera się podkarmiaczki i paski przeciwko warrozie. Kolejnego przeglądu mającego na celu sprawdzenie czy pszczoły prawidłowo ułożyły zapasy w gnieździe, wykonywać nie trzeba. Jeżeli rodzinom podano właściwe dawki zapasów i w pasiece nie występowały rabunki, można mieć pewność, że pokarmu jest dosyć i jest on dobrze rozmieszczony na wszystkich plastrach. Obawa niektórych pszczelarzy, że w środku gniazda, gdzie wcześniej był czerw, pozostaną puste plastry jest nieuzasadniona, chyba że nakarmiono rodziny zbyt małą dawką pokarmu. Podany zapas pszczoły bowiem musiały gdzieś pomieścić i zrobiły to właśnie w plastrach gniazda.

Pasieka na wrzosach

Pożytek z wrzosu jest, podobnie jak z gryki, wykorzystywany głównie przez pasieki wędrowne. W rejonach występowania wrzosowisk zazwyczaj brakuje innych, wcześniejszych pożytków, poza tym są to na ogół tereny mało zamieszkałe. Rodziny, które mają pracować na wrzosach, muszą być silne i powinny ściśle obsiadać pełen korpus ula wielkopolskiego oraz mieć przynajmniej 6 – 7 plastrów z czerwiem. Jeszcze silniejsze rodziny mogą mieć drugi korpus lub półnadstawkę wypełnione kilkakrotnie przeczerwionymi plastrami. Jeżeli miód ma być odbierany z części gniazdowej, to plastry tam dodane po zabraniu miodu gryczanego też powinny być ciemne. Miód wrzosowy posiada galaretowatą konsystencję i nie chce wylatywać z komórek w czasie wirowania więc młode, jasne plastry uległyby wyłamaniu.

Rodziny przy pracy na pożytku wrzosowym osłabną, głównie wskutek ginięcia pszczół lotnych w pajęczynach, których dużo jest teraz na wrzosowiskach i w lasach. Dlatego rodzin słabych na wrzosy nie należy wywozić, ponieważ nie dość, że nic nie przyniosą, to jeszcze osłabną tak bardzo, że będą kłopoty z ich przezimowaniem. Jeżeli pszczoły nie korzystały z pożytku wcześniejszego, na przykład z omawianej wcześniej gryki, który byłby bodźcem powodującym rozczerwienie matek, to rozwój należy odpowiednio wcześniej stymulować przez podkarmianie. Początek takiego przygotowania rodzin przypada i tutaj na 51 dni przed rozpoczęciem pożytku, a więc jeżeli wrzos zakwita na początku sierpnia, będzie to połowa czerwca W tym czasie zazwyczaj pasieka korzysta z pożytków wczesnoletnich. Kończą kwitnienie akacje i maliny, a niedługo zakwitną lipy. Wyraźnej przerwy w pożytkach zazwyczaj wtedy nie ma, ponieważ kwitną inne rośliny, jak chabry, koniczyna biała, lipa szerokolistna i inne gatunki o znaczeniu lokalnym. Dlatego warunki do rozwoju w tym czasie są dobre i w większości pasiek ogranicza się czerwienie, by nie doszło do masowego rojenia się pszczół jeszcze przed zakończeniem pożytku z lipy. W pasiekach, w których po datowanym na przełom czerwca i lipca zakończeniu pożytków letnich nie przewiduje się żadnych zbiorów radykalne ograniczenie czerwienia nawet na dwóch – trzech ramkach już od pierwszej dekady czerwca jest konieczną praktyką. Pszczoły w dużych ilościach w lipcu nie będą tam do niczego potrzebne a nawet będą zagrożone głodem, zaś wcześniej na ich wychów zostanie zużyta określona ilość miodu. Ale jeśli pasieka ma być wykorzystana do zbioru miodu wrzosowego, to w odpowiednim czasie należy stworzyć warunki do czerwienia. Polega to na uwolnieniu matek dotychczas czerwiących w izolatorach i zapewnieniu wystarczającej powierzchni plastrów na czerw. Cały czas część stanowiąca miodnię musi być odgrodzona kratą, ponieważ na początku lata kalendarzowego czerwienie matek osiąga apogeum i matka mogłaby zaczerwić nie tylko część gniazdową, ale i nadstawkę. Na ogół rodnia stanowi wtedy pełen korpus gniazdowy ula wielkopolskiego (podobnie uli wielokorpusowych innych typów) lub 7 – 10 ramek w gnieździe leżaków i uli nadstawkowych. Po zakończeniu pożytku i odebraniu miodu, rodziny podkarmia się w celu uzupełnienia niezbędnych zapasów i pobudzenia matek do intensywniejszego czerwienia i oczekuje się na zakwitnięcie wrzosów.

Wcześniejsze przygotowanie zapasów zimowych

Ten trwający prawie miesiąc okres oczekiwania na pożytek można wykorzystać do przygotowania plastrów z zapasem cukrowym na zimę. Plastry takie wstawi się do gniazd po miodobraniu z wrzosu. Zabieg taki pozwoli zazimować rodziny w znacznie lepszej kondycji niż wtedy, gdyby karmienie było wykonane po pożytku. Rodziny pszczele z pożytku wrzosowego wychodzą odmłodzone, ponieważ wszystkie starsze pszczoły giną w czasie lotów po nektar i pyłek. W gniazdach pozostają tylko młode pszczoły, których powinno być dość dużo jeżeli rodziny przed rozpoczęciem kwitnienia wrzosów były silne i miały dużo czerwia. Pszczoły wygryzione pod koniec trwania pożytku nie zdążą się napracować przy przerabianiu wziątku wrzosowego i jeżeli zapasy zimowe przygotuje się wcześniej, nie „zużyją się” przy przerabianiu cukru. Wtedy w skład kłębu zimowego wejdą młode, będące w dobrej kondycji pszczoły, które zapewnią dobrą zimowlę i dynamiczny rozwój wiosenny.

Zapasy zimowe przygotowuje się dokarmiając rodziny dużymi dawkami syropu właśnie w tym okresie bezpożytkowym. Przed karmieniem należy właściwie przygotować gniazda. W ulu wielokorpusowym matka pozostaje w dolnej kondygnacji oddzielonej kratą odgrodową od górnego korpusu, który wypełniony jest jasnobrązowymi plastrami, z których część powinna zawierać duże zapasy pierzgi. Podawany syrop cukrowy pszczoły gromadzą w górnym korpusie, a w kondygnacji dolnej matka intensywnie czerwi. Gdy plastry zostaną zasklepione, zabiera się je i przechowuje w szczelnym i suchym magazynie, a w ich miejsce wstawia się puste, najlepiej ciemne, wiele razy czerwione. Jednak w sytuacji gdy nie wszystkie plastry w górnym korpusie są całkowicie obsiadane przez pszczoły, po takim karmieniu rodzinie należy dać tylko półnadstawkę lub kilka plastrów zabrać. Na pożytku wrzosowym trzeba się liczyć z szybkim ubytkiem pszczół lotnych i już po tygodniu gniazda byłyby zbyt obszerne. W ulach leżakach plastry z zimowymi zapasami przygotowuje się w ten sam sposób, po odgrodzeniu matki pionową kratą na kilku ramkach. Nadstawki należy zabrać, by pszczoły nie gromadziły w nich cukru.

Taki sposób przygotowania rodzin pozwoli nie tylko zgromadzić plastry z zapasami zimowymi, ale zapewni rodzinom ciągły rozwój, co zagwarantuje dobre wykorzystanie rozpoczynającego się niebawem pożytku wrzosowego. W trakcie zbiorów na wrzosach pszczół szybko ubywa i pod koniec ich kwitnienia obsiadana będzie tylko część gniazdowa z niewielką ilością czerwia. Miodobranie polega na zabraniu wszystkich plastrów bez czerwia. Do gniazda wstawia się przygotowane wcześniej plastry z zapasem i w miarę potrzeby dokarmia się rodziny kilkoma litrami syropu. Ostatnią pracą w takiej pasiece jest leczenie warrozy.

Innym sposobem jest nakarmienie rodzin przed rozpoczęciem pożytku wrzosowego i pozostawienie plastrów z przerobionym zapasem w gniazdach. Jest to jednak bardziej ryzykowna metoda, bo chociaż miód wrzosowy pszczoły będą gromadzić tylko w nadstawce lub górnym korpusie, to może zostać on zafałszowany cukrem. Co prawda pszczoły w tak późnej porze nie przenoszą zasklepionych zapasów, ale część podanego wcześniej pokarmu nie zostanie zasklepiona i może on zostać zmieszany z miodem wrzosowym. Rodziny na wrzosie słabną i wtedy gniazdo składające się z dwóch pełnych kondygnacji: jednej z zapasami zimowymi i czerwiem, drugiej z plastrami przeznaczonymi na miód wrzosowy, po niedługim czasie może okazać się zbyt obszerne. Pszczoły opuszczą wtedy górny korpus i nektar z wrzosu będą gromadzić w plastrach gniazdowych. Stanie się tak gdy pożytek wrzosowy będą wykorzystywać rodziny słabe. Kolejnym przeszkodą jest zwiększenie masy każdego ula o kilkanaście kg zapasu zimowego, co utrudni załadunek i rozładunek uli, zaś plastry z zapasem mogą się wyłamać w czasie transportu.

Omówione metody polegające na wcześniejszym przygotowaniu zapasów zimowych mogą mieć zastosowanie także w pasiekach korzystających z późnych pożytków spadziowych

Wrzosy a inne pożytki.

Intensywnie prowadzone pasieki wędrowne wykorzystują zarówno pożytek gryczany jak i wrzosowy, a do zimy rodziny są przygotowywane po pożytku wrzosowym lub łączy się je z dokarmionymi rodzinami wychowanymi z odkładów utworzonych wiosną. Wykorzystanie wszystkich dostępnych pożytków wymaga ciągłego utrzymywania rodzin w wysokiej kondycji produkcyjnej oraz znalezienia plantacji gryki kwitnącej na tyle wcześnie, by po odwirowaniu miodu gryczanego zdążyć na wrzosy. Pierwsza gryka zakwita pod koniec czerwca i jeśli pszczelarz zdecyduje się na ten pożytek, musi zrezygnować z pożytku lipowego. Dla pszczelarzy mających do dyspozycji obydwa te pożytki jest to często dylemat: wywieźć pszczoły na lipę czy na grykę. Jak wspomniano, pożytek gryczany jest zawodny, ale najbardziej obficie nektaruje gryka z najwcześniejszych zasiewów. Z kolei dobrego nektarowania lipy też nie da się przewidzieć, jest ono uzależnione od temperatury, wilgotności i siły wiatru. Dlatego wielu pszczelarzy wędrowców zazwyczaj część pasieki wywozi na lipę, część na grykę, a rodziny będące w zbyt słabej kondycji, by wykorzystać pożytek tudzież odkłady mające posłużyć do zasilenia rodzin produkcyjnych i powiększenia pasieki zostają na stanowisku stacjonarnym i są karmione. W pasiece wykorzystującej wczesną grykę będzie dużo czasu na odebranie miodu gryczanego i właściwe przygotowanie rodzin do wrzosu. Natomiast jeżeli pszczelarz zamierza skorzystać z pożytku lipowego, gryczanego i wrzosowego, będzie ograniczony czasowo, szczególnie wtedy gdy kwitnienie lip jest opóźnione.

Jak wspomniano, rodziny pracujące na pożytku wrzosowym muszą posiadać co najmniej 6 ramek czerwia. Mogą to być również odkłady utworzone w drugiej połowie maja, po zakończeniu pożytków wiosennych (mniszek, rzepak, sady), które do czasu zakwitnięcia wrzosu zdążą osiągnąć taką siłę. Odkłady takie przez cały czas były podkarmiane (jeżeli nie było pożytku), wiadomo też, że matki w nich są młode i czerwią prawidłowo. Zasadniczym celem dla którego zostały utworzone, jest zazimowanie pasieki w jak najlepszej kondycji. Jeżeli jednak istnieje możliwość ich produkcyjnego wykorzystania jeszcze w bieżącym sezonie, należy to zrobić, dzięki czemu wydajność ekonomiczna pasieki się zwiększy. Natomiast przygotowanie do zimy rodzin w prawidłowej kondycji będzie możliwe po pożytku, ponieważ rodziny najbardziej osłabione pracą na wrzosach będzie można połączyć.

Przy klasycznej gospodarce jednorodzinnej najbardziej opłaci się na późne pożytki nektarowe mieć przygotowane bardzo silne rodziny. Rodzina przed zakwitnięciem wrzosów powinna obsiadać dwa korpusy wielkopolskie (lub odpowiadającą tej sile liczbę ramek innych typów), a czerw powinien być na 7 ÷ 8 ramkach. Taka rodzina zgromadzi miód w nadstawce i w gnieździe, w którym w większości plastrów będzie jeszcze czerw. W czasie miodobrania zabiera się nadstawkę z miodem i parę plastrów z gniazda. Po miodobraniu rodziny dokarmia się niewielką dawką uzupełniającą zapasy, zazwyczaj po udanym pożytku wrzosowym wystarczy podać każdej silnej rodzinie 5 ÷ 7 kg cukru. Zostanie on zmagazynowany w środku gniazda w miejscu wygryzającego się czerwia, natomiast przynajmniej połowę każdej ramki zajmuje miód wrzosowy, który również zostanie na zimę. Rodziny są odmłodzone, ponieważ starsze pszczoły zginęły pracując na pożytku wrzosowym, a przerobienie niewielkiej ilości syropu przez silną rodzinę nie wpłynie negatywnie na kondycję pszczół zimujących. Posiadanie przez cały sezon silnych rodzin, które wykorzystają wszystkie dostępne pożytki jest możliwe, ale do każdego pożytku rodziny muszą być odpowiednio przygotowane. Już na kilka tygodni przed rozpoczęciem pożytku należy tak kierować czerwieniem matek, by w momencie zakwitnięcia roślin pszczół w rodzinach było jak najwięcej. Do tego są potrzebne matki będące w bardzo dobrej kondycji i charakteryzujące się wyjątkowo dużą plennością. Dlatego pszczelarze wykorzystujący kilka obfitych pożytków wciąż poszukują nowych linii pszczół mających oprócz cennych gospodarczo cech (miodność, łagodność, nierojliwość) również cechę dużej obfitości czerwienia, która nie jest regulowana długością dnia. Takimi cechami charakteryzują się różne żółte pszczoły masowo hodowane w Ameryce Północnej oraz rozpowszechnione w Europie Zachodniej pszczoły typu Buckfast.

Obsługa pasieki na wrzosach

Transport rodzin na pożytek wrzosowy jest operacją wymagającą odpowiedniego przygotowania. W okresie zakwitania wrzosów (pierwsza połowa sierpnia) zazwyczaj panują intensywne upały, a wrzosowiska zlokalizowane są w dużej odległości od miejsca stacjonowania większości pasiek. Najcenniejsze polskie tereny wrzosowe leżą w miejscach mało zamieszkałych na Pomorzu Środkowym i w Borach Dolnośląskich. Mniejsze znaczenie mają wrzosowiska w Kotlinie Sandomierskiej, na Roztoczu i lokalnie w innych częściach kraju. Jeżeli więc podróż na wrzosy ma być długa, ule muszą być przystosowane do transportu i przede wszystkim powinny zapewniać pszczołom odpowiednią wentylację oraz dużo przestrzeni. Dlatego wskazane jest dostawienie przed transportem na każdy ul pustego korpusu lub półkorpusu (półnadstawki). Po przywiezieniu pasieki na pożytek pusty korpus należy zabrać.

Pasieki na wrzosach powinny stać w odległościach nie mniejszych niż 500 m od siebie i w zależności od zwartości wrzosowiska mogą liczyć 30 – 60 uli. Średnia wydajność miodowa wrzosu wynosi około 50 kg (maksymalnie 100 kg) surowca miodowego z hektara, a więc obsada wrzosowiska nie powinna być większa niż dwie rodziny pszczele na hektar. Bardzo ważne jest przestrzeganie bezpieczeństwa przeciwpożarowego na wrzosowisku. Wrzosowiska są suche i często zdarzają się na nich pożary, również wzniecane przez pszczelarzy.

Miodobranie po wrzosach w pasiece wędrownej zazwyczaj przeprowadza się po przewiezieniu rodzin w miejsce zimowania. Rodziny są wtedy osłabione – na pożytku wyginęły wszystkie pszczoły lotne. Czerwia w gniazdach jest niewiele, poza tym jest już znacznie chłodniej niż w sierpniu, zwłaszcza nocą, zaś ciemne, kilkakrotnie przeczerwione plastry z miodem nie powinny ulec wyłamaniu w czasie transportu. Miód wrzosowy nie musi być całkowicie zasklepiony, ponieważ dopuszcza się w nim zwiększoną do 23 % zawartość wody. Miodobranie wykonuje się zabierając poszczególne ramki z miodem bez czerwia i omiatając z nich pszczoły. Jeżeli na plastrze jest dużo czerwia i tylko niewielki „wianuszek” miodu, taką ramkę należy zostawić w rodzinie na zimę. Czerw taki jest teraz bardzo cenny, bowiem pszczoły wygryzione z niego zastąpią pszczoły starsze, które zginą jeszcze przed rozpoczęciem zimy wyczerpane przerabianiem syropu. Będą one w dobrej kondycji, ponieważ czerw ten karmiony był w okresie gdy w rodzinie nie brakowało miodu i pyłku, przynoszonego w dużych ilościach z wrzosów. Natomiast miód wrzosowy w zapasach zimowych pszczołom nie szkodzi jeżeli nie ma w nim spadzi. W miejsce zabranych plastrów z miodem wstawia się ramki z jasnobrązowym suszem, na których pszczoły będą zimować i jak najszybciej przystępuje się do uzupełniania zapasów. Najlepiej, gdy przynajmniej dwa z dodanych plastrów są wypełnione pierzgą.

Ramki zawierające niewiele czerwia a dużo miodu można zgromadzić w kilku ulach – „inkubatorach”. Taki ul to nakarmiona wcześniej silna rodzina, najlepiej tegoroczny dobrze rozwinięty wiosenny odkład, któremu teraz dostawia się korpus i umieszcza się w nim ramki z miodem wrzosowym i czerwiem, bez pszczół. W takim korpusie będzie ciepło, ponieważ jest podgrzewany przez silną rodzinę znajdującą się w dolnej kondygnacji. Tych „inkubowanych” plastrów nie może być jednak za dużo, nie więcej niż sześć nad silną rodziną. W ciągu dwóch tygodni czerw się wygryzie i wtedy miód można będzie odwirować.

Miód wrzosowy należy ogrzać w plastrach przed odsklepianiem i wirowaniem do temperatury 35° C. Mimo tego zabiegu jest on bardzo gęsty – ze względu na zawartość pektyn posiada konsystencję galaretowatą – należy więc go rozluźnić przy pomocy rozluźniacza miodu wrzosowego, a samo wirowanie przeprowadzić w miodarce tangensowej (chordalnej). W przeciwnym razie większość miodu pozostanie w plastrach. Miód wrzosowy odcedza się na sitach cylindrycznych lub stożkowych, ponieważ zwykłe sito płaskie szybko się zapycha. Miód wrzosowy musi być galaretowaty i przez pierwsze dni po odwirowaniu utrzymują się w nim bąbelki powietrza. Jeżeli miód nie ma galaretowatej konsystencji, nie może być uznany za wrzosowy. 

Rodziny po miodobraniu należy dokarmić ciepłym, gęstym syropem (wagowy stosunek cukru do wody jak 2 : 1) w celu szybkiego uzupełnienia zapasów. Jeżeli wcześniej (przed pożytkiem) zostały przygotowane plastry z zapasem cukrowym, teraz wstawia się je na miejsce zabranych ramek z miodem i ewentualnie z czerwiem, które znalazły się w rodzinach – „inkubatorach”. Gdy zapasów jest za mało, rodziny trzeba dokarmić odpowiednią dawką syropu. Zimować należy tylko rodziny obsiadające po nakarmieniu co najmniej 7 ramek. Tylko taka rodzina może gwarantować wykorzystanie pożytków wiosennych w przyszłym sezonie. Rodziny słabsze należy łączyć, najlepiej z nakarmionymi odkładami posiadającymi młode matki.

Odkłady te, wykonane po przekwitnięciu rzepaku i akacji, w ciągu kilku poprzednich miesięcy rozwiną się w silne rodziny, z których najlepsze będzie można wykorzystać nawet do pracy na pożytku z wrzosu. Te, które na wrzosie nie będą pracować, karmi się w połowie sierpnia. syropem lub inwertem, tak jak rodziny normalnie przygotowywane do zimy. Po zabraniu miodu rodzinom które wróciły z wrzosów, likwiduje się w nich matki i dołącza się je do wcześniej nakarmionych odkładów. Tak utworzone silne rodziny trzeba jeszcze dokarmić, ponieważ w plastrach rodzin pracujących wcześniej na wrzosie jest dużo czerwia zasklepionego, który w ciągu paru dni się wygryzie. Przerobienie niewielkich ilości pokarmu przez silne rodziny nie wpłynie negatywnie na ich kondycję, bowiem pracę tę będą wykonywać najstarsze pszczoły, które w ciągu najbliższych kilku tygodni zginęłyby ze starości. Rodziny te pójdą więc do zimy w dużej sile i wiosną będą mogły dobrze wykorzystać wczesne pożytki. Przy zastosowaniu tego modelu gospodarki rozwiązany zostaje „odwieczny” dylemat pszczelarzy: jak wykorzystać wrzos (lub inny późny pożytek), by mieć silne rodziny na rzepak. Jak widać, można się z tym problemem uporać wykonując we właściwym czasie potrzebną liczbę odkładów, właściwie się nimi opiekując przez cały sezon i zasilając nimi w odpowiednim czasie wymagające tego rodziny. Gospodarka polegająca na wszechstronnym wykorzystaniu wcześniej wykonanych we własnym zakresie odkładów jest rozpowszechniona na zachodzie Europy i z powodzeniem może być stosowana u nas, przede wszystkim w intensywnie prowadzonych pasiekach wędrownych oraz korzystających z późnych pożytków, nie tylko wrzosowych ale i spadziowych.

By nie doszło do niepotrzebnego ścinania się pszczół oraz okłębiania matek, rodzinę dołączaną należy pozbawić pszczół lotnych. W tym celu ul z rodziną przeznaczoną do połączenia ustawia się blisko odkładu, wyszukuje się w niej matkę i po 5 – 6 godzinach łączy się, stawiając korpus z osieroconą rodziną na odkładzie. W ciągu tych kilku godzin po przestawieniu ula pszczoły lotne wracają na stare miejsce i nie znajdując tam swojej rodziny rozlatują się po innych ulach. W osieroconej rodzinie zostają tylko młode pszczoły ulowe, które łatwo łączą się z z silnym odkładem. W efekcie takiego łączenia otrzymuje się bardzo silną rodzinę liczącą 3 – 4 kg pszczół, gwarantującą wysokie zbiory miodu z najwcześniejszych pożytków. Tę samą technikę łączenia można zastosować w ulach leżakach, z tą różnicą, że zamiast przestawiać korpus z bezmateczną rodziną trzeba będzie przełożyć do odkładu plastry z zapasami obsiadane przez młode pszczoły. I tu wcześniej ul z dołączaną rodziną trzeba przenieść w pobliże odkładu, by odleciały z niej starsze pszczoły. Korzyściami uzyskiwanymi w wyniku takiego łączenia jest nie tylko zazimowanie jedynie silnych rodzin, ale co najważniejsze, posiadanie w całej pasiece bardzo dobrych matek, a to daje gwarancję dużych zbiorów nie tylko wiosną ale w całym przyszłym sezonie.

Jeżeli przed pożytkiem wrzosowym nie były prowadzone zabiegi mające na celu zwalczenie warrozy, przeprowadza się je w czasie karmienia lub później, zwłaszcza jeżeli będzie to odymianie. Ponieważ po pożytku wrzosowym w gniazdach pozostało niewiele czerwia, zabiegi wykonane teraz będą bardzo skuteczne, bowiem prawie wszystkie pasożyty znajdują się na pszczołach. Powtórzenie odymiania po dwóch tygodniach praktycznie wyeliminuje wszystkie roztocze, bowiem w miejscu wygryzionego czerwia pszczoły złożyły zapasy cukrowe i czerwia w rodzinach nie ma już wcale. Oddzielne leczenie należy przeprowadzić we wspomnianych „inkubatorach” – rodzinach zasilonych pszczołami wychowanymi z nadmiaru czerwia przywiezionego z wrzosów.

Tak przygotowane rodziny pozostawia się w spokoju aż do wiosny przyszłego roku. Tylko w niektórych rodzajach uli wykonuje się dodatkowe prace mające polepszyć warunki w czasie zimy, na przykład w ulach wielokorpusowych ze styropianu podstawia się pusty półkorpus pod korpus gniazdowy by polepszyć wentylację. Lekkie ule styropianowe i poliuretanowe spina się pasami, szczególnie gdy stoją w miejscu narażonym na silne wiatry.

Uzupełnianie zapasów zimowych

Uzupełnianie zapasów zimowych czyli dokarmianie rodzin pszczelich przed zimą jest konieczną praktyką we wszystkich pasiekach strefy klimatu umiarkowanego. Zrezygnowanie z uzupełniania zapasów wiązałoby się z koniecznością pozostawienia pszczołom części miodu, co wziąwszy pod uwagę różnice w cenie cukru lub innych odżywek węglowodanowych dla pszczół (inwerty, izoglukoza) i miodu, nie opłaci się. Można z dobrym skutkiem zimować pszczoły na miodzie z późnego pożytku nektarowego, na przykład z wrzosu. Pszczoły na późnych pożytkach zapasy gromadzą w gniazdach, skład biologiczny rodzin ulega odmłodzeniu – większość starych pszczół „wypracowuje się” na pożytku i ginie, na ogół nie brakuje też pierzgi. Jednak cena uzyskiwana za miód wrzosowy lub inne miody z późnych pożytków w porównaniu z kosztem dokarmienia pszczół zawsze przemawia za tym, by miód odebrać. Jest to tym bardziej wskazane, że dzięki zastosowaniu właściwych metod gospodarki pasiecznej późne miodobranie wcale nie musi negatywnie wpłynąć na jakość zazimowania rodzin i poziom zbiorów w przyszłym sezonie. Zresztą większość pasiek w Polsce korzysta tylko z pożytków wiosennych i wczesnoletnich i te pasieki bez dokarmienia nie przeżyłyby zimy.

Termin uzupełniania zapasów

Od tego, w jakim terminie zostanie przeprowadzone dokarmianie zależy w dużej mierze jakość zimowli i wyniki produkcyjne uzyskane w następnym sezonie. Rodzina pszczela powinna być pod względem biologicznym tak przygotowana do dokarmiania, by prace związane z przerabianiem zapasów zimowych nie wpłynęły negatywnie na kondycję pszczół zimujących. Dlatego na dokarmianie trzeba wybrać taki moment, w którym jest jeszcze dużo pszczół wychowanych w czasie trwania ostatniego pożytku i częściowo na nim pracujących, ale zbyt starych, by mogły przeżyć zimę. Jednocześnie powinny się wygryzać pszczoły, które wejdą w skład kłębu zimowego. Nie będą one już przerabiać zapasów ani karmić czerwia, a ponieważ wychowane były w optymalnych warunkach, kondycja ich będzie na tyle dobra, że przeżyją zimę i wiosną podejmą wszystkie prace konieczne do właściwego rozwoju rodziny.

Dokarmianie, czyli uzupełnianie zapasów nie jest zabiegiem jednoznacznym z podkarmianiem. Podkarmianie jest to podawanie rodzinie pszczelej pokarmu w celu wywołania u pszczół określonych zachowań. I tak można mówić o podkarmianiu pobudzającym rozwój (stymulującym czerwienie), zwiększającym produkcję wosku, odciąganie mateczników, wychów czerwia trutowego, tresurę pszczół i inne. Zawsze jednak w rodzinie podkarmianej musi znajdować się pewna ilość zapasów, które zabezpieczą jej bieżące potrzeby życiowe. W zależności od siły rodziny minimum to stanowi od 3 do 5 kg miodu i jeden plaster gniazdowy wypełniony pierzgą. By ten poziom był utrzymany, nierzadko zachodzi potrzeba dokarmiania rodzin w trakcie sezonu, na przykład podczas dłużej trwających okresów bezpożytkowych. Natomiast przed rozpoczęciem zimowli rodzina pszczela musi zostać zaopatrzona w taką ilość zapasów, która pozwoli jej przeżyć zimę i właściwie rozwinąć się na przedwiośniu, zanim pojawią się pierwsze dostępne dla pszczół pożytki nektarowe i pyłkowe. Przedzimowe dokarmianie jest więc uzupełnieniem obecnych już w gnieździe zapasów, z uwzględnieniem nie tylko pokarmu węglowodanowego, ale i pierzgi.

Korzyści z wczesnego dokarmiania

Opóźnienie terminu karmienia źle wpłynie na przezimowanie i na dalszą kondycję rodziny. Im bowiem później, tym mniej będzie pszczół starych, więc zapasy będą przygotowywały młode pszczoły, dopiero wygryzione. Praca przy przerobie syropu bardzo wyczerpuje pszczoły (można powiedzieć, że je postarza), co odbija się na ich długowieczności i późniejszej kondycji. Cześć takich pszczół osypie się w czasie zimy, zaś te, które przeżyją, nie będą już wydzielać mleczka, które jest potrzebne w rodzinie pszczelej na przedwiośniu, kiedy na jedną przezimowaną pszczołę przypada kilka młodych larw do karmienia. Im termin dokarmiania późniejszy, tym niższe są temperatury, przez co pszczoły muszą wydatkować więcej energii na zagęszczenie syropu, co powoduje nie tylko większe zużycie zapasów ale i spadek ich kondycji. Poza tym, jeżeli do karmienia jest używany syrop cukrowy czyli wodny roztwór sacharozy, musi ona zostać rozłożona do cukrów prostych, glukozy i fruktozy, ponieważ tylko one są wchłaniane w przewodzie pokarmowym pszczół. Rozkład ten zwany inwersją jest katalizowany przez enzym ogólnie określany jako inwertaza, znajdujący się w wydzielinie gruczołów gardzielowych pszczół. Ilość wydzielanej przez pszczoły inwertazy zależy od kondycji pszczół oraz od temperatury otoczenia i w okresie wcześniejszym (sierpień) może być jej kilka razy więcej niż we wrześniu. Aktywność enzymu również większa jest w wyższych temperaturach i omawiany proces najszybciej przebiega w temperaturze około 40° C, a przy 10 stopniach ustaje. Jeżeli więc syrop podawany jest później, to w wytworzonym z niego zapasie jest kilka razy więcej nie rozłożonej sacharozy, niż gdyby karmienie zostało przeprowadzone w terminie wcześniejszym (sierpień). Również zasklepianie zapasów przebiega tym szybciej, im wcześniejszy jest termin karmienia.

Odbudowa siły rodzin przed dokarmianiem

Termin rozpoczęcia uzupełniania zimowych zapasów nie może być więc zbyt późny i należy go właściwie zaplanować, biorąc pod uwagę termin zakończenia głównego pożytku. W wielu pasiekach pożytek kończy się na przełomie czerwca i lipca, w innych w połowie lipca, w tych korzystających z gryki i innych pożytków letnich na początku lub w środku sierpnia. Jeszcze inaczej trzeba podejść do pasiek korzystających z późnych pożytków spadziowych i z wrzosu.

W pasiekach stacjonujących na terenach, gdzie dominują pożytki wczesne, kończące się wraz z przekwitnięciem lip lub jeszcze wcześniej, zazwyczaj radykalnie ogranicza się czerwienie matek już na miesiąc przed zakończeniem pożytku . Zabieg taki jest konieczny z dwóch powodów. Po pierwsze pozwala zaoszczędzić dużo miodu, który zostałby wykorzystany do karmienia czerwia, z którego wychowane pszczoły nie znalazłyby zatrudnienia. A więc ograniczenie czerwienia jest zabiegiem przeciwrojowym ponieważ rodziny mające po pożytku nadmiar „bezrobotnych” pszczół wyroiłyby się. W rodzinach, w których wcześnie ograniczono czerwienie, pszczół po ostatnim miodobraniu jest niewiele. Ponieważ w okolicy dominują pożytki wczesne, należy zimować rodziny bardzo silne, bo tylko takie przyniosą miód z mniszka, rzepaku, sadów, a przy sprzyjającej pogodzie nawet z wierzby. Dlatego po zakończeniu ostatniego pożytku rodziny te należy nakarmić, przede wszystkim w celu uzupełnienia zapasów, oraz by pobudzić matki do intensywnego czerwienia. Zadaniem wychowanych z tego czerwia pszczół, wygryzionych już w sierpniu, będzie utworzenie kłębu zimowego, przezimowanie i podjęcie pierwszych prac w przyszłym sezonie. Na ogół nie wystarczy jednokrotne dokarmienie; w zależności od tego, ile pozostało po miodobraniu zapasów należy najpierw je uzupełnić do minimalnego poziomu czterech kilogramów, a później pojedynczą dużą dawką (3 – 4 litry syropu) lub dwoma małymi spowodować dynamiczne rozczerwienie się matek. Cały czas trzeba pamiętać o koniecznym zapasie pierzgi w rodzinach. Jeśli bowiem zabraknie pokarmu pyłkowego, czerwienie będzie słabe, zaś wychowane pszczoły będą w niezadowalającej kondycji. Dlatego w sytuacji, gdy nie ma pożytku pyłkowego, rodzinom należy dodać po dwa plastry z pierzgą pozyskaną na pożytkach wiosennych.

Po upływie trzech tygodni od osiągnięcia apogeum czerwienia matek, a jest to zazwyczaj pierwsza połowa sierpnia, należy rozpocząć właściwe uzupełnianie zapasów zimowych. Wtedy zaczyna się masowo wygryzać czerw będący efektem wcześniejszego podkarmiania. W komórkach opuszczonych przez wygryzające się pszczoły magazynowany jest syrop, co skutecznie hamuje dalsze czerwienie a pszczelarz może mieć pewność, że zapas zimowy zostanie rozłożony prawidłowo. W przerabianiu podawanego teraz stropu biorą udział tylko starsze pszczoły, określane jako „popożytkowe”, ponieważ wychowane zostały w trakcie trwania ostatniego pożytku. Pszczoły te zginą w ciągu najbliższych tygodni a nawet dni, wyczerpane pracą przy zagęszczaniu syropu. Jeżeli nie wykonywałyby tej pracy, to i tak nie przeżyłyby zimy, ponieważ są na to zbyt stare. Ich udział w kłębie zimowym spowodowałby tylko zwiększenie spożycia zapasów i zwiększenie osypu zimowego.

W podobnym terminie udaje się przeprowadzić karmienie w pasiekach wykorzystujących pożytki późniejsze, kończące się w drugiej połowie lipca lub w sierpniu. Wtedy bodźcem prowadzącym do zwiększenia czerwienia, którego konsekwencją będzie wychowanie dużej liczby młodych pszczół zimujących nie będzie podkarmianie lecz naturalny pożytek. Dlatego należy odpowiednio wcześnie zapewnić matkom właściwe warunki do czerwienia przez poszerzenie gniazd ramkami z suszem. Jeżeli pożytek jest bardzo obfity, a zdarza się to nie tylko na gryce ale i na plantacjach innych roślin miododajnych (ogórecznik, facelia, koniczyna, fasola wielokwiatowa), pszczoły mogą zalewać nektarem wszystkie wolne komórki w plastrach i wtedy matki nie będą miały gdzie czerwić. Nie można do tego dopuścić, ponieważ równie ważny jak miód jest teraz czerw, z którego wygryzą się pszczoły decydujące o jakości przezimowania i o poziomie produkcji w przyszłym sezonie. Czerwieniem matek w czasie ostatniego pożytkowego miesiąca powinno się tak pokierować, by w momencie zakończenia pożytku w gnieździe było 6 ramek czerwia, który właśnie zaczyna się masowo wygryzać. By tak się stało, należy niecały miesiąc przed zakończeniem pożytku zapewnić matkom dużo miejsca do czerwienia. Będące w dobrej kondycji matki powinny zacząć intensywnie czerwić, tym bardziej że nie brakuje teraz pyłku. W czasie miodobrania zabiera się wszystkie ramki z miodem a zostawia z czerwiem i z pierzgą, jeżeli takie są. Gniazdo należy uzupełnić odpowiednią liczba ramek z suszem ustaloną według zasady, że pszczoły wygryzione z jednej ramki czerwia (pełnej) obsiądą w zimie dwa plastry. Dobrze jest, gdy przynajmniej dwie ramki wypełnione są pierzgą. Do uzupełniania gniazd nie można używać plastrów jasnych, nieczerwionych. Rodzina, która w czasie miodobrania miała 6 ramek czerwia, po zakończeniu karmienia będzie obsiadać około 12 ramek, co stanowi siłę gwarantującą bardzo dobre przezimowanie. W trakcie przerabiania zapasów zginą pszczoły starsze, które pracowały na pożytku i w rodzinach pozostaną tylko pszczoły młode. Jeżeli rodziny dostały właściwą ilość pokarmu i dawki pokarmowe były duże, to czerwienie matek zostało przerwane i zapasy są ułożone prawidłowo. Nie trzeba wtedy sprawdzać ułożenia zapasów, przestawiać ramek i dodatkowo dokarmiać rodzin. Jedyną pracą, która została do zrobienia jeszcze w tym sezonie jest zwalczanie warrozy. Wcześniej zabiegów przeciw warrozie nie można było wykonać, ponieważ cały czas trwał pożytek.

Jeżeli pasieka korzysta z późnych pożytków spadziowych, wrzosowych i innych, wtedy rodziny pszczele należy przygotować do zimy metodami przedstawionymi w rozdziałach omawiających wykorzystanie tych pożytków. Najbardziej skuteczną metodą, pozwalającą zazimować silne rodziny i uniknąć strat związanych z późnym dokarmianiem jest tworzenie wczesnych odkładów, które w ciągu sezonu rozwiną się w silne rodziny, zostaną nakarmione, a po zakończeniu pożytków dołączy się do nich wyeksploatowane rodziny produkcyjne. Nie w każdej pasiece taki sposób gospodarowania może być stosowany, dlatego zaproponowano też inne metody, jak tworzenie okresowych rodzin lub zsypańców produkcyjnych, okresowych odkładów zasilających lub przygotowanie plastrów z zapasem we wcześniejszym okresie bezpożytkowym.

Jak widać, termin uzupełniania zapasów jest bardzo istotnym zagadnieniem, decyduje bowiem nie tylko o przezimowaniu rodzin, ale o prawidłowym rozwoju wiosennym i wynikach produkcyjnych w przyszłym sezonie.

Rodzaje pokarmów zimowych

Naturalnym pokarmem węglowodanowym pszczół jest miód i od milionów lat rodziny pszczoły miodnej zimowały na miodzie. Odbywało się to z różnym skutkiem, ponieważ nie każdy miód stanowi dobry zapas zimowy. W skład miodu oprócz wody i cukrów wchodzą inne substancje, a niektóre z nich jako ciężkostrawne (na przykład niektóre składniki ziaren pyłku) lub niestrawne (niektóre sole mineralne) mogą poważnie obciążać przewód pokarmowy zimujących pszczół lub nawet prowadzić do pewnych zaburzeń w zimowli. Z kolei cukry znajdujące się w miodzie też są różne i nie wszystkie nadają się na pokarm dla pszczół, zwłaszcza zimujących. Głównymi składnikami miodu są cukry proste glukoza i fruktoza, ale oprócz nich w miodzie znajdują się dwucukry sacharoza, maltoza trehaloza i turanoza, trójcukier melecytoza, wielocukry o łańcuchowych cząsteczkach zwane dekstrynami i śladowe ilości kilku innych cukrów.

Wchłanianie substancji pokarmowych u pszczół odbywa się w środkowym odcinku przewodu pokarmowego, zwanym jelitem środkowym. Zarówno organizm pszczoły dorosłej, jak i larwy, przyswaja węglowodany tylko w formie cukrów prostych – glukozy i fruktozy. Dlatego gospodarka enzymatyczna przewodu pokarmowego pszczoły nastawiona jest w pierwszym rzędzie na rozkład wielocukrów do cukrów prostych. Enzymy katalizujące hydrolizę dwucukrów do cukrów prostych (inwertaza) i skrobi do dekstryn oraz dekstryn do dwucukru maltozy (alfa– i beta–amylaza) znajdują się w wydzielinie gruczołów gardzielowych pszczoły, która jest dodawana do pokarmu w momencie jego pobierania do wola. Dlatego większość cukrów znajdujących się w nektarze jest rozkładanych i dojrzały miód składa się głównie z cukrów łatwo przyswajalnych przez pszczoły, to znaczy glukozy i fruktozy. Ilościowy stosunek tych cukrów decyduje o ważnej właściwości miodu jaką jest szybkość jego krystalizacji. Miody zawierające niewielką przewagę glukozy nad fruktoza szybko krystalizują, na przykład miody z roślin krzyżowych. Z kolei im większy udział w miodzie fruktozy, tym krystalizacja wolniejsza (miód akacjowy). Stosunek fruktozy do glukozy w różnych miodach wynosi jak 130 : 100 (56,5 % fruktozy i 43,5 % glukozy) do 90 : 100 (47,4 % fruktozy i 52,6 % glukozy). Aby pokarm zimowy nie krystalizował, musi w nim przeważać fruktoza. Jednak zbyt duży udział fruktozy w stosunku do glukozy (większy niż 130 : 100) powoduje słabnięcie zimujących pszczół, opóźnienie rozwoju wiosennego a nawet osypywanie się rodzin.

Nie każdy więc miód nadaje się na pokarm zimowy, na przykład szybko krystalizujące miody z roślin krzyżowych do zimowania się nie nadają, bowiem pszczoły w zimie nie będą mogły rozpuścić twardych kryształów cukru i osypią się z głodu. Podobnie nie można zimować pszczół na miodach spadziowych, które zawierają ciężkostrawne dekstryny i trójcukier melecytozę, który jest rozkładany do glukozy i dwucukru turanozy. Ta ostatnia nie jest trawiona przez pszczoły. Niektóre miody spadziowe szybko krystalizują (zwłaszcza miód ze spadzi modrzewiowej) tworząc bardzo zwarty i twardy krupiec. Jest to tak zwany „miód kamienny”, który nie tylko nie jest pobierany przez pszczoły, ale nie można go w żaden sposób wydobyć z plastrów.

Poza tym ze względu na różnice cenowe zimowanie na miodzie się nie opłaci. Znacznie bardziej opłacalne jest zimowanie pszczół na cukrze (przerobionej przez pszczoły sacharozie) lub innych odżywkach oferowanych przez przemysł spożywczy.

Stosowanie cukru jako jedynego zastępczego pokarmu zimowego dla pszczół ma już długą historię. Okazuje się, że cukier jest w zasadzie najtańszym i najlepszym pokarmem zimowym. Zapas otrzymany z przerobionego przez pszczoły cukru nie zawiera żadnych zanieczyszczeń mechanicznych i jest całkowicie przez pszczoły trawiony. Zawartość fruktozy w tak przygotowanym pokarmie przewyższa nieco ilość glukozy, i chociaż wartości te nie są stałe (glukoza może przechodzić we fruktozę i odwrotnie), to zapas taki nie krystalizuje, ale nie jest w żadnym stopniu szkodliwy dla pszczół. Oprócz tego pokarm utworzony z syropu cukrowego zawiera niewielką ilość sacharozy (do kilku procent), co nie wpływa negatywnie na zimowlę. Ta sacharoza ulega powolnej inwersji w czasie przechowywania, poza tym te same enzymy będą dodane do pokarmu w trakcie jego spożywania przez pszczoły zimą.

W momencie przenoszenia syropu do komórek plastrów, wraz z śliną pszczoły dodawana jest inwertaza, amylaza i oksydaza glukozy, zwana inhibiną. Ta ostatnia katalizuje reakcje prowadzące do obniżenia pH syropu (zakwaszenia) do wartości 4,7 – 5,3. Dlatego syropu nie należy specjalnie zakwaszać żadnymi kwasami organicznymi (kwasek cytrynowy, ocet winny, kwas octowy).

Dodatek miodu w zapasach przygotowanych z cukru nie jest potrzebny, bowiem pszczoły zimują na cukrze równie dobrze jak na miodzie, a niejednokrotnie nawet lepiej, wziąwszy pod uwagę, że może to być na przykład miód spadziowy lub zawierający przetrwalniki chorób. Pewne obserwacje mówiące o tym, że rodziny pszczele lepiej zimują i lepiej się rozwijają gdy w zapasach zimowych znalazł się miód wynikają z tego, że rodziny mające pewną ilość miodu w gniazdach przed rozpoczęciem karmienia rozwijały się harmonijnie w porównaniu z rodzinami pozbawionymi zapasów i pszczoły w nich wychowane miały lepszą kondycję. Natomiast pyłek, którego ziarna w naturalny sposób występują w miodzie nie ma większego znaczenia w odżywianiu się pszczół, zwłaszcza jeżeli rodzina jest zaopatrzona na zimę w odpowiedni zapas pierzgi.

Cukier używany do uzupełniania zapasów musi być produktem najwyższej jakości. Nie można karmić pszczół cukrem zawierającym zanieczyszczenia mechaniczne i chemiczne, zmiotkami magazynowymi i różnego rodzaju odpadkami. Zimujące pszczoły są bardzo wrażliwe na niewłaściwej jakości pokarm i wszelkiego rodzaju szkodliwe domieszki w nim. Pszczoły skupione w kłębie zimowym nie mogą w żaden sposób reagować na szkodliwe zapasy, nie pozbędą się ich, nie mogą się też oblecieć. W czasie zimy w rodzinie pszczelej nie ma wymiany pokoleń, więc w miejsce pszczół padłych na skutek spożywania niewłaściwego pokarmu nie przyjdą nowe i rodzina się osypie. Natomiast pszczelarz w czasie zimowli nie może w żaden sposób pomóc pszczołom czy przez zasilenie rodziny, czy przez wymianę zapasów, dlatego o jakość pokarmu zimowego należy zadbać w czasie karmienia.

Pszczoły pobierają roztwór cukrowy (syrop) o gęstości wyższej od 11 %. Dla ilości zgromadzonych zapasów gęstość syropu nie jest jednak obojętna. Na zagęszczenie bardzo rzadkiego syropu pszczoły muszą zużyć znacznie więcej energii niż gęstego. Energia ta pochodzi z podawanego rodzinie pszczelej pokarmu, im więc syrop będzie zawierał więcej wody, tym mniej zostanie z niego odłożonych zapasów, ponieważ większa ilość cukru zostanie zużyta na potrzeby energetyczne związane z jej odparowaniem. Oprócz tego na odparowanie większej ilości wody pszczoły muszą wykonać więcej pracy, co znacznie wyczerpuje ich siły, czego skutkiem jest osłabnięcie rodziny i większy osyp zimowy. Doświadczalnie stwierdzono, że największą ilość zapasów rodzina pszczela odłoży przerabiając syrop zawierający około 60 % cukru, a więc przygotowany w proporcji wagowej 3 : 2, czyli 3 kg cukru na 2 litry wody. Wtedy zużycie cukru na potrzeby energetyczne związane z zagęszczaniem syropu wyniosą około 10 %. Podobny wynik uzyskuje się karmiąc pszczoły syropem o gęstości 50 %, czyli sporządzonym w stosunku 1 : 1 lub bardziej gęstym, o stosunku cukru do wody 2 : 1 (66,7 % cukru). Jednak w tym ostatnim wypadku słabiej działają enzymy i pokarm wykonany z tak gęstego syropu będzie zawierał dużo nie rozłożonej do cukrów prostych sacharozy. Zapasy o składzie chemicznym najbardziej zbliżonym do dojrzałego miodu nektarowego uzyskuje się karmiąc pszczoły syropem o zawartości cukru 50 – 60 %.

Przygotowanie syropu cukrowego nie jest czynnością bardzo pracochłonną. Pszczelarze muszą tę czynność wykonywać co roku, a w przypadku dokarmiania lub podkarmiania w trakcie sezonu nawet kilka razy, dlatego mają opracowane skuteczne sposoby rozpuszczania cukru w odpowiednich proporcjach, jego transportu do pasieki i właściwego karmienia. Niemniej przygotowanie syropu zajmuje trochę czasu oraz jest energochłonne, ponieważ o wiele szybciej cukier rozpuszcza się w wodzie podgrzanej. Do karmienia pszczół można używać więc gotowych preparatów odżywczych, oferowanych przez przemysł spożywczy. Na rynku znajdują się różne płynne preparaty odżywcze mające w swoim składzie głównie cukry proste i niewielką ilość dwucukrów, najczęściej sacharozę i maltozę, oraz wodę w ilości od 25 do 30 %. Preparaty takie nadają się do karmienia rodzin pszczelich na zimę jeżeli proporcje fruktozy i glukozy w nich są podobne do tych w miodzie i gdy nie zawierają substancji niestrawnych i szkodliwych dla pszczół. Duża zawartość maltozy w takim preparacie może być przyczyną złej zimowli pszczół, ponieważ w wyniku inwersji maltozy powstaje głównie glukoza, co może spowodować przedwczesną krystalizację zapasów.

Syropy inwertowane o składzie odpowiadającym potrzebom pokarmowym rodziny pszczelej od wielu lat są stosowane w krajach Europy Zachodniej. Są to zarówno pokarmy płynne jak i o konsystencji ciasta, służące do podkarmiania rodzin w sezonie, dokarmiania odkładów i rodzinek weselnych oraz uzupełniania zapasów zimowych. Szczególnie przydatne jest ciasto, którego stosowanie jest dużo łatwiejsze niż pokarmów płynnych, a którego wykonanie we własnym zakresie byłoby pracochłonne i kosztowne. Przy cenie takiego ciasta porównywalnej z ceną cukru opłaci się je stosować do podkarmiania, karmienia rodzin przed zimą oraz dokarmiania rodzin zagrożonych głodem na przedwiośniu. Do podawania ciasta nie są potrzebne szczelne podkarmiaczki i sprzęt, który jest niezbędny do transportu i dozowania płynnych odżywek. Podawanie ciasta nie prowadzi do rabunków, można nim więc karmić rodziny wybiórczo, w sytuacji gdy tylko niektóre pnie w pasiece wymagają uzupełnienia zapasów. Gotowe ciasto, w skład którego wchodzą cukry inwertowane, jest szybciej pobierane i przyswajane przez pszczoły niż ciasto wykonane z cukru – pudru i miodu. Nie zachodzi też obawa, że przy karmieniu zostanie rozwleczona choroba, jeżeli miód z którego wykonano ciasto pochodziłby z chorej rodziny. Z kolei płynne odżywki inwertowane mają tę przewagę nad cukrem (oprócz właściwych proporcji cukrów prostych), że w postaci handlowej są gotowe do użycia i nie trzeba ich rozcieńczać wodą.

Gotowe pokarmy inwertowane dla pszczół wprowadzane są także na rynek polski, ale dotychczas ich ceny były wyższe niż cena cukru. Ich stosowanie będzie ekonomicznie uzasadnione, jeżeli cena będzie porównywalna z ceną cukru użytego do wykonania takiej samej ilości odżywki o podobnej zawartości suchej masy. Oczywiście przy takim wyliczeniu należy brać pod uwagę koszty poniesione na przygotowanie syropu (robocizna, energia itp.).

Bardzo praktycznym sposobem uzupełniania zimowych zapasów jest jednokrotne podanie pełnej dawki pokarmu w postaci ciasta inwertowanego. Metoda ta, często stosowana w Niemczech polega na umieszczeniu w ulu we właściwym czasie ciasta w ilości o 10÷20 % większej niż wymagana ilość zapasu (część pokarmu zostanie zużyta na potrzeby związane z jego przeniesieniem, zasklepieniem itp.). Podaje się je w terminie przewidzianym na rozpoczęcie właściwego karmienia, a więc w większości pasiek zarówno korzystających tylko z pożytków wczesnych jak i późniejszych, będzie to połowa sierpnia. Ciasto podaje się w formie bryły częściowo owiniętej folią. Silnej rodzinie pobranie takiego pokarmu i przeniesienie go do plastrów w miejsce wygryzającego się czerwia, zajmie kilka dni, natomiast pszczelarz zaoszczędzi bardzo dużo czasu i pracy, która musiał by wykonać karmiąc pszczoły sposobem tradycyjnym. Do takiego karmienia nie potrzeba nawet podkarmiaczek, ciasto można umieścić w dostawionym na powałkę pustym korpusie, a w ulu leżaku w wolnej w tym czasie przestrzeni pozagniazdowej.

Wielkość dawek pokarmowych

Celem dokarmiania jest zaopatrzenie rodziny pszczelej w zapasy umożliwiające bezpieczne przetrwanie trudnego okresu zimy. Zapasów tych musi wystarczyć też na początkowy okres wiosenny, gdy rodzina rozwija się już intensywnie a pszczoły nie mogą jeszcze przynosić nektaru i pyłku. Dlatego uzupełnianie zapasów zimowych dotyczy nie tylko pokarmów węglowodanowych, ale i odpowiedniej ilości pierzgi. Jesienią i zimą rodzina pszczela zużywa niewiele pierzgi, ponieważ nie ma w niej czerwia. Czerw w okresie jesiennym może się jednak pojawić i to w dużych ilościach, jeżeli rodziny będą dokarmiane zbyt małymi dawkami. Wtedy zarówno podawane zapasy cukrowe, jak i pierzga zostaną zużyte na wykarmienie czerwia i bardzo silna rodzina zostanie zazimowana bez zapasów, czego konsekwencją będzie osypanie się jej z głodu już w pierwszej części zimowli. Dawki pokarmowe muszą więc być na tyle duże, by karmienie, wzorem obfitego pożytku, spowodowało całkowite zahamowanie czerwienia.

Najczęściej wielkość dawek pokarmowych zależy od pojemności podkarmiaczek używanych w pasiece. Bardzo popularne są podkarmiaczki boczne (ramkowe), do których syrop wlewa się przez otwór w górnej beleczce przy pomocy lejka. Pojemność takich podkarmiaczek wynosi od 2 do 3,5 litrów, w zależności od typu ramki. Jest to pojemnośc wystarczająca , by skutecznie dokarmić silną rodzinę pszczelą pod warunkiem, że pokarm będzie podawany często, a więc w podkarmiaczkach 2-litrowych (warszawskie zwykłe) codziennie a w 3,5-litrowych (Dadantowskie) nie rzadziej niż co dwa dni. Jeden litr syropu cukrowego sporządzonego w proporcji 3 : 2 zawiera około 0, 7 kg cukru. Jeżeli zatem rodzina ma otrzymać na zimę 14 kg cukru, należy jej podać 10 dwulitrowych dawek syropu, najlepiej codziennie. Uzupełnianie zapasów zajmie wtedy 10 dni i rodzina będzie w pełni nakarmiona, to znaczy zapas zostanie umieszczony we wszystkich wolnych plastrach, również w środku gniazda, w miejscu wygryzającego się czerwia. Jeżeli syrop byłby podawany 2-litrowymi dawkami co dwa dni lub rzadziej, to pszczoły miałyby więcej czasu na jego zagęszczenie. Wtedy zapas będzie magazynowany przede wszystkim w bocznych plastrach, a w środku gniazda, tam gdzie na bieżąco wygryza się czerw, matka będzie składać jajeczka. Może nawet dojść do sytuacji, gdy miejsca na składowanie pokarmu zabraknie i pszczoły zaczną rozbudowywać gniazdo, budując dzikie plastry za zatworem i w podkarmiaczce. Rodzina taka będzie miała kłopoty z przezimowaniem, ponieważ zapasów będzie mniej, część ich bowiem zostanie zużyta na karmienie niepotrzebnego czerwia i budowę plastrów. W środku gniazda, tam gdzie uwiąże się kłąb zimowy, ilość zapasów będzie znikoma, ponieważ będą tam prawie puste plastry pozostałe po wygryzionym w drugiej połowie września czerwiu. Pszczoły tworzące kłąb nie będą mogły w środku zimy skorzystać z zapasów rozmieszczonych na bocznych plastrach i zginą z głodu. Do tego przygotowane wcześniej zapasy pierzgi zostaną zużyte na karmienie czerwia. Dlatego lepiej dokarmianie prowadzić większymi dawkami, nie będzie wtedy obawy, że zamiast uzupełnienia zapasu osiągnięty zostanie cel właściwy podkarmianiu.

Skutecznym sposobem zapobiegającym czerwieniu jest zamknięcie matki w klateczce na okres uzupełniania zapasów. Wykorzystać do tego można zwykłą klateczkę wysyłkową, w której komora pokarmowa wypełniona jest ciastem, na wszelki wypadek, gdyby pszczoły ulowe nie chciały karmić zamkniętej w niej matki. Otwór w klateczce, służący do wypuszczenia matki po wyjedzeniu ciasta należy szczelnie zamknąć, by pszczoły matki za wcześnie nie uwolniły. Wtedy większość pokarmu będzie lokowana w środku gniazda, w miejscu wygryzającego się czerwia. Po zakończeniu karmienia matkę się wypuszcza. Nie trzeba jej wypuszczać bezpośrednio na plaster, wystarczy umożliwić pszczołom dostęp do ciasta w klateczce. Ponieważ oddziaływanie na rodzinę pszczelą matki zamkniętej w klateczce jest znacznie mniejsze niż wolnej, pszczoły mogą zacząć budować mateczniki ratunkowe. Przed wypuszczeniem matki należy więc przejrzeć wszystkie plastry, na których w momencie rozpoczęcia karmienia był czerw i zniszczyć mateczniki. Po zakończeniu karmienia matka się już nie rozczerwi, nie ma bowiem w środku gniazda miejsca na czerw, nie ma też żadnych bodźców pobudzających rozwój. Niemniej matki, zwłaszcza młode, mogą składać niewielkie ilości jajeczek jeszcze do końca września a nawet w październiku, co już nie wpłynie na układ i ilość zasklepionych zapasów. Jak widać, jest to metoda skuteczna, ale dosyć pracochłonna, nie nadająca się do większych pasiek, gdzie czynnikiem ograniczającym czerwienie powinien być podawany w dużych ilościach pokarm.

Ponieważ dokarmianie małymi dawkami jest też pracochłonne, coraz większą popularność zdobywają podkarmiaczki o dużej pojemności, mogące pomieścić 5, 10 a nawet 15 litrów syropu. Są to zazwyczaj podkarmiaczki powałkowe, stanowiące dodatkową kondygnację dostawianą na korpus karmionej rodziny lub wstawiane do ula w miejsce nadstawki. Odmianę takiej podkarmiaczki stanowi wiaderko z syropem lub inwertem, ustawiane do góry dnem na specjalnej powałce. Wiadro takie jest zaopatrzone w szczelną pokrywę, w której wykonane są otwory o średnicy nie większej niż 1,5 mm, przez które pszczoły pobierają pokarm. Znacznie bardziej pracochłonne jest karmienie przy pomocy słoików „twist”, umieszczanych do góry dnem w otworach specjalnej powałki. Zależnie od pojemności podkarmiaczki, wiadra czy liczby słoików, pokarm podawany jest tylko dwa lub trzy razy, co znacznie zmniejsza pracochłonność dokarmiania. Dużymi, większymi niż 10 litrów dawkami syropu można tylko karmić rodziny bardzo silne, które zdołają pobrać taką ilość pokarmu w przeciągu kilku dni. Słabsze rodziny nie będą w stanie przenieść wszystkiego pokarmu i zagospodarują tylko jego część, natomiast reszta syropu może stać się przyczyną rabunku. Pszczoły rabujące nie ograniczą się do zabrania słabej rodzinie nadmiernej ilości pokarmu z podkarmiaczki, ale zrabują też zapas zgromadzony w plastrach. Taka rodzina zostanie zazimowana bez żadnych zapasów, jeżeli wcześniej nie zostanie zlikwidowana przez pszczoły rabujące.

Wielkość dawek pokarmowych decyduje więc nie tylko o pracochłonności karmienia, ale o ilości odłożonych zapasów, również pierzgi, i miejscu ich ułożenia w gnieździe, co ma niebagatelne znaczenie dla jakości przezimowania. Najwłaściwsze z punktu widzenia i pszczelarza, i samej zimowli jest karmienie bardzo silnych rodzin dużymi dawkami pokarmu, który zostanie szybko zagospodarowany przez pszczoły. Jeżeli z jakiegoś powodu zimowane są słabsze rodziny, to należy je karmić małymi dawkami (2 ÷ 3 litry) najlepiej codziennie. Rodzina, która w ciągu doby nie jest w stanie pobrać dwóch litrów syropu jest słaba i nie rokuje nadziei na przezimowanie. Jednorazowo należy karmić całą pasiekę, wtedy zagrożenie rabunkami będzie mniejsze. Jeżeli siła rodzin w pasiece nie jest wyrównana, to znaczy są rodziny bardzo silne i słabe, karmienia należy prowadzić wieczorem, najlepiej już w czasie zmierzchu. Zabezpieczy to przed zrabowaniem rodziny słabsze. Nie ma to znaczenia, jeżeli stosowane jest karmienie dużymi dawkami, większymi niż 5 litrów, ponieważ takiej dawki syropu nie pobiorą przez jedną noc nawet silne rodziny. Problemy z rabunkiem są znacznie mniejsze, jeżeli do uzupełniania zapasów używane jest ciasto.

Ilość zapasów.

Silna rodzina pszczela w pełnym okresie zimowli, czyli przebywania w zimowym kłębie zużywa około 8 kg zapasów. Pewna ilość pokarmu jest też potrzebna dla rozwijającej się rodziny wczesną wiosną. Zależeć ona będzie od przebiegu pogody, czyli od tego, jak szybko przyjdzie wiosna, od intensywności rozwoju rodziny i od dostępności wczesnowiosennych pożytków. To kolejne kilka kilogramów (od 4 do 8) zapasów, które powinny znaleźć się w gnieździe przed zazimowaniem Do tego należy doliczyć zapas zużyty wczesną jesienią na wykarmienie ostatniego czerwia, jeżeli czerwienia nie udało się definitywnie zastopować. Tak więc w warunkach pozwalających na najbardziej oszczędne gospodarowanie zapasami (krótkie czerwienie jesienne, opóźniony rozwój wiosenny, wczesna wiosna i dobre wiosenne pożytki) potrzeba będzie przynajmniej 12 kg zapasów. Biorąc pod uwagę możliwość spóźnienia się wiosny lepiej zapewnić rodzinom 2÷3 kg zapasów więcej na zimę niż próbować je dokarmiać wiosną. Wiosenne karmienie może być nieskuteczne w przypadku nawrotu niskich temperatur. Pszczoły uformują wtedy z powrotem kłąb zimowy i nie będą pobierać pokarmu. W sytuacji zaś, gdy pszczelarz nie zauważy, że niektórym rodzinom kończą się już zapasy a naturalny wziątek jest jeszcze niedostępny, niedostatecznie dokarmione rodziny mogą się osypać z głodu. Z kolei rodziny, które wyszły z zimy osłabione nie będą pobierać syropu, natomiast będą narażone na rabunki. Dlatego prawidłowe określenie potrzeb pokarmowych rodziny jest bardzo ważne, ale nie musi być to praca bardzo skomplikowana.

Dawne podręczniki i publikacje zalecają wykonanie dokładnego przeglądu wszystkich rodzin w pasiece (drugi przegląd jesienny), w czasie którego skrupulatnie określa się liczbę plastrów w każdym ulu, ilość zapasów w nich, ilość czerwia zasklepionego (ile pszczół jeszcze przybędzie) i ilość czerwia niezasklepionego (ile pokarmu potrzeba na jego wykarmienie). Te dane się notuje i na tej podstawie opracowuje się preliminarz karmienia, w którym ustalone są dawki syropu dla każdej rodziny. Jest to metoda pracochłonna i trudna do wykonania. Przegląd pasieki w okresie bezpożytkowym nie jest pracą łatwą ze względu na możliwość wywołania rabunku. Dlatego pszczelarze próbujący wykonać taki przegląd zgodnie z zaleceniami, zazwyczaj robią to pobieżnie i oceniają tylko stan zapasów na podstawie ich ilości zgromadzonych w jednym lub dwóch skrajnych plastrach. Po takim przeglądzie rzeczą oczywistą jest, że wszystkie rodziny należy dokarmić jednakowymi dawkami syropu, po czym trzeba wykonać kolejny przegląd w celu określenia ilości zapasów w dokarmionych rodzinach. Wtedy okaże się, że silne rodziny zapasów mają dosyć, natomiast słabsze należałoby jeszcze dokarmić. Jest to skutek jawnych i cichych rabunków mających miejsce w czasie karmienia, których ofiarą padają zawsze rodziny słabe. Próba dodatkowego dokarmienia tylko tych „ubogich” rodzin skończy się masowym rabunkiem i pozbawienia niektórych z nich wszystkich zapasów lub całkowitą ich likwidacją. Dlatego tak ważne jest posiadanie w pasiece tylko silnych rodzin, które na wszystkie zabiegi reagują jednakowo.

Potrzeby pokarmowe zimujących rodzin określić można znacznie prościej bez obawy, że któraś z nich będzie miała zapasów zbyt mało lub zostanie „przekarmiona”. Potrzeby te w danej pasiece co roku są podobne, mogą się tylko nieznacznie zwiększać w latach o późniejszej wiośnie, czego przewidzieć się nie da. Dlatego przy planowaniu dawek pokarmowych należy uwzględnić to, że pogoda wiosną może nie sprzyjać lotom po nektar i pyłek, i zaopatrzyć rodziny we wspomniane 2 – 3 kg zapasów więcej. Nie trzeba się obawiać, że gdy wiosna przyjdzie wcześnie i ładna pogoda w marcu i kwietniu umożliwi szybki rozwój rodzin, zapasy te (cukier) pozostaną w plastrach i zafałszują miód. Im wcześniejsza wiosna, tym szybciej te zapasy zostaną zużyte, a w ich miejscu będzie wychowywany czerw. Pierwszy miód towarowy (z wierzb, drzew i krzewów owocowych) jest gromadzony przez pszczoły w nadstawkach, półnadstawkach lub dostawionych w tym celu plastrach w gnieździe. Natomiast w sytuacji, gdy wiosna się opóźnia zwiększenie zapasów zimowych może uratować pasiekę przed osypaniem się z głodu.

Dlatego pszczelarz z pewnym doświadczeniem nie musi co roku dokonywać dokładnego przeglądu rodzin w celu ustalenia dawek pokarmowych dla poszczególnych rodzin, tylko karmi pasiekę określoną ilością syropu czy inwertu w jednakowych dawkach wiedząc, że każda rodzina otrzyma średnią, jednakową ilość zapasów. Natomiast ilość pokarmu przewidzianego dla każdej rodziny zależy od jej siły i tego, ile zapasów zgromadzonych z ostatnich pożytków lub pozostałych z dokarmiania wykonanego po ostatnim miodobraniu, już jest w gniazdach. Siłę rodziny określa się na podstawie liczby plastrów obsiadanych przez pszczoły. Powinna ona być podobna w całej pasiece z tego względu, że celem wielu zabiegów wykonywanych w ciągu sezonu było utrzymanie wszystkich rodzin w jednakowej, wysokiej kondycji. Ilość wcześniej zgromadzonych zapasów też powinna być podobna jeżeli wszystkie rodziny korzystały z tych samych pożytków. Inaczej sytuacja się przedstawia, w gospodarstwach wędrownych, gdzie na przedzimowe dokarmianie zwozi się pasieki w jedno miejsce. Wtedy rodziny korzystające z różnych pożytków mogą różnić się siłą oraz poziomem zapasów i każdą taką grupę rodzin należy potraktować indywidualnie.

By zmniejszyć liczbę przeglądów, oceny siły rodzin i stanu zapasów dokonuje się przy okazji instalowania podkarmiaczek, chyba że podkarmiaczki pozostawały w ulach przez cały okres od ostatniego miodobrania, kiedy zapasy były uzupełniane po raz pierwszy. Zarówno te rodziny, których rozwój był pobudzany przez podkarmianie, jak i korzystające z lipcowo – sierpniowych pożytków, powinny być w dobrej kondycji, mieć dużo czerwia i pewną ilość zapasów. Jeżeli któraś z rodzin jest słaba, musi być jakaś tego przyczyna i należy ją zdiagnozować. Jedyną przyczyną gorszej kondycji niektórych rodzin o tej porze jest słaba matka lub jej brak. Jeżeli nie ma matki, rodzinę taką należy połączyć z inną. Jeżeli matka jest ale czerwi na trutowo lub nieregularnie, również nie należy takiej rodziny zimować, tylko po zlikwidowaniu matki dołączyć ją do innej, słabszej, ale z matką w lepszej kondycji. Otrzymana po połączeniu silna rodzina zapewni dobry zbiór z pierwszych pożytków wiosennych, podczas gdy z rodziny słabej nie będzie żadnej korzyści w przyszłym sezonie, jeżeli w ogóle przezimuje.

Od wielu lat trwają dyskusje pszczelarzy o tym, czy rodzina pszczela może zostać zazimowana na plastrach całkowicie wypełnionych zapasem, czy też część komórek w plastrach powinna być pusta, by mgły się w nich pomieścić pszczoły tworzące kłąb zimowy. Przeciwnicy „przekarmienia” rodzin uważają, że jeżeli plastry zostaną całkowicie zapełnione zapasami, to pszczoły nie mogąc utworzyć stabilnego termicznie kłębu osypią się na skutek niskiej temperatury zimą, kłąb bowiem będzie poprzedzielany „zimnymi” plastrami z pokarmem. Zapobiec takiej sytuacji można tak dopasowując (zmniejszając) dawkę pokarmową, by część komórek w plastrach pozostała pusta i to w nich pszczoły utworzą zwarty, dobrze trzymający ciepło kłąb. Innym sposobem jest umożliwienie rodzinie zawiązania kłębu częściowo wiszącego pod plastrami gniazda. W tym celu po zakończeniu uzupełniania zapasów ustawia się pod korpusem gniazdowym półnadstawkę, w której kłąb zimujących pszczół będzie wisiał aż do zwolnienia większej liczby komórek w plastrach. Takiego półkorpusu nie można dostawić przed rozpoczęciem karmienia, ponieważ pobudzone dopływem pokarmu pszczoły mogłyby zabudować go dzikimi plastrami. Przestrzeń w dostawionym na zimę korpusie, nazywana przez pszczelarzy dolną poduszką powietrzną poprawia przepływ powietrza wokół zimującej rodziny. Ma to pewne znaczenie dla poprawy warunków zimowli zwłaszcza w szczelnych ulach wykonanych z płyty pilśniowej i tworzyw sztucznych, gdzie zawsze są problemy ze zbyt dużą wilgotnością.

Owo przekarmienie pszczół jest jednak problemem raczej teoretycznym, nie ma bowiem żadnych wyników badań mówiących o negatywnym wpływie obfitych zapasów w gnieździe na jakość zimowli. Co najwyżej można mówić o słabnięciu rodzin spowodowanym zmuszeniem pszczół do przerabiania zbyt dużych ilości zapasów, co może dotyczyć tylko rodzin już wcześniej będących w gorszej kondycji, lub zbyt późnego karmienia. Pewnym problemem może być natomiast ograniczenie rozwoju wiosennego spowodowane zbyt małą ilością wolnych komórek do czerwienia. Miejsca na czerw wiosną w silnych rodzinach na ogół brakuje nie dlatego, że pozostało zbyt dużo zapasów, lecz na skutek dynamicznego rozwoju silnej, dobrze przygotowanej do zimy rodziny. Konieczne wtedy jest poszerzanie gniazd suszem lub węzą oraz wczesne dodawanie nadstawek i korpusów. Natomiast podanie zbyt małej ilości pokarmu może być brzemienne w skutkach zwłaszcza w latach o opóźnionej wiośnie. Oszczędzając kilka kilogramów cukru lub inwertu na rodzinę można stracić całą pasiekę lub przynajmniej zbiory w przyszłym sezonie, jeżeli mimo wszystko pszczoły przeżyją a pasieka korzysta z pożytków wczesnych. Zostaną one wtedy wykorzystane na rozwój i gdy osłabione zimowlą rodziny dojdą do siły, rozpocznie się właśnie okres bezpożytkowy.

W sytuacji, gdy plastry w gnieździe przed rozpoczęciem karmienia obsiadane są całkowicie przez pszczoły (na czarno), należy dążyć do zapewnienia możliwie największej ilości pokarmu. Jednak takie nakarmienie rodzin, by wszystkie plastry były całkowicie wypełnione rzadko się udaje i przy karmieniu dużymi dawkami zazwyczaj pełne i zasklepione są tylko plastry skrajne, natomiast w środku gniazda pozostają puste komórki po wygryzionym czerwiu.

Pełen plaster wielkopolski mieści około 2,4 kg miodu, podobnie Warszawski zwykły, a dadantowski i Warszawski poszerzony 3,3 kg. By rodzina mogła bez problemu przeżyć nawet bardzo długą zimę, wystarczą mniejsze ilości zapasu, około 1,9 kg miodu na ramkę wielkopolską i 2,4 kg na dadantowską. Zresztą więcej zapasów pszczoły w plastrach nie zmagazynują, ponieważ znajduje się w nich czerw oraz pierzga i po zapełnieniu wszystkich wolnych plastrów przestaną pobierać pokarm. Po przeliczeniu tych wielkości na cukier, z którego będzie sporządzony syrop lub suchą masę gotowego inwertu, okaże się, że ilości te będą mniejsze o około 20 %, a więc odpowiednio 1,6 i 2,0 kg. Przy karmieniu należy uwzględnić dodatkowo zużycie pewnej ilości podawanego cukru na potrzeby energetyczne związane z przeniesieniem pokarmu, jego zagęszczeniem, zasklepieniem itp., które w optymalnych warunkach wynoszą nie mniej niż 10 %. Dlatego na ramkę wielkopolską należy przeznaczyć 1,7 – 1,8 kg cukru (lub suchej masy inwertu), a na dadantowską 2,2 – 2,4 kg. Dawki te należy zmniejszyć po uwzględnieniu zapasów już obecnych w gniazdach. Tak więc rodzina zimowana na 10 ramkach wielkopolskich powinna dostać około 17 kg cukru, a na 10 ramkach dadantowskich – 22 kg. Biorąc jednak pod uwagę zapasy wcześniej zgromadzone w gnieździe, których nie powinno być mniej niż 4 – 5 kg, dawki pokarmowe w omawianym przypadku należy zmniejszyć odpowiednio do 12 – 13 kg (ul wielkopolski) i 17 – 18 kg (ul dadantowski).

Podanie większej dawki pokarmu spowoduje, że w pewnym momencie pszczoły zwolnią tempo jego pobierania, a słabe rodziny przestaną w ogóle z niego korzystać. Stanie się tak, gdy zabraknie miejsca na gromadzenie syropu w plastrach, bez względu na sposób karmienia, a więc przy jednokrotnym podaniu pokarmu w dużych podkarmiaczkach czy wiaderkach lub codziennie, w małych podkarmiaczkach bocznych. Jeżeli w ulu jest dużo miejsca za zatworem i pszczoły mają do niego dostęp (w ulu leżaku), mogą zacząć budować tam plastry i w nich gromadzić nadmiar zapasów. Jednak tempo pobierania pokarmu będzie wolniejsze niż wtedy, gdy miejsca w plastrach jest dosyć. Moment ten można przegapić, jeżeli karmienie odbywa się niewielkimi dawkami (do 2 litrów) co parę dni.

Po zakończeniu karmienia może się okazać, że któraś z rodzin ma niewiele zapasów, mimo że była karmiona tak samo jak pozostałe. Przyczyną tego (wyłączając dziurawą podkarmiaczkę) jest cichy rabunek. Ofiarą takiego rabunku staje się zazwyczaj rodzina słabsza, chociaż zdarza się, że rabowany jest też pień silny, porównywalny z innymi. Nie wiadomo, jaki mechanizm kieruje pszczołami broniącymi rodzinę rabowaną, że wpuszczają do swojego gniazda bez walki obce pszczoły i pozwalają im wynosić zapasy. Rodzina rabowana, pozbawiona zapasów, stanowi pewien kłopot, bowiem na pewno nie przezimuje a nie można jej dokarmić, ponieważ dalej będzie rabowana. Jedyna metoda ratunku to przestawienie jej na inne miejsce (by zmylić pszczoły rabujące) i wymienienie plastrów na wypełnione zapasami, pochodzące z rodzin które nie obsiadły w pełni wszystkich ramek po zakończeniu karmienia.

Ułożenie zapasów w gnieździe.

Przezimowanie rodziny pszczelej zależy od ciągłego dostępu skupionych w kłębie zimujących pszczół do zapasów. W sytuacji, gdy obwód kłębu nie sięga do zapasów zgromadzonych w plastrach, pszczoły nie mogą pobierać pokarmu i rodzina osypie się z głodu. Praktycznie dopiero po pierwszym oblocie i to podczas dłużej trwającego ocieplenia pszczoły mogą korzystać z zapasów rozmieszczonych poza kłębem zimowym. Dlatego zapasy powinny być tak rozłożone, by zimujące pszczoły przez cały, trwający prawie pół roku okres zimowli miały do nich dostęp.

Idealna sytuacja jest wtedy, gdy we wszystkich plastrach jest podobny poziom zapasów, to znaczy wypełnione są one od góry pokarmem w 85 ÷ 75 %, a w dolnej części każdej ramki pozostaje kilka rzędów pustych komórek. Taki układ jest jednak trudny do uzyskania, bowiem pszczoły gromadzą zapasy nieco inaczej, na ogół całkowicie wypełniając plastry skrajne i pozostawiając wolne miejsce w dolnej części plastrów znajdujących się w środku gniazda. Oprócz tego w części środkowej często znajduje się czerw uniemożliwiający składanie tam pokarmu. Stąd obawy, że rodzinie zabraknie zapasów na plastrach będących w zasięgu kłębu, podczas gdy skrajne ramki będą całkowicie wypełnione pokarmem. Obawy takie są w pełni uzasadnione gdy jest zimowana słaba rodzina, silnej rodzinie podano za małą dawkę pokarmu lub gdy gniazdo zostało ułożone ze zbyt dużej w stosunku do siły rodziny liczby plastrów. Natomiast silna rodzina, dokarmiona właściwą dawką pokarmu, zawsze ułoży zapasy tak, by do wiosny kłąb zimowy mógł bezpiecznie z nich korzystać. Będzie tak nawet w sytuacji, gdy podczas karmienia w środku gniazda było dużo czerwia. Wtedy pszczoły po wygryzieniu się czerwia przenoszą część niezasklepionego pokarmu z innych plastrów w jego miejsce, co częściowo zbliża układ zapasów do najbardziej pożądanego kształtu. Pszczoły często przenoszą zapasy niezasklepione, starając się umieścić je w górnej części plastrów. Robią to nie tylko w omawianym przypadku, ale i w okresie wiosenno – letnim przy okazji robiąc miejsce na czerw. Natomiast z zapasów zasklepionych korzystają tylko w czasie zimowli, a w sezonie tylko w wypadku skrajnego głodu.

Jeżeli jednak dawka pokarmowa była zbyt mała dla będącej w określonej kondycji zimowanej rodziny, wtedy nie dość że odłożonego zapasu będzie za mało, to jeszcze karmienie podziała jako skuteczny bodziec powodujący zwiększenie czerwienia. Wtedy czerw skończy się wygryzać później, pozostawiając po sobie częściowo puste plastry w środku gniazda. Zapasy w plastrach skrajnych będą już zasklepione, zresztą nie będzie ich dużo i w najlepszym wypadku będą wypełniać ramki do połowy. Kłąb zimujących pszczół uwiąże się w środku gniazda na plastrach, w których górnych częściach są tylko cienkie „wianuszki” zapasu. Rodzina taka osypie się z głodu jeszcze w pierwszej połowie zimy, pozostawiając dużo nie zjedzonych zapasów na skrajnych ramkach.

Zimowanie rodziny słabej też często kończy się osypaniem rodziny w czasie zimy. Ponieważ dużo pszczół ginie w czasie przerabiania syropu, to rodzina taka po zakończeniu karmienia będzie tym słabsza, im więcej musiała przerobić syropu. Jeżeli więc słaba rodzina dostała taką samą ilość pokarmu jak rodzina silna i gniazdo jej składało się z takiej samej liczby plastrów, to mogła ona przerobić wszystek zapas, ale odbyło się to kosztem większości wchodzących w jej skład pszczół. Kłąb uwiąże się w miejscu, gdzie był wychowywany czerw. Jeżeli jest to górna część plastrów, to pszczoły szybko zużyją dostępne im zapasy i rodzina osypie się z głodu, pozostawiając prawie całe gniazdo pełne zasklepionego pokarmu.

Dlatego zimować należy silne rodziny na tylu plastrach, ile pszczoły ściśle obsiadają w momencie rozpoczęcia karmienia. Dawka pokarmu nie może być za mała, bowiem konsekwencje podania zbyt małej ilości zapasów są o wiele groźniejsze niż wspomniane wcześniej „przekarmienie”. Poza tym gdy pokarmu jest za dużo, pszczoły przestają go pobierać i jest to sygnał, by karmienie przerwać.

Wychów czerwia w silnej, posiadającej pewną ilość zapasów rodzinie odbywa się zazwyczaj na plastrach znajdujących się naprzeciwko wylotka. Tam też uwiąże się kłąb zimowy, po wypełnieniu zapasem większości komórek po wygryzionym czerwiu. Jest to sytuacja najlepsza z możliwych i dochodzi do niej samorzutnie, w wyniku dokarmienia odpowiednią dawką i we właściwym czasie dobrze do tego przygotowanej, silnej rodziny.

Jeżeli po zakończeniu karmienia okaże się, że nie wszystkie plastry są obsiadane przez pszczoły, to należy je zabrać. Jeśli istnieje taka możliwość, umieszcza się je poza zatworem, skąd pszczoły powinny przenieść zapas do gniazda. Takie zmniejszenie gniazda należy przeprowadzić jeszcze przed zasadniczym jesiennym ochłodzeniem, jeżeli bowiem jest ciepło i pszczoły nie obsiadają wszystkich plastrów to po przyjściu chłodów objętość ich zmniejszy się jeszcze bardziej. Prawidłowo zazimowana rodzina obsiada wszystkie plastry, z tym że skrajne ramki są dla kłębu zimowego osłonowymi i obsiadane są tylko z jednej strony.

Niektórzy pszczelarze obawiają się, że przenoszenie nadmiaru zapasów z plastrów umieszczonych za zatworem spowoduje przedwczesne wyczerpanie pszczół zimujących. Nie należy się tego bać, ponieważ w przenoszeniu takich zapasów w silnej rodzinie biorą udział pszczoły starsze, które przy tym zajęciu „wypracują się” i zginą. „Zatrudnienie” teraz tych pszczół wpłynie korzystnie na zimowłę, ponieważ będzie mniejsza ilość osypu. Te pszczoły zginęłyby najpóźniej w grudniu, rodzina nie miałaby więc z nich żadnego pożytku. Za to wcześniej spożyłyby część zapasów, które w przypadku przedłużającej się zimy za parę miesięcy mogą być bardzo przydatne. Z kolei słabym rodzinom nie należy takich plastrów zostawiać, ponieważ pszczoły w nich nie poradzą sobie z przeniesieniem zapasów, które zresztą mogą stać się przyczyną rabunku.

Zapasy pierzgi

Pierzga jest w zimującej rodzinie pszczelej niezbędna nie tyle do samego przezimowania, ile dla umożliwienia wczesnowiosennego rozwoju. Rodzina zazimowana bez pierzgi zimę przeżyje, ale dobrze będzie się rozwijać wiosną pod warunkiem, że zbieraczki wczesną wiosną zaczną przynosić pyłek z podbiału, wierzb, drzew i krzewów owocowych oraz mniszka. Gdy wiosna się opóźni, rodziny słabną mimo dostatku zapasów cukrowych. Młodych pszczół nie będzie przybywać bowiem z braku pierzgi nie będzie czym karmić czerwia. Taki sposób gospodarowania, w którym wiosenny rozwój jest pobudzany dopiero pyłkiem zbieranym z pierwszych pożytków, jest stosowany w wielu polskich pasiekach. Wtedy obfite wiosenne pożytki traktowane są jako rozwojowe, przez co możliwości produkcyjne pasiek są wykorzystane w niewielkim stopniu.

Właściwie przezimowana rodzina powinna wczesny pożytek wykorzystać jako towarowy i to nie tylko w celu pozyskania miodu ale i pyłku, który będzie potrzebny do dokarmiania rodzin przed zazimowaniem i wczesną wiosną przyszłego roku. Jest to swojego rodzaju coroczny cykl pyłkowy. Silne rodziny wiosną gromadzą dużo pierzgi z wiosennych, obfitujących w pyłek pożytków. Pierzgę tę pszczelarz gromadzi, by dokarmić nią pszczoły przed zazimowaniem i na przedwiośniu. Dzięki temu rodziny będą się wiosną dobrze rozwijać i zgromadzą dużo pierzgi na wczesnych pożytkach. Jednak pyłek i pierzga jest tutaj tylko środkiem niezbędnym do zapewnienia rodzinom kondycji pozwalającej na skuteczne wykorzystanie pożytków, nie tylko tych pierwszych, ale i kolejnych i to w sytuacji , gdy pod koniec sezonu pożytków pyłkowych brakuje.

Dlatego zimujące rodziny muszą mieć pewien zapas pierzgi, która przede wszystkim zostanie wykorzystana do wykarmienia czerwia wychowywanego na przedwiośniu, ale wcześniej, jesienią, jej część posłuży jako pokarm dla zimujących pszczół. Pierzgi w zimujących rodzinach nigdy nie jest za wiele i jedynym powodem ograniczenia jej ilości w plastrach jest obawa, że przy nadmiarze pierzgi za mało będzie w plastrach pokarmu cukrowego. Niemniej każda zimująca rodzina powinna być zaopatrzona przynajmniej w dwa plastry wypełnione pierzgą, zalaną zasklepionym miodem (syropem). Plastry te powinny się znajdować po obydwu stronach gniazda jako przedostatnie. Jest to najlepsze miejsce dla plastrów z pierzgą, ponieważ pozostanie ona w zasięgu pszczół, na przedwiośniu skupionych jeszcze w kłębie i nie będzie zajmować miejsca na zapasy cukrowe w środku gniazda. Prawidłowo zazimowana rodzina zaczyna się rozwijać na ogół w lutym i ma wtedy dostęp do takiej ilości pokarmu białkowego, który zaspokoi potrzeby żywieniowe przybywającego w szybkim tempie czerwia. Liczebność takiej rodziny szybko się zwiększa, ponieważ młodych pszczół jest coraz więcej a stare, wychowane w optymalnych warunkach w drugiej części lata są żywotne i zaczną ginąć dopiero w połowie kwietnia, przy pracy na pierwszych obfitych pożytkach wiosennych. Jednak wraz z przybywaniem czerwia i młodych pszczół zaczną się wyczerpywać zapasy pierzgi. Ponieważ rozwijająca się rodzina przestaje się mieścić w gnieździe złożonym tylko z plastrów zimowych, zachodzi konieczność dodania jednego, dwóch a nawet trzech plastrów. Wtedy należy gniazdo poszerzyć i do tego powinny posłużyć kolejne plastry ze zgromadzoną w poprzednim sezonie pierzgą. Umieszcza się je w gnieździe jako osłonowe w stosunku do ramek z czerwiem, a gdy jest wyjątkowo ciepło najsilniejszym rodzinom pierzgę można wstawić nawet w środek gniazda, między czerw. Zabieg taki powoduje przyspieszenie rozwoju rodziny i dalsze przybywanie pszczół, które wraz z rozpoczęciem pierwszego obfitego pożytku ochoczo przystąpią do gromadzenia nektaru. W ten sposób poszerza się gniazda tylko w silnych rodzinach, właściwie przygotowanych do zimy, ponieważ w rodzinach słabych tradycyjnie praktykowane jest o tej porze (od połowy marca) zmniejszanie gniazd przez zabieranie plastrów nie obsiadanych przez pszczoły.

Wielkość zapasów pierzgi zgromadzonych sposobem naturalnym w gnieździe zimującej rodziny zależy od tego, z jakich pożytków korzystały pszczoły. W najgorszej sytuacji znajdują się pasieki, dla których pożytki kończą się wcześnie, na przełomie czerwca i lipca oraz w lipcu. Tam nawet duże zasoby pierzgi zgromadzone na ostatnich pożytkach zostaną szybko wyczerpane na karmienie czerwia, z którego wychowane pszczoły wezmą udział w zimowli. Z kolei pojawiające się niekiedy na tych terenach późne pożytki pyłkowe, jak seradela, gorczyca, późna facelia i chwasty polne oferują za mało pyłku, by mogło go wystarczyć na wiosenny rozwój silnej rodziny. Pożytki takie mają dużą wartość jeżeli chodzi o żywienie pszczół wygryzających się w sierpniu i na początku września, mogą się one bowiem do woli najeść pierzgi przed rozpoczęciem zimowli. W lepszej sytuacji są pasieki wykorzystujące późniejsze pożytki, przede wszystkim grykę, koniczynę czerwoną, wierzbówkę, nawłoć, przegorzany i inne. Po zakończeniu takiego pożytku w gniazdach silnych rodzin jest dużo pierzgi, której powinno wystarczyć na przedwiosenne karmienie czerwia. Również pasieki pracujące na wrzosie mają zazwyczaj dużo pierzgi, ponieważ jest to bardzo dobry pożytek pyłkowy. Odrębnym zagadnieniem jest zapewnienie pierzgi pasiece wykorzystującej pożytki spadziowe, gdzie pyłku prawie zawsze brakuje.

Jak więc widać, trudno zaopatrzyć bardzo silną rodzinę w zapasy pierzgi pokrywające zapotrzebowanie przez cały okres wczesnowiosenny. Jedynym sposobem jest odbieranie plastrów z pierzgą silnym rodzinom w okresie występowania obfitych pożytków pyłkowych, a więc w maju (mniszek, rzepak) i czerwcu (akacje, chabry, facelia). Plastry takie należy zmagazynować w suchym pomieszczeniu zabezpieczonym przed dostępem pszczół. Jeżeli w rodzinach brakuje pierzgi przed rozpoczęciem podkarmiania, po zakończeniu głównego pożytku, to już wtedy należy dodać jeden lub dwa plastry z pierzgą na rodzinę, zależnie od tego do jakiej siły rodziny mają być doprowadzone. Ponieważ na wykarmienie jednej larwy pszczelej potrzeba około pół komórki pierzgi, to jeden plaster całkowicie wypełniony pierzgą wystarczy, by wyżywić czerw w dwóch plastrach. Z czerwia wychowanego w dwóch plastrach wielkopolskich powstanie około 1 kg pszczół, które utworzą kłąb zawiązany na 4 ÷ 5 plastrach. Jeżeli więc zimowana rodzina ma składać się z 4 kg pszczół, które obsiądą 8 ÷ 10 ramek gniazdowych, to na ich wychowanie potrzebne będą 4 plastry wypełnione pierzgą. To dużo, ale w pasiekach gospodarujących na obfitych pożytkach zgromadzenie takiej ilości pierzgi nie jest problemem, poza tym uzupełnieniem tego są pożytki pyłkowe występujące w środku lata.

W pasiekach pracujących na gryce, koniczynie czerwonej lub innym typowo letnim pożytku zasilanie rodzin pierzgą nie jest potrzebne. Pożytki te są na ogół źródłem dobrego wziątku pyłkowego, dzięki czemu rozwój korzystających z nich rodzin przebiega prawidłowo i są one w kondycji pozwalającej na rozpoczęcie uzupełniania zapasów zimowych zaraz po ostatnim miodobraniu. Po takich pożytkach na ogół nie ma problemu z niedoborem pierzgi i jest ona zgromadzona w plastrach okrywowych w stosunku do czerwia, a więc przedostatnich lub skrajnych. Z tej pierzgi pszczoły będą korzystać dopiero na przedwiośniu i zużyją ją na wykarmienie czerwia, którego szybko zacznie przybywać. Wtedy znów pierzgi może zabraknąć (zbieraczki nie będą jeszcze przynosić pyłku), co spowoduje niepotrzebne zahamowanie rozwoju. By do tego nie doszło, warto mieć zapasowe plastry z pierzgą , którymi poszerzy się wtedy gniazda intensywnie rozwijających się rodzin.

Gromadzenie plastrów z pierzgą nie jest zabiegiem kosztownym ani pracochłonnym i nie różni się niczym od magazynowania ramek z suszem. Pierzgę przed zepsuciem zabezpieczają pszczoły, powlekając ją warstwą miodu. Dlatego plastry z pierzgą mogą być przechowywane bez żadnych dodatkowych zabiegów, jak choćby stosowane przez niektórych pszczelarzy zasypywanie cukrem – pudrem albo zalewanie gęstym syropem. Pierzga w plastrach dobrze się przechowuje w pomieszczeniu suchym, do którego nie mają dostępu owady i gryzonie, czyli spełniającym warunki konieczne do przechowywania plastrów.

Silne, zdrowe rodziny, zaopatrzone we właściwe zapasy cukrowe i pyłkowe na pewno bez problemu przezimują i zapewnią dobre zbiory w przyszłym sezonie. Ostatnią pracą po zakończeniu karmienia jest zabranie podkarmiaczek i wstawienie w ich miejsce zatworów, mat, poduszek lub innych elementów w które wyposażony jest ul. Podkarmiaczek nie zostawia się w ulach na zimę, ponieważ nie stanowią one ocieplenia, poza tym należy je oczyścić i odkazić. Podkarmiaczki wykonane z drewna, płyty pilśniowej lub sklejki w czasie przechowywania mogą się rozsychać, dlatego przed kolejnym użyciem koniecznie trzeba sprawdzić ich szczelność.

Zimowla

Jedyną rzeczą którą pszczelarz powinien zapewnić pszczołom w czasie zimy, jest spokój. O wszystkie inne kryteria, od których zależy jakość zimowli, należało zadbać wcześniej. Siła zazimowanych rodzin, ich właściwy skład biologiczny, jakość matek, ilość, jakość i ułożenie zapasów – te wszystkie detale, mające zasadniczy wpływ na jakość przezimowania zostały omówione w poprzednich rozdziałach. Do tego dochodzi jeszcze jeden element mający kluczowe znaczenie dla jakości zimowli, mianowicie wentylacja. W głównej mierze zależy ona od rodzaju ula, jego konstrukcji, wyposażenia oraz od tego, z jakich materiałów jest on zbudowany

Wentylacja ula zimą

Rodzina pszczela w czasie zimy tworzy kłąb zimowy, w którym pszczoły starają się utrzymać określone stałe parametry temperatury, wilgotności i stężenia gazów. Na możliwości pszczół w tym zakresie duży wpływ ma wielkość gniazda zimowego i stwarzane przez ul warunki wentylacji. Zapewnienie właściwej wentylacji jest ważnym czynnikiem, ponieważ pszczoły skupione w kłębie zimowym nie mogą w żaden sposób kierować wymianą gazową między wnętrzem ula a środowiskiem zewnętrznym. Para wodna i dwutlenek węgla zawarte w powietrzu ulowym decydują o warunkach zimowli i wpływają na przebieg procesów fizjologicznych w organizmach pszczół. Jest to tym bardziej istotne w niskiej temperaturze panującej w ulu w ciągu zimy. Bowiem temperatura w ulu poza kłębem zimujących pszczół jest podobna do tej na zewnątrz ula i to bez względu na jego konstrukcję i rodzaj materiałów, z jakich jest on zbudowany. Dlatego kwestia ocieplenia zimującej rodziny, która będzie tematem oddzielnych rozważań, nie jest tak istotna jak zapewnienie pszczołom właściwej wentylacji.

W centrum rodziny pszczelej (kłębu zimowego) przez cały okres zimowli utrzymywana jest temperatura nie niższa niż 22° C, chociaż zazwyczaj oscyluje ona wokół 30° C, a po pojawieniu się czerwia wzrasta do 34 ÷ 35°. Źródłem ciepła są pochodzące z zapasów węglowodany, przetwarzane w procesie przemiany materii w organizmach pszczół na dwutlenek węgla i wodę. Zużycie zapasów w pierwszej części zimowli jest niewielkie i nie przekracza w średniej siły rodzinie 20 g na dobę. Do „spalenia” zawartych w nich cukrów potrzeba około 15 litrów tlenu, zawartego w ponad 70 litrach powietrza atmosferycznego. W wyniku tej przemiany powstaje prawie 90 litrów produktów gazowych, w których skład wchodzi ponad 15 litrów pary wodnej. W ciągu doby muszą być one wymienione na świeże powietrze.

Ilość powietrza w ulu nie jest jednak jednoznaczna z kubaturą ula, bowiem większą jej część zajmują plastry z zapasami, pszczoły, listewki ramek, a w późniejszym okresie także czerw. Dlatego powietrze ulowe to nie więcej niż połowa tej objętości ula, która jest wypełniona ramkami z zimującą rodziną. Na przykład w ulu wielkopolskim, którego kubatura (jednego korpusu) wynosi około 38 litrów, jest nie więcej niż 19 litrów powietrza, i to pod koniec zimowli. Teoretycznie więc zużyte powietrze, powstające w ciągu doby w ilości 90 litrów musi być wymienione ponad 5 razy na dobę. Zaokrąglając te dane można powiedzieć, że co godzinę z ula powinny się wydostawać 4 litry zużytego powietrza i tyle samo świeżego napływać do środka. Podane orientacyjnie ilości pary wodnej dotyczą pierwszej części zimowli. W drugim okresie, gdy pojawia się czerw potrzeby energetyczne znacznie się zwiększają, ponieważ temperatura w gnieździe musi być utrzymywana na znacznie wyższym poziomie. Ogólny metabolizm rodziny pszczelej zwiększa się również na skutek wychowu czerwia i wykonywania wszystkich prac z tym związanych. Wraz ze wzrostem spożycia zapasów (również pyłkowych) kilkakrotnie wzrasta produkcja pary wodnej i dwutlenku węgla. Gazy te muszą być usuwane poza ul w jeszcze większym tempie, niż w okresie wcześniejszym.

Proces ten przebiega na zasadzie wymiany bezpośredniej przez wylotek i inne otwory wentylacyjne znajdujące się w ulu oraz na zasadzie dyfuzji, czyli wyrównywania stężeń składników powietrza w atmosferze ula i na zewnątrz. Dyfuzja przebiega nie tylko przez duże otwory wentylacyjne, ale również przez niewielkie szczeliny, których jest bardzo dużo w starych ulach drewnianych oraz w ścianach uli wykonanych ze słomy lub trzciny. Dlatego w takich ulach zazwyczaj nie ma problemów z wilgocią, czego nie można powiedzieć o zimowli w ulach wykonanych z tworzyw sztucznych lub szczelnych płyt pilśniowych.

Duże stężenie pary wodnej w powietrzu znajdującym się wewnątrz ula negatywnie wpływa przede wszystkim na stan fizjologiczny pszczół. Wydzielanie pary wodnej z organizmu pszczół jest wtedy utrudnione, co bezpośrednio przekłada się na osłabienie ich kondycji i przedwczesne zamieranie. Pszczoły w środowisku wilgotnym żyją nawet kilka razy krócej niż w suchym, dlatego duża wilgotność względna powietrza ulowego jest jedną z istotnych przyczyn zwiększonego osypu zimowego i ogólnie rozumianych strat zimowych.

Względna wilgotność powietrza zależy od jego temperatury. Im niższa temperatura, tym mniej pary wodnej „mieści się” w tej samej objętości powietrza. Przykładem tego jest znane zjawisko atmosferyczne polegające na wytrącaniu się drobnych kropli wody w schładzanym powietrzu (mgła) lub skraplanie się jej na przedmiotach (rosa, a przy ujemnych temperaturach szron). Identyczne zjawisko występuje w ulu z pszczołami w czasie zimy: ciepłe powietrze, zawierające dużo pary wodnej wydostaje się z kłębu i szybko schładza się poza nim, w wyniku czego para wodna skrapla się na zimnych plastrach, zatworach i ścianach ula. Woda ta paruje, wtórnie zwiększając wilgotność powietrza ulowego. Wnętrze ula oziębia się jeszcze bardziej, ponieważ zawilgocone ściany ula, maty, poduszki i zatwory zamiast ocieplać gniazdo, schładzają je (stają się dobrym przewodnikiem ciepła). Na plastrach i w pierzdze rozwija się pleśń a odsklepione zapasy chłoną wodę i fermentują. Z upływem czasu sytuacja staje się coraz gorsza, ponieważ pszczoły spożywają coraz więcej zapasów by poprawić warunki termiczne w kłębie, zdestabilizowane wysoką wilgotnością. Oprócz tego na przedwiośniu pojawia się czerw, co dodatkowo powoduje zwiększenie spożycia zapasów i wzrost zawartości pary wodnej w powietrzu. Jeżeli temperatury zewnętrzne są ujemne, to skroplona woda zamarza na dnie ula lub tworzy sople wiszące pod ramkami

Opisana sytuacja ma miejsce w słabych rodzinach zimujących w ulach o niewystarczającej wentylacji. Słaba rodzina tworzy niewielki kłąb, zajmujący tylko niewielką powierzchnię plastrów. Na plastrach wolnych od pszczół, ścianach ula, zatworach i powałce będzie się skraplać woda. Inaczej jest w silnej rodzinie, gdzie pszczoły obsiadają prawie całe plastry i ogrzewają nie tylko je, ale i powałkę, a często także jedną ze ścian lub zatwór. Wtedy woda w ulu się nie skrapla ani nie zamarza, lecz szybko opuszcza ul przez wylotek i inne otwory.

Dlatego w konstrukcji ula niezmiernie ważną rzeczą jest odpowiednia lokalizacja otworów wylotowych, bowiem to głównie przez nie dokonywać się będzie wentylacja. Jest to tym ważniejsze, im mniejszą przepuszczalnością powietrza i pary wodnej charakteryzują się materiały, z których zbudowany jest ul, oraz im bardziej jest on szczelny.

W sezonie, gdy rodzina pszczela jest w pełni aktywna, pszczoły same regulują kierunek i tempo powietrza w ulu. Obieg powietrza jest wtedy intensywny, a wzmaga go wychów dużych ilości czerwia i konieczność odparowywania wody z nektaru. Ciepłe powietrze unosi się do góry, ale zaraz jest przez wentylujące pszczoły kierowane ku dołowi i dopiero wtedy opuszcza ul. Pszczoły bowiem, jako zwierzęta wybitnie ciepłolubne bardzo oszczędnie gospodarują ciepłem i zanim pozbędą się powietrza zawierającego nadmiar pary wodnej i dwutlenku węgla, wykorzystają je do ogrzania wszystkich zakamarków gniazda. Zupełnie inna sytuacja jest zimą, gdy pszczoły skupione w kłębie nie mogą w żaden sposób wymusić obiegu powietrza w wolnej przestrzeni w gnieździe i jakoby skazane są na jego naturalny przepływ wynikający z różnicy temperatur oraz stężeń jego składników w ulu i poza nim. O tym, jak intensywny będzie ten przepływ, decyduje konstrukcja ula i siła rodziny.

Tradycyjne ule, zbudowane z desek, ocieplane naturalnymi materiałami, posiadają oprócz wylotków i specjalnych otworów wentylacyjnych, wiele przypadkowych szczelin i szpar, umożliwiających dobrą wentylację. Jeszcze lepiej kwestia wentylacji wygląda w ulach wykonanych z materiałów przepuszczalnych, jak słoma, trzcina czy sitowie, gdzie wymiana gazowa przebiega nie tylko przez otwory, ale i bezpośrednio przez ściany. Można powiedzieć że taki ul „oddycha” nie tylko przez otwory, ale całą swoją powierzchnią, dzięki dyfuzji gazów przenikających przez ściany. Wentylacja przebiegająca przez różne szczeliny ma tak duże znaczenie, że gdy przed wielu laty zalecano nawet szczelne zamykanie wylotów na zimę z myślą o zapewnieniu pszczołom dobrych warunków cieplnych, zimowla przebiegała prawidłowo. Na szczęście później zauważono, że właściwa wentylacja ma o wiele większe znaczenie niż ocieplenie. Nie zmienia to faktu, że w ulach wykonanych z tradycyjnych materiałów zapewnienie wentylacji nigdy nie było dużym problemem.

Specjalnie opracowane normy określające optymalną wielkość otworu wylotowego zakładają, że na jedną ramkę gniazdową obsiadaną przez pszczoły przypadać powinno od 1 do 1,5 cm2 światła wylotka. Po wprowadzeniu do budownictwa ulowego nowych materiałów o znacznie mniejszej przepuszczalności okazało się, że jest to za mało. Wyliczona wielkość wylotków ma znaczenie nie tyle dla wentylacji, ile dla możliwości obronnych rodziny pszczelej przed rabunkiem. Rodziny pszczele zimowały bardzo dobrze w ulach posiadających wiele przypadkowych otworów wentylacyjnych, wspomnianych szczelin i szpar, ponieważ nie ulegały jesiennym rabunkom a wentylacja w czasie zimy przebiegała w nich prawidłowo i przez wylotek, i przez inne otwory. Natomiast w szczelnym ulu taki kilkucentymetrowy wylotek to za mało, by wymiana gazów między wnętrzem ula a środowiskiem zewnętrznym była wystarczająca. Dlatego w ulach styropianowych, poliuretanowych i z płyt pilśniowych wylotki muszą być większe, a także wykonuje się dodatkowe otwory wentylacyjne lub zwiększa kubaturę gniazda. Producenci uli jak i pszczelarze proponują wiele rozwiązań technicznych mających usprawnić wentylację, przy których rozpatrywaniu należy pamiętać o bardzo ważnej zasadzie. Otóż dobra wentylacja nie jest równoznaczna z przeciągiem. Dotyczy to wszystkich gatunków zwierząt (a także roślin) i musi być zawsze brane pod uwagę przy planowaniu właściwych warunków zoohigienicznych. Przeciągi bowiem niszczą tak zwaną warstwę oporną organizmu, czyli otaczającą żywy organizm stałą otoczkę powietrza grubości niespełna 1 mm, oddzielającą powierzchnię ciała od atmosfery. Taką samą warstwą otoczony jest kłąb zimujących pszczół. Zasadą wentylacji w ulu nie może być więc wytworzenie typowego ciągu kominowego, co się zdarza gdy mają jej służyć oprócz wylotka w dolnej części ula, duże otwory w powałce. Stąd poszukiwania coraz nowszych rozwiązań mogących usprawnić wentylację w szczelnym ulu. Najbardziej skuteczne wydaje się zastosowanie tak zwanej dolnej poduszki powietrznej, czyli podstawienie na czas zimowli pustej kondygnacji pod korpus rodziny zimującej, przy pozostawieniu maksymalnie dużego otworu wylotowego. Niekiedy pszczelarze umieszczają w niej ramki z suszem, co ma zabezpieczyć wnętrze ula przed przeciągami. Nie jest to potrzebne, ponieważ pszczoły znajdują się wyżej, a w pustym korpusie przeciągu nie ma, bowiem w ulu jest tylko jeden otwór wylotowy. Rolę takiej kondygnacji odgrywać może głęboka dennica. Takie rozwiązanie można stosować tylko w ulu wielokorpusowym. Równie skuteczne może być zastosowanie dennicy osiatkowanej, w której część podłogi stanowi siatka metalowa lub z tworzywa sztucznego o średnicy oczek 2,5 ÷ 3 mm. Wtedy wymiana gazowa następuje ciągle, ale nie ma wokół zimujących pszczół przeciągu. Taka dennica zapewnia też wystarczającą wentylację podczas transportu rodzin. W ciągu sezonu osiatkowany otwór w dennicy powinien być zamknięty.

W omawianym rozwiązaniu wielkość otworu wylotowego w czasie zimy nie ma zasadniczego znaczenia. Może on być zwężony, ale równie dobrze może jego szerokość odpowiadać szerokości całego korpusu gniazdowego. Natomiast wysokość wylotka nie powinna przekraczać 1 cm, co zabezpieczy przed wchodzeniem do ula różnych drobnych gryzoni. Otwór wylotowy powinien być zmniejszony, jeżeli zimowana jest słaba rodzina, zajmująca tylko część ula.

Produktem oddychania oprócz wody jest dwutlenek węgla w ilości ponad dwukrotnie większej od ilości pary wodnej i ma on duże znaczenie dla kondycji zimującej rodziny. Po pierwsze, jego duże stężenie spowalnia procesy życiowe u pszczół, co prowadzi do zmniejszenia zużycia zapasów i opóźnienia rozpoczęcia czerwienia. Po drugie, dwutlenek węgla powoduje szybsze zużywanie się sił witalnych pszczół, przez co przyspiesza ich starzenie się. Tak więc duże stężenie dwutlenku węgla tylko pozornie jest korzystne dla zimującej rodziny, ponieważ pszczoły w źle wentylowanym ulu co prawda zużyją mniej pokarmu, ale wcześniej osypią się ze starości. Dlatego lepiej zazimować rodzinę na odpowiedniej do jej siły ilości zapasów i zapewnić dobrą wentylację, niż liczyć na spowolnienie procesów życiowych i wynikające stąd oszczędności pokarmu. W świeżym powietrzu atmosferycznym stężenie dwutlenku węgla wynosi 0,025 ÷ 0,03 % i jest ono najbardziej właściwe dla przebiegu procesów życiowych zwierząt. We wnętrzu kłębu zimujących pszczół jest ono znacznie większe i może wzrosnąć aż do 4 %.Przy wyższej zawartości dwutlenku węgla pszczoły będą narażone na uśpienie (porównywalne z usypianiem matki pszczelej do inseminacji), co się jednak nigdy nie zdarza. W ulach z rodzinami słabymi wolnej przestrzeni w ulu jest tak dużo, że nadmiar szkodliwego gazu może się rozcieńczyć do poziomu nie stanowiącego zagrożenia dla życia pszczół. Natomiast w silnej rodzinie zajmującej prawie całe gniazdo dyfuzja nadmiaru szkodliwych gazów przebiega bardzo dynamicznie, dzięki czemu stężenie dwutlenku węgla w kłębie utrzymuje się na stałym, bezpiecznym poziomie. W prawidłowo zazimowanej rodzinie w środku zimowli utrzymuje się ono na poziomie 2 %.

Siła i skład rodziny zimującej

Siła rodziny zimującej i jakość wchodzących w jej skład pszczół to najważniejsze, obok ilości i jakości zapasów, czynniki decydujące o przezimowaniu i możliwościach jej wykorzystania w kolejnym sezonie. Czynniki te zależne są całkowicie od postępowania pszczelarza w okresie przygotowań do zimy, które w zasadzie powinny się rozpocząć w połowie lata. To zabiegi wykonane wtedy decydują o liczbie pszczół w rodzinach, ich wieku i kondycji.

Bez względu na to, czy pasieka będzie korzystać z wczesnych pożytków, czy późniejszych, powinno się zimować silne rodziny, gdyż przy zimowaniu słabych rodzin straty zimowe są znacznie większe, niż silnych. Jeśli więc nawet wiosną będzie dosyć czasu, by rodziny które wyszły z zimy w nienajlepszej kondycji doszły do właściwej siły przed pożytkiem, to na skutek strat zimowych będzie ich po prostu mniej. Aby wtedy odbudować pogłowie, najsilniejsze rodziny trzeba będzie podzielić, co oczywiście odbije się negatywnie na wykorzystaniu pożytku. Produktywność pasieki wtedy się obniża, a koszty rosną, bowiem z zazimowaniem rodzin które potem spadły wiązały się określone wydatki, takie same jakie poniesiono na przygotowanie do zimy rodzin, które przezimowały.

Praca pszczół w zimowym kłębie

Od siły rodziny, a co za tym idzie od wielkości kłębu zimowego, zależą możliwości utrzymania w nim stałej temperatury. W czasie zimy w środku kłębu wynosi ona około 30 – 32° C i nie spada poniżej 22°, a na przedwiośniu, gdy w rodzinie rozpoczyna się wychów czerwia, nie może być niższa niż 34°. Wiosną, gdy matki zaczynają intensywnie czerwić, temperatura w miejscu wychowu czerwia może nawet dochodzić do 37°, co spowoduje zamieranie aktywnych form spor Nosema rozwijających się w przewodach pokarmowych pszczół.

Utrzymanie takiej temperatury i w ogóle przeżycie trudnego okresu zimowli jest możliwe tylko dzięki ciągłej współpracy pszczół tworzących kłąb. Zewnętrzną warstwę kłębu tworzą pszczoły skupione w szczelną warstwę, której zadaniem jest izolowanie rodziny przed utratą ciepła. Warstwa ta w zależności od temperatury zewnętrznej może mieć grubość od 2 do 7 cm. Temperatura na powierzchni tej otoczki jest niska, zbliżona do temperatury poza kłębem. Dlatego pszczoły przebywające na zewnątrz kłębu po pewnym czasie drętwieją i nie są w stanie samodzielnie wrócić do wnętrza kłębu. Są one wtedy wpychane do środka przez kolejne , ogrzane pszczoły, które zajmują ich miejsce. Dzięki takiej, trwającej całą zimę wymianie pszczół tworzących warstwę zewnętrzną, „zużywają się” one równomiernie i osyp zimowy jest niewielki. Giną bowiem tylko te pszczoły, które nie były właściwie do zimy przygotowane, ponieważ albo są stare, albo pracowały przed rozpoczęciem zimy przy karmieniu czerwia czy przerabianiu zapasów, lub też pochodzą z późnego czerwia, wychowanego już w warunkach prawie zimowych.

Gdy jedne pszczoły „walczą” z uciekającym ciepłem, tworząc wciąż wymienianą otoczkę termoizolacyjną, inne starają się utrzymać w środku gniazda właściwą temperaturę. W tym celu spożywają zimowe zapasy i jeżeli temperatura w środku kłębu zaczyna się obniżać, wykonują drgające ruchy mięśniami tułowia, oczywiście nie poruszając skrzydłami. Na skutek pracy mięśni powstaje ciepło. Jeżeli temperatura nadal się obniża, kłąb skupia się jeszcze bardziej, a jego ciepłochronna otoczka staje się coraz grubsza. Gdy objętość kłębu się zmniejszy, na tę samą masę pszczół wytwarzających ciepło przypada mniejsza powierzchnia, przez którą to ciepło ucieka.

Ciepło w zimującej rodzinie

Decydujące znaczenie w wytwarzaniu ciepła i zapobieganiu jego ucieczce ma siła rodziny. Ciepło wytwarzają pszczoły znajdujące się w środku kłębu, im więc większa jest średnica kłębu, tym jest ich więcej. Jeżeli jest bardzo zimno, pszczoły tworzą coraz grubszą otoczkę. W słabej rodzinie dochodzi do sytuacji w której cały kłąb zbudowany jest z otoczki, natomiast nie ma pszczół które miałyby wytwarzać ciepło. Wtedy kłąb ulega wychłodzeniu i rodzina osypuje się z zimna, mimo wystarczającej ilości zapasów. Równie duże znaczenie ma siła rodziny dla zatrzymania wytwarzanego w kłębie ciepła. Średnica kłębu zimowego (przypominającego kształtem kulę) i jego powierzchnia zależą od tego, z ilu pszczół składa się rodzina. Rodzina słaba, składająca się z około 10 tysięcy (czyli 1 kg) pszczół tworzy kłąb uwiązany na 5 plastrach. Średnica takiego kłębu to 16 ÷ 17 cm. Z kolei rodzina 2 kg obsiada 6 plastrów, tworząc kłąb o średnicy 20 ÷ 22 cm, zaś 4 kg pszczół to kłąb o średnicy 28 – 30 cm na 8 plastrach.

Powierzchnia kuli (czyli kłębu) o średnicy 17 cm (słaba rodzina) wynosi około 9 dm2. Powierzchnia kłębu średniej rodziny (średnica 21 cm) wynosi niespełna 14 dm2. Powierzchnia kłębu silnej, 4 kilogramowej rodziny, to ponad 24 dm2. Powierzchnia kłębu rośnie więc w miarę zwiększania wielkości rodziny, ale zwiększa się też liczba pszczół przypadających na jednostkę tej powierzchni. W słabej rodzinie na 1 cm2 powierzchni kłębu przypada 10 – 12 pszczół, w średniej 14 ÷ 15 pszczół a w silnej aż 16 ÷ 18 pszczół. Jak widać na taką samą ilość uciekającego ciepła w rodzinie słabej pracuje 11 pszczół, zaś w rodzinie silnej 17, a wiec 50 ÷ 60 % więcej. Dzięki temu pszczoły w silnej rodzinie prowadzą znacznie bardziej „oszczędny” tryb życia, co dodatnio wpłynie na ich kondycję i długowieczność. Ponieważ każda z pszczół spożywa mniej zapasów, to i wypełnianie się jelita grubego jest wolniejsze, dzięki czemu rodzina taka nie musi spieszyć się z oblotem wiosennym. Widać to zresztą w każdej pasiece w drugiej części zimy: z rodzin słabych pszczoły „wypryskują” często nawet w czasie mrozów, podczas gdy silne zachowują się statecznie, mogą bowiem sobie pozwolić na dłuższe oczekiwanie, aż do przyjścia prawdziwego ocieplenia.

Należy zauważyć, że silna rodzina, 4 razy większa od słabej, tworzy kłąb o powierzchni tylko 2,5 razy większej. Dlatego ilość ciepła uchodzącego z kłębu będzie w rodzinie słabej aż o 50 % większa niż w silnej, w przeliczeniu na tę samą masę pszczół. Ponieważ źródłem ciepła w rodzinie jest spożywany pokarm, to rodziny słabe tylko na ogrzanie się zużyją o 50 % zapasów więcej, niż odpowiadająca ich sile liczba rodzin silnych.

Takie same zależności dotyczą zwierząt stałocieplnych: im mniejszy jest stosunek masy ciała do jego powierzchni, tym szybciej ciepło jest wypromieniowywane. Dlatego małe zwierzęta muszą ogrzewać organizm bardziej intensywnie niż duże, a więc więcej jeść.

Te teoretyczne wyliczenia tłumaczą, dlaczego znacznie lepsza jest zimowa rodzin silnych niż słabych, dlaczego po przezimowaniu mają one więcej zapasów i dlaczego bardziej intensywnie się rozwijają. Po prostu w silnych rodzinach zużycie pokarmu jest niewielkie a pszczoły, mniej wyczerpane zimowlą żyją dłużej, mogą wykonać więcej prac w ulu i poza nim oraz są bardziej odporne na choroby.

Jakość pszczół zimowych

Kolejnymi czynnikami decydującymi o jakości zimowli jest kondycja i wiek pszczół zimujących. Pszczoły wchodzące w skład kłębu zimowego powinny przeżyć 8 miesięcy. Nie jest to nic nadzwyczajnego, z punktu widzenia fizjologii jest to zjawisko zupełnie normalne. Takie wydłużenie życia pszczół jest możliwe dzięki właściwemu przebiegowi ich rozwoju fizjologicznego. Pszczoły, które mają zimować, po wygryzieniu nie podejmują żadnych prac, tylko oczekują na zimę. W tym czasie odżywiają się obficie pierzgą, dzięki czemu w komórkach zlokalizowanego w pobliżu serca ciała białkowo – tłuszczowego gromadzone są zapasy w postaci tłuszczu, glikogenu i białka. Pszczoły te nie karmią czerwia, więc nie ulegają u nich degeneracji gruczoły gardzielowe, które mogą być aktywne tylko raz w życiu. Nie wypacają wosku, dzięki czemu będą mogły budować plastry po przezimowaniu. Nie przerabiają też nektaru ani syropu, co jest czynnością bardzo wyczerpującą. Pszczoły, które przerabiały nektar z reguły nie będą już mogły w swoim życiu wydzielać mleczka, a więc karmić młodszych larw. Dlatego w normalnym cyklu życiowym pszczoła najpierw jest karmicielką, a później zajmuje się odbieraniem nektaru od zbieraczek i jego przerabianiem.

Pszczołom, które mają zimować, wszystkie te prace są oszczędzone. Zaraz po urodzeniu dochodzi do zatrzymania się ich cyklu życiowego, polegającego na wykonywaniu w ciągu życia kolejnych czynności. Nie jest to następstwem świadomego kierowania cyklem biologicznym rodziny przez tworzące ją pszczoły lecz wynika z warunków zewnętrznych. W okresie między ostatnim pożytkiem a zimą te młode, wygryzające się pszczoły nie mają zajęcia. Nie ma pożytku, czerwia do karmienia jest niewiele, a prace związane z bieżącym utrzymaniem rodziny wykonują pszczoły starsze, które z racji wieku i sprawowanych wcześniej funkcji zimy nie przeżyją. Podobna sytuacja ma miejsce w czasie wchodzenia rodziny w nastrój rojowy: jest ona również dobrze zaopatrzona w zapasy, chwilowo duża część pszczół nie ma zajęcia, a więc młode pszczoły mogą się dobrze odżywiać i czekać na odpowiedni moment dla wyjścia roju. Jak wiadomo pszczoły rojowe również charakteryzują się dużą żywotnością i długowiecznością.

Na sytuację, w której pszczoły wchodzące później w skład kłębu zimowego mają czas i możliwości właściwie przygotować się do swojej funkcji, nie zawsze pozwolą warunki pożytkowe. Dlatego przygotowanie rodziny pszczelej do zimowli jest obowiązkiem pszczelarza i nie może on liczyć na to, że wyręczy go w tym wyjątkowo korzystny układ pożytków i właściwy przebieg pogody. Zależnie więc od tego, z jakich pożytków korzysta pasieka, należy zastosować metodę gospodarki umożliwiającą przygotowanie pszczół zimujących w optymalnej kondycji i wieku oraz liczebności.

Najbardziej długowieczne są pszczoły wygryzione w terminie od końca lipca do pierwszych dni września a wiec z czerwienia, które miało miejsce od pierwszej dekady lipca do połowy sierpnia. Pszczoły starsze powinny się „wykruszyć” przed zimą na skutek wykonywania różnych prac, przede wszystkim karmienia czerwia i przerabiania zapasów. Natomiast młodszych pszczół powinno być jak najmniej, co osiąga się przez zahamowanie czerwienia spowodowane uzupełnianiem zapasów. Jest to bardzo ważne, ponieważ pszczoły wychowywane po połowie września są w coraz gorszej kondycji i zimy na pewno nie przeżyją. Jednak zanim zginą, spożyją część zapasów zimowych, bezproduktywnie je uszczuplając. Na ich wychów zostaną zużyte zapasy cukrowe i pierzga, tak potrzebna w okresie przedwiosennym, a wychowujące je pszczoły wyczerpane karmieniem, też mogą nie dożyć do wiosny. Do tego plastry z których wygryzł się tak późny czerw pozostaną puste, co może być przyczyną złego ułożenia zapasów i kolejnych strat zimowych. A wiec właściwe pokierowanie rozwojem rodzin przed zimą jest niezmiernie ważne i jeżeli wszystkie zabiegi, od których zależy ilość, wiek i kondycja pszczół zimujących zostaną przeprowadzone prawidłowo, to osyp zimowy powinien być nieznaczny, a teoretycznie nie powinno być go wcale. Starsze pszczoły bowiem zginą jesienią, jeszcze w okresie lotów, a zimujące przeżyją do kwietnia, nie osypią się więc w ulu lecz zginą w polu jako pszczoły lotne. Rodzina pszczela o właściwym składzie wiekowym jakoby sama pozbywa się starszych pszczół jesienią, ponieważ one wykonują wszystkie niezbędne wtedy prace, jak na przykład przenoszenie niezasklepionych zapasów ze skrajnych plastrów i plastrów umieszczonych za zatworem do środka gniazda. Do takiego doskonałego modelu zimowli powinien dążyć każdy pszczelarz i jest on możliwe pod warunkiem terminowego wykonania wszystkich koniecznych zabiegów, zapewnienia właściwej jakości zapasów i ich dostatecznej ilości oraz zazimowania silnych rodzin.

Ocieplenie gniazda zimą

Pszczoły miodne są jednymi z nielicznych zwierząt bezkręgowych, utrzymujących w czasie zimy w swojej gromadzie stałą temperaturę, znacznie przewyższającą temperaturę otoczenia. Jest to możliwe dzięki gromadnemu sposobowi życia i doskonale zorganizowanemu podziałowi obowiązków w rodzinie. Jednak ciepło jest bardzo wartościowym produktem zimujących pszczół i dlatego starają się je wytwarzać w najmniejszych ilościach i oszczędnie nim gospodarować.

Dlatego w czasie zimy nie jest ogrzewane całe wnętrze ula, tylko część ściśle zajmowana przez rodzinę. Z tego powodu temperatura w ulu poza kłębem zimujących pszczół jest podobna do tej na zewnątrz, i to bez względu na to czy pszczoły zimują w ulu ocieplanym, czy jednościennym. Jest to zresztą zgodne z potrzebami biologicznymi rodziny pszczelej w tym okresie, a sztuczne podniesienie temperatury wokół kłębu spowodowałoby przyśpieszenie rozwoju rodziny i zakończenie zimowli.

W polskich pasiekach użytkuje się zarówno ule ocieplane jak i jednościenne, z tym że ule pojedynczych, cienkich desek bez żadnej izolacji termicznej są stosowane bardzo rzadko. O ciepłochronności ścian ula decyduje współczynnik przewodnictwa cieplnego materiałów, z których są wykonane, wyrażany w watach/m2 * Kelvin. Najniższy jest on dla poliuretanu (0,025 – 0,035), wyższy dla styropianu i miękkiej płyty pilśniowej (0,04), słomy (0,04 – 0,05), a najwyższy dla drewna (0,12 – 0,14). Dlatego ciepłochronność jednościennego ula ze styropianu o grubości ścian 3 cm będzie odpowiadać ulowi z desek grubości 10 ÷ 12 cm. Uli o tak grubych ścianach się nie robi, a najbardziej rozpowszechnione są w Polsce ule z podwójnymi ścianami z cienkich desek (1 – 3 cm) z materiałem izolacyjnym między nimi (styropian, poliuretan, słoma, miękka płyta pilśniowa, suszona paproć, mech, wióry drzewne i inne).

Najbardziej w naszym kraju są rozpowszechnione ule drewniane z podwójnymi ścianami i wyposażone w elementy ocieplające, jak maty, zatworo–maty, poduszki i powałki. Próby utrzymywania pszczół w drewnianych ulach jednościennych nie dają zadowalających rezultatów, mimo teoretycznych wyliczeń wskazujących, że zimowla powinna w nich przebiegać prawidłowo. Za to dodatkowe ocieplanie na zimę uli dwuściennych jest kwestią dyskusyjną i są pszczelarze uważający, że rodzina powinna być jak najlepiej ocieplona, inni twierdzą, że ocieplać ula nie trzeba, jeszcze inni regulują ocieplenie zależnie od okresu. Jakość przezimowania zależy jednak od wielu czynników, trudniejszych do zauważenia niż ocieplenie, a które nie zawsze są uwzględniane przy ocenie wyników zimowli.

Wspomniana siła rodziny, wiek pszczół i ich kondycja, ilość, jakość i ułożenie zapasów, pierzga, jakość (wiek) plastrów, wentylacja w ulu, wielkość gniazda, cechy dziedziczne, choroby pszczół i szkodniki nękające rodzinę w czasie zimowli, otoczenie pasieki (niepokojenie przez zwierzęta i ludzi, miejsce narażone na wiatry) oraz przebieg pogody – każdy z tych czynników ma większy wpływ na przezimowanie niż ocieplenie gniazda zimą. Jest wiele zjawisk, które na pierwszy rzut oka wydają się być spowodowane ociepleniem ula lub jego brakiem, podczas gdy przyczyna ich leży gdzie indziej.

Jedna z najczęstszych przyczyn złej zimowli, zbyt duża wilgotność w gnieździe powoduje, że pszczoły chcąc podnieść temperaturę w celu pozbycia się wilgoci, spożywają więcej zapasów. Przyspiesza to zużywanie się pszczół (skraca ich życie) i powoduje szybsze wypełnianie się jelita prostego kałem. Takie pszczoły się niepokoją, próbują dokonać oblotu oczyszczającego, co prowadzi do rozluźnienia kłębu a to do jeszcze większego zużycia zapasów. Temperatura w gnieździe wzrasta, matka zaczyna czerwić, pszczoły muszą więc zużywać więcej pokarmu, co powoduje dalszy wzrost wilgotności. Rodzina taka z zimy wyjdzie bardzo osłabiona. Główną przyczyną złej zimowli nie jest wtedy zbyt niska temperatura, lecz zła wentylacja powodująca nadmierne gromadzenie się pary wodnej w ulu. W tym wypadku ocieplanie gniazda dodatkowymi poduszkami lub matami nie pomoże

Zabieranie ocieplenia na zimę

Inna przyczyna strat zimowych to przedłużające się czerwienie matek jesienią i zbyt wczesny rozwój (czerwienie) wiosną. Pszczelarze starają się temu zapobiegać zabierając ocieplenie górne z uli już pod koniec lata i oddając je dopiero po pierwszym oblocie. Wychodzą oni z założenia, że obniżenie temperatury w ulu spowodowane usunięciem ocieplenia jesienią przyspieszy zaprzestanie czerwienia, zaś wiosną je opóźni. Na czerwienie ma wpływ temperatura, ale ta panująca na zewnątrz i dlatego jeżeli jesienią ładna pogoda utrzymuje się bardzo długo, matki mogą czerwić nawet do listopada. Podobnie jest na przedwiośniu. Lutowe a nawet styczniowe ocieplenia mogą powodować, że matki zaczną czerwić zupełnie niepotrzebnie, bowiem po nich zawsze wraca zima. Krótka przerwa w czerwieniu zimą przede wszystkim jest uwarunkowana genetycznie. Pszczoły pochodzące południa Europy, gdzie zima jest łagodna i krótka, a różnice w długości dnia i nocy w poszczególnych porach roku nie są tak duże jak u nas będą kończyć czerwienie późną jesienią i rozpoczynać jeszcze w środku zimy. Odbije się to niekorzystnie na przezimowaniu zwłaszcza słabszych rodzin, co często ma miejsce w pasiekach korzystających z pożytków spadziowych. Konsekwencje takiego czerwienia będą jeszcze bardziej negatywne, gdy w pokarmie zimowym znajduje się miód spadziowy. Wtedy duże ilości zapasów ze spadzią są spożywane jesienią i wczesną wiosną, co prowadzi do szybkiego gromadzenia się kału, zaperzenia, rozluźnienia kłębu i osypania się rodziny. Oprócz tego przedłużone czerwienie jesienią notuje się u rodzin silnie porażonych warrozą,

Jak więc widać, zabieranie ocieplenia, zwłaszcza górnego jesienią i jego zakładanie wiosną nie tyle pomoże pszczołom, co pszczelarzowi utwierdzając go w przekonaniu, że w pewnym stopniu pokierował rozwojem rodziny. Tymczasem ocieplenie górne może być przydatne jesienią i zimą wtedy, gdy słońce silnie przygrzewa, co może spowodować podniesienie temperatury w ulu. Wnętrze ula ocieplonego nie będzie się wtedy nagrzewać, lecz temperatura w nim pozostanie podobna jak na zewnątrz.

Dylematu: zabierać ocieplenie na zimę czy nie, nie mają pszczelarze gospodarujący w ulach z tworzyw sztucznych,. Tam materiały, z których zbudowane są główne elementy ula są same w sobie ociepleniem, przez co jego usunięcie jest niemożliwe. Izolację cieplną stanowią zarówno ściany ula (korpusy), powałka, daszek, jak i dennica. Okazuje się, że w takich ulach pszczoły zimują dobrze pod warunkiem zapewnienia właściwej wentylacji.

Ocieplenie uli na przedwiośniu

Zimująca rodzina pszczela powinna przebywać w niskiej temperaturze, podobnej do panującej na zewnątrz ula. Wtedy jej procesy życiowe przebiegają prawidłowo, spożycie pokarmu jest stałe i nie dochodzi do przedwczesnego czerwienia. Warunki takie mają pszczoły zimujące na toczku zarówno w ulach jednościennych jak i ocieplanych. Ale pod koniec zimy i wiosną, gdy matki zaczynają obficie czerwić, w rodzinie musi być utrzymywana wysoka temperatura. Ułatwiać to powinna budowa ula, czyli ocieplana powałka (poduszka), ocieplane ściany, ciepłe boczne maty i ciepła dennica, które zatrzymają uchodzące ciepło. Ocieplenie takie ma znaczenie tylko dla rozwoju silnych rodzin, zajmujących całe gniazdo. Natomiast słaba rodzina nadal będzie tworzyć niewielki kłąb, w którego centrum znajduje się trochę czerwia. Obecność ocieplenia w ulu nie ma wtedy żadnego znaczenia, ponieważ temperatura powietrza wokół takiego małego kłębu jest taka sama jak na dworze. Mimo to i w takiej rodzince wychowywany jest czerw, co zmusza pszczoły do utrzymywania wysokiej temperatury. W tym celu spożywają coraz więcej pokarmu, co prowadzi do szybszego zużywania się ich sił życiowych tym bardziej, że wilgotność powietrza w ulu wciąż wzrasta. Pszczoły słabej rodziny w dalszym ciągu nie mogą w żaden sposób aktywnie wymusić wentylacji. Najbardziej wyczerpane zimowlą i karmieniem czerwia pszczoły zginą a liczebność rodziny zmniejszy się jeszcze przed wygryzieniem pierwszego czerwia, bowiem każda pszczoła w słabej rodzinie musiała wytworzyć zimą o około 50 % ciepła więcej ciepła niż w rodzinie silnej. Na każdą karmicielkę w słabej rodzinie przypada też więcej larw do wykarmienia, co odbija się niekorzystnie na kondycji wychowywanego czerwia. Kłąb pszczół otaczających czerw robi się coraz mniejszy i dla utrzymania w nim temperatury nie ma znaczenia, czy gniazdo jest ocieplone, czy nie, ponieważ rodzina z tego ocieplenia nie korzysta.

Inaczej sytuacja wygląda w rodzinie silnej, gdzie straty pszczół w czasie zimy były niewielkie lub nie było ich wcale. Ponieważ na każdą zimującą pszczołę przypadało tam mniej pracy, są one w dobrej kondycji i mają jeszcze parę tygodni życia przed sobą. „Ze starości” zaczną więc ginąć pszczoły dopiero po pojawieniu się ich następczyń, a więc rodzina nie osłabnie tylko będzie się powiększać, a w najgorszym wypadku pozostanie taka sama. Ponieważ powiększająca się rodzina wypełnia całe gniazdo, ocieplenie jest niezbędne, pozwala bowiem utrzymać w nim stałą temperaturę. W miarę przybywania pszczół gniazdo poszerza się ramkami z suszem, a po pojawieniu się pożytku dodaje się nadstawkę. Cały czas gniazdo musi być ze wszystkich stron ocieplone, również od spodu, jeżeli więc stosowane są dennice osiatkowane, to po pierwszym oblocie (marcowym), siatkowy otwór wentylacyjny należy zamknąć. Za prawdziwy pierwszy oblot uważa się ten na przełomie lutego i marca, wtedy bowiem matki zaczynają czerwić i już nie przestaną. Oblot zdarzający się czasem w styczniu lub na początku lutego nie oznacza początku sezonu, a spowodowany jest nienaturalnie o tej porze wysokimi temperaturami.

Opisane zdarzenia (rozpoczęcie czerwienia, przybywanie pszczół, oblot) są normalnymi zjawiskami w rodzinie pszczelej, a termin ich wystąpienia wynika z przebiegu pogody i właściwego przygotowania rodzin do zimy. Dlatego wszelkie nieprawidłowości w rozwoju rodziny mające miejsce w końcu zimowli są skutkiem złego przygotowania rodzin do tego okresu. Nie ma za to skutecznych metod ratowania słabnących na przedwiośniu rodzin, zwłaszcza wtedy, gdy długo utrzymują się niskie temperatury. Jedynym sposobem jest wtedy łączenie słabych rodzin, ale do tego jest potrzebna temperatura rzędu kilkunastu stopni, co zdarza się nie wcześniej niż w drugiej połowie marca.

Opieka nad pasieką w czasie zimy.

Zimą opieka nad pasieką ogranicza się do zapewnienia pszczołom spokoju. Najlepsze warunki do zimowli są wtedy, gdy pszczelarz do pasieki w ogóle nie wchodzi, nie mówiąc o zaglądaniu do uli czy ich osłuchiwaniu. Informacja o tym, czy pszczoły żyją i czy jest już czerw (wtedy pod górnym ociepleniem jest ciepło) w środku zimy nie przyda się do niczego. Jeżeli bowiem rodzina z jakiegoś powodu zginęła, to przecież w żaden sposób nie można jej pomóc. Jeśli natomiast pszczoły żyją, zaglądanie do ula powoduje ich niepokój i rozluźnienie kłębu, co prowadzi do strat ciepła i zwiększonego zużycia pokarmu z wszystkimi tego konsekwencjami. Równie mało przydatne jest osłuchiwanie zimujących rodzin, zalecane w niektórych starszych podręcznikach pszczelarskich. Rodziny pszczele osłuchuje się przez wężyk włożony do wylotka ula. Na podstawie odgłosów wydawanych przez zimującą rodzinę wnioskuje się o jej stanie. Cichy, jednostajny szum oznacza, że zimowa przebiega prawidłowo. Nierównomierny szum i jakoby jękliwe odgłosy pojedynczych pszczół świadczą o braku pokarmu i zagrożeniu rodziny głodem. Liczne pojedyncze „bzyczenia” pszczół charakterystyczne są dla rodziny bezmatecznej lub świadczą o niepokojeniu rodziny przez myszy lub inne szkodniki. Jednak informacje otrzymane w środku zimy (styczeń) o tym, jak przebiega zimowa nie na wiele się przydadzą. Zresztą nietypowe zachowania pszczół nie muszą świadczyć o nieprawidłowościach w zimowli, a mogą być spowodowane ich niepokojeniem. Rodziny bezmatecznej uratować się nie da, co najwyżej trzeba będzie ją w pierwszej kolejności połączyć z inną po wiosennym oblocie, kiedy temperatura podniesie się do kilkunastu stopni. Rodzinę głodną dokarmia się ciastem miodowo – cukrowym, podawanym w formie „placków” kładzionych na górnych beleczkach ramek, nad zimującym kłębem. Można też wstawić w środek kłębu zimujących pszczół plaster wypełniony zapasem cukrowym lub miodem.

Do takich sytuacji jednak w racjonalnie prowadzonej pasiece nie powinno dochodzić. Prawidłowo nakarmionej rodzinie nie zabraknie zapasów nawet wtedy, gdy zima będzie wyjątkowo długa. Wyjątkiem mogą być rodziny rabowane już po zakończeniu karmienia i sprawdzeniu stanu zapasów. Do rabunków które doprowadzą do tak poważnego uszczuplenia zapasów jesienią dochodzi rzadko, zwłaszcza gdy wszystkie rodziny w pasiece są silne. Podobnie jest z rodzinami bezmatecznymi, rzadko się bowiem zdarza by będąca w dobrej kondycji matka zginęła jesienią lub na początku zimy. Jeżeli więc w rodzinie nie ma matki w styczniu albo w lutym, to prawdopodobnie nie było jej już w sierpniu, co pszczelarz powinien zauważyć i takiej rodziny nie zimować. Nie znaczy to oczywiście, że matka nie mogła zginąć z jakiegoś powodu później.

Myszy, nornice i inne gryzonie nie będą zagrażać zimującym pszczołom, jeżeli ule nie są uszkodzone, a otwory wylotowe zmniejszone do wysokości nie większej niż 1,2 cm. Nie ma również obawy, że ul się przewróci lub wiatr zdmuchnie z niego daszek, jeśli podstawki są solidne i zabezpieczone przed wbijaniem się w ziemię, a pasieka stoi w miejscu osłoniętym przed wiatrem. Lekkie daszki należy dodatkowo zabezpieczyć przed zrzuceniem przez wiatr, obciążając je kamieniami. Elementy lekkich uli wykonane ze styropianu i poliuretanu należy łączyć pasami. Oczywistą rzeczą jest, że pasieka powinna być zabezpieczona przed osobami postronnymi oraz zwierzętami domowymi jak i dzikimi. Duże straty w pasiekach mogą poczynić sikorki, zwłaszcza w bardziej śnieżne i mroźne zimy. Zaradzić temu można dokarmiając te pożyteczne ptaki, ale należy to robić w miejscu oddalonym co najmniej 70 m od pasieki. Sikorki bowiem znacznie bardziej dokuczają pszczołom w pasiekach zlokalizowanych w pobliżu siedzib ludzkich, gdzie są zwabiane różnymi odpadkami spożywczymi.

Bardzo ważnym elementem, od którego zależy żywotność ula oraz jakość zimowli jest daszek. Musi on być szczelny, w przeciwnym razie korpus gniazdowy ula i jego wyposażenie szybko ulega niszczeniu. Ul drewniany z nieszczelnym daszkiem po 2 – 3 latach nie będzie się nawet nadawał do remontu. Zaciekająca w czasie zimy woda powoduje zresztą nie tylko niszczenie ula, ale negatywnie wpływa na zimowlę pszczół. Dlatego jeszcze w czasie przygotowań do zimy należy zwrócić baczną uwagę na jakość ula i szczelność daszka i jeśli istnieje taka potrzeba, wykonać niezbędne naprawy lub nawet rodzinę przesiedlić.

Śniegu zalegającego na daszkach uli nie należy usuwać, podobnie jak zgromadzonego na mostkach wylotowych. Zabieg taki niepokoi zimujące pszczoły, a śnieg zarówno ten na daszku, jak i na mostku w niczym zimującej rodzinie nie przeszkadza. Ciepłe powietrze wydostające się z ula rozpuści część śniegu na wylotku, poza tym wentylacja w ulu przebiega nie tylko przez jeden otwór wylotowy. Pszczelarze stosują często różne zabezpieczenia wylotka przed śniegiem i wiatrem. Są to działania zbędne, ponieważ śnieg rodziny pszczelej nie udusi, zaś przed wiatrem należy się zabezpieczyć ustawiając pasiekę w miejscu osłoniętym. Zdarza się, zwłaszcza w terenach górskich, że ul lub nawet cała pasieka zostanie przysypana śniegiem. Na krótszą metę pszczołom to nie zaszkodzi. Jeżeli jednak zbliża się wiosna a śnieg nie ustępuje, ule należy odśnieżyć.

Zimowanie w stebnikach.

W celu zapewnienia idealnych warunków zimującym rodzinom niegdyś dość często przenoszono je na zimę do specjalnie w tym celu zbudowanych piwnic, zwanych stebnikami. W takim stebniku panuje stała temperatura w przedziale 2 ÷ 4° C, co gwarantuje bardzo spokojną zimowlę i niewielkie zużycie pokarmu. Nie ma tam skoków temperatury ani krótkotrwałych ociepleń, które mogą spowodować rozpoczęcie czerwienia już w połowie stycznia. Jednak pszczoły z natury swojej są przystosowane do przeżycia nawet bardzo długich zim z niskimi temperaturami i dużymi ich różnicami. Warunkiem jest zimowanie silnych rodzin na odpowiedniej ilości zapasów, wtedy różnic między rodzinami zimowanymi w stebnikach i na toczku nie ma. Niemniej nie ma żadnych przeciwwskazań, by pszczelarze dysponujący stebnikami zimowali w nich pszczły, zwłaszcza w północno – wschodniej części kraju, gdzie zimy są mroźne i długie. Pamiętać należy o zapewnieniu właściwej wentylacji w takim pomieszczeniu, szczególnie z myślą o niedopuszczeniu do zbyt dużej wilgotności powietrza. Względna wilgotność powietrza w stebniku nie może przekroczyć 85 %. Stebnik musi być dobrze zabezpieczony przed gryzoniami (myszy, szczury, nornice) i innymi szkodnikami. W czasie zimowania w nim rodzin nie możne być wykorzystywany do przechowywania innych rzeczy, chociażby warzyw czy owoców, które też żyją i wydzielają gazowe produkty przemiany materii. Do stebnika ule z pszczołami przenosi się po całkowitym zawiązaniu kłębów zimowych, na ogół na przełomie października i listopada. Z powrotem ule wystawia się na pasieczysko gdy temperatura pozwala na wykonanie pełnego oblotu, a więc około połowy marca.

Zimowanie pszczół w specjalnie do tego przygotowanych pomieszczeniach jest normalną praktyką w krajach, gdzie zimy są długie , a temperatury regularnie spadają poniżej – 35° C. Tak niskiej temperatury przez dłuższy czas nie wytrzyma nawet silna rodzina i dlatego w północnej Rosji pszczoły zimuje się w klasycznych stebnikach, a w Kanadzie w specjalnych przechowalniach z regulowaną atmosferą, podobnych do przechowalni owoców.

Wiosna w pasiece

Okres wiosenny w pasiece to czas od rozpoczęcia właściwego rozwoju rodzin do osiągnięcia przez nie pełnej dojrzałości biologicznej. Długość jego trwania i data rozpoczęcia w poszczególnych sezonach zależą od warunków atmosferycznych. Wyznacznikiem początku wiosennego rozwoju rodzin jest pierwszy oblot wiosenny. W latach o średnim przebiegu pogody ma on miejsce zazwyczaj w pierwszej połowie marca. Jeżeli po oblocie utrzymują się temperatury dzienne rzędu 8 ÷ 10° C i wyższe, rodziny rozwijają się dynamicznie. Pełną dojrzałość biologiczną uzyskują po upływie około dwóch miesięcy, w połowie maja, a więc w czasie wystąpienia pierwszych znaczących pożytków nektarowych i pyłkowych. Rodzina w pełni dojrzała składa się tylko z młodych pszczół, wychowanych już w nowym sezonie. W jej skład wchodzą też dojrzałe trutnie, a więc taka rodzina jest zdolna do rozrodu. Nie powinna ona jednak wejść w nastrój rojowy, którego wystąpienie w pasiece jest zjawiskiem niekorzystnym. Po osiągnięciu przez rodziny dojrzałości rozpoczyna się okres letni, który trwa do momentu rozpoczęcia przygotowań rodzin do zimy. Długość okresu letniego zależy od pożytków, z jakich korzysta pasieka. W jednej pasiece skończy się on więc na początku lipca, w innej trwać będzie do połowy września.

Przedwiośnie

Okres wiosenny, zarówno ten w przyrodzie, jak i w pasiece jest poprzedzony przedwiośniem. Długość pszczelarskiego przedwiośnia jest różna w poszczególne lata i zależy od warunków pogodowych. Zaczyna się ono w pasiece wtedy, gdy na skutek wydłużającego się dnia pszczoły zaczynają matkę obficiej karmić mleczkiem i opiekują się czerwiem, którego jest coraz więcej. Wychów czerwia okupiony jest ogromnym wysiłkiem pszczół, które muszą nie tylko nakarmić larwy, ale i utrzymać w środku kłębu zimowego temperaturę przekraczającą 34° C. O rozpoczęciu wychowu czerwia świadczy ciepło odczuwane po przyłożeniu dłoni do górnych listewek ramek ale tylko wtedy, gdy kłąb zimujących pszczół doszedł do górnych krawędzi plastrów. Jeżeli środek rodziny znajduje się niżej, co często ma miejsce w ulach o wysokiej ramce, powałka będzie zimna mimo że pszczoły wychowują czerw już od dłuższego czasu

Pierwszy przedwiosenny czerw, przy sprzyjającej temu pogodzie może się pojawiać w gniazdach już w pierwszej połowie stycznia. Pszczoły, powodowane wydłużającym się dniem i często przychodzącym o tej porze kilkudniowym ociepleniem, karmią obficie czerw, mimo że przed nimi jeszcze są dwa pełne miesiące kalendarzowej, a czasem i realnej zimy. W naszych warunkach klimatycznych rzadko udaje się z tego zimowego czerwia wychować pszczoły, a jeśli już, to będą one słabe i krótkowieczne. Za to koszt ich wychowu jest bardzo wysoki. W stadium larwalnym były karmione przez wychowane w drugiej połowie lata pszczoły, specjalnie przygotowywane do roli karmicielek właśnie na okres przedwiosenny. Pszczoły mleczko wydzielać mogą tylko raz w życiu, jeżeli więc robiły to zupełnie niepotrzebnie w styczniu, drugi raz już tej czynności nie powtórzą. . Niestety, ta praca pszczół może pójść na marne, jeżeli czerwienie rozpoczęło się wcześnie, a później przyszło długotrwałe ochłodzenie.

Dopiero pszczoły pochodzące z jajeczek składanych w lutym będą w dobrej kondycji pod warunkiem, że w okresie ich wychowu były dodatnie temperatury. Jednak najważniejsza praca, polegająca na odbudowaniu składu biologicznego rodziny czeka pszczoły w okresie późniejszym, w marcu i kwietniu. To wtedy są wychowywane pszczoły, które będą pracować na pierwszych ważnych pożytkach towarowych w maju. Z takiego punktu widzenia przedwiośnie, zwłaszcza to długie, trwające nawet dwa miesiące jest nie tylko zupełnie niepotrzebnym, ale i najtrudniejszym okresem w życiu rodziny pszczelej. To właśnie w okresie przedwiośnia dochodzi do największych strat w pasiekach, gdy rodziny rozwijając się w skrajnie niesprzyjających warunkach słabną i w żaden sposób nie można im pomóc. Wiosną, po pierwszym oblocie, gdy temperatura w dzień przekracza 10 lub nawet 15° C, zagrożone głodem rodziny można dokarmiać, a słabe zasilać pszczołami i czerwiem z silnych rodzin. Okres przedwiosenny jest natomiast czasem oczekiwania, a gdy w lata o opóźnionej wiośnie się przedłuża, może mieć tragiczne skutki dla słabszych i zaopatrzonych w mniejszą ilość zapasów rodzin pszczelich.

Tylko silne rodziny

Praktyka pszczelarska wykazuje jednak, że nie zawsze i nie na wszystkie pasieki przedłużająca się zima ma tak skrajnie negatywny wpływ. Owszem, takie warunki powodują opóźnienie rozwoju rodzin, słabe wykorzystanie wczesnych pożytków i w efekcie mniejszą produkcję, ale nie zawsze muszą się kończyć osypaniem pszczół. Okazuje się, że giną, względnie wychodzą z zimy w mizernej kondycji rodziny, których siłę można było uznać za niewystarczającą już pod koniec lata i jesienią. Natomiast rodziny zazimowane według wszystkich prawideł tej sztuki, dobrze nakarmione i posiadające młode, plenne matki, zimę przeżywają bez problemu i rozwijają się mimo nawracających chłodów. Klucz do dobrej zimowli i właściwego rozwoju tkwi tedy w dobrym przygotowaniu pasieki do zimy. Składa się na to wiele prac, wykonywanych w pasiece już od połowy lipca minionego roku.

Silna rodzina tworzy stabilny termicznie kłąb zimowy i jest mało wrażliwa zarówno na długotrwałe mrozy, jak i na gwałtowne ocieplenia w środku zimy. Rozwój wiosenny zaczyna się w takich rodzinach późno, w drugiej połowie lutego lub w marcu, nawet jeżeli przez większą część stycznia panowały temperatury dodatnie. Na każdą karmicielkę przypada mniej larw do wyżywienia niż w rodzinach słabych, dzięki czemu wygryzające się wiosną pszczoły są w dobrej kondycji. Silne rodziny mają dużo zapasów i nie zagraża im na przedwiośniu głód, są też wolne od warrozy, która z braku czerwia nie mogła się rozmnażać przez całą jesień i zimę.

Zabiegi wykonywane w okresie przedwiosennym

W racjonalnie prowadzonej pasiece przedwiośnie traktuje się jako przedłużenie okresu zimowego. Silne, zaopatrzone w wystarczającą ilość zapasów rodziny nie potrzebują w tym czasie pomocy pszczelarza, a ich rozwój jest adekwatny do warunków pogodowych. Gdy jest wczesna wiosna, szybciej się rozwijają, gdy zima się przedłuża, zbite w kłąb zimowy spokojnie oczekują jej zakończenia. Inaczej jest z rodzinami słabymi, które w tym czasie walczą o przetrwanie. Pszczół w nich ubywa, często w obrębie kłębu tworzonego przez wycieńczone zimą pszczoły kończy się zapas. Rodzina zajmuje zbyt małą przestrzeń, by korzystać z pokarmu zgromadzonego na skrajnych plastrach. Ponieważ wychów czerwia w nich trwał jesienią i w środku zimy przy okazji zimowych skoków temperatury, są silnie porażone przez warrozę, której pogłowie zwiększyło się przez ostatnie miesiące kilkakrotnie. Jelita pszczół są przepełnione kałem na skutek spożywania dużych ilości zapasów. Rodziny takie z reguły są też silnie porażone przez nosemozę. W miarę przedłużania się niesprzyjającej, zimnej pogody, słabną one coraz bardziej i w końcu giną z wyczerpania. Zdarza się, że przy okazji pierwszego wiosennego wglądu do uli pszczelarz znajduje rodziny, z których pozostała tylko garstka drżących z zimna pszczół z matką pośrodku. Plastry w takiej rodzinie są do połowy zanurzone w osypie zimowym, a skrajne ramki mogą być pełne nienaruszonego, zasklepionego pokarmu. Takim pszczołom w żaden sposób się nie pomoże, co najwyżej można wykorzystać z niej matkę. Zdarza się, że któraś z rodzin jest w nienajgorszej kondycji, lecz straciła matkę i można ją uratować poddając jej matkę z takiej osypującej się rodzinki. W ten sam sposób można uratować też rodzinę z matką trutową lub taką, która w ciągu zimy utraciła płodność i nie czerwi.

Jednak wcześniej, przed pierwszym przeglądem, dla słabnących w szybkim tempie rodzin nic nie można zrobić. Jedyny zabieg to dokarmienie rodzin, którym na przedwiośniu kończą się zapasy, co jest najczęściej wynikiem cichych rabunków mających miejsce w poprzednim sezonie. Rodziny, którym pokarm się kończy lub znajduje się poza zasięgiem zimujących pszczół, karmi się ciastem miodowo – cukrowym lub inwertowanym, podawanym na powałkę, na górne beleczki ramek. Ciasto musi być zawinięte w woreczek foliowy, w którym wykonuje się kilka otworów, przez które pszczoły będą je pobierać. Ciasto do takiego karmienia musi być dosyć gęste, by po położeniu go na ramkach nie wpływało w uliczki w gnieździe. Jeżeli w ulach używa się beleczek odstępnikowych, to przed podaniem ciasta część z nich należy usunąć. Na jedną rodzinę, zależnie od jej siły, daje się 1,5 ÷ 3 kg ciasta. Do ciasta nie należy dodawać mączki sojowej, drożdży ani innych dodatków, ponieważ nie są one trawione przez pszczoły. Natomiast ciastem miodowo – pyłkowym, wykonanym z mielonych obnóży i miodu, karmi się silne rodziny w okresie późniejszym, po pierwszym oblocie w tych pasiekach, które nie korzystają z wczesnych pożytków pyłkowych. Karmienie ciastem słabych rodzin stosuje się w ostateczności, by ratować je przed osypaniem się z głodu. Należy przy tym pamiętać, że podanie o tej porze pokarmu przyspiesza rozwój rodzin: w gniazdach na skutek karmienia przybywa czerwia, co zmusza przezimowane pszczoły o jeszcze bardziej wytężonej pracy. Przy utrzymujących się niskich temperaturach siły pszczół szybciej się wyczerpią i rodzina może się osypać, nie z głodu, lecz z powodu wyniszczenia starych, pochodzących jeszcze z zeszłego roku pszczół. Jak z powyższego wynika, zimowanie słabych rodzin niesie przy przedłużającej się zimie ryzyko dużych strat. Dlatego, zamiast liczyć na łagodną i krótką zimę, bardziej opłaci się połączyć słabe rodziny przed rozpoczęciem uzupełniania zapasów zimowych, jeszcze latem poprzedniego roku.

Przygotowanie ciasta miodowo – cukrowego

Ciasto miodowo cukrowe ma bardzo szerokie zastosowanie w żywieniu pszczół. Jest rzadziej używane niż pokarmy płynne, głównie ze względu na cenę oraz większy nakład pracy przy jego wykonaniu, ma za to zalety, którymi przewyższa tradycyjnie używany do karmienia syrop cukrowy. Przede wszystkim nie powoduje rabunków, które mają miejsce prawie zawsze, gdy do karmienia jest używany syrop. Do jego podawania nie są potrzebne specjalne, szczelne podkarmiaczki, można je podawać bezpośrednio do ula lub na ramki, jak to się robi przy wspomnianym ratowaniu głodnych rodzin na przedwiośniu. Ciasto można używać do podkarmiania rodzin w trakcie sezonu i uzupełniania zapasów zimowych z równym skutkiem jak przy stosowaniu syropu. Najszersze zastosowanie ma przy wychowie matek, gdzie się ja używa do karmienia rodzinek weselnych i napełniania klateczek wysyłkowych. Doskonale się nadaje do karmienia tworzonych w różnych okresach odkładów.

Ciasto przygotowuje się z miodu i cukru – pudru w proporcji wagowej: 1 część miodu na 3 ÷ 5 części cukru – pudru. Cukier – puder miesza się z miodem i wygniata (urabia) ręcznie w odpowiedniej wielkości naczyniu (misce, wanience), aż do uzyskania konsystencji plastycznej. Większe ilości ciasta robi się w betoniarce lub piekarniczej mieszarce. Zależnie od przeznaczenia ciasto robi się bardziej gęste lub rzadkie. Ciasto, którym karmi się rodziny na przedwiośniu i wiosną, przez jego podanie na górne listewki ramek, powinno być gęste. Również gęste ciasto używa się do napełniania klateczek wysyłkowych. Ciasto podawane w podkarmiaczkach (górnych, dennicowych lub w podkarmiaczkach ulików weselnych) może być rzadkie. Do przygotowania ciasta nie należy używać wody. W cieście nie podaje się żadnych leków. Cukier użyty do wykonania ciasta powinien być bardzo miałki, a miód musi pochodzić z absolutnie zdrowych rodzin. W celu łatwiejszego mieszania ciasta miód można podgrzać.

Obecnie na rynku są dostępne gotowe ciasta inwertowane, będące doskonałymi odżywkami węglowodanowymi dla pszczół. Ich przewagą nad ciastem (oprócz oszczędności pracy związanej z przygotowaniem) jest absolutna sterylność – nie ma obawy zawleczenia chorób, co może się zdarzyć, gdy do przygotowania ciasta użyje się miodu zawierającego przetrwalniki chorób.

Przyspieszanie rozwoju rodzin na przedwiośniu

Zupełnie inaczej niż w rodzinach słabych wygląda sytuacja w tych silnych, będących w dobrej kondycji i posiadających dużo zapasów. Nie trzeba się martwić o przeżycie tych rodzin, za to pszczelarze często próbują przyspieszyć ich rozwój. Na przedwiośniu jest jednak za wcześnie na podkarmianie pobudzające przy użyciu syropu, gdyż pszczoły nie będą mogły pobrać takiego pokarmu z podkarmiaczek ze względu na niskie temperatury. Sposobem pobudzającym pszczoły do wychowu większej ilości czerwia jest karmienie ciastem i można je podawać na górne beleczki ramek silnych rodzin, ale tylko tych, które już do powałki doszły. Niewiele jednak będzie korzyści z karmienia pokarmem cukrowym, jeżeli pszczoły nie będą miały odpowiednich zapasów pierzgi. Właśnie niedobór pierzgi na przedwiośniu jest najważniejszą przyczyną ograniczającą wczesny rozwój dobrze przezimowanych rodzin. Zaradzić można temu na dwa sposoby. Pierwsza metoda to użycie do zimowania pszczół plastrów wypełnionych pierzgą. W gnieździe każdej silnej rodziny powinny się znajdować jeszcze przed rozpoczęciem karmienia dwa lub nawet trzy plastry wypełnione pierzgą, i to nie za skraju gniazda, lecz w okolicach jego środka. Wtedy wychowywany na przedwiośniu czerw od samego początku jest dobrze żywiony. Pszczelarze obawiają się zimować rodziny na plastrach z pierzgą uważając, że zabraknie im zapasów cukrowych. Taki pogląd jest nieuzasadniony, jeśli chodzi o zimowanie silnych rodzin. Otóż zużycie zapasów przez pierwsze miesiące zimy jest minimalne i w silnej rodzinie powinno wynosić nie więcej niż 0,3 ÷ 0, 5 kg na miesiąc (maksymalnie 1 kg) w okresie od października do stycznia. Zaczyna ono wzrastać gwałtownie w drugiej części przedwiośnia, gdy w rodzinach przybywa czerwia. Obecność pierzgi w bezpośredniej bliskości czerwia nie tylko ułatwia jego karmienie, ale jeszcze bardziej pobudza rozwój rodziny, ponieważ dobrze odżywione karmicielki wydzielają jeszcze więcej mleczka. Obficie karmiona matka składa kolejne jajeczka, z których wyklute larwy pszczoły karmią korzystając z następnych zapasów pierzgi i dochodzi do powstania samonapędzającego się koła rozwoju rodziny pszczelej. W tym czasie silna rodzina może już korzystać z zapasów cukrowych z plastrów oddalonych od centrum gniazda. Metodą stosowaną przez pszczelarzy, którym zależy na dynamicznym rozwoju, jest zasilanie plastrami z pierzgą silnych rodzin. Polega to na wstawieniu między ramki w gnieździe plastra wypełnionego pierzgą, w ciepły dzień na początku marca lub nawet w lutym. Plastry takie gromadzi się w poprzednim sezonie, odbierając je w maju i czerwcu najsilniejszym rodzinom. Plaster pełen pierzgi, wstawiony między plastry z czerwiem, silnej rodzinie wystarczy na tydzień. Po tym czasie powinno się podać kolejny plaster, w przeciwnym wypadku pszczoły mogą nie mieć czym karmić czerwia. Później w większości pasiek pojawiają się pierwsze pożytki pyłkowe i silne rodziny szybko uzupełniają zapasy pierzgi.

Mało rozpowszechnioną metodą przyspieszania rozwoju rodzin wiosną, budzącą zresztą wiele kontrowersji, jest ich podgrzewanie. Sposób ten zdobywał pewna popularność w latach 70-tych i 80-tych XX wieku, nie wszedł jednak do masowej praktyki pszczelarskiej. Rodziny pszczele podgrzewa się przy pomocy elektrycznych grzałek umieszczonych na dennicach uli. Grzałka taka to najczęściej płytka grzewcza umieszczona w metalowej lub ebonitowej obudowie (bardziej prymitywne konstrukcje wykonywane są z grzałek akwarystycznych lub żarówek), zasilana prądem o niskim napięciu. Jej powierzchnia osiąga temperaturę około 20 ÷ 25° C, dzięki czemu stała temperatura w ulu jest wyższa, niż na zewnątrz.. Podgrzewanie oprócz podniesienia temperatury doskonale wysusza wnętrze ula. Pszczoły w takich warunkach pobierają dużo pokarmu i karmią obficie czerw, co powoduje bardzo szybki wzrost siły rodzin. Podgrzewane rodziny muszą być zaopatrzone w dużą ilość zapasów, ponieważ spożycie ich jest tam znacznie wyższe niż w rodzinach prowadzonych normalnie. Najczęściej tak szybko rozwijającym się rodzinom brakuje pierzgi i trzeba ją podawać wcześniej opisanym sposobem, wstawiając plastry z pierzgą w środek gniazda, między czerw. Pszczoły muszą mieć też stały dostęp do wody podawanej bezpośrednio do ula. Powietrze w podgrzewanym ulu ma niewielką wilgotność względną, zapasy cukrowe chłoną niewiele wody, a ta jest potrzebna do przygotowania pokarmu dla przybywających w szybkim tempie larw. Wodę można zastąpić podkarmianiem małymi dawkami rzadkiego syropu, co jeszcze bardziej przyspieszy rozwój. Podgrzewanie rodzin stosuje się incydentalnie w niewielkich pasiekach usytuowanych w pobliżu domów, ze względu na dostęp do energii elektrycznej. Ten sposób przyspieszania rozwoju rodzin wart jest polecenia w pasiekach zajmujących się wychowem matek. W rodzinach podgrzewanych można wychowywać matki i trutnie już miesiąc wcześniej, niż w pozostałych rodzinach.

W wielu pasiekach, zwłaszcza tych mniejszych, rutynową pracą wykonywaną jeszcze w okresie przedwiosennym jest usuwanie osypu zimowego, połączone z wymianą i odkażaniem dennic (jeżeli są one od uli odejmowane). Zabieg ten ma na celu wyręczenie pszczół w ciężkiej pracy, jaką jest „sprzątanie” ula po zimie oraz likwidację zarodników i przetrwalników czynników chorobotwórczych. Przy okazji można usunąć dennice zapleśniałe i zbyt wilgotne, a na ich miejsce wstawia się nowe. Praktycznie zabieg ten wygląda tak, że jedna osoba podnosi delikatnie korpus gniazdowy (po podważeniu go dłutem), a druga zabiera dennicę z osypem i na jej miejscu ustawia nową. Osyp z zabranych dennic wsypuje się do worka lub pudełka i po skończonej pracy zakopuje się go lub pali. Przy okazji usuwania osypu można pobrać próbki do badań na obecność chorób. Dennicę czyści się dłutem i jeśli nie jest bardzo wilgotna, opala się ją palnikiem gazowym i podstawia pod kolejny ul. Nie zawsze pszczelarzowi uda się wykonać te czynności przed pierwszym oblotem i usunięciem osypu przez pszczoły, niemniej samo oczyszczenie i odkażenie dennic, a w niektórych przypadkach wymiana ich na suche, w pewnym stopniu poprawia warunki bytowe rodzin. Opisana praca nie jest niezbędna, ponieważ pszczoły w silnych rodzinach same pozbędą się osypu i wyczyszczą dennice, zaś problem chorób ich nie dotyczy. Inaczej jest z rodzinami słabymi lub bardzo osłabłymi przez zimę. W tych ostatnich może być bardzo dużo martwych pszczół, których pszczoły same nie wyniosą, zresztą oblot w nich może się znacznie opóźnić. Takim rodzinom przyda się pomoc pszczelarza połączona z dokładnym rozpoznaniem przyczyny złej zimowli, którą najczęściej jest choroba, zła jakość matki, niewłaściwe ułożenie zapasów lub zbyt mała ich ilość.


Prace po pierwszym oblocie

Tradycyjnie „przełomowym” wydarzeniem w pasiece jest pierwszy oblot wiosenny, wyznaczający początek okresu wiosennego w rozwoju rodziny pszczelej. Pszczoły z zimującej rodziny w słoneczny dzień, gdy temperatura na dworze wzrośnie do 10 ÷ 12° C w cieniu, zaczynają masowo wylatywać z ula, by pozbyć się nagromadzonego w jelicie prostym kału. Oblot ten trwa od kilkunastu minut do godziny, później pszczoły się uspokajają, co najwyżej pojedyncze zbieraczki kontynuują loty po wodę. Pierwszy oblot w polskich pasiekach najczęściej ma miejsce w terminie od końca lutego do połowy marca. Zdarza się, że pszczoły oblatują się już w styczniu, lecz takiego oblotu nie można uznać za początek wiosny, bowiem po chwilowym ociepleniu z reguły wraca jeszcze zima, która może trwać nawet do końca marca.

Nie zawsze pszczelarzowi uda się być w pasiece w czasie pierwszego oblotu, ale jeśli już jest, powinien bacznie przyjrzeć się pszczołom, gdyż obserwacje przeprowadzone w ten dzień pozwalają wyciągnąć ogólne wnioski co do siły rodzin i ich zdrowotności. Nie ma obaw o los rodzin oblatujących się dynamicznie, których zachowanie przypominać może nawet początkowe stadium wychodzenia roju. Rodziny takie na pewno są silne i przynajmniej na razie mają zapasy. Rodziny, z których pszczoły słabo latają i gromadzą się na mostku wylotkowym, jakby czegoś szukały, mogą nie mieć matki, może też zagrażać im głód. Oddawanie przez pszczoły kału na wylotku lub przedniej ścianie ula świadczy o korzystaniu pszczół przez zimę z niewłaściwego pokarmu lub o zakażeniu nosemą. Typowym objawem nosemozy są ślady kału na ulu w formie ułożonych w rzędzie punktów, jakby nanizanych na nitkę paciorków. Nie można mieć pewności co do rodzin, które nie oblatują się wcale. Mogły osypać się w czasie zimy, ale równie dobrze mogą nie przejawiać jeszcze chęci do latania. Korzystając z ładnej pogody w czasie oblotu można je skontrolować, sprawdzając tylko obecność żywych pszczół w gniazdach. Nie należy w tym celu wyjmować plastrów, wystarczy zajrzeć między uliczki. Jeżeli pszczoły żyją, rodzinę zostawia się w spokoju.

Jeżeli pierwszy oblot odbył się pod nieobecność pszczelarza w pasiece, zawsze pewne wnioski o jakości przezimowania rodzin i ich sile można wyciągnąć na podstawie obserwacji pasieczyska i uli. Przed silnymi rodzinami leży usunięty przez pszczoły osyp, co świadczy o tym, że pszczoły doskonale poradziły sobie z oblotem. Upstrzone kałem mostki wylotowe i ściany uli świadczą o porażeniu pszczół nosemozą, bezmateczności lub o jednym i drugim. Jeżeli przed którymś z uli nie ma osypu, należy sprawdzić, czy rodzina przezimowała i nie zdecydowała się jeszcze na oblot, czy tez w czasie zimy zginęła.

Zapotrzebowanie na wodę

Przy sprzyjających warunkach pogodowych część pszczół po obleceniu się przystępuje do usuwania osypu zimowego. Na tym aktywność lotna pszczół się kończy, ponieważ jest jeszcze za zimno by kontynuować loty, a jedynymi roślinami pożytkowymi w tym okresie są leszczyny i kwitnące czasem w ogrodach przebiśniegi i krokusy. Główny wysiłek pszczoły kładą teraz na zapewnienie możliwie najlepszych warunków dla wychowywanego czerwia, którego ogrzanie i wykarmienie odbywa się kosztem pochodzących z zeszłego roku zapasów cukrowych i pierzgi oraz zasobów ciała białkowo – tłuszczowego w ich organizmach. Do przygotowania pokarmu dla starszych larw, składającego się z mieszaniny pierzgi i miodu (cukru) pszczołom potrzebna jest woda. Wcześniej, na przedwiośniu, gdy czerwia było mało, woda pochodziła z pary wodnej wchłanianej przez odsklepiane przez pszczoły zapasy cukrowe z wilgotnego powietrza ulowego. W miarę przybywania czerwia wody potrzeba coraz więcej, a jej niedobór spowoduje spowolnienie rozwoju rodzin, a nawet zaburzenia w trawieniu u pszczół karmiących larwy mleczkiem. Pszczoły te spożywają duże ilości pierzgi i by ją prawidłowo trawić, powinny rozcieńczać ją odpowiednią ilością wody. Jeżeli wody brakuje, dochodzi do zagęszczenia mas pyłku w przewodach pokarmowych pszczół, które na skutek tej swojego rodzaju niestrawności mogą masowo ginąć. Problem ten, znany jako choroba majowa, większe zagrożenie stanowi na ogół w okresie późniejszym, na przełomie kwietnia i maja, gdy w rodzinach jest już bardzo dużo czerwia a pszczołom w przynoszeniu wody przeszkadza brzydka pogoda. Niemniej może on stanowić zagrożenie dla zdrowotności pszczół w silnych rodzinach także wczesną wiosną. Dlatego wraz z przybywaniem w rodzinach czerwia zapotrzebowanie za wodę rośnie i starsze pszczoły zmuszone są przynosić coraz większe jej ilości z zewnątrz.

Przynoszenie wody jest bardzo wyczerpującą pracą. Pszczoły, którym przypadnie w udziale ten obowiązek, giną w krótkim czasie, czasem po wykonaniu zaledwie kilku lotów. Szczególnie duże straty pszczół są w chłodne, wietrzne dni, gdy pszczoły znoszone przez wiatr siadają w różnych miejscach by odpocząć i natychmiast krzepną. Giną również pszczoły pobierające zimną wodę, ponieważ ich organizm szybko ulega wychłodzeniu i nie są one w stanie poderwać się do lotu. Zbieraczki korzystają z różnych źródeł wody, niekoniecznie preferując te, które najchętniej widziałby pszczelarz. Często czerpią wodę bardzo zanieczyszczoną, z różnych ścieków, rynsztoków, a nawet gnojówkę, co nasuwa przypuszczenie, że robią tak ze względu na zawartość w pobieranej wodzie potrzebnych soli mineralnych i substancji organicznych. W rzeczywistości wybierają te źródła wody dlatego, że są one zawsze dostępne. Dlatego zapobiegliwi pszczelarze starają się jeszcze przed pierwszym oblotem zainstalować w pasiece poidło, którego lokalizację pszczoły będą pamiętać przez cały sezon.

Woda dostępna w poidle powinna być czysta. Poidło powinno zapewniać bezpieczny dostęp do wody, by pszczoły się nie topiły. Ustawia się je w zacisznym i nasłonecznionym miejscu, wtedy promienie słoneczne będą ogrzewać wodę, przy okazji odkażając ją. Są poidła z wodą spływającą lub stojącą. Często rolę poidła pełni ogrodowe oczko wodne, fontanna lub sztuczny strumyk. Zainteresowanie wodą z poidła jest w ciepłe, wiosenne dni tak duże, że pszczelarz czasem jest zmuszony dostawić drugie poidło. Okazuje się jednak, że mimo ustawienia poidła w samym środku pasieki, pszczoły korzystają też z innych źródeł wody, a więc tracą czas i energię na dalsze, często niebezpieczne loty, nie zważając na zapobiegliwość pszczelarza. By zaoszczędzić pszczołom jakiejkolwiek pracy związanej z przynoszeniem wody, pszczelarze instalują w ulach poidła z wodą, często podgrzewaną lub nawet słodzoną. Najbardziej są rozpowszechnione poidełka wylotkowe i powałkowe (górne), może to być też słoik postawiony na powałce do góry dnem, z dziurką w metalowej zakrętce. Szczególnie chętnie pszczoły pobierają wodę z poidełek górnych, gdyż mają do niej bardzo blisko i jest ona podgrzewana przez ciepło rodziny. Natomiast błędem jest słodzenie wody, zarówno tej w poidełkach ulowych, jak i w zainstalowanych na pasieczysku. Takie postępowanie nic nie daje, jedynym jego efektem jest zadowolenie pszczelarza, zachwyconego intensywnym pobieraniem takiej wody. Zamiast słodzić wodę, lepiej karmić pszczoły małymi dawkami syropu, co korzystnie wpłynie na rozwój rodzin.

Okazuje się, że ułatwiony dostęp do wody wczesną wiosną, czy to przez ustawienie poidła w pasiece, czy przez bezpośrednie podawanie jej do gniazd, nie przekłada się na wyniki produkcyjne rodzin pszczelich. Produkcja miodu zależy natomiast od siły przezimowanych rodzin i jest ona, co zrozumiałe, znacznie wyższa w rodzinach silnych, nie otrzymujących wody niż słabych, które były pojone. Przynoszenie bowiem wody nawet z dalszej odległości nie jest ze strony pszczół z silnej rodziny żadnym poświęceniem. To normalna praca, którą wykonują starsze, pochodzące z zeszłego roku pszczoły u schyłku swojego życia. Pszczoły te zginą w ciągu najbliższych dni bez względu na to, czy woda będzie podawana do uli, czy też będą zmuszone po nią latać nawet w niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Świadczy o tym chociażby przykład dużych, profesjonalnie prowadzonych gospodarstw pasiecznych, gdzie pasieki są rozmieszczone w wielu miejscach i nie korzystają z poideł pasiecznych czy tym bardziej z poidełek ulowych. Produkcja uzyskiwana w tych pasiekach jest średnio dwa razy wyższa niż w małych pasiekach amatorskich, gdzie wczesnowiosenne pojenie pszczół jest obowiązkowym rytuałem. Za to pasieki profesjonalne korzystają z lepszych pożytków, użytkują wyższej jakości pogłowie i wszelkie zabiegi w nich wykonywane są bardziej racjonalnie. Niemniej przy wyborze miejsca na pasiekę warto zwrócić uwagę na obecność naturalnych, czystych cieków wodnych, stawów lub innych zbiorników, z których pszczoły w każdej chwili będą mogły pobierać wodę.

Za to poidło pasieczne, do którego obecności pszczoły się przyzwyczajają już od pierwszych cieplejszych dni, jest doskonałym wskaźnikiem obecności pożytku. Pszczoły przynoszą do ula wodę w okresach bezpożytkowych. W czasie trwania pożytku do rozcieńczania pokarmu dla larw i przygotowywania „papki” miodowo – pyłkowej (a w zasadzie miodowo – pierzgowej) wystarcza woda zawarta w nektarze. Z tego samego powodu z poidła pszczoły nie korzystają w czasie karmienia syropem. Liczne wizyty pszczół na poidle w środku sezonu oznaczają, że skończył się pożytek i należy być przygotowanym na tego skutki, z których najbardziej groźnym jest masowe wchodzenie rodzin w nastrój rojowy. Zakończenie lub przerwa w pożytku nie musi się wiązać z przekwitnięciem roślin czy z niekorzystną, deszczową pogodą. Zdarza się, że rośliny są w pełni kwitnienia, a pszczoły masowo zaczynają odwiedzać poidło, ponieważ na skutek wysokiej temperatury nektar w kwiatach wysechł i pszczoły nie mogą go pobierać, co ma często miejsce w czasie kwitnienia akacji. Przyczyną przerwy w nektarowaniu może być też zbyt mała wilgotność gleby, co zdarza się na plantacjach facelii i ogórecznika.

Zapotrzebowanie na pyłek

Wraz z przybywaniem czerwia w rodzinie wzrasta w niej nie tylko spożycie wody, ale i zapotrzebowanie na pokarm węglowodanowy i białkowy. Właściwie przygotowane do zimy rodziny zazwyczaj mają dosyć zapasów cukrowych i osypanie z głodu im nie zagraża. Wyjątkiem są wyjątkowo długie zimy, ze zmienną pogodą i z długotrwałymi nawrotami chłodów wiosną. Wtedy zapasów jest mniej, zostały bowiem w większych niż zwykle ilościach spożyte zimą. Pszczoły nie mogą ich uzupełnić, gdyż kwitnienie najwcześniejszych roślin pożytkowych się opóźnia, zresztą na wykonywanie lotów jest za zimno. Rzadko jednak się to zdarza, dobrze nakarmionym rodzinom zapasów powinno wytrzymać do końca kwietnia, niemniej pszczelarz znający swoją pasiekę powinien się orientować, czy pszczołom nie zabraknie pokarmu. Ratunkowe dokarmianie przeprowadza się w ciepły dzień średniej wielkości dawkami syropu (1 ÷ 2 litry na silną rodzinę), a jeszcze lepiej jest podawać ciasto. Jednak podstawowym zapasem dla rodzin wczesną wiosną jest pozostały po zimowli cukier, który pszczoły teraz powinny spożyć, by nie dostał się do pierwszego wiosennego miodu towarowego. Ponieważ pszczoły w sezonie (poza zimowlą) niechętnie korzystają z zasklepionych zapasów, dobrym sposobem nakłonienia do ich spożywania jest odsklepianie plastrów. Odsklepia się lub tylko narusza zasklep przykrywającego zapas w plastrach znajdujących się w bezpośredniej bliskości pszczół i czerwia. Można to robić odsklepiaczem widełkowym, co zajmie dużo czasu i może stać się przyczyną rabunku. Znacznie sprawniej robi się to przy pomocy wałkowego rozluźniacza do miodu wrzosowego, przeciągając go parę razy po plastrze. Rozluźniacz taki, będący w istocie wałkiem najeżonym kolcami, może łatwo niszczyć plaster, nie należy go więc zbyt mocno dociskać. Zapas nie musi być całkowicie odsklepiony, wystarczy by zasklep na każdej komórce był lekko naruszony. W ostateczności z braku innego sprzętu zasklep można zniszczyć przy pomocy dłuta pasiecznego. Pszczoły szybko spożywają odsklepione zapasy, co wydatnie przyspiesza rozwój rodzin. Dodatkową korzyścią takiego odsklepiania jest umożliwienie pszczołom dostępu do pierzgi, która może się znajdować pod zasklepionym zapasem cukrowym, a z której bez tego zabiegu rodzina by nie skorzystała.

Bowiem najważniejszym wiosennym pokarmem rodziny pszczelej jest pyłek i pierzga, której niedostatku nie można uzupełnić przez dokarmianie, tak jak się uzupełnia niedobory zapasów cukrowych karmiąc pszczoły pod koniec lata i ewentualnie wczesną wiosną. To właśnie dostępność pyłku jest ważnym lub nawet najważniejszym czynnikiem decydującym o wiosennym rozwoju. Łatwo to zauważyć, obserwując różnice w rozwoju pasiek stacjonujących na terenach różniących się pod względem obfitości pożytków pyłkowych. Rodziny, które wyszły z zimy w dobrej kondycji, co można ocenić przy okazji obserwacji pierwszego oblotu, przy permanentnym braku wczesnych pożytków pyłkowych będą się rozwijać powoli. Regułą w pasiekach, które nie mają dostępu do dobrego pożytku pyłkowego, jest występowanie objawów nosemozy i grzybicy wapiennej. Choroby te występują wtedy w postaci przewlekłej i w zasadzie nigdy nie ustępują całkowicie. Główne objawy, mające negatywny wpływ na rozwój rodzin, występują wiosną. Później zanikają, niemniej choroba występuje w rodzinach w postaci utajonej i może przybrać formę kliniczną w każdej chwili, gdy tylko pogorszą się warunki bytowe. Nie udaje się tych chorób wyeliminować całkowicie mimo stosowania różnych silnie działających środków farmakologicznych (obecnie ich użycie w polskich pasiekach jest zabronione). Mimo obecności obfitych pożytków nektarowych i pyłkowych w czerwcu i lipcu, chore na nosemozę pszczoły i zamierający wskutek porażenia grzybicą wapienną czerw można znaleźć w ulach przez cały sezon, również w środku lata. Wystarczy jednak takie rodziny przewieźć w inne miejsce, gdzie wiosną zakwita podbiał, klony, wierzby i mniszek, by choroba minęła bezpowrotnie, nawet jeśli warunki pożytkowe później, w lecie, są gorsze. Pamiętać należy, że pszczołom bytującym w niekorzystnych warunkach zewnętrznych zagrażają i inne choroby, z których w ostatnich latach coraz większego znaczenia nabierają związane ściśle z występowaniem warrozy choroby wirusowe.

Dlatego zwykło się mówić, że najlepszym lekarstwem dla pszczół jest nektar. I rzeczywiście, rodziny mające wczesną wiosną dostęp do obficie kwitnących roślin pożytkowych (dużo zależy tutaj od pogody) rozwijają się dynamicznie. Rozwój ten jest bardziej intensywny, niż gdyby był on stymulowany podkarmianiem syropem cukrowym, gdyż oprócz nektaru przynoszony jest pyłek, bowiem rośliny kwitnące wiosną dostarczają zarówno nektaru, jak i pyłku. Podstawowym więc warunkiem gwarantującym dobry rozwój i zdrowotność pszczół jest utrzymywanie pasieki na terenie, gdzie wczesną wiosną nie brakuje pożytków pyłkowych. Pierzga, znajdująca się w gnieździe, a pochodząca jeszcze z zeszłego roku, zostanie szybko spożyta już na przedwiośniu. Pamiętać bowiem należy, że na wykarmienie jednej larwy pszczoły zużywają pół komórki pierzgi. Wystarczy jednak jeden pogodny dzień na początku kwietnia, by silne rodziny zapełniły pierzgą przynajmniej jeden plaster gniazdowy. Jeśli sprzyjająca pogoda utrzyma się przez kilka dni, pszczoły nazbierają pyłku tyle, że wystarczy go na najbliższe tygodnie. Później, po zakwitnięciu drzew owocowych, mniszka i rzepaku, w żadnej pasiece pyłku nie powinno zabraknąć.

W pasiekach, które nie miały dostępu do dobrego pożytku pyłkowego, pszczelarze próbowali już od wielu lat stosować namiastki pyłku. Poszukiwano gotowego produktu, który pszczoły mogłyby łatwo zbierać, względnie mógłby być podawany bezpośrednio do gniazda. Niestety, do dziś takiego produktu nie znaleziono, a wziąwszy pod uwagę obfitość wczesnych pożytków pyłkowych w Polsce wydaje się to zupełnie niepotrzebne. Przed kilkudziesięciu laty zalecano podawanie pszczołom wczesną wiosną mączki sojowej, drożdży piekarniczych, mleka w proszku a nawet albuminy z jaja kurzego. Okazało się, że te wszystkie produkty, będące wysokiej jakości paszami dla zwierząt wyższych, do żywienia pszczół w ogóle się nie nadają, ponieważ nie są przez nie trawione. Obecnie na rynku pojawiają się syntetyczne odżywki aminokwasowe i witaminowe, prowadzi się też badania naukowe nad określeniem zapotrzebowania rodziny pszczelej na aminokwasy w jej poszczególnych stadiach rozwoju. Ich wyniki mogą być wykorzystane do opracowania namiastek pyłku kwiatowego i pierzgi, którymi można by żywić pszczoły w okresach ich niedoboru i na terenach ubogich w pożytki pyłkowe. Pszczoły dobór właściwych proporcji składników pokarmowych w pożywieniu rozwiązały same w ciągu milionów lat ewolucji i zbierają pyłek z różnych gatunków roślin. Dzięki temu pierzga jest wytwarzana z mieszaniny obnóży i zawiera wszystkie potrzebne składniki odżywcze, bardziej więc zasadne i tańsze od żywienia syntetycznymi odżywkami wydaje się zapewnienie pszczołom właściwego pożytku pyłkowego.

Rodziny stacjonujące na terenie ubogim w wiosenne pożytki pyłkowe można wspomagać, dokarmiając je pierzgą zebraną w poprzednim sezonie, lub nawet pochodzącą z innych pasiek. Dotyczy to zwłaszcza pasiek, dla których bardzo obfitym, lecz często jedynym pożytkiem jest spadź z drzew iglastych. Pszczoły w nich nie mogą zgromadzić pierzgi, ponieważ nie mają z czego zbierać pyłku lub w okresie kwitnienia roślin pyłkodajnych są na to za słabe. By przyspieszyć rozwój wiosenny takich rodzin, a czasem nawet je uratować, opłaci się wykorzystać pierzgę kupowaną u pszczelarzy gospodarujących w innych warunkach, gdzie można dużo jej zgromadzić na pożytkach wiosennych i wczesnoletnich. Najskuteczniej jest zasilać rodziny, wstawiając plaster pełen pierzgi w sąsiedztwie czerwia lub dwa takie plastry po obydwu stronach gniazda. Pierzgę w kawałkach plastrów lub przechowywaną w miodzie pozyskaną opisaną w rozdziale o pozyskiwaniu pyłku metodą Makowicza, podaje się rodzinom w podkarmiaczkach górnych. W silnych rodzinach pszczoły w cieplejsze dni przechodzą do podkarmiaczek i dosłownie „rzucają się” na tak podaną pierzgę, co świadczy o wielkim zapotrzebowaniu na ten produkt. Przy dokarmianiu rodzin pierzgą pozyskiwaną w poprzednim roku należy zwrócić uwagę na jej jakość, by nie była zapleśniała i zniszczona przez rozkruszki. Pierzga używana do dokarmiania może pochodzić tylko z rodzin zdrowych.

Jednak najlepsze warunki, których efektem jest szybki rozwój i odporność na choroby, panują w silnych rodzinach mogących korzystać z obfitych pożytków pyłkowych. Żadne dokarmianie, czy to naturalną pierzgą, czy też sztucznymi odżywkami, nie zastąpi pyłku przynoszonego przez zastępy zbieraczek niezmordowanie pracujących w ciepłe wiosenne dni. Wbrew pozorom przynoszenie pyłku nie powoduje wyczerpania sił witalnych rodziny, ponieważ starsze pszczoły, teraz pełniące rolę zbieraczek, zginęłyby niewiele później ze starości. Ale w rodzinie korzystającej z naturalnych zasobów pyłku zastąpią je szybko młode robotnice, które dzięki doskonałemu odżywianiu w stadium larwalnym będą w wyśmienitej kondycji, pozwalającej na skuteczne wykorzystanie pierwszego pożytku towarowego.

Wiosenne podkarmianie

Znaczne przyspieszenie rozwoju rodzin wczesna wiosną uzyskuje się przez wiosenne podkarmianie małymi dawkami ciepłego syropu. W tym celu po ustaleniu się wiosennej pogody, na ogół na przełomie marca i kwietnia, w ulach instaluje się podkarmiaczki, do których w odstępach 2 – 3 dniowych wlewa się średniej gęstości (1 : 1) syrop cukrowy w dawkach nie przekraczających 0,5 litra. Do takiego podkarmiania szczególnie przydatne są niewielkie podkarmiaczki powałkowe, do których pszczoły mają łatwy dostęp również w czasie chłodów i w których syrop jest podgrzewany ciepłem rozwijającej się rodziny. Zabieg taki określany jest jako podkarmianie spekulacyjne, w istocie bowiem ma „oszukać” pszczoły, sprawić wrażenie pożytku rozwojowego, którym powodowane pszczoły stworzą matce lepsze warunki do czerwienia. W efekcie rodzina rozwija się bardziej dynamicznie. Podkarmianie takie, jakkolwiek powodujące znaczny przyrost ilości czerwia zwłaszcza w rodzinach średniej siły, niesie też pewne zagrożenia.

Przede wszystkim tak szybki rozwój nie w każdej pasiece jest potrzebny. Rodziny rozwijające się intensywnie w kwietniu, powinny pracować miesiąc później, w maju, na obfitym pożytku, na przykład rzepakowym. Pszczoły uzyskane w wyniku takiego podkarmiania trzeba właściwie zagospodarować, w przeciwnym razie się wyroją. Ma to miejsce w wielu pasiekach amatorskich, których właściciele zwłaszcza w latach o wcześniejszej wiośnie rozwój rodzin przyspieszają, nie zaplanowawszy wcześniej dla nich pożytków. W rezultacie pszczoły mogą się roić już na początku maja, co skuteczne eliminuje z produkcji właśnie najsilniejsze rodziny, które według założeń pszczelarza miały korzystać przede wszystkim z głównych pożytków zaczynających się na początku czerwca.

Dodatkowym zagrożeniem takiego podkarmiania jest odkładanie w gnieździe zapasów cukrowych, które później zostaną odwirowane z pierwszym miodem. To właśnie nieumiejętne podkarmianie jest przyczyną pozyskiwania miodów zawierających zbyt dużo sacharozy, bowiem do odwirowanych z wiosennym miodem resztek niespożytych zapasów zimowych dochodzi jeszcze cukier dodawany w syropie wiosną. Słabsze rodziny na skutek takiego podkarmiania zamiast się rozwijać słabną jeszcze bardziej, ponieważ przy przerabianiu syropu wyczerpują się ostatnie pszczoły pochodzące z zeszłego roku. Dlatego lepszą metodą, zarówno przyspieszającą rozwój, jak i umożliwiającą zużycie pozostałego po zimowli niepotrzebnego już cukru, jest wspomniane wcześniej odsklepianie zapasów. Jednak zarówno jedna, jak i druga metoda jest bardzo pracochłonna, przez co może być stosowana tylko w niewielkich pasiekach amatorskich, w których nie są brane pod uwagę koszty pracy. W profesjonalnie prowadzonej pasiece intensywny rozwój wiosenny uzyskuje się zimując silne rodziny i utrzymując pogłowie charakteryzujące się dobrą zimowlą, wczesnym rozwojem i dużą plennością.

Takie niemalże „na siłę” przyspieszanie rozwoju rodzin ma uzasadnienie w pasiekach, które mają pracować przy zapylaniu sadów owocowych. Rodziny użyte do zapylania powinny być we właściwej kondycji i w momencie przywiezienia ich na plantację muszą mieć przynajmniej 7 ramek gniazdowych z czerwiem zasklepionym. By w gnieździe było tyle czerwia w podobnym wieku, matka musi składać dużo jajeczek odpowiednio wcześniej, do czego można doprowadzić właśnie przez podkarmianie. Jeszcze lepszym sposobem, prowadzącym do bardzo dynamicznego rozwoju rodziny, jest podawanie ciepłego syropu w plastrze dostawianym bezpośrednio przy czerwiu.

Praktycznie robi się to w ten sposób, że na około 3 tygodnie przed planowanym wywiezieniem rodzin na zapylaną plantację, wybranym silnym rodzinom wstawia się po jednym plastrze napełnionym syropem. Syrop do plastrów nalewa się 1 – 2 litrowym naczyniem, trzymając plaster nad wanienką, by nadmiar syropu się nie marnował. Nalewa się go z pewnej wysokości, wtedy syrop siłą rozpędu wpada do komórek plastra i w nich pozostaje. Po napełnieniu jednej strony plaster się odwraca i napełnia drugą stronę. Następnie wstrząsa się ramką, trzymając ją za wąsy (nad wanienką), by nadmiar syropu wyleciał i natychmiast umieszcza się ją gnieździe. Pszczoły silnej rodziny bardzo szybko zagospodarowują tak poddany pokarm, bez względu na temperaturę na dworze. Ponieważ podkarmianie ma być tylko bodźcem, nie jest zaś jego celem zaopatrzenie rodziny w pokarm, syrop nie musi być gęsty (wystarczy w stosunku 1 : 1). Po tygodniu podkarmianie należy powtórzyć. Syrop wlewa się do nowych plastrów, nie zaś tych pochodzących z gniazda podkarmianej rodziny, ponieważ rozwija się ona dynamicznie i już po tygodniu jej gniazdo byłoby za małe. Jeżeli podkarmianie jest prowadzone w ulu wielokorpusowym, plastry z syropem wstawia się do kondygnacji, w której jest więcej czerwia. Najczęściej jest to korpus dolny.

Obsługa pasieki wczesną wiosną

Większość polskich pasiek korzysta z wczesnych pożytków towarowych, rozpoczynających się w pierwszej połowie maja (rzepaki) lub nawet pod koniec kwietnia (wierzby, rzepik, mniszek), dlatego prace wykonywane wiosną mają na celu przyspieszenie rozwoju rodzin. Tylko niektórzy pszczelarze nie mają takich pożytków i nie pozyskują wczesnych miodów. Lecz i dla tych pasiek główne pożytki nektarowe rozpoczynają się nie później niż na przełomie maja i czerwca (akacje, maliny) lub, jeśli są to pożytki spadziowe, pojawić się mogą w każdej chwili już od połowy maja. Dlatego warto mieć silne pszczoły wiosną tym bardziej, że obserwacje prowadzone przez pszczelarzy co roku wskazują na prostą zależność: im lepsze zbiory z pożytków wczesnych, tym większa produkcja miodu z pożytków późnych.

Odbudowa składu biologicznego

Zimujące pszczoły, urodzone w sierpniu i wrześniu poprzedniego roku nie żyją dłużej niż do drugiej połowy kwietnia. Ich zadaniem nie jest przynoszenie miodu z pierwszych pożytków, lecz odchowanie kolejnego pokolenia pszczół, które dopiero się tym zajmie. Łatwo wywnioskować, że liczba pszczół wiosennego pokolenia, mającego produkować miód i wychowywać następne, trzecie już pokolenie robotnic, będzie tym większa, im więcej pszczół liczy rodzina po przezimowaniu. O dobrym rozwoju wiosennym decyduje więc jakość zazimowania rodzin, czyli prace wykonywane w pasiece już od połowy lipca w poprzednim sezonie. W rodzinach, które w momencie zazimowania były bardzo silne i obsiadały dwa korpusy Wielkopolskie, na dobrą sprawę wiosną pszczół wcale nie musi przybywać, by mogły one dobrze wykorzystać pierwszy pożytek towarowy. Wystarczy tylko, że pszczoły się wymienią i każdą starą, wyczerpaną przez zimę pszczołę zastąpi jedna młoda. Taka rodzina, składająca się z 3 – 4 kg (30 – 40 tys.) pszczół jest w stanie zgromadzić nawet ponad 20 kg miodu z rzepaku. Tylko silne rodziny mogą skutecznie pracować na tym pożytku, jako że w maju, w okresie kwitnienia rzepaku, nie są rzadkością nawroty chłodów i zdarza się, że na cały trwający do 20 dni okres kwitnienia, dni lotnych przypadnie zaledwie kilka. Wspomniana prosta zastępowalność pszczół w silnej rodzinie (na wychowanie jednej wiosennej pszczoły pracuje średnio tylko jedna starsza) ma tę zaletę, że nowe pokolenie pszczół jest w bardzo dobrej kondycji. Od takich pszczół można oczekiwać znacznie więcej niż od tych wychowanych w słabych rodzinach, gdzie wychów czerwia był prawdziwą walką z zimnem, głodem i na każdą starą steraną długą zimą pszczołę, przypadało kilka larw do wykarmienia.

Takie proste odnowienie pszczół w silnej, zaopatrzonej w zapasy cukrowe i mającej dostęp do pożytku pyłkowego rodzinie przebiega samoistnie, bez udziału pszczelarza. Pszczoły na dokonanie pełnej wymiany pokoleń mają przecież aż dwa miesiące, od pierwszego oblotu, który się dokonał na początku maja, do końca kwietnia. Okazuje się więc, że wszelkie zabiegi przyspieszające rozwój są niepotrzebne, bowiem pszczoły same utrzymają kondycję pozwalającą skutecznie wykorzystać pierwszy towarowy pożytek w maju. Mało tego, w rodzinie rozwijającej się w takim umiarkowanym tempie w momencie rozpoczęcia pożytku jest kilkanaście plastrów z czerwiem zasklepionym, który w ciągu najbliższych dni będzie się wygryzał, robiąc miejsce w plastrach na miód i na następny czerw. Mimo, że na pożytku rzepakowym praca wre, pszczół w ulach przybywa i w połowie okresu kwitnienia plantacji kubaturę gniazda trzeba poszerzyć, dodając kolejną miodnię (w ulu Wielkopolskim będzie to następny korpus z suszem).

Niezbędne prace w pasiece

Pszczelarze różnie postępują z rodzinami pszczelimi w okresie wczesnowiosennym, między pierwszym oblotem a rozpoczęciem pierwszego pożytku towarowego. W profesjonalnie prowadzonych pasiekach, korzystających z obfitych i ciągłych pożytków, w pasiece robi się niewiele. Jest to zresztą często niemożliwe ze względu na dużą pracochłonność rzeczonych czynności i ich nieopłacalność przy zakładanym dobrym rozwoju silnych rodzin. W mniejszych pasiekach, gdzie pszczelarz może sobie pozwolić na częste przeglądy, wykonuje się niektóre czynności przyspieszające rozwój wiosenny i zwiększające ilość wychowywanego czerwia. Najwięcej zabiegów wykonują pszczelarze gospodarujący w niewielkich pasiekach, korzystających z niezbyt obfitych pożytków. Ponieważ średnia produkcja miodu jest zdecydowanie większa w dużych pasiekach, prowadzonych z mniejszym zaangażowaniem sił i środków, nasuwa się wniosek, że o dynamice rozwoju decyduje nie liczba zabiegów, lecz ich skuteczność, a przede wszystkim jakość bazy pożytkowej i pogłowia pszczół.

Dlatego zabiegi w pasiece w okresie wczesnowiosennym powinno się ograniczać tylko do tych, które mają dodatni wpływ na wyniki produkcyjne. Pierwszą czynnością, z której można zrezygnować jest usuwanie osypu zimowego i wymienianie dennic przed pierwszym oblotem. Praca ta nie decyduje w ogóle o poziomie produkcji, ponieważ uprzątnięcie osypu przez pszczoły przy okazji oblotu nie osłabi silnej rodziny. Owszem, pszczoły ze „sprzątaniem” sobie nie poradzą w rodzinie słabej albo w takiej, która w czasie zimy utraciła większość robotnic i w ulu jest więcej martwych pszczół niż żywych. Jednak takie rodziny należy potraktować indywidualnie i jeśli nie rokują one w miarę szybkiego dojścia do siły, należy je połączyć. O tym, że to nie pomoc w sprzątaniu ula decyduje o wynikach produkcyjnych świadczą lata, w których przy okazji wcześniejszego ocieplenia, w lutym lub nawet już w styczniu, pszczoły się obleciały i usunęły zimowy osyp nim zauważył to pszczelarz. Nie miało to żadnego wpływu na późniejszy rozwój rodzin, o którym decydowała siła przezimowanych rodzin, temperatury wiosną i dostępność pożytków pyłkowych. Wymiana dennic połączona z ich odkażaniem w racjonalnie prowadzonej pasiece nie jest potrzebna, ponieważ po zimie są one czyste i suche. Inaczej to wygląda, jeżeli pszczoły były chore i na skutek choroby osłabły lub nawet nie przezimowały.

Kolejną czynnością tradycyjnie wykonywaną już po pierwszym oblocie jest wgląd do gniazd mający na celu ocenę siły i zdrowotności rodzin, ilości zapasów i stwierdzenie obecności matki. Przy okazji takiego wglądu odbiera się skrajne, nie obsiadane przez pszczoły plastry, by je potem w miarę przybywania pszczół sukcesywnie z powrotem dodawać. W tym czasie ten zabieg jest niepotrzebny. Na początku marca pszczoły mogą nie obsiadać wszystkich ramek ponieważ jest jeszcze zimno. Rodzina skupiona w kłębie zimowym i ogrzewająca czerw zajmuje mniejszą przestrzeń, więc wydaje się, że pszczół jest mało. Wystarczy jednak, że temperatura podniesie się o 2 – 3 stopnie, by rodzina zwiększyła swoją objętość i obsiadała wszystkie plastry, łącznie ze skrajnymi. Jeżeli wcześniej odebrano plastry, to w czasie takiego ocieplenia trzeba je będzie z powrotem wstawić. Zmniejszenie gniazda o kilka ramek na okres kilku dni nie wpłynie w żadnym stopniu na tempo rozwoju rodziny. By stwierdzić, jaka jest siła przezimowanych rodzin i podjąć stosowne kroki w stosunku do tych pni których kondycja jest niezadowalająca, takiego wstępnego wglądu należy dokonać później. W naszych warunkach będzie to początek kwietnia. Wtedy silne rodziny zajmują już całe gniazdo zimowe, a w lata o wcześniejszej wiośnie nawet mogą się nie mieścić. Jeżeli pogoda dopisuje, można myśleć o dodaniu im miodni, w których w ciepłe dni będą gromadzić pierwszy wiosenny miód. Inaczej się za to traktuje rodziny słabe, obsiadające w tym czasie 3 ÷ 5 plastrów. Jeżeli pasieka w maju ma pracować na obfitym pożytku towarowym, na przykład na rzepaku, to należy je połączyć, tworząc jedną średnią rodzinę z dwóch lub trzech takich zdechlaków. Matek nie trzeba wyszukiwać, ponieważ musiały one być nienajlepszej jakości, jeżeli akurat te rodziny osłabły. Po połączeniu zostanie w rodzinie jedna matka, ta najbardziej wartościowa. Łączenia takiego dokonuje się, przenosząc plastry obsiadane przez słabą rodzinę do ula z drugim „słabeuszem”. W ulach wielokorpusowych wystarczy kondygnację z jedną rodziną postawić jako drugą na inną słabą rodzinę.

Jeżeli pierwsze towarowe pożytki spodziewane są na koniec maja lub później, można takie słabe rodziny pozostawić i czekać, aż powoli zaczną dochodzić do siły, wspomagając w maju ich rozwój czerwiem i pszczołami z najsilniejszych rodzin, zagrożonych wyrojeniem. To właśnie do takich rodzin przewidziane są opisane wcześniej zabiegi, polegające na odsklepianiu zapasów i spekulacyjnym podkarmianiu rzadkim, ciepłym syropem. Są one jednak bardziej zagrożone chorobami i mogą być źródłem zakażenia dla reszty pasieki, mogą też nigdy do oczekiwanej siły nie dojść, jeżeli powodem ich nienajlepszej kondycji jest złej jakości matka.

Przestawianie korpusów

W pasiekach prowadzonych w ulach wielokorpusowych, zwłaszcza tych o niższej ramce niż Wielkopolska, tradycyjnie zalecane jest przestawienie korpusów wczesną wiosną. Po pierwszym oblocie, w silnych rodzinach zimowanych na dwóch kondygnacjach zamienia się korpusy, umieszczając górny na dennicy, z dolny dając na górę. Celem tego zabiegu jest zmuszenie pszczół do przenoszenia zimowych zapasów z plastrów w kondygnacji dolnej do góry, pszczoły bowiem z natury swojej dążą do odłożenia zapasów nad czerwiem. Przy okazji pobierania miodu pszczoły część jego jedzą, dzięki czemu rozwijają się im gruczoły gardzielowe i zaczynają bardziej intensywnie karmić czerw i matkę, która składa więcej jajeczek i rodzina rozwija się szybciej. To teoretyczne założenie może mieć rację bytu pod kilkoma warunkami. Przede wszystkim rodzina przed przestawieniem korpusów musi być w takiej sile, by czerw znajdował się tylko w dolnym korpusie. W plastrach górnego korpusu powinny być pozostałe po zimie zapasy, które pszczoły zechcą przenosić gdy ten korpus znajdzie się na dole, co możliwe jest tylko przy odpowiednio wysokiej temperaturze zewnętrznej. Czerw nie może się znajdować w obydwu korpusach po trochu: w górnej części plastrów dolnej kondygnacji i w dolnej części plastrów na górze. Wtedy przestawienie korpusów spowoduje rozbicie czerwia na dwie grupy i jeśli rodzina będzie na tyle silna, by czerw ten ogrzać, będzie musiała się podzielić na dwa małe kłęby. Jeśli rodzina będzie słabsza, ogrzeje tylko część czerwia znajdującą się po przestawieniu kondygnacji na górze, pozostały czerw, znajdujący się teraz przy dennicy, ulegnie przechłodzeniu i zginie.

Tymczasem rodzina, która zimowlę zakończyła na dolnym korpusie, podczas gdy wszystkie wypełnione zapasem plastry w górnej kondygnacji nie są obsiadane przez pszczoły, wcale nie musiała być zimowana na dwóch korpusach. Kłąb zimowy zmieściłby się na jednym, zaś pszczelarz mógłby zaoszczędzić około 10 ÷ 15 kg cukru na każdą tak zimowaną rodzinę, nie mówiąc o pszczołach, które ten zapas pod koniec sezonu przerabiały.

Biorąc pod uwagę wymienione zagrożenia najlepiej będzie silne, obsiadające obydwa korpusy rodziny pozostawić w spokoju, ponieważ rozwiną się one do pierwszych pożytków same, tym bardziej że u nich rozwój będzie polegał głównie na zastąpieniu pszczół starych młodymi. Natomiast rodzinom słabszym, które po zimie mieszczą się na jednym korpusie, zmniejsza się gniazdo przez odebranie jednej pustej kondygnacji. Jeszcze słabsze rodzinki, obsiadające w tym okresie nie więcej niż 5 ramek, należy łączyć uzyskując jedną rodzinę średniej siły.

Podsumowując temat należy stwierdzić, że opieka wczesną wiosną nad będącą w dobrej kondycji pasieką niewiele się różni od postępowania pszczelarza zimą, kiedy najważniejszą rzeczą jest zapewnienie pszczołom spokoju.

Pierwszy miód

Najważniejsze rośliny pożytkowe okresu wczesnowiosennego to oprócz podbiału wierzba iwa, biała i krucha, klon zwyczajny, śliwy ałycza i hodowlana oraz w lasach borówka czarna zwana czarną jagodą, a także inne drzewa i krzewy owocowe: wiśnie, grusze, agrest i porzeczki. Zdecydowanie największe znaczenie dla pasiek mają wierzby. Tam gdzie występuje dużo wierzb czy to w formie drzew czy też zarośli wierzbowych zwanych wikliną lub łozą, niedobory pyłku wiosną się nie zdarzają. Wierzby są gatunkami rozdzielnopłciowymi, co znaczy że wytwarzają dwa rodzaje osobników: męskie i żeńskie. Zarówno jedne jak i drugie są źródłem nektaru, ale dla pszczół większe znaczenie mają osobniki męskie, ponieważ to właśnie one dostarczają tak potrzebnego wiosną pyłku. W pasiekach zlokalizowanych w rejonie masowego występowania wierzb wiosenny rozwój rodzin jest dynamiczny i nie ma tam problemów z takimi chorobami jak nosemoza i grzybica wapienna. Dlatego pszczoły łatwo dochodzą tam do siły pozwalającej skutecznie wykorzystać pożytki występujące w maju.

Pierwszymi towarowymi pożytkami, wykorzystywanym przez polskie pasieki są rzepaki lub inne rośliny dostarczające obfitego wziątku, a zakwitające na przełomie kwietnia i maja. Wszystkie wcześniejsze zabiegi mają na celu doprowadzenie rodzin do siły gwarantującej przyniesienie dużych ilości miodu z tych pożytków. Wcześniejsze pożytki , występujące w marcu i kwietniu, traktuje się jako rozwojowe. Nastawianie się na pozyskanie większych ilości miodu z wierzby, niektórych drzew i krzewów owocowych lub klonów może być zawodne. Zmienna pogoda w kwietniu sprawia, że miód zgromadzony na tych pożytkach może zostać zużyty na bieżące potrzeby rodziny. Nawet przy wyjątkowo sprzyjającej pogodzie bardzo rzadko udaje się silnym rodzinom zgromadzić więcej niż parę kg takiego wczesnego miodu, nie zawsze też pszczoły zdążą go odpowiednio zgęścić i zasklepić przed zakwitnięciem mniszka lub rzepaku. Niemniej przy odrobinie szczęścia i zapobiegliwości ten miód udaje się pozyskać, co nie tylko przekłada się na opłacalność prowadzenia pasieki, lecz daje też wiele zadowolenia i jest zapowiedzią udanego sezonu. Rodziny, które przyniosły miód tak wcześnie, na pewno wykażą się rekordową produkcją na kolejnych pożytkach.

Pozyskanie miodu kwietniowego wiąże się z wykonaniem dodatkowych prac, które nie zawsze dadzą oczekiwany efekt, właśnie ze względu na możliwość załamania się pogody. Pszczoły pierwsze zapasy gromadzą wokół czerwia, ale przy utrzymującej się przez parę dni ładnej pogodzie zaczyna tam brakować miejsca, gdyż wszystkie wolne komórki są zajęte przez czerw, nektar i pierzgę. Wtedy przechodzą dalej i składują nektar w dalszych plastrach lub w dodanej w tym momencie nadstawce. Gdyby zrobiło się zimno, natychmiast te kilka plastrów opuszczą i z powrotem skupią się w środku gniazda. Miód kwietniowy powinien być składany w pustych plastrach, nie zawierających resztek cukrowych zapasów zimowych. Jeżeli miód ma być gromadzony w gnieździe, dostawia się jedną ramkę z suszem za plaster wypełniony z pierzgą, który graniczy z czerwiem. Pszczoły gromadzą w nim nektar i zagęszczają go. Gdy jest już prawie w całości wypełniony miodem, dostawia się kolejny plaster, później jeszcze jeden. Przed rozpoczęciem pożytku towarowego plastry się zabiera, miód odwirowuje, a gniazdo poszerza się jeszcze bardziej i dostawia się drugi korpus lub nadstawkę, zależnie od rodzaju ula. W ulu Wielkopolskim do pozyskania miodu o tej porze służy półnadstawka, w innych ulach wielokorpusowych można dostawić korpus z suszem. By nie schładzać nadmiernie gniazda z czerwiem część uliczek w dolnym korpusie można przesłonić. Robi się to umieszczając na korpusie gniazdowym folię zasłaniającą wszystkie uliczki na około ¼ ÷ 1/5 długości. Wtedy pszczołom łatwiej jest utrzymać wysoką temperaturę w gnieździe w czasie nocnych ochłodzeń i nawrotów gorszej pogody. Pszczoły przez części uliczek nie zakryte folią przechodzą z zebranym nektarem do nadstawek. Jeżeli w nocy zrobi się bardzo zimno, opuszczają nadstawkę, by w dzień znów do niej powrócić. By ułatwić pszczołom przechodzenie, nie trzeba nadstawki oddzielać od gniazda kratą odgrodową, matka raczej do niej nie przejdzie. Ponieważ pszczół w rodzinie przybywa, po tygodniu mogą już obsiadać wszystkie plastry w nadstawce. Przed rozpoczęciem właściwego pożytku towarowego nadstawkę z miodem się zabiera, a jako miodnię dostawia się korpus pełen ramek z suszem. Jeżeli miód w nadstawce jest niedojrzały a pszczoły nie obsiadają całej nadstawki, pozostawia się go w ulu. Pszczoły dołożą do niego miodu z rozpoczynającego się właśnie pożytku towarowego i dopiero wtedy będzie można go odwirować. W rodzinach obsiadających dwa pełne korpusy, wczesnowiosenny miód pozyskuje się dostawiając na górę półnadstawkę.

Do odbioru miodu z najwcześniejszych pożytków przystosowane są ule Warszawskie. Pszczoły mogą gromadzić nektar w plastrach w gnieździe, trzeba tylko na czas dostawiać puste plastry. Można też wykorzystać nadstawkę, która w takim ulu ma niskie ramki, zmniejszając jej objętość do tylu ramek, ile jest w gnieździe. W silnych rodzinach pszczoły szybko przechodzą do nadstawek i składają w nich nadmiar nektaru. W razie ochłodzenia nadstawkę opuszczą, lecz gdy tylko temperatura się podniesie powrócą do niej w zdwojonej sile, wzmocnione młodymi, dopiero co wygryzionymi robotnicami. Szybkość zajmowania nadstawek jest cechą dziedziczną i ma duże znaczenie przy pozyskiwaniu wczesnych miodów wiosennych. W gnieździe rodziny szybko zajmującej nadstawkę zostaje tylko tyle pszczół, ile jest potrzebne do ogrzania i wykarmienia czerwia, zaś pozostałe przechodzą do nadstawki. Cecha ta nie zawsze idzie w parze z tempem wiosennego rozwoju. Bywają rodziny rozwijające się wolniej, ale szybko zagospodarowujące nadstawki.

Wykorzystanie pożytków wiosennych

Majowe pożytki we wszystkich polskich pasiekach powinny być wykorzystywane z myślą o pozyskaniu największej ilości miodu bez względu na późniejsze plany produkcyjne. Późniejsze pożytki mogą być różne i zależnie od ich obfitości, długości, czasu występowania, odpowiednio będzie trzeba pokierować rozwojem rodzin po zakończeniu wziątków majowych lub nawet w ich trakcie. Najczęściej spotykana sytuacja, dotycząca większości pasiek stacjonarnych na terenach nizinnych, polega na wystąpieniu jeszcze jednego lub dwóch kolejnych pożytków, po których przychodzi trwający do końca sezonu okres bezpożytkowy. Pożytki te to najczęściej akacja lub malina, a następnie lipa, na której praktycznie kończy się sezon pszczelarski. Wiele pasiek korzysta z jeszcze krótszego okresu pożytkowego, gdy po akacjach kwitną tylko chabry w zbożach, a tylko w niektóre lata uprawiane są takie rośliny jak facelia, czy gorczyca. Wbrew pozorom, przy zastosowaniu odpowiednich metod gospodarki nawet w tak niekorzystnych warunkach można pozyskać duże ilości miodu. Rzadziej spotyka się tereny z większą ilością występujących po kolei obfitych pożytków, trwających do końca lipca lub nawet dłużej. W zupełnie wyjątkowej sytuacji znajdują się pasieki wędrowne, korzystające z obfitych pożytków przez cały sezon, od początku marca do września. Jeszcze inne pasieki są wywożone po zakończeniu pożytków wczesnoletnich (czerwcowych) tylko na jeden pożytek wędrowny, na przykład grykę, ogórecznik, znacznie rzadziej wrzos. Każdy z tych warunków wymaga innego pokierowania rozwojem rodzin pszczelich, którego wynikiem będzie uzyskanie właściwej siły i struktury na czas wystąpienia pożytku. W planowaniu rozwoju rodzin należy wziąć uwagę niebezpieczeństwo wiążące się z wystąpieniem nastroju rojowego, zjawiska absolutnie niepotrzebnego w każdej pasiece. Oprócz przygotowania rodzin do pożytków zaplanować też należy doprowadzenie ich do właściwej siły na koniec sezonu, od czego zależy przezimowanie i wykorzystanie przyszłorocznych pożytków wiosennych. Do warunków pożytkowych powinno być dostosowane pogłowie pszczół, które oprócz takich oczywistych cech jak pracowitość (miodność), łagodność i nierojliwość musi się charakteryzować odpowiednim tempem rozwoju.

Rzepak głównym pożytkiem wiosennym

Najwcześniejszym pożytkiem masowo wykorzystywanym przez większość pasiek prowadzonych bardziej profesjonalnie jest rzepak. Zbiór miodu z rzepaku w największym stopniu zależy od pogody, która wiosną bywa zmienna i nie zawsze pozwoli pszczołom wykorzystać w pełni ten cenny pożytek. Właśnie na okres kwitnienia rzepaku przypada przychodzące z dużą regularnością coroczne ochłodzenie w drugiej dekadzie maja, zwane „zimnymi ogrodnikami” (12 ÷ 14 maja) i „zimna Zośka” (15 maj). Jednak silne rodziny potrafią zgromadzić dużo nektaru oraz pyłku z rzepaku nawet w przeciągu kilku dni, gdy pogoda się poprawi i temperatura wzrośnie do około 20° C.

Wydajność pożytku rzepakowego

Nektarowanie rzepaku uprawianego na różnych plantacjach może być diametralnie różne. Niezadowalające zbiory z rzepaku pszczelarze najczęściej tłumaczą niejednakową wydajnością miodową różnych jego odmian. Tymczasem z badań naukowych wynika, że różnice takie są, lecz nie na tyle duże, by jedna odmiana nektarowała dobrze, a inna wcale. Nawet odmiany męskosterylne rzepaku, nie wydzielające wcale pyłku i słabo nektarujące dają nienajgorszy wziątek, tym bardziej że w ich uprawach przynajmniej 30 % roślin musi stanowić inna odmiana, wytwarzająca normalne kwiaty zapewniające zapylenie. By jednak rzepak dobrze nektarował, musi być uprawiany na glebie I lub II klasy i powinny być spełnione wszystkie warunki dotyczące jego nawożenia i agrotechniki. Łodyga rzepaku, po którym można się spodziewać dobrego nektarowania, już na początku kwietnia jest gruba i posiada zielono – niebieskie zabarwienie. Wydajność miodowa rzepaku wynosi około 80 ÷ 140 kg z 1 hektara, ale dotyczy to tylko rzepaku uprawianego we właściwych warunkach. Dlatego jeżeli w okolicy stacjonowania pasieki jest rzepak, ale uprawiany na słabej glebie, słabo nawożony lub późno zasiany (ostateczny termin siewu rzepaku dla środkowej Polski to 25 sierpnia), nie należy nań liczyć, lecz pszczoły wywieźć na inną plantację, uprawianą prawidłowo. Rodzina pszczela zużywa na swoje potrzeby w maju około 15 ÷ 20 kg miodu, jeżeli więc planowana produkcja z rodziny ma wynieść również 15 ÷ 20 kg, na 1 ha dobrze nektarującej plantacji rzepaku nie powinno się ustawiać więcej niż 2 – 3 rodziny pszczele (trzeba pamiętać, że nie wszystek nektar wydzielany przez kwitnące rośliny pszczoły zdołają aebrać). Taka obsada nie jest trudna do osiągnięcia, jeżeli wywozi się pasiekę na plantację liczącą kilkaset hektarów. Nie opłaci się natomiast wywozić pasieki na niewielką plantację, liczącą 1 ÷ 2 ha. Ale nawet wtedy zdarza się, że z tak małego areału pszczoły przyniosły dużo miodu i wędrówka się opłaciła. Należy jednak pamiętać, że w maju kwitnie wiele innych roślin, jak mniszek, drzewa owocowe, klony i inne, one też stanowią dobrą bazę pożytkową wokół takiego małego pola rzepaku, które jest tylko tych pożytków uzupełnieniem. Pszczoły zaś latają produktywnie w promieniu około 1,5 km, a więc mają pod swoją „kontrolą” obszar ponad 700 ha i wiosną prawie zawsze jakiś pożytek znajdą. Jednak te pożytki mogą występować w rejonie stacjonowania pasieki i wcale pszczół nie trzeba wtedy wywozić, by uzyskać porównywalny zbiór miodu.

Zdarza się, że część pasieki zostanie wywieziona na niewielkie pole rzepaku, podczas gdy reszta rodzin, z reguły tych słabszych, pozostanie na miejscu. Po zakończeniu pożytku okazuje się, że cała operacja nie miała sensu, ponieważ rodziny wywiezione nie dość, że nie przyniosły miodu, to jeszcze się wyroiły, a do tego poniesiono dodatkowe koszty na ich transport. Natomiast pasieka, która nie była wywieziona, przyniosła trochę miodu i wzmocniła się, jest więc w doskonałej kondycji rokującej dobre wykorzystanie kolejnych pożytków. Pszczelarz dochodzi do wniosku, że rzepak nie stanowi wartościowego pożytku i w przyszłym roku z wędrówki rezygnuje. Ale takie postępowanie za rok może przynieść efekty odwrotne od zamierzonych, gdyż najsilniejsze rodziny się wyroją, zaś słabsze, które w minionym sezonie przyniosły trochę miodu, będą głodować. Przyczyny takiego stanu rzeczy są łatwe do wyjaśnienia, trzeba tylko się przyjrzeć pożytkom, z jakich korzystała pasieka w obydwu sezonach. A więc, rzepak na który wywieziono część pasieki, mógł nektarować słabo lub jego areał był za mały dla takiej liczby rodzin pszczelich. Pszczoły z pasieki wędrownej nie miały do dyspozycji innych pożytków, ponieważ niewielka plantacja rzepaku otoczona była polami uprawnymi, gdzie dominują rośliny wymagające dobrych gleb, jak pszenica i buraki, w których wszelkie chwasty są likwidowane chemicznie. Natomiast pożytki, z których korzystały pozostawione na miejscu rodziny, dostarczyły nektaru i pyłku w ilościach wystarczających dla takiej niewielkiej pasieki. Natomiast w roku następnym, gdy pszczelarz zniechęcony brakiem korzyści z wędrówki pszczół na rzepak nie wywiezie, wszystkie rodziny pozostają w miejscu stałego stacjonowania pasieki. Prowadzi to do przepszczelenia tego nie najlepszego pod względem pożytkowym terenu. Pożytki, z których korzysta pasieka są za słabe, w efekcie więc silne rodziny nie mają co robić i się roją, słabsze zaś głodują. Dlatego każdy chcący racjonalnie gospodarować pszczelarz powinien określić zasoby pożytkowe, z których ma korzystać jego pasieka i dopiero planować jej wielkość. Przy takim planowaniu należy brać pod uwagę obecność pasiek innych pszczelarzy.

Pozyskiwanie pyłku

Rzepak jest doskonałym pożytkiem pyłkowym i jeżeli sprzyja pogoda, już w pierwszych dniach kwitnienia można zacząć poławiać obnóża. Hektar rzepaku dostarcza 100 ÷ 150 kg pyłku, a w tym samym co on czasie kwitnie wiele innych roślin i pyłku z reguły w rodzinach nie brakuje. Rekordzistą w produkcji pyłku jest mniszek, którego wydajność pyłkowa przy dobrej pogodzie przekracza 300 kg z 1 ha. Niemniej nawet rzepak uprawiany w nieco gorszych warunkach, gdzie jego nektarowanie może nie być zadawalające, wytwarza dużo pyłku. Dzięki temu jest on dobrym pożytkiem rozwojowym, zwłaszcza dla słabszych rodzin, które dzięki temu mogą dojść do właściwej kondycji na pożytki wczesnoletnie.

Ponieważ poławiacze obnóży utrudniają zbieraczkom wchodzenie do ula, pyłek należy poławiać we wszystkich rodzinach. W przeciwnym razie pszczoły lotne będą się przenosić do uli nie posiadających poławiaczy.

Wpływ pogody na wykorzystanie rzepaku

Noce i poranki w maju bywają zimne, pogoda jest zmienna, zdarzać się mogą ochłodzenia trwające nawet dwa lub trzy tygodnie. Wtedy, mimo ustawienia pasieki tuż przy plantacji rzepaku lub nawet w jej środku, pszczoły nie będą przynosić nektaru i pyłku. Mniej doświadczeni pszczelarze dziwią się wtedy, że pszczoły nie chcą korzystać z tak dobrego pożytku i doszukują się przyczyn w słabym nektarowaniu lub niewłaściwej rasie pszczół, zdarzają się nawet podejrzenia o wytrucie lub zarażenie nowymi chorobami. Tymczasem pszczoły chcą latać, tylko nie mogą, bowiem jest za zimno i zbieraczki wylatujące z ula przy temperaturze niższej od 10° C będą krzepnąć. Wystarczy jednak parogodzinne ocieplenie, by pszczoły z ogromną energią ruszyły do pracy i zgromadziły taką ilość nektaru i pyłku, która wystarczy na kolejne kilka dni chłodów. Niestety, silne rodziny w czasie takiego przymusowego ”bezrobocia” mogą wejść w nastrój rojowy i przy okazji pierwszego ocieplenia będą się masowo roić. Zdarza się, że taka sytuacja jest też błędnie interpretowana przez pszczelarza, który twierdzi że to pożytek rzepakowy prowadzi do rójki. Tymczasem w tym wypadku do rójki doprowadziła spowodowana zimnem niemożność wykorzystania pożytku i duża rojliwość pszczół, często będąca skutkiem utrzymywania w rodzinach starych, 3- lub 4-letnich matek.

Z powyższego widać, że wędrówka na rzepak może się wiązać z dużym ryzykiem. Do tego rodziny, które mają skutecznie wykorzystać tak wczesny pożytek, muszą być w doskonałej kondycji, którą można osiągnąć dzięki odpowiednim zabiegom przeprowadzonym jeszcze w poprzednim sezonie. Jednak doświadczeni pszczelarze potrafią osiągać zbiory miodu rzepakowego rzędu 20 ÷ 30 kg z ula, co znacznie przekracza średnią wydajność rodzin pszczelich w Polsce, liczoną z całego sezonu. Dlatego warto myśleć o wykorzystaniu tego pożytku, tym bardziej że areał uprawy rzepaku będzie się rozszerzać ze względu na program produkcji biopaliw. Na uwagę pszczelarzy zasługują też rzadziej spotykane plantacje rzepiku ozimego, którego wydajność miodowa i pyłkowa jest podobna do rzepaku. Rzepik zakwita 5 ÷ 7 dni wcześniej niż rzepak, dlatego pszczoły do tego pożytku powinny być jeszcze lepiej przygotowane.

Sady owocowe jako pożytek alternatywny

Wczesnym pożytkiem o mniejszym znaczeniu niż rzepak są sady owocowe. Ich wydajność miodowa jest niewielka i wynosi od 10 do 50 kg surowca miodowego z hektara. Dlatego pożytek z sadów jest mało konkurencyjny w porównaniu z rzepakiem czy mniszkiem, a zabiegi chemiczne wykonywane w dużych, intensywnie uprawianych sadach stanowią zagrożenie dla pszczół. Na sady pszczoły opłaci się wywozić z myślą o usługowym zapylaniu, jeżeli wiąże się to z satysfakcjonującą gratyfikacją finansową. Niestety, w Polsce dominuje pogląd, ze to pszczelarz powinien płacić za możliwość zapylania czyjejś plantacji, a ponieważ rodziny pszczele ustawione w intensywnie prowadzonym sadzie często słabną na skutek przeprowadzonych wcześniej zabiegów chemizacyjnych, wywożenie pszczół za darmo się nie opłaci. Rodziny pszczele użyte do zapylania sadów muszą być silne: powinny to być dwa korpusy Wielkopolskie obsiadane przez pszczoły, a w gniazdach powinno być przynajmniej siedem ramek z czerwiem zasklepionym. Na jeden ha sadu owocowego przeznacza się 4 ÷ 5 takich rodzin. Tak dużą siłę na przełom kwietnia i maja można uzyskać w latach o wyjątkowo wczesnej wiośnie lub zimując bardzo silne rodziny o właściwym składzie biologicznym. Ponieważ taka rodzina przyniesie dużo miodu z mniszka lub rzepaku, nie opłaci się jej wywozić za darmo na dostarczające mniejszego wziatku i niebezpieczne z powodu chemizacji plantacje sadownicze.

Zapylanie rzepaku przez pszczoły

Pamiętać też trzeba, że tak jak każda odmiana rzepaku dostarcza pożytku nektarowego, tak wszystkie jego odmiany wymagają zapylenia przez pszczoły. Prawidłowe napszczelenie plantacji rzepaku, wynoszące około 4 silnych rodzin na 1 ha, zwiększa jego plon o 30 % i jest szczególnie ważne przy uprawie odmian mieszańcowych. Niewielu rolników zdaje sobie sprawę ze znaczenia pszczół dla plonowania rzepaku, większość uważa, że jakoś to będzie i znajdą się jakieś owady, które tę ważną pracę wykonają. Tymczasem w maju, w okresie kwitnienia rzepaku, dzikich owadów zapylających jest mało, ponieważ główny sezon ich występowania przypada na środek lata, od drugiej dekady lipca do początku sierpnia. Poza tym aktywność różnych dzikich zapylaczy w maju jest niewielka względu na niskie temperatury i trwa ona zaledwie parę godzin dziennie. Jedynie trzmiele pracują cały dzień, również w niskich temperaturach, ale ich liczebność wiosną ogranicza się tylko do pojedynczych samic zakładających gniazda. W dodatku na dużych, intensywnie uprawianych plantacjach rzepaku dzikie gatunki owadów występują niezmiernie rzadko. W tej sytuacji prawidłowe zapylenie mogą zapewnić tylko silne rodziny pszczele, podwożone na kwitnącą i obficie nektarującą plantację.

Pasieka wykorzystująca pożytek rzepakowy

Dużo miodu z rzepaku mogą przynieść tylko bardzo silne rodziny, dlatego o przygotowaniu pasieki do tego pożytku należy pomyśleć jeszcze w poprzednim sezonie. Rzepak zakwita pierwszej połowie maja, zależnie od przebiegu pogody może to być początek tego miesiąca lub jego druga dekada. Czas, który mają pszczoły na przygotowanie się do tego pożytku wydaje się długi, bowiem od pierwszego oblotu, który mógł mieć miejsce w początkach marca, do rozpoczęcia kwitnienia rzepaku, minęły aż dwa miesiące. Rzadko się jednak zdarza, żeby przez cały ten okres była ładna wiosenna pogoda. Spadki temperatury w nocy i częste nawroty zimy w marcu nie sprzyjają dynamicznemu rozwojowi rodzin i w lata o mniej korzystnej pogodzie co najwyżej dojdzie do odnowienia się składu biologicznego rodzin. Stare pszczoły zimowe, urodzone jeszcze latem zeszłego roku, zostaną zastąpione młodymi, ale nie zawsze liczba ich znacząco się zwiększy. W rodzinach średniej siły trudno jest pszczołom ogrzać dużą ilość czerwia, zwłaszcza gdy na dworze jest mróz. Słabe rodziny mogą jeszcze bardziej osłabnąć, ponieważ stare pszczoły wymrą zanim zdążą wychować nowe pokolenie. Dlatego na dużą siłę rodzin można liczyć tylko wtedy, gdy wiosna będzie wyjątkowo wczesna i ciepła lub gdy zazimowano bardzo silne rodziny, o właściwym składzie biologicznym i na dużej ilości właściwie ułożonych zapasów.

Doświadczeni pszczelarze, wyspecjalizowani w towarowym wykorzystaniu rzepaku, starają się zazimować rodziny składające się z trzech lub nawet czterech kg pszczół. Osiągnięcie takiej siły pod koniec lata nie zawsze jest możliwe przy gospodarce tradycyjnej. Tak silne rodziny można uzyskać łącząc dwie średnie rodziny w sierpniu lub na początku września. Służyć temu ma rodzaj gospodarki polegający na wcześniejszym przygotowaniu dużej liczby odkładów, które rozwijają się przez cały sezon w silne rodziny. Po ostatnim pożytku łączy się je z zasadniczymi rodzinami produkcyjnymi, przy okazji „odmładzając” matki: stare matki wyczerpane całorocznym czerwieniem się likwiduje, a pozostawia się młode, z odkładów. Taka silna rodzina, zimowana na dwóch korpusach Wielkopolskich, już od przedwiośnia będzie się intensywnie rozwijać bez względu na pogodę. Tak duża bowiem ilość pszczół jest w stanie zapewnić właściwą temperaturę w dużym gnieździe nawet wtedy, gdy temperatura na dworze spadnie poniżej zera na dłuższy czas, co w marcu zdarza się nader często. Warunkiem dobrego przezimowania i rozwoju jest zapewnienie właściwych ilości zapasów, nie tylko cukrowych ale i pyłkowych (20 ÷30 kg cukru i 4 ÷ 6 plastrów wypełnionych pierzgą). Nie zawsze pogoda pozwoli pszczołom zbierać wystarczające ilości pyłku już od pierwszych dni wiosny, dlatego najlepszym sposobem zapewnienia tego koniecznego pokarmu jest użycie do zimowania jak największej liczby plastrów z pierzgą. Pszczoły, odsklepiając i spożywając zapasy cukrowe, siłą rzeczy będą się dostawać do zgromadzonej pod nimi pierzgi. Nie tylko zabezpieczy to potrzeby żywieniowe pszczół, ale dodatkowo przyspieszy rozwój rodzin. Wychów czerwia będzie mógł przebiegać niezależnie od pogody, co nie byłoby możliwe, gdyby pierzga była zgromadzona tylko na skrajnych plastrach. Dlatego przy układaniu gniazd na zimę plastry z pierzgą można śmiało wstawiać w środek gniazd. Po zalaniu jej przez pszczoły syropem będą stanowić nienaruszalny magazyn pokarmu białkowego, tak potrzebnego pszczołom często już od połowy lutego. Natomiast zalecane często umieszczanie plastrów z pierzgą jako skrajnych w zimującej rodzinie może nie przynieść planowanych efektów, ponieważ pszczoły będą miały do niej dostęp dopiero wtedy, gdy rodzina wiosną na tyle się rozwinie, że obejmie swoim zasięgiem wszystkie ramki.

Zimowanie bardzo silnych rodzin z myślą o wczesnych wiosennych pożytkach jest bardziej korzystne niż łączenie średniej siły rodzin wiosną czy stosowanie nalotów. Tylko silne rodziny są w stanie zwiększyć swoją kondycję w okresie od przedwiośnia do zakwitnięcia rzepaku, zwłaszcza wtedy, gdy pogoda w marcu i kwietniu będzie kapryśna. W momencie rozpoczęcia pożytku wiosennego może w nich być po 1 kg pszczół więcej niż po zakończeniu zimy, do tego gniazda są pełne czerwia zasklepionego, z którego wygryzione pszczoły wezmą udział w przerabianiu nektaru rzepakowego przynoszonego przez ich starsze siostry. Ponieważ w czasie kwitnienia rzepaku też trafiają się załamania pogody, na zbiór miody rzepakowego pszczoły będą miały tylko kilka dni. Bardzo silne rodziny potrafią przynieść dużo nektaru nawet w czasie trzydniowego ocieplenia pod koniec kwitnięcia rzepaku

Nalot z wymianą czerwia

Zwiększenia siły rodzin mających pracować na wczesnym pożytku można dokonać, stosując naloty poprzedzone wymianą czerwia. Metoda ta może mieć zastosowanie tylko wtedy, gdy pasieka zimuje w miejscu planowanego pożytku. Ule przed zazimowaniem ustawia się parami. W pogodny dzień, w 1÷ 2 dni po rozpoczęciu pożytku, między ulami stojącymi w parach wymienia się plastry z czerwiem. W jednej rodzinie gromadzi się czerw zasklepiony, w drugiej tylko młodszy, odkryty. Ul z czerwiem niezasklepionym odstawia się w inne miejsce, natomiast drugi, z zasklepionym, przesuwa się nieco w kierunku miejsca, w którym stał ul zabrany. Pszczoły lotne z rodziny odstawionej nalecą na tę z czerwiem zasklepionym, znacząco ją zasilając. Ponieważ przez pierwsze kilka dni nie ma w niej żadnych larw, wszystkie pszczoły przystąpią do zbierania i przerabiania nektaru. W czasie trwania pożytku wygryzał się będzie czerw zasklepiony, powodując dalszy wzrost siły tej rodziny. Metoda ta pozwala zwiększyć zbiór miodu o 50% w stosunku do uzyskanego przez wykorzystanie tych samych rodzin bez stosowania nalotów.

W pasiece wędrownej bardziej wskazane jest jednak zimowanie bardzo silnych rodzin i ich późniejsze skuteczne wykorzystanie na wczesnym pożytku. Wspomniana metoda z zastosowaniem nalotów wymusza konieczność zimowania pasieki w miejscu, gdzie ma być wykorzystywany pożytek. Nie zawsze jest to możliwe oraz bezpieczne, gdyż pasieka na rzepaku powinna stać jak najbliżej plantacji, a najlepiej w jej środku. Ule ustawione w szczerym polu mogą być narażone na silne wiatry, dzikie zwierzęta, wandali i złodziei, będą też przeszkadzać w wykonywaniu zabiegów uprawowych. Większy jest koszt zazimowania dużej liczby średniej siły rodzin, z których tylko połowa będzie efektywnie wykorzystywać pożytek. Rodziny zasilone nalotem i czerwiem na wygryzieniu mogą się wyroić już po paru dniach gorszej pogody, bowiem z braku zajęcia przy pożytku i przy karmieniu czerwia nastrój rojowy rozwinie się w nich bardzo szybko. Tymczasem rodziny odstawione potrzebują dużo czasu, by ponownie osiągnąć kondycję produkcyjną i co najwyżej korzyść z nich będzie dopiero w lipcu.

Najsilniejsze rodziny na rzepaku

Silne rodziny, które zimowały na dwóch korpusach Wielkopolskich lub na adekwatnej liczbie ramek w ulu innego typu, są w zasadzie gotowe do przewiezienia na pożytek w pierwszych dniach maja. Jeżeli wiosna jest wyjątkowo wczesna i ciepła, rodziny rozwijają się szybciej i już w połowie kwietnia mogą wymagać dodania kolejnego korpusu lub nadstawki oraz powiększenia gniazda w ulach Warszawskich. Nie trzeba przyspieszać rozwoju takich rodzin przez ich podkarmianie syropem i pyłkiem. Solidnie nakarmionych rodzin przed zimą nie trzeba dokarmiać, ponieważ zapasów mają dosyć i powinny jak najwięcej ich spożyć teraz, by cukier nie dostał się do miodu rzepakowego. Pobudzająco na czerwienie działa stopniowe odsklepianie pozostałych po zimie zapasów cukrowych, jest to jednak pracochłonne zajęcie i może mieć zastosowanie tylko w niewielkich pasiekach.

W dobrze zazimowanej, silnej pasiece będzie to w zasadzie pierwszy etap przygotowania rodzin do pracy na pożytku rzepakowym. Rodzinom, w których matki czerwią w dwóch korpusach dodaje się trzeci korpus. Są dwie „szkoły” powiększania kubatury ula w tym czasie: według pierwszej korpus wypełniony ramkami z suszem należy ustawić jako drugi, rozdzielając dwie kondygnacje z czerwiem. Do nowego korpusu przenosi się dwa plastry z czerwiem krytym z dolnego korpusu, gdzie w ich miejsce wstawia się węzę. Te dwa plastry mają przyspieszyć zajmowanie nowego korpusu przez pszczoły. Matka pozostaje w dolnym korpusie, oddzielona od reszty ula kratą odgrodową. W tym celu przed podzieleniem rodziny kratą należy matkę wyszukać, względnie wszystkie pszczoły strząsnąć do dolnej kondygnacji.

Zdarza się jednak, zwłaszcza w czasie utrzymujących się przez czas dłuższy chłodów, że pszczoły nie zagospodarują dodanego korpusu, lecz utworzą jakby dwie rodziny, dolną i górną. Do właściwego zagospodarowania całego ula dojdzie po zakończeniu pożytku, gdy w dodatku ustabilizuje się pogoda i temperatury zarówno w dzień, jak i w nocy będą wysokie. Dlatego wielu pszczelarzy zraża się do stosowania opisanej metody i dochodzi do wniosku, że kolejny korpus należy dostawić jako trzeci, najwyższy. Jest to słuszne postępowanie, ponieważ tylko najsilniejsze rodziny zagospodarują trzeci korpus od razu, i to w sprzyjających warunkach pogodowych. Jeżeli zaś korpus z plastrami na miód będzie ustawiony jako najwyższy, to w czasie znaczącego spadku temperatury pszczoły będą mogły go opuścić, by powrócić doń natychmiast po poprawieniu się pogody. Matka, podobnie jak we wcześniej omówionej metodzie, zlokalizowana jest w dolnym korpusie, odgrodzonym kratą.

Nieco słabszym rodzinom trzeci korpus – miodnię dodaje się dopiero po przewiezieniu pszczół na pożytek, gdy ustali się pogoda i jest pewność, że pszczoły go natychmiast zagospodarują. Najczęściej dodaje się go w połowie trwania pożytku, gdy we wcześniej utworzonej miodni (górnym korpusie z czerwiem, bez matki), jest już dużo miodu rzepakowego. Zbyt pochopne powiększenie kubatury ula przez dodanie całej kondygnacji, zwłaszcza między korpusy z czerwiem, mogłoby (przy pogorszeniu pogody) doprowadzić do przechłodzenia gniazda, i zaziębienia czerwia.

Rodziny słabsze

Jeszcze słabszym rodzinom, które przed zakwitnięciem rzepaku obsiadają tylko jeden korpus, drugą kondygnację wypełnioną ramkami z suszem dodaje się przed wywiezieniem pasieki. Muszą to być jednak rodziny na tyle silne, by pszczoły całkowicie wypełniały 10-ramkowy korpus Wielkopolski, oraz mające nie mniej niż 7 ÷ 8 ramek z czerwiem. Pszczoły powinny zajmować skrajne uliczki w gnieździe, a po odsłonięciu ostatniej uliczki powinny się „wylewać” z gniazda. Tylko tak liczebna rodzina zdoła zagospodarować cały dodany korpus. Zajmowanie przez pszczoły dodanej kondygnacji przyspieszy przełożenie do niej dwu plastrów czerwia z gniazda, w których miejsce należy wstawić węzę. Nie jest to jednak zabieg koniecznuy, ponieważ silna rodzina bez tego zagospodaruje dodany korpus. Matka pozostaje w dolnym korpusie gniazdowym, oddzielona kratą odgrodową.

Rodzinom, które mogą nie uporać się z zajęciem całych korpusów, można dodać półnadstawki. Przy sprzyjającej pogodzie takie rodziny wypełnią je po brzegi miodem rzepakowym, jednocześnie wykorzystując ten pożytek do dalszego rozwoju. Zmuszanie ich do zajęcia całych 10-ramkowych korpusów gniazdowych skończyłoby się niepowodzeniem, a czerw przeniesiony „na górę” w celu przyspieszenia przechodzenia pszczół zamarł by z zimna.

Transport rodzin na pożytek rzepakowy

Transport rodzin pszczelich na rzepak nie nastręcza większych trudności, ponieważ jest jeszcze chłodno, a w rodzinach którym dodano korpusy i nadstawki, jest dużo wolnej przestrzeni. Nie można jednak zapominać o zapewnieniu właściwej wentylacji w ulach, a dotyczy to zwłaszcza rodzin najsilniejszych, składających się z dwóch korpusów w pełni obsiadanych przez pszczoły. Pasieka powinna być ustawiona jak najbliżej plantacji rzepaku, najlepiej zaś w jej środku. Zbiory miodu rzepakowego są szczególnie uzależnione od odległości pasieki od pożytku. Pasieka oddalona o 700 ÷ 800 m od kwitnącego pola rzepaku przyniesie prawie połowę miodu w porównaniu z pasieką ustawioną bezpośrednio przy plantacji. Duży wpływ mają na to niskie temperatury w nocy, przez co pszczoły zaczynają pracę znacznie później niż na letnich pożytkach. Ule na plantacji rzepaku powinny być ustawione w dużych odległościach od siebie. Nie zawsze jest to możliwe, gdyż pszczelarz często jest zmuszony ustawić pasiekę na wąskiej, krótkiej ścieżce technologicznej lub na miedzy. Wtedy powracające z pożytku pszczoły masowo nalatują na ule skrajne, zasilając je znacznie, podczas gdy rodziny stojące w środku rzędu słabną. W celu wyrównania siły rodzin, po tygodniu pracy na pożytku ule można zamieniać miejscami, przenosząc do środka skrajne, w których jest już zazwyczaj dużo miodu, a na ich miejsce ustawiać te ze środka. Ponieważ pogoda w maju nie jest pewna i mogą zdarzać się jeszcze niespodziewane wichury, dobrze jest pasiekę ustawić w miejscu zacisznym. Jeżeli nie ma takiej możliwości, daszki należy zabezpieczyć przed zrzuceniem przez wiatr, kładąc na nich kamienie. Wszystkie elementy uli wielokorpusowych wykonanych z poliuretanu i styropianu spina się pasami używanymi do łączenia uli w czasie transportu. Na 1 hektarze plantacji rzepaku ustawia się nie więcej niż 4 silne rodziny pszczele. Duże ilości nektaru z rzepaku pszczoły przynoszą dopiero przy temperaturach przewyższających 15° C. Rzepak jest jedną z najbardziej pyłkodajnych roślin i w silnych rodzinach można poławiać obnóża pyłkowe bezpośrednio po przywiezieniu pasieki.

Miodobranie z rzepaku

Miód rzepakowy odbiera się, gdy 2/3 powierzchni plastrów są zasklepione. Miodobranie, podobnie jak wszystkie inne prace pasieczne powinno być przeprowadzone sprawnie i szybko, by nie zakłócać nastroju roboczego w rodzinie pszczelej, a gdy nie ma pożytku, nie wywołać rabunku. Ponieważ w czasie miodobrania pszczelarz ma do czynienia z produktem spożywczym, jakim jest miód, powinien przestrzegać zasad mogących wpłynąć na jego zdrowotną jakość. Zasady te są omówione w dziale dotyczącym postępowania z produktami pszczelimi.

Po stwierdzeniu, że miód jest dojrzały, plaster z miodem wyjmuje się z ula, silnie wstrząsając nim nad ulem otrząsa się pszczoły, po czym resztę pszczół omiata się szczoteczką. Plastry umieszcza się w transportowce lub pustej nadstawce (korpusie) i przenosi do pracowni. Tam miód odsklepia się i odwirowuje. Jeśli robi się to bezpośrednio po odebraniu z uli, miód jest ciepły i rzadki, łatwo więc wylatuje z komórek plastrów. W ciągu kilku godzin miód ostygnie i aby lepiej wylatywał komórek, należy go podgrzać. Dlatego pasieka, w której plastry nie są wirowane bezpośrednio po odebraniu z uli powinna być wyposażona w urządzania do ogrzewania plastrów z miodem (szafy, komory). Miód cedzi się na sitach i zlewa do odstojnika. Odsklepiny pozostawia się na kilkanaście godzin do ocieknięcia, po czym możliwie szybko należy je przetopić, gdyż mogą się w nich zacząć rozwijać larwy barciaków. Po dwudniowym klarowaniu miód przelewa się z odstojnika do opakowań zbiorczych lub handlowych. Proces pozyskiwania miodu z plastrów usprawnia się stosując maszyny do odsklepiania i miodarki promieniste o dużej wydajności.

Usprawnieniem znacznie zwiększającym wydajność pracy w pasiece, jest usuwanie pszczół z miodni przy pomocy przegonek. Najłatwiej robi się to w pasiece prowadzonej w ulach wielokorpusowych. Między korpusem z miodem i korpusem gniazdowym umieszcza się płytę z przegonkami kołowymi (korytarzowymi) lub sprężynowymi. Najsprawniej przebiega miodobranie, gdy przegonki założy się rano, wtedy pszczoły szybko opuszczają miodnię, ponieważ w ciągu dnia w ulu trwa wytężony ruch. Z reguły w górnym korpusie nie ma pszczół już po południu, lepiej jednak z zabraniem miodu poczekać do następnego dnia. Po zabraniu korpusów z miodem i przegonek od razu stawia się na ule nowe wypełnione pustymi plastrami. Jeżeli pszczelarz nie dysponuje odpowiednim zapasem plastrów i żeby je „oddać”, trzeba najpierw odwirować miód, miodobranie robi się z tylu rodzin, z ilu zdąży się odwirować miód tego samego dnia. Zwłaszcza pasieka wędrowna powinna być wyposażona w potrzebny zapas plastrów i korpusów lub nadstawek, gdyż tylko wtedy można przeprowadzić sprawnie miodobranie, jeżeli pożytek jest znacznie oddalony od domu pszczelarza. W przeciwnym razie rodziny będą się tłoczyć w części gniazdowej uli do czasu, aż pszczelarz odwiruje miód i przywiezie puste plastry z powrotem, co może trwać parę dni. Alternatywą tego jest wirowanie miodu w pasiece wędrownej, przy wykorzystaniu przewoźnej pracowni, w wynajętym pomieszczeniu lub bezpośrednio na pasieczysku. Takie rozwiązanie jednak sprawia znacznie więcej kłopotów oraz jest bardziej pracochłonne i kosztowne niż proste przywiezienie do pasieki pustych plastrów, wymiana ich na pełne i zabranie do pracowni w celu odwirowania.

Próba uproszczenia sobie pracy przez postawienie korpusu z pustymi plastrami na gnieździe i dopiero na nim przegonki oraz miodni, z której będą usunięte pszczoły, nie na wiele się zda. Odległość między miodnią i gniazdem będzie zbyt duża, by pszczoły chciały przechodzić na dół i utworzą one jakby drugą osieroconą rodzinę. Zresztą takie postępowanie tylko pozornie zmniejszy pracochłonność miodobrania: do ula przecież trzeba podejść jeszcze raz w celu zabrania kondygnacji z miodem. Wszystkie otwory w korpusie z miodem w czasie stosowania przegonki muszą być zamknięte, musi on być szczelny, a dolne krawędzie powinny dokładnie przylegać do płyty z przegonkami. W przeciwnym razie pszczoły będą wracać do miodni. W czasie miodobrania w miodni nie może być plastrów z czerwiem, ponieważ pszczoły nie zechcą ich opuścić, poza tym plastrów z czerwiem nie wolno wirować.

Alternatywą dla przegonek jest stosowanie repelentów, środków chemicznych odstraszających owady. Jedynym stosowanym w pszczelarstwie repelentem jest aldehyd benzoesowy. Skrapia się nim przy pomocy ręcznego opryskiwacza mekką płytę pilśniową o wymiarach powałki ula, która będzie użyta do spędzania pszczół. Płytę kładzie się nasączoną stroną na górne beleczki ramek (po usunięciu beleczek, zabraniu płótna powałkowego lub folii) na czas około 10 ÷ 15 min. Po tym czasie pszczoły powinny opuścić nadstawkę, przynajmniej w ulach gdzie w miodni są niskie ramki (pół-wielkopolskie, pół-dadantowskie, Apipolu). Pszczoły schodzą na dół nawet gdy nadstawki (korpusy) nie do końca są szczelne. Zaletą aldehydu jest szybkość jego działania, nadstawki odbiera się bowiem zaraz po jego zastosowaniu, a nie następnego dnia, jak to jest w przypadku przegonek. Ma to znaczenie w pasiece wędrownej, do której w celu przeprowadzenia miodobrania przy pomocy przegonek trzeba jeździć dwa razy. Z kolei niebezpieczeństwo związane ze stosowaniem aldehydu wynika z jego kumulowania się w wosku i dalszego przechodzenia do miodu, a także jego obecności w wykonanej z takiego wosku węzie.

Nie należy zabierać plastrów z niedojrzałym miodem. Jeżeli pasieka po miodobraniu z rzepaku ma korzystać z kolejnego pożytku, na przykład z akacji lub malin, nadstawki z niedojrzałym miodem trzeba pozostawić jeszcze na czas około jednego tygodnia. Bezcelowe jest wywożenie uli z niedojrzałym miodem rzepakowym na kolejny pożytek, ponieważ nie dość, że zmiesza się on z miodem z innych roślin, to do czasu następnego miodobrania skrystalizuje. Miód rzepakowy krystalizuje bardzo szybko i już po dwóch tygodniach jego pozyskanie z plastrów będzie niemożliwe. Dlatego plastry z rzadkim miodem rzepakowym należy zgrupować w wybranych rodzinach, które pozostaną jeszcze przez kilka dni na przekwitającej plantacji rzepaku. Ponieważ pożytek się już kończy, dopływ świeżego nektaru będzie znikomy i pszczoły szybko ten miód zagęszczą. Po jego odebraniu resztę rodzin przewozi się na kolejny pożytek.

Zagrożenie nastrojem rojowym

Po rzepaku rodziny są doskonale przygotowane do wykorzystania innych pożytków. Prawie wszystkie plastry w rodniach są pełne czerwia, zaś najsilniejsze rodziny mają po trzy korpusy pełne pszczół. W tej sytuacji część rodzin może wejść w nastrój rojowy, do czego przyczynia się w większości pasiek kilkudniowa przerwa w pożytkach, trwająca do rozpoczęcia nektarowania akacji. Do wyrojenia się rodzin nie można dopuścić, wyjście roju bowiem oznacza wyłączenie wyrojonej rodziny z dalszej produkcji. Dobrą metodą utrzymania rodzin w nastroju roboczym jest ich osłabienie przez odebranie części pszczół i zasklepionego czerwia i zrobienia z nich odkładów. Z każdej silnej rodziny zabiera się tyle ramek z czerwiem zasklepionym, by pozostało w nim sześć ramek czerwia. Nie wpłynie to negatywnie na wydajność rodziny na kolejnym pożytku, za to skutecznie zapobiegnie wyrojeniu.

Przy tworzeniu odkładów należy uważać, by nie zabrać matki. W tym celu przeznaczone do zabrania plastry z czerwiem przenosi się do miodni, po dokładnym otrząśnięciu i omieceniu z pszczół, zaś w ich miejsce w gnieździe wstawia się ramki z węzą. Przeniesione do miodni plastry po kilku godzinach są obsiadane przez pszczoły i wtedy zabiera się je do drugiego ula lub ulika – transportówki. Można oczywiście zabierać plastry z czerwiem i pszczołami bezpośrednio z gniazda, ale dopiero po wcześniejszym zlokalizowaniu matki. Utworzone w ten sposób odkłady przewozi się na drugie stanowisko, oddalone o kilka kilometrów, gdzie uzupełniane są ramkami z węzą lub suszem oraz poddaje im się matki. Odkłady takie trzeba dokarmić ciastem lub syropem, ponieważ jest w nich bardzo mało pszczół lotnych. Jeżeli teren, na którym stacjonują, jest ubogi pod względem poużytkowym, podaje się im nie mniej niż 2 kg cukru (w syropie lub cieście) co dwa tygodnie, aż do końca sezony. W miarę rozwoju odkłady poszerza się węzą. Do sierpnia rozwiną się one w silne rodziny, które będą się nadawały do zazimowania. Po połączeniu pod koniec lata takiego odkładu z rodziną produkcyjną, która przez cały sezon pracowała na kolejnych pożytkach wędrownych, powstanie bardzo silna rodzina, składająca się z 3 ÷ 4 kg pszczół. Takie rodziny po przezimowaniu będą się nadawały do wywiezienia na wczesne pożytki. Przy okazji łączenia dokona się wymiana matki na młodą, tegoroczną, pochodzącą z odkładu. Odkłady niedługo po utworzeniu, gdy wygryzie się już czerw a młode matki jeszcze nie zdążą się rozczerwić, należy odymić przeciwko warrozie.

Opisana metoda negowana jest czasami przez tych pszczelarzy, którzy uważają, ze tworzenie odkładów odbywa się kosztem siły rodzin macierzystych. Według tych poglądów rodziny produkcyjne na skutek zabrania kilku ramek z czerwiem i z pszczołami osłabną i nie poradzą sobie z kolejnym pożytkiem, co najwyżej wykorzystają go jako rozwojowy. Stanie się tak, gdy odkłady będą zrobione ze słabych rodzin, obsiadających kilka ramek gniazdowych i nadstawkę, opiekujących się 5 ÷ 6 plastrami czerwia w gnieździe. Odkłady wykonuje się z rodzin najsilniejszych, które bez tego zabiegu mogłyby się wyroić i do wymaganej siły nie doszłyby ani na nastepnym, ani na kolejnych pożytkach. Korzyści wynikające z późniejszego wykorzystania odkładów (łatwa i skuteczna wymiana matek, zazimowanie bardzo silnych rodzin) w zupełności rekompensują koszty poniesione na ich przygotowanie (praca, karmienie, dodatkowe ule lub uliki). Odkłady mogą też być wykorzystane do powiększania pasieki lub można je sprzedać. Alternatywą dla tworzenia odkładów jest wcześniejsze ograniczenie czerwienia matek na kilku plastrach w gnieździe.

Inne pożytki wiosenne

Innym sposobem nie dopuszczenia do wejścia w nastrój rojowy rodzin, które rozwinęły się na obfitych pożytkach majowych jest znalezienie dla nich pracy. Możliwe jest to w pasiece wędrownej, dla której można znaleźć jakiś krótki, obfity pożytek, który nie tylko rozładuje nastrój „bezrobocia” w ulach, ale pozwoli uzyskać dodatkową produkcję miodu. Nie jest to łatwe, ponieważ niewiele jest takich rodzimych gatunków, które by kwitły w drugiej połowie maja i do tego występowały masowo. Są jednak miejsca, w których pszczoły mogą znaleźć pożytek na tyle obfity, by całkowicie zapełnić nadstawki miodem. To lasy i nieużytki porośnięte gęstymi, bardzo ekspansywnymi krzewami czeremchy amerykańskiej i kruszyny, które są odporne na suszę i doskonale sobie radzą na słabych glebach, również w miejscach zacienionych. Tam gdzie występują masowo, nie ma mowy o przerwie pożytkowej w maju i tam można wywozić pszczoły, które nie dość że się nie wyroją, to jeszcze przyniosą miód o specyficznym „leśnym” smaku, zupełnie jednak innym niż miód spadziowy.

Innym takim „wypełniaczem” luki w pożytkach jest borówka wysoka (amerykańska), zakwitająca właśnie w tym najbardziej interesującym pszczelarza okresie. Duża plantacja borówki może dostarczyć obfitego wziątku nektarowego, ponieważ jej wydajność miodowa jest szacowana na 100 kg z hektara. Jednak najlepszymi roślinami pożytkowymi zakwitającymi w połowie maja i kwitnącymi około 2 tygodnie są irgi: wielokwiatowa, rozkrzewiona, czarna i błyszcząca. Niestety, nie występują one masowo, gdyż najczęściej są sadzone jako krzewy ozdobne i żywopłoty. Od kilkudziesięciu lat jednak znajdują się w centrum zainteresowania pszczelarzy, przez co sadzi się ich coraz więcej i tam gdzie jest ich dużo, są źródłem obfitego pożytku. Wydajność miodowa irgi błyszczącej i czarnej, jest bardzo wysoka i przekracza 300 kg z hektara.

Pożytki wczesnoletnie

Wykorzystanie pożytków wczesnoletnich i letnich sprawia zawsze mniej kłopotów niż wiosennych, ponieważ występujące w tym okresie pożytki nektarowe są obfite i raczej pewne, jeżeli więc dopisuje pogoda, zbiory miodu są zawsze udane. Mianem pierwszych pożytków wczesnoletnich określa się te występujące w pierwszej połowie czerwca, a nawet pod koniec maja. Wprawdzie jest to jeszcze kalendarzowa wiosna, ale w udanym sezonie temperatury w tym czasie są już typowo letnie, poza tym wiosna pszczelarska zaczyna się na oblocie wiosennym, a kończy na przekwitnięciu rzepaku.

Wydajność pożytków wczesnoletnich

Pierwszym wczesnoletnim pożytkiem mającym duże znaczenie dla polskich pasiek jest robinia akacjowa. Dla wielu pasiek, zwłaszcza prowadzonych w rejonach o słabszych glebach, stanowi ona pożytek główny, czasem zresztą jedyny. Właściwe przygotowanie pszczół do akacji nie jest trudne, jeżeli po zimie pasieka składała się z rodzin o średniej sile, a nawet nieco słabszych. Akurat na początek czerwca dochodzą one do szczytu swojej siły i doskonale wykorzystują ten pożytek. W swoim rozwoju korzystają z kolejnych pożytków wiosennych: podbiału, wierzb, mniszka, sadów, klonów, rzepaku i innych. Ale w racjonalnie prowadzonej pasiece przynajmniej jeden z tych pożytków, tutaj traktowanych jako rozwojowe, powinien być źródłem miodu towarowego. W większości pasiek jest to mniszek lub rzepak i dopiero po miodobraniu z nich rodziny wywozi się na akację, po wcześniejszym przygotowaniu miejsca w nadstawkach na kolejny miód. Rodziny, które były już na początku maja na tyle silne, by przynieść dużo miodu z rzepaku, pod koniec tego miesiąca będą w jeszcze lepszej kondycji. Stanie się tak nawet wtedy, gdy ze względu na pogodę zbiory miodu rzepakowego nie dopisały. Pożytki majowe są obfite i dostarczają zarówno nektaru jak i pyłku, rodziny pszczele rozwijają się więc prężnie, zwłaszcza gdy w ulach są młode matki.

Akacja (robinia) kwitnie bardzo obficie, ale obficie nektaruje tylko w czasie upałów. W chłodniejsze dni może zawodzić, ponieważ płatki w jej kwiatach robią się sztywne i utrudniają pszczołom pobieranie nektaru (pszczoła nie może dostać się pod żagielek). Z kolei w upalne, ale wietrzne dni nektar może szybko wysychać i będzie dostępny tylko w godzinach rannych. Kwitnienia akacji jest krótkie i przy sprzyjającej pogodzie trwa ono nie dłużej niż tydzień. Ochłodzenia pojawiające się w czasie kwitnienia mogą je wydłużyć do 10 – 14 dni. Przy planowaniu wędrówki na pożytek akacjowy należy pamiętać, że najlepiej nektarują drzewa i krzewy akacji porastające zbocza o wystawie południowej. Rosnące na zboczach północnych mogą wytwarzać niewiele nektaru, chociaż zakwitną później i kwitnąć będą dłużej. Akacje najczęściej rosną na glebach suchych i piaszczystych i tam ich nektarowanie jest najbardziej obfite. Na stanowiskach wilgotnych wytwarzają mniej kwiatów i słabiej nektarują. Akacje w zwartych drzewostanach zakwitają później i kwitną dłużej niż te w drobnych kępach śródpolnych i przydrożnych alejach. Określona doświadczalnie wydajność miodowa akacji wynosi około 65 kg z 1 hektara zwartych zadrzewień lub około 0,5 kg z jednego średniej wielkości drzewa. Nie wydaje się to dużo, jednak w miejscach masowego występowania akacje stanowią bardzo wydajny pożytek.

Znacznie mniej kapryśnym źródłem pożytku są maliny, i to zarówno te leśne, jak i uprawiane na plantacjach. Maliny nektarują wiernie i jedyną przeszkodą w zbiorze miodu malinowego może być niesprzyjająca pogoda. Wierność nektarowania należy wziąć pod uwagę przy podejmowaniu decyzji, czy wywozić pasiekę na akacje, czy na maliny. Niebagatelną rolę odgrywa tutaj doświadczenie pszczelarza, który wie czego można się spodziewać po jednym i drugim pożytku. Często pszczelarze dzielą pasiekę i wykorzystują obydwa pożytki, dzięki czemu dysponują potem dwoma zasadniczo różniącymi się organoleptycznie, ale zbieranymi w tym samym okresie, miodami odmianowymi: malinowym i akacjowym. Maliny nektarują bardzo obficie, ich wydajność miodowa przekracza 200 kg z hektara. Zarówno ich wydajność jak i długość kwitnienia jest większa na dobrych glebach. Dotyczy to również wielkości plonu owoców oraz ich jakości. Pasiekę warto wywozić na duże plantacje malin, liczące razem przynajmniej kilka hektarów. Bardzo dobrym pożytkiem są też maliny leśne, których większe areały występują na naturalnych polanach oraz zaniedbanych młodnikach.

Siła rodzin na początku czerwca

Rodziny wywożone na akację powinny być silne i są silne, ponieważ pożytek rzepakowy doskonale wpłynął na ich rozwój. Nawet te, które kwitnienie akacji przywitały zaledwie z półnadstawkami, teraz będą już obsiadać dwa pełne korpusy, zaś w ich gniazdach będzie po 6 ÷ 8 plastrów pełnych czerwia. Pozostałe rodziny są jeszcze silniejsze, dzięki czemu dobrze wykorzystają szykujący się bardzo obfity pożytek. Pamiętać jednak należy, że pożytek akacjowy jest krótkotrwały: roślina ta kwitnie na ogół około 10 dni. Ponieważ nektaruje wyjątkowo obficie, wszystkie wolne plastry, również te w części gniazdowej, są zalewane nakropem, wskutek czego czerwienie matek może całkowicie ustać. Tak krótki okres trwania pożytku to zdecydowanie za mało, by rodziny pszczele osłabły na skutek „wypracowania się” pszczół. Po przekwitnięciu akacji rodziny nadal są silne, nie ma natomiast prawie wcale czerwia do karmienia. Mało tego, wygryzają się nowe pszczoły z czerwia pochodzącego z jajeczek złożonych przed rozpoczęciem pożytku. Dlatego w większości polskich pasiek, w których drugim i głównym pożytkiem jest akacja, pierwszy tydzień po jej przekwitnięciu jest okresem rójek. W racjonalnie prowadzonej pasiece nie można sobie pozwolić na tak archaiczny podział sezonu, tym bardziej nie powinno to mieć miejsca w pasiece wędrownej. Dlatego pszczelarze stosują różne metody utrzymania w ryzach dążących do rójki rodzin, a ich wybór jest uzależniony od planów dalszego wykorzystania pasieki.

W sytuacji, gdy akacja jest pożytkiem ostatnim lub w tydzień po jej przekwitnięciu planowane jest wykorzystanie pożytku z lipy, bardzo zresztą kapryśnego i trudnego do przewidzenia, odpowiednio wcześniej ogranicza się czerwienie matek. Robi się to, umieszczając matkę na dwóch ÷ trzech plastrach gniazdowych w izolatorze z kraty odgrodowej. Z kolei w pasiece, którą czeka jeszcze bardzo dużo pracy nie tylko na lipie, ale też na kolejnych pożytkach, takie postępowanie byłoby nieuzasadnione. Rodziny w pasiece wędrownej muszą się rozwijać, lecz rozwój ten musi być kontrolowany. Ze względu na duże zagrożenie rójką po zakończeniu pożytku z akacji, rozwój nie może być tak żywiołowy jak przed zakwitnięciem rzepaku.

Dlatego czerwienie matek jest ograniczone do jednego korpusu gniazdowego. Niektórzy pszczelarze doprowadzają rodziny do jeszcze większej siły, pozwalając matkom czerwić na dwóch korpusach, zaś na początku pożytku ogranicza się je na jednej kondygnacji lub nawet na kilku ramkach. Tak silne rodziny przyniosą bardzo dużo miodu z akacji lub malin, ale przy załamaniu pogody mogą natychmiast się roić.

Transport pasieki na pożytek akacjowy

Przewóz pszczół na akację jest przedsięwzięciem wymagającym dużej uwagi, ponieważ rodziny są bardzo silne, a na zewnątrz jest już ciepło, zarówno w dzień jak i w nocy. Pasiekę trzeba więc odpowiednio przygotować, zapewniając dobrą wentylację przewożonym rodzinom, a tym najsilniejszym dostawić każdej pusty korpus, w którym zgromadzi się nadmiar pszczół. Po przywiezieniu uli na pożytek jak najszybciej należy otworzyć wylotki, by pszczoły mogły obniżyć temperaturę w gniazdach, która po transporcie w upalną noc może być za wysoka. Pasiekę ustawia się zawsze możliwie najbliżej pożytku, ale teraz odległość nie ma już takiego dużego znaczenia, jak przy korzystaniu z rzepaku.

Pasieka na akacji

Jeżeli pogoda dopisze, pszczoły pracują intensywnie i w wyjątkowo korzystne lata udaje się na akacji wykonać dwa miodobrania. W czasie upałów nektar jest gęsty i po przyniesieniu do ula pszczoły bardzo szybko odparowują z niego nadmiar wody, po czym natychmiast zasklepiają gotowy miód. Ponieważ przerabianie takiego nektaru trwa krótko i ilość enzymów dostarczanych z śliną jest niewielka, świeżo odebrany miód może zawierać dużo nie rozłożonej do cukrów prostych sacharozy. W takim miodzie może jej nawet być 13 ÷ 14 %, a więc dużo więcej, niż przewiduje obowiązujące rozporządzenie. Jednak w trakcie przechowywania zawartość sacharozy w takim miodzie spada na skutek ciągłej działalności enzymu i już we wrześniu może wynosić poniżej 5 %. Dlatego nie należy się zrażać tym, że świeży miód akacjowy może sprawiać wrażenie zafałszowanego, tylko spokojnie poczekać. Poza tym miód akacjowy i produkt powstały po przetworzeniu przez pszczoły syropu cukrowego znacznie różnią się od siebie organoleptycznie.

Zdarza się, że zawartość wody w odebranym przez pszczelarza miodzie akacjowym jest zbyt wysoka, niż przewidziana w obowiązującym rozporządzeniu. Tę sytuację pszczelarze tłumaczą nie spotykanym gdzie indziej zachowaniem pszczół, polegającym na zasklepianiu miodu niedojrzałego, o zawartości wody powyżej 20 %. Pszczoły, zaskoczone wyjątkowo obfitym pożytkiem miałyby nie zdążyć odparować potrzebnej ilości wody z przyniesionego nektaru i zasklepiają miód zbyt rzadki. Tymczasem pszczoły nigdy nie zasklepią miodu o zbyt dużej zawartości wody, a dojrzały miód akacjowy charakteryzuje się zazwyczaj największą gęstością spośród wszystkich pozyskiwanych w Polsce miodów i często udział w nim wody nie przekracza 15%. Dotyczy to zwłaszcza miodu pozyskiwanego w czasie wyjątkowo obfitego nektarowania akacji, przy upalnej pogodzie. Przyczyną pozyskiwania zbyt rzadkiego miodu jest postępowanie pszczelarza w czasie miodobrania, który odbiera miód niedojrzały, chcąc szybciej przygotować pszczołom miejsce na składowanie kolejnych partii nektaru. Czasem odbywa się to w sposób zupełnie nieświadomy, ponieważ wirowane są ramki prawie całkowicie zasklepione. Wystarczy jednak niewielka ilość nektaru, który pszczoły złożą w dniu miodobrania w rzędzie niezasklepionych komórek w dolnej części plastra, by zawartość wody w odwirowanym miodzie przekroczyła 20 %. Dlatego przed przystąpieniem do miodobrania należy się upewnić, czy w plastrach w miodni nie ma świeżego nakropu. W tym celu wstrząsa się energicznie nie do końca zasklepionym plastrem i jeżeli wylatuje z niego nawet niewielka ilość rzadkiego nektaru, miodobranie należy odłożyć na później.

Jeżeli wszystkie plastry w miodni są wypełnione miodem i świeżym nektarem, a pożytek trwa w najlepsze, silnym rodzinom należy dostawić po jednym korpusie wypełnionym plastrami z suszem. Wstawia się go jako drugi, między korpusem gniazdowym a wypełnioną niedojrzałym miodem nadstawką. Z odbiorem miodu należy zaczekać do czasu, aż dojrzeje, co nie będzie trwać długo, ponieważ pożytek akacjowy należy do krótkotrwałych. Na terenach, gdzie dominują akacje rzadko trafia się kolejny pożytek na tyle obfity, by pszczoły nie uporały się z całkowitym zagęszczeniem i zasklepieniem zgromadzonego wcześniej nektaru. Nie należy zaś odbierać miodu niedojrzałego z myślą, że nadmiar wody wyparuje z niego później, po odwirowaniu, w czasie przechowywania w ciepłym magazynie. Miód jest higroskopijny i zawartość w nim wody może się nawet zwiększyć, dlatego wszystkie czynności związane z jego przygotowaniem należy pozostawić pszczołom, które radzą sobie z tym najlepiej.

Miodobranie z akacji w pasiece wędrownej wykonuje się przy pomocy przegonek, tak samo jak odbiór miodu rzepakowego. Wszystkie czynności z tym związane należy przeprowadzić sprawnie, ponieważ w tym czasie może brakować innych pożytków, co będzie przyczyną rabunków. Ponieważ miód akacjowy jest bezbarwny i bardzo wolno krystalizuje, jego część, zwłaszcza ten zgromadzony nad czerwiem w ramkach gniazdowych może pozostać do następnego miodobrania. Kolejne pożytki, tradycyjnie wykorzystywane przez pasiekę wędrowną, to lipa i gryka. Na terenach, gdzie te rośliny nie występują, można poszukać plantacji ogórecznika, facelii, gorczycy, jarego rzepaku i rzepiku, fasoli wielokwiatowej i innych.

Wykorzystanie pożytków letnich

W pasiece wędrownej rodziny pszczele po zakończeniu pożytku z akacjowego lub z malin są w bardzo dobrej kondycji i mogą przystąpić do pracy na kolejnych pożytkach. W tym okresie część pasieki może być zagrożona wejściem w nastrój rojowy, dlatego sytuacja w rodzinach musi ciągle znajdować się pod ścisłą kontrolą pszczelarza. Warto przypomnieć, że w pasiekach prowadzonych metodami tradycyjnymi czas po przekwitnięciu akacji traktowany był jako okres rójek. Po odebraniu miodu akacjowego pszczelarz, a często też jego bliscy, byli zaangażowani w obserwowanie pasieki i chwytanie rójek, którymi odbudowywano straty zimowe. Jeżeli zima miała przebieg łagodny i straty były niewielkie, schwytane roje wsypywano z powrotem do macierzaków, wzmacniając wyrojone rodziny przed pożytkiem z lipy.

Taki model gospodarki, jakkolwiek bardziej postępowy od stosowanej przez naszych pradziadów typowej gospodarki bartnej, nie może mieć miejsca w racjonalnie prowadzonej pasiece, tym bardziej pasiece wędrownej. Przygotowanie rodzin do pożytków musi przebiegać planowo, a ich kondycja nie może zależeć od szczęścia w łapaniu rojów. Miód pozyskany z rzepaku i akacji lub malin to zaledwie połowa możliwości produkcyjnych pasieki w sezonie. W połowie czerwca zaczynają kwitnąć lipy, pożytku dostarczają też inne rośliny, jak facelia, ogórecznik, gorczyca, a na terenach o słabszych glebach, gdzie uprawia się dużo żyta, głównym gatunkiem miododajnym są chabry bławatki. Wszystkie te pożytki mogą być wykorzystywane przez pasiekę stacjonarną lub wędrowną, lecz najczęściej pszczelarze wędrują na lipę. W czasie kwitnienia lip zaczyna się drugi ważny pożytek, gryka. Ponieważ tylko wczesna gryka dobrze nektaruje, nie zawsze udaje się uzyskać miód gryczany w pasiece, która wcześniej pracowała na lipie. Z kolei lipa nie jest wiernym pożytkiem, gdyż jej nektarowanie jest ściśle uzależnione od warunków pogodowych, to samo zresztą dotyczy gryki. Dlatego niejednokrotnie lepszy wynik uzyska się, wywożąc pasiekę na facelię lub ogórecznik, które dostarczają obfitego pożytku pod warunkiem, że są uprawiane na dobrych glebach

Przegląd pożytków letnich

Najbardziej znanym pożytkiem tradycyjnie wykorzystywanym zarówno przez pasieki wędrowne jak i stacjonarne, są lipy. Większość pszczelarzy deklaruje, że lipa jest dla nich ważnym pożytkiem towarowym, przy czym dla wielu jest pożytkiem ostatnim. W rzeczywistości jednak lipy w naszym krajobrazie nie występują tak masowo, by dla wszystkich pasiek wystarczyło wziątku lipowego. Oprócz tego pożytek lipowy jest wyjątkowo kapryśny, ponieważ nektarowanie lipy jest bardzo uzależnione od pogody. Jednak okres między zakończeniem pożytku akacjowego a zakwitnięciem lip można wypełnić innymi pożytkami, których w Polsce jest dużo i to z nich korzysta większość pszczelarzy. Przyjęło się bowiem mówić, że pewne zabiegi robi się „przed lipą” (na przykład ogranicza się czerwienie, wymienia matki), a inne „po lipie” (zabiera się nadstawki, podkarmia rodziny „na siłę”). Tymczasem niejeden pszczelarz wcale nie korzysta z pożytku lipowego, ponieważ w jego okolicy lip nie ma lub jest ich za mało, by stanowiły źródło obfitego pożytku. Jednak pszczoły przynoszą miód, w dodatku „zabarwiony” aromatem lipowym. Jest to doskonały miód wielokwiatowy przez niejednego pszczelarza oferowany jako lipowy, najczęściej zresztą w dobrej wierze. Zapach i smak nektaru lipowego jest bowiem tak silny, że nawet jego 15 ÷ 20 % domieszka w miodzie z innych roślin każdego przekona, że ten miód jest nie tylko lipcowy, ale i lipowy.

Jednak przed zakwitnięciem lip, a także równolegle z nimi, pszczoły mają do dyspozycji wiele innych pożytków. Jeszcze w czasie trwania pożytku z akacji rozkwitają chabry w zbożach, szczególnie w uprawianych na lżejszych glebach życie i pszenżycie. To ważny pożytek wypełniający lukę między akacją i pożytkami lipcowymi, a dla wielu pasiek pożytek ostatni. W pierwszej połowie czerwca zaczyna kwitnąć facelia, roślina pożytkowa nabierająca coraz większego znaczenia pszczelarskim krajobrazie Polski. Na pastwiskach kwitnie koniczyna biała, a w zaroślach śnieguliczka. Obydwie te rośliny kwitną praktycznie przez cały sezon i jeśli występują w większych ilościach, stanowić mogą dosyć dobry pożytek. Na polach zakwitają ognichy i łopuchy oraz duże plantacje gorczycy siewnej (jasnej), która wydziela mniej nektaru niż rzepak, ale ze względu na ciepłą porę jest dobrze oblatywana przez pszczoły Oprócz tego kwitnie wyka ozima i ptasia, koniczyna czerwona i białoróżowa, kłosowce, wierzbówki, wiesiołki, nostrzyk żółty i wiele innych roślin pożytkowych o mniejszym znaczeniu, jak chociażby seradela. W trzeciej dekadzie czerwca rozpoczyna kwitnienie ogórecznik lekarski, zajmujący coraz większe obszary zwłaszcza w środkowej Polsce. Liczące kilkadziesiąt lub nawet kilkaset hektarów plantacje ogórecznika stanowią pożytek dla ogromnej liczby rodzin pszczelich, a z ich braku masa nektaru się marnuje.

Niezmiernie ciekawą rośliną pożytkową jest dwuletni nostrzyk biały. Zakwita po połowie czerwca, dostarczając pszczołom od 400 do 600 kg surowca miodowego z hektara oraz dużo pyłku. Kwitnie długo, około 5 tygodni, dzięki czemu pasieki mające w swoim zasięgu dużą jego plantację nie muszą poszukiwać innych pożytków. Nostrzyk biały występuje też w stanie dzikim, porastając suche wzgórza, rowy i przydroża. Równie popularny jest nostrzyk żółty, mający jednak o połowę mniejszą od białego wydajność miodową i pyłkową, za to kwitnie o 1 ÷ 2 tygodnie dłużej. W połowie lipca zakwita rzadziej spotykany nostrzyk biały jednoroczny, o wydajności podobnej do nostrzyku żółtego. Nostrzyk jednoroczny jest rośliną ze wszech miar pożądaną przez pszczelarzy, ponieważ kwitnie w okresie, gdy większość pasiek nie ma już do dyspozycji żadnych pożytków.

Zanim więc podjęta zostanie decyzja o wywiezieniu pasieki na lipę, warto się rozejrzeć po okolicy, nuż uda się znaleźć warty uwagi wcześniejszy pożytek. Może nawet jego wydajność zdystansuje lipę, która choć czysto polska i tradycyjna, jest pożytkiem zawodnym. Doświadczeni pszczelarze mawiają, że lipy dobrze nektarują raz na 7 lat i zapewne dużo w tym jest prawdy, bowiem niejeden pszczelarz – wędrowca po powrocie z lipy chwali sobie sąsiednią plantację gorczycy lub ogórecznika, bez których powróciłby z pustymi nadstawkami. Również dlatego niektórzy pszczelarze rezygnują z lipy na rzecz najwcześniejszej gryki.

Z wymienionych wcześniej roślin najbardziej godna uwagi właściciela pasieki wędrownej jest facelia, a później ogórecznik. Facelia to typowo pszczelarska roślina, wysiewana w plonie głównym z myślą o jej zbiorze na nasiona. Właśnie ta facelia ma znaczenie dla pszczół, ponieważ facelia poplonowa często przyorywana jest na zielony nawóz, a jeśli zdąży zakwitnąć, na dobry zbiór miodu jest już za późno. Kwitnienie facelii można łatwo przewidzieć, bowiem zakwita ona około 50 dni po wysianiu, oczywiście jeżeli w czasie wschodów nie trafi się zimno albo susza, które mogą rozwój roślin opóźnić. Pamiętać jednak należy, że nektarowanie facelii jest uzależnione nie tylko od panujących w czasie jej kwitnienia warunków meteorologicznych, ale przede wszystkim od jakości gleby, na której jest uprawiana. Podawana w podręcznikach rewelacyjna wydajność facelii, wynosząca 500 kg miodu z hektara, dotyczy tylko tej rosnącej na najlepszych glebach, I i II klasy. Na takiej glebie mało kto facelię sieje, chociaż to właśnie w tych warunkach uzyskuje się najwyższy plon nasion, przekraczający 10 q z hektara. Przy takim plonie, pod warunkiem zapewnienia zbytu na nasiona, uprawa facelii może być bardziej opłacalna niż innych roślin wymagających dobrych gleb. Dodatkowym atutem uprawy facelii są niewielkie koszty związane z jej agrotechniką i nawożeniem.

Niestety, na gorszych glebach facelia nektaruje słabiej: na IV klasie jej wydajność miodowa spada do 200 kg/ha, a na VI jest ona symboliczna, szczególnie gdy brakuje opadów. Dlatego przed wywiezieniem pszczół na pożytek z facelii należy zorientować się, na jakiej glebie jest ona zasiana, bowiem może się okazać, że wędrówka się nie opłaci. Podobnie jest z wysiewaniem facelii przez samego pszczelarza: warto ponieść nakłady związane z uprawą roli, siewem i późniejszym zbiorem, jeżeli jest to gleba wysokiej klasy i w dodatku wilgotna. Uprawa facelii na słabej i suchej ziemi się nie opłaci, nie będzie z niej miodu ani nasion, jedynie pyłku dostarcza ona dużo i to bez względu na rodzaj gleby. Dlatego rodziny pracujące na facelii można wykorzystać do poławiania pięknego, ciemnoniebieskiego pyłku, a także przygotowania plastrów pełnych pierzgi, które mogą się przydać do ustawiania gniazd na zimę lub dokarmiania intensywnie rozwijających się rodzin na przedwiośniu.

Jeśli więc nie ma pewności, że facelia okaże się dobrym pożytkiem, lepiej okres przed wywiezieniem pasieki wędrownej na lipę przeczekać, chociażby tam gdzie pszczoły zbierały miód z akacji. Na takich terenach masowo występują chabry, których wydajność co prawda nie umywa się do wydajności akacji, ale przynajmniej pszczoły nie będą głodować. Warto jednak rozejrzeć się za inną facelią, bowiem do lipy może pozostać jeszcze trochę czasu, a pszczoły mogą nawet w tak krótkim okresie zechcieć się roić. Co innego, jeśli planowany jest wywóz pszczół na ogórecznik. To prawdziwie pszczelarska roślina, nektarująca obficie i wiernie, ponieważ uprawiana jest tylko na dobrych glebach. Jedyną przeszkoda w dobrym zbiorze miodu z ogórecznika może być brzydka pogoda lub dotkliwa susza, co na szczęście nie często się zdarza. Ogórecznik zakwita około 1 ÷ 2 tygodnie przed lipą i kwitnie długo, nawet do czterech tygodni. Jego wydajność miodowa określona doświadczalnie wynosi 150 ÷ 200 kg z hektara, a doświadczeni pszczelarze zalecają ustawiać 6 ÷ 8 rodzin pszczelich na hektar. Rodziny zbierające miód z ogórecznika na pewno nie wykorzystają pożytku lipowego, pszczelarz musi się więc zastanowić, na który z pożytków „postawić”: dostarczającą atrakcyjnego miodu, lecz ryzykowną lipę, czy pewny lecz dający przeciętny miód ogórecznik. Trzeba jednak wiedzieć, miód ogórecznikowy na zachodzie Europy ma opinię jednego ze szlachetniejszych miodów, co przekłada się też na jego cenę.

Ogórecznik może konkurować z innym pożytkiem masowo wykorzystywanym przez pasieki wędrowne, gryką. Tylko zakwitająca na przełomie czerwca i lipca gryka rokuje duże szanse na dobre zbiory, Im później, tym gryka wydziela mniej nektaru, a ta kwitnąca w drugiej połowie sierpnia nie nektaruje w zasadzie wcale. Do tego prawdziwie obfitym nektarowaniem wykazuje się gryka w pierwszej fazie kwitnienia, zaś po pojawieniu się pierwszych ciemniejących nasion (zwanych „orzeszkami”) jej wydajność słabnie. W gryce ma więc też poważną konkurentkę lipa, gdyż po odebraniu miodu lipowego, w połowie lipca, na dobre zbiory z gryki może być za późno. Najlepiej więc byłoby mieć na tyle dużą i mobilną pasiekę, by móc wykorzystać te wszystkie trzy pożytki jednocześnie. Niestety, niewielu jest takich pszczelarzy, do tego mogłoby się to wiązać z koniecznością przewozu pszczół na duże odległości.

Przy odrobinie szczęścia mogą się udać dobre zbiory miodu kolejno z lipy, a później z gryki. Taki „tradycyjny” model wykorzystania pożytków letnich stosowany jest od dawna w wielu pasiekach wędrownych. Wspomniane szczęście ma polegać na sprzyjającej pogodzie zarówno przed, jak i w czasie kwitnienia lip. Ciepły czerwiec przyspieszy zakwitnięcie lipy, zaś późniejsza ładna pogoda zapewni obfite nektarowanie. Po szybko wykonanym miodobraniu uda się zdążyć na nieco późniejszą grykę, która jeszcze powinna wydzielać dość dużo nektaru, jeżeli oczywiście dopisze pogoda.

Wcześnie kwitnąca gryka pozwala dobrze przygotować rodziny do kolejnych pożytków. Dostarcza ona dużo pyłku, dzięki czemu rodziny rozwijają się dynamicznie i po odebraniu miodu gryczanego są gotowe przystąpić do pracy na pożytku wrzosowym. Wrzosy zakwitają na ogół w drugiej dekadzie sierpnia, jest więc trochę czasu na przygotowanie i przewiezienie rodzin. Niestety, wrzos również jest „kapryśnym” pożytkiem: do właściwego rozwoju i nektarowania potrzebuje dużo wilgoci. Pszczoły na wrzos warto wywozić, jeśli w rowach na leśnych wrzosowiskach stoi woda, wtedy obfite nektarowanie jest zapewnione, a do dużych zbiorów miodu potrzebna jest tylko pogoda. Niestety, duża wilgoć w sierpniu nie zdarza się każdego roku.

Alternatywą dla wrzosów są inne rośliny pożytkowe, do niedawna jeszcze prawie nieznane, dziś zajmujące coraz większe areały. To kilka gatunków nawłoci, dostarczających ogromnych ilości wziątku nektarowego i pyłkowego. Nawłoć ogrodowa, pospolita, późna i kanadyjska to gatunki wiernie nektarujące bez względu na warunki pogodowe i doskonale rozwijające się bez pomocy człowieka. Do dobrych zbiorów z nawłoci są potrzebne tylko silne rodziny pszczele i pogoda pozwalająca na wykonywanie lotów przez cały okres kwitnienia. A kwitnie nawłoć długo, bo od pierwszej połowy sierpnia do końca września lub nawet dłużej. Wydajność miodowa nawłoci późnej i kanadyjskiej wynosi 700 ÷ 800 kg z hektara, są więc to jedne z najlepszych roślin pożytkowych w Polsce. Nawłoć dostarcza też pyłku w ilości około 50 kg z hektara, co pozwala pszczołom zgromadzić duże zapasy pierzgi na zimę. Na temat wpływu na jakość przezimowania domieszki miodu z nawłoci w zapasach zdania są podzielone, jednak większość korzystających z tego pożytku pszczelarzy twierdzi, że nie szkodzi on pszczołom, a nawet można nim zastępować cukier. Słychać jednak czasami głosy o stratach zimowych w pasiekach, które zbierały nektar z nawłoci kwitnącej we wrześniu i w październiku. Niestety, na ten temat nie ma jak dotąd żadnych naukowych opracowań.

Siła rodzin na początku lata

Rodziny po akacji powinny obsiadać przynajmniej dwa korpusy Wielkopolskie. Matka czerwi w dolnym korpusie, odgrodzonym od miodni poziomą kratą odgrodową. Rodziny, wykazujące objawy nastroju rojowego, należy osłabić przez odebranie 2 ÷ 3 ramek z czerwiem i pszczołami. Utworzonym w ten sposób odkładom poddaje się matki nieunasiennione lub unasiennione. Te które otrzymały matki czerwiące, zdążą jeszcze dojść do siły, pozwalającej skuteczne wykorzystanie późnego pożytku z wrzosów, nawłoci lub spadzi. Przed wywiezieniem pszczół na lipę, wczesną grykę lub inny równoległy pożytek, 2 ÷ 3 ramki z czerwiem przenosi się do miodni, a na ich miejsce wstawia się węzę. W sumie w rodzinach powinno być 6 ÷ 8 ramek z czerwiem w różnym wieku.

Przy transporcie rodzin na lipę należy zachować te same środki ostrożności, jak przy przewozie na akację. Noce są gorące i trzeba szczególną uwagę zwrócić na prawidłową wentylację przewożonych uli. Zarówno lipa, jak i gryka do dobrego nektarowania wymagają wilgoci. Natomiast facelia i ogórecznik obficie nektarują również w upalne, suche dni, z wyjątkiem lat o wyjątkowych suszach. Na każdym z tych pożytków rodziny rozwijają się znakomicie i są gotowe do pracy na kolejnych, o które jest już znacznie trudniej. Dlatego pszczelarze po przekwitnięciu lip pasiekę najczęściej przewożą na pożytek gryczany, na którym pozostaje ona od trzech do pięciu tygodni, aż do zakwitnięcia wrzosów lub nawłoci. Co prawda gryka kwitnąca w sierpniu bardzo słabo nektaruje, lecz dostarczany przez nią wziątek, również ten pyłkowy, wystarczy, by nie doszło do zahamowania rozwoju rodzin. Gryka bowiem jest rośliną wybitnie pyłkodajną, czego nie można powiedzieć o lipie. Minimalny udział pyłku lipy w miodzie na poziomie 20 % wystarczy, by dany miód uznać za lipowy.

Przygotowanie rodzin do późnych pożytków

Miodobranie na lipie wykonuje się, podobnie jak poprzednie, przy pomocy przegonek. Tutaj też trzeba poczekać, aż miód będzie zupełnie dojrzały, a więc odbiera się tylko plastry całkowicie zasklepione lub przesuwa termin miodobrania na okres po zakończeniu pożytku. Mimo dużej siły większości rodzin i braku zajęcia dla pszczół, nastrój rojowy o tej porze nie stanowi już większego zagrożenia. Ustaje też budowa plastrów, dlatego po odebraniu korpusu z miodem na jego miejsce stawia się korpus z suszem, ale nie wymienia się już ramek z czerwiem w gnieździe na węzę. Do wykorzystania dalszych pożytków przeznacza się tylko te rodziny, w których jest co najmniej 6 plastrów czerwia. W słabszych należy wymienić matki na młode lub po zlikwidowaniu starych matek połączyć je z odkładami, które były utworzone po rzepaku. Taką rodzinę, powstałą z połączenia odkładu ze słabszą rodziną produkcyjną, można wywieźć na kolejny pożytek wraz z resztą pasieki. Łączenie należy wykonać tak, by odkład znalazł się w dolnym korpusie, a bezmateczna rodzina w górnym. Jeżeli nie ma pożytku, łączone rodziny należy podkarmić. Matki w słabych rodzinach wymienia się, ponieważ niewystarczająca siła rodzin wynika z ich słabej kondycji. Wszystkie rodziny w pasiece wędrownej przebywają w takich samych warunkach pożytkowych, jeśli więc któraś z nich nie nadąża z rozwojem, jest to spowodowane złą jakością matki.

Po przekwitnięciu lip pasieka jest zagrożona rabunkami, toteż wszystkie prace należy wykonywać szybko. Dlatego przy sprawdzaniu ilości czerwia w gniazdach nie trzeba wyjmować wszystkich ramek, wystarczy skontrolować zewnętrzne plastry z czerwiem. W czasie tego krótkiego przeglądu odbiera się z gniazda plastry pełne miodu i na ich miejsce wstawia się ramki z suszem. Zazwyczaj są to skrajne plastry wypełnione nie tylko miodem z ostatniego pożytku, ale częściowo i miodem akacjowym.

Pasiekę na kolejny pożytek przewozi się tak samo, jak na akację i lipę, przede wszystkim dbając o wentylację. Na tych lipcowo – sierpniowych pożytkach pasieka pozostaje długo, do rozpoczęcia ostatniego pożytku, jakim jest wrzos lub nawłoć. Inaczej postępuje się, jeżeli w planach wykorzystania pasieki jest jeszcze późna spadź. Ten trudny do przewidzenia pożytek może wystąpić w każdej chwili, dlatego jeżeli pasieka ma pracować na spadzi, należy ją wywieźć jak najwcześniej. Wtedy prawdopodobieństwo trafienia na masowe pojawienie się owadów spadziujących jest większe, dlatego miodobranie z ostatniego nektarowego pożytku lipcowego wykonuje się jak najszybciej.

Spadź iglasta, jakkolwiek bardzo obfita, występuje tylko w wybranych rejonach naszego kraju, przede wszystkim w dużych kompleksach lasów jodłowych. Znajdują się one na Podkarpaciu i w Regionie Świętokrzyskim. Nie każdą pasiekę można przewieźć na ten pożytek, najczęściej z powodu dużej odległości lub braku miejsca do jej ustawienia na terenie, gdzie spadź występuje. Dlatego większość pszczelarzy prowadzących pasieki wędrowne w środkowej i północnej części kraju wybiera pożytek wrzosowy. Miód wrzosowy jest jednym z najbardziej poszukiwanych miodów odmianowych w Polsce i osiąga się za niego najwyższą cenę. Z tego powodu mniejszą popularnością cieszy się nawłoć, z której miód niewiele różni się w smaku od jasnego miodu wielokwiatowego.

Inne pożytki

W niniejszym opracowaniu omówiono rośliny pożytkowe mające największe znaczenie dla pszczół ze względu na ich masowe występowanie. Gatunków dostarczających pyłku i nektaru lub tylko pyłku jest znacznie więcej, ogółem w Polsce występuje ich ponad 200. Niektóre z nich powtarzają kwitnienie lub wydają dwa pokolenia w ciągu jednego sezonu. Jest wiele roślin dostarczających obfitego pożytku o lokalnym znaczeniu, na przykład nasienne plantacje roślin zielarskich (mięta, tymianek, szałwia, ogórecznik, lebiodka). Wiele pasiek korzysta z warzywnych plantacji nasiennych: kopru, kminku, cebuli, porów, fasoli wielokwiatowej i innych. Lokalne znaczenie mają dziko rosnące na większych areałach nieużytków rośliny o wielkiej wydajności miodowej, jak przegorzany, trędowniki, trojeście, ostrożnie, kocimiętki, czarnuszki i wiele innych. Często duże znaczenie dla pszczół mają różne krzewy, krzewinki i byliny, występujące zarówno w lasach jak i na wolnych stanowiskach, jak chociażby karagany, wawrzynki, wiciokrzewy, jeżyny i inne. Oprócz wymienionych wcześniej trzech gatunków wierzb pewne znaczenie mają inne, rzadziej występujące, na przykład wierzba wawrzynkowa, uszata, szara, wiciowa i śląska oraz ich odmiany i formy krzyżówkowe. Podobnie jest z lipami: oprócz najczęściej występującej i mającej największe znaczenie dla pszczół lipy drobnolistnej, spotyka się jeszcze około 30 gatunków lip, na przykład lipę szerokolistną, amerykańską, japońską, srebrzystą, długoogonkową i wiele innych oraz ich odmiany i mieszańce. Dla niektórych pasiek obfitego pożytku spadziowego dostarczają lipy, śliwy, klony, dęby, a także (raz na kilka lat) trzciny. Zaś wiosną ważnymi pożytkami rozwojowymi a czasem i towarowymi są oprócz ałyczy inne drzewa i krzewy owocowe, jak jabłonie, grusze, wiśnie, czereśnie, morele, brzoskwinie, agrest, porzeczki, borówki amerykańskie i aronie. Ogólnie rzecz biorąc, Polska jest krajem o dobrej i różnorodnej bazie pożytkowej. W ciągu ostatnich 100 lat pożytki pszczele uległy nie tyle zubożeniu, ile pewnej modyfikacji. Szczególnie na obszarach nizinnych główne pożytki przesunęły się ku wiośnie, latem często zdarzają się tam okresy suszy i niektóre tereny zaczynają stepowieć. Nie zmniejszyła się wyraźnie liczba gatunków, niektóre tylko występują rzadziej, inne sporadycznie, jeszcze inne zajmują niespotykane przed laty areały. Do nich należy chociażby rzepak, facelia, gryka, ogórecznik, maliny, a z roślin występujących na stanowiskach naturalnych mniszki i akacje, czeremchy, wierzbówki i nawłocie. Pojawiło się wiele nowych gatunków, na przykład uprawiane w ogrodach i parkach krzewy ozdobne: żylistki, berberysy, tawulce, ketmie, rożnik, barbula, mahonia i wiele innych. Te wszystkie rośliny stanowią pożytki pszczele i w celu ich właściwego wykorzystania należy stosować określone metody gospodarki pasiecznej. Dotyczy to nie tylko pożytków znajdujących się w zasięgu produkcyjnego lotu pszczół, lecz i tych które można wykorzystać stosując gospodarkę wędrowną lub tworząc nowe pasieki. Natura pod tym względem stwarza ogromne, prawie nieograniczone możliwości, trzeba tylko umieć i chcieć z nich korzystać.

Trędownik bulwiasty, jedna z najobficiej nektarujacych roślin pożytkowych. Jego większe areały występują jednak niezmiernie rzadko.

Diagnozowanie i likwidacja nastroju rojowego

Sytuacja prowadząca do podziału rodziny pszczelej przez opuszczenie gniazda przez część pszczół z matką (wyjście roju) nazywana jest nastrojem rojowym. Wyrojenie się rodziny jest zjawiskiem z punktu widzenia gospodarki niekorzystnym i nie powinno mieć miejsca w racjonalnie prowadzonej pasiece. Rodzina pszczela już na ponad tydzień przed wyjściem roju przestaje gromadzić zapasy i budować plastry. Po wyrojeniu słabnie i wydajność jej znacząco spada. Chwytanie i zagospodarowanie rojów zajmuje dużo czasu i jest przyczyną zmniejszenia wydajności pracy pszczelarza. Dlatego do zaawansowanego stadium nastroju rojowego nie należy dopuścić, czemu służy stosowanie właściwych metod gospodarki pasiecznej.

Diagnozowanie nastroju rojowego

Szczytowe stadium nastroju rojowego rozpoczyna się w momencie zaczerwienia miseczek matecznikowych. Towarzyszy temu zaprzestanie gromadzenia zapasów i budowania plastrów. Zaobserwowanie tych zjawisk we właściwym czasie pozawala podjąć stosowne kroki zapobiegające wyrojeniu się rodziny.

We wczesnym zdiagnozowaniu nastroju rojowego pomaga obserwacja rodzin najbardziej zagrożonych wyrojeniem. Są to rodziny z matkami starszymi niż dwuletnie i przekazującymi potomstwu cechę rojliwości. Należy na nie zwrócić baczną uwagę zwłaszcza w okresach nasilenia rójek, czyli wtedy, gdy większość rodzin w pasiece osiąga pełnię dojrzałości biologicznej. Nie wystarczą przy tym obserwacje, czy rodziny takie się już roją, lecz konieczny jest ich przegląd przeciwrójkowy i jeśli stwierdzi się zaawansowany nastrój rojowy, przeprowadza się zabiegi przeciwrojowe. Jednak najskuteczniejszym rozwiązaniem będzie w takich rodzinach wcześniejsza wymiana matek na młode, przekazujące potomstwu cechę nierojliwości.

W racjonalnie prowadzonej pasiece nie przeprowadza się specjalnych przeglądów przeciwrójkowych. Jeżeli znana jest jakość pogłowia i rozkład oraz wydajność pożytków, wiadomym jest, jakiego zachowania należy się spodziewać po pszczołach. Stadia rozwoju rodzin diagnozuje się przy okazji wykonywania innych planowych prac, jak poszerzanie gniazd suszem i węzą, dodawanie nadstawek, odbieranie miodu i innych. Najłatwiejszym do zauważenia objawem niepożądanej sytuacji w rodzinie jest zaprzestanie odbudowywania węzy. Nowych plastrów nie budują rodziny w zaawansowanym nastroju rojowym, te, które się już wyroiły, bezmateczne, z czerwiącymi trutówkami, głodne oraz słabe. Jeżeli wiec zauważy się, że rodzina nie odbudowała poddanej ostatnio węzy, należy ją przejrzeć dokładnie i zdiagnozować przyczynę takiego stanu rzeczy. Przegląd należy przyspieszyć zwłaszcza wtedy, gdy węza jest zgryzana i dziurkowana przez pszczoły, co jest najczęściej objawem długotrwałej bezmateczności.

Specjalny przegląd przeciwrójkowy całej pasieki wykonuje się tylko wówczas, gdy wejście dużej liczby rodzin w nastrój rojowy może być spowodowane długotrwałym załamaniem pogody, a rodziny były bardzo silne. Jednak i wtedy nie trzeba przeglądać wnikliwie wszystkich plastrów w ulach. Wystarczy jedynie stwierdzić, czy matki nie zaczerwiły miseczek matecznikowych wcześniej pobudowanych przez pszczoły. Najprościej się to robi w ulach wielokorpusowych: korpus, w którym jest matka (rodnię) należy odchylić i obejrzeć dolne części plastrów. Najwięcej miseczek pszczoły budują na dolnych krawędziach plastrów, a czasem nawet na dolnych beleczkach ramek. Jeżeli są w nich jajeczka, rodzinę taką się zaznacza i po sprawdzeniu całej pasieki wykonuje się zabiegi przeciwrojowe. W ulach innych typów należy dokonać wglądu do gniazd i również przyjrzeć się miseczkom matecznikowym. Obserwacja odbudowywania węzy może nie być miarodajna, gdyż przy niesprzyjającej pogodzie pszczoły nie mogą korzystać z pożytku i plastry budują wolniej lub wcale.

Likwidowanie nastroju rojowego

Likwidowanie zauważonego na czas nastroju rojowego zajmuje trochę czasu, ale jest znacznie mniej pracochłonne niż późniejsze chwytanie rojów. Nie generuje takich strat jak wyrojenie, bowiem rodzina w której zlikwiduje się nastrój rojowy odzyskuje zdolność produkcyjną i ponownie przystępuje do pracy na pożytku.

Pszczelarze najczęściej próbują wyprowadzić rodzinę z zaawansowanego nastroju rojowego, zrywając mateczniki rojowe. Jest to jednak tylko likwidowanie skutków nastroju, a nie przyczyny, i w większości przypadków rodzina, w której tylko zlikwidowano mateczniki i tak się wyroi. Dlatego skuteczne może być tylko takie działanie, które zmusi pszczoły do podjęcia innych prac niż bierne przygotowywanie się do opuszczenia gniazda.

W momencie, gdy nastrój rojowy jest jeszcze mało zaawansowany, sposobem na jego rozładowanie jest wstawienie do rodni kilku ramek z jasnym suszem. Matka te plastry zaczerwi i pszczoły znajdą zajęcie przy karmieniu larw, przez co przestaną „myśleć” o wyrojeniu. Jednak takie działanie jest skuteczne tylko wtedy, gdy jest pożytek a matka jeszcze nie zaczęła składać jajeczek w miseczkach.

Natomiast przy zaawansowanym nastroju rojowym konieczne jest osłabienie rodziny przez zrobienie z niej odkładu lub jej podział na dwie połączony ze znacznym poszerzeniem kubatury gniazda. Zrobienie odkładu zalecane jest dla wszystkich typów uli, zwłaszcza zaś dla leżaków. Rodzinę w zaawansowanym nastroju rojowym przegląda się, niszczy mateczniki rojowe i zabiera się jej kilka plastrów z zasklepionym czerwiem, obsiadanych przez jak największą liczbę pszczół. Utworzony odkład wywozi się na inne pasieczysko i poddaje mu matkę, natomiast gniazdo w rodzinie macierzystej uzupełnia się suszem. Inny sposób to zabranie matki z odkładem, wtedy może on pozostać na tym samym pasieczysku, gdyż przy matce pozostaną nie tylko młode pszczoły, ale i część lotnych. Zaś w rodzinie macierzystej zostawia się jeden matecznik lub poddaje się jej matkę. Pod koniec sezonu odkład można z powrotem połączyć z rodziną macierzystą, przy okazji likwidując starą matkę. Tym sposobem zazimuje się bardzo silną rodzinę.

W ulach wielokorpusowych, w silnych rodzinach, nastrój rojowy likwiduje się dzieląc rodzinę na dwie, po uprzednim zlikwidowaniu mateczników i zlokalizowaniu matki. Korpus – miodnię ustawia się na dennicy, w miejscu rodni. Do niego wstawia się jeden plaster z czerwiem niezasklepionym. Jeżeli rodzina jest bardzo silna, dostawia się na niego drugi korpus z suszem. Stworzona w ten sposób zostaje bezmateczna rodzina, w której skład wejdą pszczoły lotne. Przykrywa się ją powałką, będącą jednocześnie dennicą dla korpusu z czerwiem i matką, który postawi się na górze. Wcześniej należy zniszczyć wszystkie mateczniki rojowe. Pszczoły lotne z rodziny zasadniczej wracają do nowej, bezmatecznej rodziny, utworzonej na dole. Jeśli dopisuje pogoda i jest pożytek, rodzina ta cały czas gromadzi miód. Z rodziny zasadniczej z czerwiem i matką odleciały wszystkie pszczoły lotne, przez co ulega ona osłabieniu i nastrój rojowy w niej wygasa. Po około tygodniu niszczy się wszystkie mateczniki w dolnej rodzinie bezmatecznej i poddaje drugi plaster z czerwiem. Po upływie kolejnego tygodnia rodziny można połączyć.

Jeszcze innego postępowania wymagają rodziny wyrojone. Tradycyjną metodą postępowania, stosowaną w wielu amatorskich pasiekach jest wsypywanie roju z powrotem do macierzanka (wieczorem tego samego dnia, w którym schwytano rój) z myślą, że pszczoły jakoś się „pogodzą” i razem przystąpią do pracy. W macierzaku wcześniej likwiduje się mateczniki rojowe. Zabieg ten bywa niekiedy skuteczny, zwłaszcza gdy pojawi się obfity pożytek. Pszczoły przystępują wówczas do pracy i więcej się nie roją. Najczęściej jednak pszczoły roją się ponownie następnego dnia, mimo że w gnieździe nie ma mateczników, zdarza się też, że zabiją matkę. Przywrócenie nastroju roboczego w takiej rodzinie może trwać długo i w tym czasie pożytek się skończy. Dlatego stosuje się inną metodę, bardziej pracochłonną, lecz szybko przywracającą w ulu atmosferę pracy. Jeśli udało się złapać rój, rodzinie macierzystej zabiera się wszystkie plastry z czerwiem i umieszcza się je w innych ulach, oczywiście po zlikwidowaniu mateczników. W miejsce czerwia w macierzaku wstawia się ramki z węza i jasnym suszem. Wieczorem rój wraz z matką wsypuje się do macierzaka. Pszczoły rojowe sytuację tę traktują jak osiedlenie się w nowym miejscu i szybko przystępują do budowy plastrów na węzie i gromadzenia zapasów, matka zaś zaczyna czerwić. Sposób ten, zwany tworzeniem studni (ową studnią jest środek gniazda, złożony tylko z ramek z węzą, bez czerwia ani zapasów), ma zastosowanie tylko w małych pasiekach, gdzie jest czas na obserwowanie rojących się rodzin i łapanie rojów. W dużych pasiekach należy wszelkimi sposobami nie dopuszczać do rozwoju nastroju rojowego, co osiąga się przede wszystkim utrzymując pszczoły mało rojliwe i zapewniając obfite, ciągłe pożytki. Jeżeli pszczoły są nierojliwe, do wyprowadzenia rodziny z początkowego stadium nastroju rojowego często wystarczy tylko pojawienie się pożytku. Wtedy pszczoły likwidują larwy w matecznikach i przystępują do ”normalnej” pracy.


Metoda izolatorowa

Wiele pasiek w Polsce stacjonuje na terenach niezbyt korzystnych pod względem pszczelarskim, gdzie jedyne pożytki występują wiosną i kończą się wraz z początkiem lata. W zasadzie większość stacjonarnych pasiek amatorskich utrzymywanych na nizinach, na terenach rolniczych i w okolicy większych miast korzysta z takich ubogich pożytków. W efekcie produkują miodu w tych pasiekach jest niewielka wynosi zaledwie kilka – kilkanaście kg z rodziny. Tymczasem właściwie przygotowując rodziny do tych pożytków i odpowiednio kierując ich rozwojem można zwiększyć ich produkcję do poziomu porównywalnego z tym uzyskiwanym przez pasieki wędrowne.

Pasieki na terenach o ubogich pożytkach

Niska produkcja miodu w takich pasiekach wynika nie tylko z ubóstwa pożytków, lecz jest skutkiem niewłaściwego kierowania rozwojem rodzin, lub po prostu zupełnego braku takiego kierowania oraz, co bardzo istotne, niewłaściwej jakości pogłowia. Rodziny w takiej pasiece rozwijają się w okresie wczesnowiosennym z różną szybkością, zależnie od kondycji na przedwiośniu i decydujących o tempie rozwoju predyspozycji dziedzicznych. Wykorzystują do tego kolejne pożytki marcowe i kwietniowe, dzięki czemu najsilniejsze z nich na początku maja mogą otrzymać nadstawki. Ilość miodu pozyskanego z mniszka lub rzepaku, które w tych pasiekach mogłyby być pierwszymi pożytkami towarowymi, jest niewielka i ogranicza się do kilku kg odebranych silnym rodzinom. Po tych wziątkach następuje trwająca do dwóch tygodni przerwa w pożytkach, kiedy te najsilniejsze rodziny mogą się roić. Za to rodziny słabsze rozwijają się intensywnie, wykorzystując dostatek nektaru i pyłku, dzięki czemu na kolejny pożytek osiągają kondycję produkcyjną. Dzięki temu większość rodzin gromadzi miód na pożytku akacjowym lub innym, rozpoczynającym się na początku czerwca. Pożytek ten staje się kolejnym bodźcem rozwojowym, dzięki któremu rodzina osiąga maksymalną siłę właśnie w momencie jego zakończenia. Wtedy dochodzi do masowego rojenia się tych wszystkich rodzin, które nie wyroiły się w maju. Wyrojone rodziny nie są w stanie zgromadzić miodu z kolejnych, zazwyczaj mniej obfitych pożytków, wykorzystują je tylko na rozwój. Dlatego w wielu polskich pasiekach tradycyjnie mówi się o podziale sezonu na trzy okresy: okres rozwoju wiosennego, okres rójek i okres odbudowy rodzin przed zimą. Tego ostatniego okresu często zresztą nie ma, i to z winy samego pszczelarza. Na początku lipca pszczelarz odbiera resztę miodu wiedząc, że jest to miód ostatni i jeśli pozostawi go w ulach, pszczoły go zjedzą, bowiem po przekwitnięciu lip zaczyna się okres bezpożytkowy. Ogołocone z zapasów rodziny głodują, czasem może im nawet grozić osypanie się z głodu. Naturalną koleją rzeczy nie rozwijają się i pszczół w nich ubywa. Matki mogą podjąć czerwienie dopiero po rozpoczęciu przedzimowego dokarmiania w sierpniu. Pszczoły zimujące będą w mizernej kondycji, wychowują się bowiem późno, przy niedoborze pierzgi, karmione przez stare, zmęczone długotrwałą głodówką robotnice, które zresztą w międzyczasie muszą przerabiać syrop. Rodzina taka po przezimowaniu będzie słaba i wszystkie pożytki od marca do czerwca wykorzysta na rozwój, by znów się wyroić.

Kierowanie rozwojem rodziny

Przedstawionemu przebiegowi zdarzeń można zapobiec, odpowiednio kierując rozwojem rodziny, do czego potrzebna jest wiedza z zakresu biologii i właściwe pogłowie pszczół. Sposób pozwalający na łatwe pokierowanie kondycją i składem rodzin został rozpropagowany przez Janusza Mazurka w latach 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku jako metoda izolatorowa, gdyż zasadniczym czynnością jest tutaj ograniczenie czerwienia matki przy użyciu niewielkiego izolatora z kraty odgrodowej, mieszczącego dwie lub trzy ramki gniazdowe. Głównym celem tej metody było niedopuszczenie do wyjścia roju i zwiększenie produkcji miodu z wczesnoletnich pożytków.

Za początek roku pszczelarskiego przyjmuje się zakończenie ostatniego miodobrania, czyli w omawianych warunkach będzie to pierwsza połowa lipca. Ponieważ zaczyna się wtedy trwający do końca sezonu okres bezpożytkowy, rodziny należy podkarmiać w celu uzupełnienia bieżących zapasów i zintensyfikowania czerwienia matek. Matki powinny mieć do dyspozycji jak najwięcej plastrów na czerw, by rodziny doszły do maksymalnej kondycji przed zimą. Jeżeli brakuje również pożytku pyłkowego, rodziny należy zaopatrzyć w przygotowane wcześniej plastry z pierzgą. Gdy wychowany dzięki temu podkarmianiu czerw zaczyna się wygryzać, co ma miejsce około połowy sierpnia, przystępuje się do uzupełniania zapasów zimowych. Rodziny zazimowuje się na adekwatnej do ich siły ilości plastrów i zapasów. Wczesną wiosną rodziny takie dobrze się rozwijają, nie brakuje im pokarmu, nie są nękane przez choroby, dzięki czemu kondycję potrzebną do wykorzystania pierwszych towarowych pożytków wiosennych osiągają bez ingerencji pszczelarza. Do jego obowiązków należy tylko dostawienie nadstawek na miód przed rozpoczęciem kwitnienia rzepaku.

Dalsze postępowanie różni się od przyjętego w pasiekach gospodarujących na ciągłych, trwających przez cały sezon obfitych pożytkach. Wykorzystuje się tutaj regułę Taranowa, która uwzględnia długość rozwoju osobniczego pszczół, podział prac w rodzinie i czas ich wykonywania w określonych okresach w życiu pszczoły. Reguła ta zakłada, że rodzinę do pożytku zaczyna się przygotowywać 51 dni przed jego rozpoczęciem, a kończy 29 dni przed zakończeniem. Rozwój osobniczy pszczoły trwa 21 dni, a wiec przy wspomnianym założeniu w momencie rozpoczęcia pożytku rodzina będzie w pełni wykształcona biologicznie, gdyż w jej skład będą wchodzić pszczoły we wszystkich stadiach wiekowych we właściwych proporcjach. Jeżeli intensywne czerwienie matki zakończy się 29 dni przed końcem pożytku, w momencie jego zakończenia w ulu będą młode pszczoły w liczbie wystarczającej do odbudowy jej siły na zimę lub na kolejny pożytek (najmłodsze pszczoły będą w wieku 8 dni). Czerwia będzie niewiele, a w zwolnionych przezeń komórkach pszczoły zgromadzą miód. Za to nie będzie wcale starszych pszczół, dla których teraz nie byłoby zajęcia.

Wczesne ograniczenie czerwienia

Jeśli zatem głównym pożytkiem dla pasieki jest akacja, względnie malina, lub inne rośliny zakwitające pod koniec maja, a kończące kwitnienie około połowy czerwca, czerwienie matki należy ograniczyć w połowie maja. To bardzo wczesny termin, lecz pszczelarz obeznany z jakością pastwiska pszczelego w swojej okolicy wie, że w drugiej połowie czerwca i w lipcu nie może liczyć na żadne pożytki. Dlatego w czasie głównego pożytku rodziny nie powinny się rozwijać, gdyż wychowane jego kosztem pszczoły w późniejszym okresie będą niepotrzebne i wyroją się lub w najlepszym wypadku będzie trzeba je karmić. Wygryzą się jednak za wcześnie, by wejść w skład kłębu zimowego, nie przyniosą więc pszczelarzowi żadnych korzyści.

W ustalonym wcześniej (na podstawie obserwacji kwitnienia) terminie matkę czerwiącą w silnej rodzinie wyszukuje się i umieszcza w 2- lub 3-ramkowym izolatorze. Ważne, by był to izolator, a nie na przykład pionowa krata odgrodowa odgraniczająca kilka skrajnych plastrów z matką od reszty gniazda. Kontakt między matką a pszczołami w całym gnieździe musi być możliwie największy, a zapewnić może go tylko w miarę „przewiewny” izolator, w którym jak najwięcej ścian wykonanych jest z kraty odgrodowej. Również od góry powinien być przykryty kratą lub jej elementami, odpowiadającymi szerokości uliczek międzyramkowych.

Po zakończaniu pożytków majowych odbiera się miód, ale matka cały czas pozostaje w izolatorze. Jeżeli spodziewany jest jakiś pożytek po akacji, ramki w izolatorze można wymieniać, przestawiając plastry z czerwiem poza izolator, a w ich miejsce wstawiając jasny susz lub węzę. Należy przy tym uważać, by matka nie uciekała z izolatora. Krótki okres bezpożytkowy między rzepakiem a akacją nie będzie stanowił zagrożenia rójką, jeśli matki użytkowane w rodzinach będą młode a ich potomstwo nierojliwe. W czasie kwitnienia akacji (pierwsza dekada czerwca) powoli wygryza się czerw, a w jego miejsce składany jest miód. Pożytek nie jest wykorzystywany na niepotrzebny rozwój, ponieważ matka ma do dyspozycji tylko dwa lub trzy plastry, w większości zresztą zaczerwione. W momencie zakończenia pożytku jest mało pszczół w rodzinie, ponieważ wszystkie starsze robotnice zginęły, ciężko pracując przy gromadzeniu miodu akacjowego. Tym sposobem groźba nastroju rojowego, będącego plagą większości polskich pasiek, zostaje zażegnana. Rodzina nie jest zbyt silna, ale teraz jej wysoka kondycja nie jest potrzebna, ponieważ nie ma pożytku. Do jesieni natomiast pozostały jeszcze prawie trzy miesiące, co jest czasem wystarczającym na odbudowę sił przed zimą. Poza tym wchodzące w jej skład pszczoły są w dobrej kondycji, gdyż w stadium larwalnym były dobrze żywione, a same karmiły niewiele czerwia, jako że było go mało. Praca przy karmieniu czerwia jest bardzo wyczerpująca i pszczoła, która intensywnie wydzielała mleczko żyje nawet do 10 dni krócej od tej, która tego nie robiła. Po ostatnim miodobraniu, które w takich pasiekach może mieć miejsce już w trzeciej dekadzie czerwca, matkę wypuszcza się z izolatora i pozwala się jej czerwić do woli.

Jak już wspomniano, gdy po akacji planowany jest kolejny pożytek, który można wykorzystać towarowo, na przykład chabry, facelia lub nieco później lipa, co kilka dni wymienia się w izolatorze plaster z zasklepionym czerwiem na węzę. Częstotliwość wymiany plastrów izolatorze zależy od planowanej obfitości i długości ostatniego pożytku. Wtedy pszczoły będą pracować na jeszcze jednym, późniejszym pożytku i dopiero po odebraniu ostatniego miodu matkę wypuszcza się z izolatora, by mogła przygotować rodzinę do odpowiedniej siły na zimę.

Izolator i rójka

Ponieważ matka jest zamknięta w izolatorze i składa niewielkie ilości jajeczek, jej funkcje wydzielnicze są ograniczone (zwłaszcza jeśli jest to matka starsza), co prowadzi do odczucia bezmateczności u pszczół pracujących z dala od niej. Mogą one zakładać mateczniki ratunkowe na czerwiu poza plastrem, a także rojowe w izolatorze. Dlatego przy przedłużającej się przerwie pożytkowej rodziny trzeba kontrolować i mateczniki likwidować. Nie jest to trudne, bowiem plastrów z czerwiem jest niewiele. Przy najbardziej radykalnym ograniczaniu matki gdy plastrów w izolatorze się nie wymienia, mateczniki mogą być założone tylko tam. Jeśli wtedy rodzina się wyroi, matka pozostaje w izolatorze i rój po pewnym czasie (2 ÷ 3 godz.) wraca. Jeżeli uda się taką sytuację zaobserwować, można w rojącej się rodzinie szybko przywrócić nastrój roboczy. W tym celu odbiera się jej wszystkie plastry z czerwiem i przenosi się je do innej rodziny, zaś na ich miejsce wstawia się ramki z jasnym suszem i węzą. Prowadzi to do stworzenia gnieździe sytuacji podobnej do tej, jaką zastaje rój osadzający się na nowym miejscu, gdzie pszczoły muszą szybko zbudować plastry, a matka zacząć czerwić. Metoda izolatorowa zapobiega więc ucieczce roju, nawet jeśli pszczoły są rojliwe, a matki starsze.

Pojawiające się czasami w plastrach poza izolatorem jajeczka mogą sugerować pszczelarzowi, że w rodzinie znajduje się druga matka, względnie prowadzą do snucia fantastycznych teorii, że pszczoły przenoszą jajeczka z plastrów w izolatorze lub złożyła je matka, która przecisnęła się przez kratę. Tymczasem są to jajeczka składane przez trutówki, które powodowane małą ilością substancji matecznej i feromonów otwartego czerwia zaczynają funkcjonować jak w rodzinie od dłuższego czasu bezmatecznej. Większość larw wyklutych z larw składanych przez trutówki w takiej rodzinie pszczoły zjadają, a tylko z niektórych wychowane będą trutnie. Może się jednak zdarzyć, że do rodziny z matka zamkniętą w izolatorze zbłądzi obca matka powracająca z lotu godowego, matka lecąca z rojem lub uciekającą rodzinka weselną. Jeżeli zostanie przyjęta, jest szansa, że w rodzinie będą czerwić dwie matki, pszczoły też mogą zlikwidować matkę w izolatorze a tę obcą potraktować jako „swoją”. Wszystkie takie sytuacje dają się racjonalnie wytłumaczyć, niemniej mniej doświadczonego pszczelarza mogą wprawić w osłupienie.

Wymiana matek

W opisanych warunkach pożytkowych marki w rodzinach można wymieniać co dwa lata, ponieważ nie są one nazbyt intensywnie eksploatowane. Matki wymienia się na czerwiące, po zakończeniu głównego pożytku, w drugiej połowie czerwca lub na początku lipca, by mogły intensywnie czerwić przez cały lipiec. Jest to niezbędnym warunkiem dobrego przygotowania rodziny do zimy. Wyszukanie starej matki nie sprawia kłopotu, gdyż znajduje się ona w izolatorze. Ze względu na układ pożytków pogłowie pszczół powinno charakteryzować się intensywnym, wczesnym rozwojem, dobrą miodnością i nierojliwością.

Podstawowym celem zastosowania metody izolatorowej jest ograniczenie wychowu pszczół, który odbywałby się kosztem miodu z nielicznych pożytków. Dzięki temu produkcja miodu wzrasta, a nastrój rojowy się nie rozwija, ponieważ w momencie zakończenia pożytku w rodzinach pszczół jest niewiele. Ograniczenie czerwienia matek tylko do dwóch ramek pozwala bardzo skutecznie walczyć z warrozą, którą niszczy się prostymi zabiegami po zakończeniu ostatniego pożytku. Jeżeli roztoczy na czerwiu jest bardzo dużo, można go nawet zlikwidować, by całkowicie pozbyć się pasożytów.

Metoda izolatorowa nie ma zastosowania na terenach o obfitych, długotrwałych pożytkach oraz w intensywnie prowadzonych pasiekach wędrownych.

Comments are closed.