Współpraca

■ Forum Polanka
■ Katalog Pszczelarski
■ LTP
■ "Pszczelarstwo"
■ Miód Warszawa
■ Pasieka
■ Pszczelarska Oficyna
■ PszczeliPark
■ Pszczoły.Pl
■ pszczoły.rolnicy.com
■ PWRSA
■ PZP
■ rolnicy.com
■ Sądecki Bartnik
■ SPP Polanka
■ ŁYSOŃ

Miód Polski

Ankieta I

Rasa pszczół w Twojej pasiece

  • kraińska (48%, 61 Votes)
  • Buckfast (23%, 29 Votes)
  • krzyżówki (10%, 13 Votes)
  • kaukaska (9%, 11 Votes)
  • włoska (6%, 7 Votes)
  • środkowoeuropejska (4%, 7 Votes)

Total Voters: 127

Loading ... Loading ...

Ankieta II

Do jakiej organizacji pszczelarskiej należysz?

  • - Polski Związek Pszczelarski (38%, 38 Votes)
  • - Nie należę do żadnej organizacji (38%, 38 Votes)
  • - Mam zamiar się przyłączyć (13%, 13 Votes)
  • - SPP Polanka (6%, 6 Votes)
  • - Związek niezrzeszony w PZP (5%, 5 Votes)
  • - Stowarzyszenie Pszczelarzy Zawodowych (0%, 0 Votes)

Total Voters: 99

Loading ... Loading ...
To view the gallery in a popup window, click here.

Polskie pasieki

„Polskie pasieki”

Pszczelarstwo jest integralną częścią polskiego rolnictwa i środowiska naturalnego, a także polskiej kultury. Kraj nasz leży w strefie klimatu umiarkowanego. W naturalnej szacie roślinnej takiego klimatu dominują rośliny nasienne, których rozmnażanie jest uzależnione od zapylenia przez owady. Najważniejszym gatunkiem zapylającym rośliny w naszej części świata były i są pszczoły miodne. Pojawiły się one na terenie Europy Środkowej po ostatnim zlodowaceniu, na długo przed powstaniem współczesnej cywilizacji.

Pszczoły były użytkowane przez ludzi od niepamiętnych czasów, a głównym produktem pozyskiwanym od nich był miód. Wraz z postępem cywilizacyjnym zmieniał się wygląd pasiek oraz sposoby obsługi rodzin pszczelich. Zawsze pewien odsetek społeczeństwa zajmował się chowem pszczół i tak jest również obecnie.

Polskie pszczelarstwo niewiele różni się od pszczelarstwa w innych krajach o podobnym klimacie. Specyfika polskiego rolnictwa, warunki gospodarcze, demograficzne, a także kulturowe sprawiły, że w naszym kraju nie powstały duże pasieki zawodowe, nie licząc odosobnionych przypadków. Chów pszczół w Polsce opiera się na pszczelarstwie amatorskim i półzawodowym, co ma swoje dobre strony, zwłaszcza z punktu widzenia rolnictwa i bioróżnorodności naturalnych siedlisk przyrodniczych. Pszczoły bowiem są najważniejszymi owadami zapylającymi zarówno rośliny uprawne jak dziko rosnące. Przeciętna polska pasieka liczy 25 – 35 rodzin pszczelich. Pasieki w Polsce są dość równomiernie rozmieszczone, przy czym więcej jest ich w pobliżu terenów silnie zurbanizowanych. Wynika to właśnie z amatorskiego charakteru pszczelarstwa, gdyż pszczelarze to ludzie różnych zawodów, często zresztą będący już w wieku poprodukcyjnym. Średni bowiem wiek pszczelarza przekracza 50 lat.

ul_031

Rozdrobnienie pasiek jest zjawiskiem korzystnym. Dzięki temu niewiele jest w Polsce terenów, gdzie brakowałoby owadów zapylających kwitnące rośliny. Z kolei przewaga amatorów wśród pszczelarzy, ludzi utrzymujących pszczoły z przyczyn nie merkantylnych sprawia, że pszczelarstwo jest odporne na trendy koniunkturalne i pogłowie rodzin pszczelich utrzymuje się od wielu lat na podobnym poziomie. Również niewielkim wahaniom podlega poziom wytwarzania produktów pszczelich w Polsce oraz rynek artykułów i urządzeń do produkcji pszczelarskiej.

Z szerokiej gamy pasiecznych produktów najpowszechniej pozyskiwany w naszych pasiekach jest miód. Wydajność miodowa rodziny pszczelej może być różna i zależy od warunków pogodowych oraz zaangażowania pszczelarza. W pasiekach prowadzonych ekstensywnie ilość miodu pozyskanego w sezonie z jednego pnia wynosi od kilku do kilkunastu kg. Tam, gdzie jest prowadzona intensywna gospodarka nastawiona na pozyskiwanie dużych ilości produktów, przekracza 30 kg, a rekordowo sięga nawet 80 kg.

Produktem pozyskiwanym w każdej pasiece jest wosk. Jego produkcja wynika z konieczności wymiany części plastrów w każdym sezonie. Wydajność woskowa jednej rodziny pszczelej w Polsce wynosi od 0,3 do 1 kg.

W wielu pasiekach pozyskiwane są uboczne produkty pszczele, z których największe znaczenie ma pyłek kwiatowy, poławiany w formie obnóży. Zależnie od intensywności pozyskiwania z jednej rodziny uzyskuje się od 1 do 5 kg pyłku. Inne produkty uboczne to pierzga, propolis, mleczko pszczele i jad pszczeli.

Zupełnie innym kierunkiem użytkowania pasiek jest usługowe zapylanie upraw rolniczych. Produktem jest tutaj wzrost plonu zapylanej rośliny, a pszczelarz otrzymuje zapłatę za zapylanie od plantatora. To główny kierunek użytkowania pszczół w krajach, gdzie plantacje roślin rolniczych zajmują bardzo duże obszary i gdzie na skutek trwającego dziesiątki lat stosowania pestycydów została zniszczona dzika entomofauna. W Polsce ten kierunek wykorzystania pszczół ma marginalne znaczenie, gdyż większość rolników nie jest zainteresowana zapylaniem swoich upraw. Wędrówki na wymagające zapylenia plantacje odbywają się wtedy, gdy pszczelarzowi opłaci się wywieźć pasiekę, gdyż uzyska dzięki temu większą produkcję miodu.

Całkowicie marginalną dziedziną użytkowania pszczół jest użytkowanie ich w apiterapii. Niemniej istnieją duże możliwości rozwoju tego kierunku ze względu na coraz większe zainteresowanie medycyną alternatywną oraz wzrost zamożności społeczeństwa.

Niezmiernie ważnym kierunkiem produkcji pasiecznej jest wychów matek pszczelich oraz produkcja nowych rodzin. Pasieki hodowlane zajmują się hodowlą i utrzymaniem czystych linii pszczół oraz linii krzyżowniczych, a także masowym wychowem matek hodowlanych i użytkowych. To bardzo ważne zadanie, gdyż od jakości pracy hodowlanej i poziomu dystrybucji materiału hodowlanego zależy jakość populacji pszczół w Polsce. Zakładanie i powiększanie pasiek oraz odbudowa strat zimowych i innych (na przykład z powodu wytruć, chorób.) jest możliwe dzięki produkcji odkładów i pakietów w zajmujących się tym pasiekach.

„Finansowanie zakupu pszczół”

W rozwiniętych krajach europejskich pszczelarstwo jest wspierane przez państwo, które dostrzega znaczenie pszczół dla gospodarki i w utrzymania naturalnego środowiska. Wsparcie polega na finansowaniu przedsięwzięć mających na celu odbudowę pogłowia pszczół lub przynajmniej utrzymanie go na stałym poziomie. Rentowność pszczelarstwa, podobnie jak wielu innych gałęzi rolnictwa, w ostatnich dziesięcioleciach drastycznie spadła i nie mogłyby one istnieć bez wsparcia państwowego.

W Polsce stałym elementem wspierania pszczelarstwa przez wiele lat była możliwość zakupu cukru z przeznaczeniem na dokarmianie pszczół po cenie niższej niż rynkowa (lub zakupu cukru w ogóle, w latach powszechnych niedoborów rynkowych 1976-89). Po przystąpieniu do UE z tego sposobu wsparcia zrezygnowano, wprowadzono za to mechanizmy funkcjonujące w krajach unijnych. Jednym z najważniejszych elementów wsparcia jest dofinansowanie zakupu matek pszczelich, co ma na celu poprawę jakości pogłowia, oraz dofinansowanie zakupu rodzin pszczelich, odkładów i pakietów, czego celem jest odbudowa i zwiększanie pogłowia pszczół. W Polsce fundusze te są rozdzielane przez Agencję Rynku Rolnego w ramach Krajowego Programu Wsparcia Pszczelarstwa od roku 2005.

Pszczelarze chętnie korzystają z możliwości refundacji zarówno zakupu matek pszczelich jak i samych pszczół. W ciągu pierwszego roku funkcjonowania programu liczba wymienianych matek w polskich pasiekach wzrosła o ponad 100%. Również refundowany zakup odkładów cieszy się coraz większym powodzeniem. Pszczelarze, którzy dotychczas we własnym zakresie powiększali pasieki lub odbudowywali straty zimowe, mają możliwość zrobić to prawie za darmo. To samo dotyczy pszczelarzy początkujących. Refundacja zakupu pszczół pozwala obniżyć koszty zakładania pasieki, które są duże, wziąwszy pod uwagę wysokie ceny pszczół, nowych uli i innego sprzętu potrzebnego do prowadzenia pasieki.

Niestety, wprowadzenie Krajowego Programu Wsparcia Pszczelarstwa nie spowodowało wzrostu liczby rodzin pszczelich. Powodem jest wiele niekorzystnych czynników, które wystąpiły w tym samym czasie. Najważniejsze z nich to zmniejszająca się rentowność prowadzenia pasiek, niekorzystne warunki pogodowe w pierwszych latach realizacji Programu, rozwój chorób pszczół na niespotykaną dotąd skalę, zatrucia pszczół środkami chemicznymi, niekorzystne zmiany przepisów regulujących stosowanie pestycydów w rolnictwie a nawet wprowadzanie rozporządzeń zabraniających utrzymywania pszczół w niektórych miejscowościach.

Wzrost obrotów na rynku pszczół spowodował zwiększenie liczby pasiek hodowlanych oraz produkujących odkłady. Wielu pszczelarzy prowadzących średniej wielkości lub duże pasieki zainteresowało się produkcją pszczół na sprzedaż jako przedsięwzięciem przynoszącym szybki i pewny dochód. Wzrosła liczba zarejestrowanych linii hodowlanych, zarówno czystych jak i krzyżówkowych, gdyż według założeń obowiązującego do 2013 roku programu można refundować zakup matek dokonany tylko w pasiekach hodowlanych.

Należy się liczyć z tym, że państwo również w kolejnych latach będzie wspierać zakładanie, powiększanie i utrzymywanie pasiek. Istnienie bowiem pszczół i ich praca jako zapylaczy jest niezbędnym czynnikiem pozwalającym utrzymać bioróżnorodność w naturalnym środowisku oraz zapewnić wysoką produkcję żywności.

„Co zrobić, żeby chcieli?”

Pszczelarstwo to nie tylko zawód, to pasja, nawet powołanie i w dodatku misja. By być pszczelarzem, pszczoły trzeba polubić, a jeszcze lepiej pokochać. Tylko człowiek rozumiejący pszczoły może być dobrym pszczelarzem. Pszczoły wiedzą, czy ktoś je rozumie, czy czuje ich potrzeby i tylko wtedy mogą się odwdzięczyć, pracując i dzieląc się swoimi produktami.

Pszczelarstwo to praca ciężka, wymagająca dużej sprawności fizycznej, wytrwałości, odporności psychicznej. By do czegoś dojść w tym zawodzie, trzeba mieć dużą wiedzę i móc sobie pozwolić na duże nakłady inwestycyjne. Trzeba być odpornym na użądlenia i wytrzymywać pracę w skwarze i duchocie osiatkowanego kapelusza, ale też często w zimnie i na deszczu. Często trzeba „zarywać” noce, bo przecież wędrówki, szykowanie sprzętu i wirowanie miodu. Do tego trzeba być zdolnym stolarzem, handlowcem, a ostatnio znawcą przepisów sanitarnych, weterynaryjnych, budowlanych, skarbowych i innych.

To dużo czy mało jak na jednego człowieka chcącego nie tylko bawić się z pszczółkami, ale i uzyskiwać z nich jakiś dochód? I czy to wszystko prawda? Czy pszczelarzem może być tylko Rambo, profesor ekonomii i biologii oraz mnich benedyktyński w jednym? Otóż nie, okazuje się, że pszczelarzami są najbardziej zwyczajni ludzie, na ogół starsi, nierzadko niepełnosprawni, o najróżniejszym wykształceniu, wykonywanych i wyuczonych zawodach, mający dużo czasu dla rodziny, działalności społecznej czy nawet politycznej. Często pasjonują się też innymi dziedzinami życia, jak muzyka, sport, turystyka, fotografika, historia, film, filatelistyka, wędkarstwo, hodowla gołębi itd. I oczywiście też mają na to wszystko czas. Pszczoły zaś hodują nie dlatego, że muszą, lecz jest to i przyjemne, i dochodowe zajęcie. Niejeden pszczelarz z utęsknieniem czeka na zakończenie swojej właściwej kariery zawodowej, by na emeryturze lub rencie móc poświęcić się ”na całego” pszczelarstwu.

Ale żeby być pszczelarzem, wcale nie trzeba być pasjonatem, nie trzeba się poświęcać i nie trzeba być wyjątkowym człowiekiem obdarzonym metafizycznym powołaniem. Prowadzenie pasieki to nie praca w hospicjum, szpitalu dla trędowatych czy na afrykańskich misjach. To bardzo przyjemne zajęcie, o wiele łatwiejsze od większości prac wykonywanych przez każdego z nas codziennie, nie tylko w „normalnej” pracy, ale i w domu. Tyle tylko, że pszczelarz, w odróżnieniu od przedstawicieli innych zawodów, swoją pracę LUBI, nie zaś wykonuje ją, bo musi. I nieprawdą jest, że między pszczelarzem i pszczołami istnieje jakaś niezauważalna więź, jakieś poczucie wspólnoty każące pszczelarzowi podejmować pewne działania wtedy, kiedy pszczoły od niego tego oczekują. Pszczelarz po prostu wie, że wiosną należy poszerzać gniazda, po pożytku wirować miód, w czasie bezpożytkowym zrywać mateczniki i łapać roje, a pod koniec sezonu pszczoły karmić. Wie to tak samo, jak wie rolnik, że wiosną trzeba wypędzać krowy na pastwisko, latem żniwować, po żniwach orać, później siać i tak dalej. Wie tak samo, jak kierowca, że ruszać trzeba na zielonym świetle, i nauczyciel, że lekcję rozpoczynać trzeba po dzwonku. I jeżeli pszczelarz na czas nie da nadstawek lub nie poszerzy gniazd i pszczoły zaczną się roić, to nie dlatego, że tego nie czuł, ale nie wiedział lub mu się nie chciało.

Natomiast pszczoły? Pszczoły nic nie wiedzą o pszczelarzu. Nie wiedzą, że to dzięki niemu mają co jeść zimą, że w ulu jest sucho i ciepło, że nie nękają ich choroby i szkodniki. Nie wiedzą, jakie pszczelarz ma problemy, że czasem jest nie w humorze, wchodząc do pasieki i tylko dzięki nim się uspokaja, rozluźnia, wycisza. Nie wiedzą nic o swoim pszczelarzu i tak naprawdę mają go w nosie (u pszczół będą to czułki), nie chcą tylko by im przeszkadzał w pracy, rozbierał ich dom, zabierał zapasy. Nie wiedzą, że gdy zabierze miód, to potem je nakarmi cukrem i bronią się, nie tylko w czasie miodobrania, ale jeszcze bardziej w czasie karmienia. Dla pszczół pszczelarz to po prostu nowy rodzaj niedźwiedzia lub innego szkodnika, z którym należy walczyć. Czy pszczelarz jest, czy go nie będzie, pszczoły tak samo będą pracować, gromadzić zapasy, wychowywać nowe pokolenia robotnic, roić się, zbijać w kłąb na zimę, czyli robić to wszystko, co właściwe jest ich biologii. Pszczelarz może tylko kierować pszczołami wykorzystując wiedzę o nich, stosując odpowiednie zabiegi i używając do tego potrzebnego sprzętu. Pszczoły zaś nie pracują, by pszczelarzowi się odwdzięczyć za jego dobroć, lecz dlatego, że leży to w ich naturze.

Człowiek pracujący w pasiece musi być silny. Wiadomo, trzeba dźwigać nadstawki z miodem, pojemniki z syropem, ciężkie daszki, korpusy, ciągle na nogach, często w pozycji schylonej. Ale czy można być policjantem, murarzem, sprzedawcą, kierowcą, lekarzem, pielęgniarką, wychowawcą, mając uraz kręgosłupa i do tego niewładne kończyny? Nie można i najczęściej taki człowiek jest na rencie, względnie pracuje umysłowo. Pracowników umysłowych w pszczelarstwie (produkcyjnym) wielu nie trzeba, ale przecież umysłowych tynkarzy, hydraulików czy kierowców nie ma wcale. Tutaj nasza branża od innych się nie różni, co najwyżej tym, że pszczelarz – przedsiębiorca wcale nie musi mieć herkulesowej siły. Wystarczy, że dobrze będzie kierował zespołem odpowiednio przeszkolonych ludzi. Zresztą nie wszystkie prace w pasiece polegają na dźwiganiu, często są to zajęcia wręcz filigranowe, na przykład dodawanie węzy czy czynności związane z wychowem matek. Owszem, prace czasem żmudne i wymagające dużej cierpliwości, ale zapewniające ruch na świeżym powietrzu i ciągły kontakt z przyrodą, a więc to, o czym każdy księgowy (nie tylko główny) czy ściśnięty w sterylnym gabinecie dyrektor może tylko pomarzyć.

Koszty prowadzenia pasieki są duże, jeżeli ma być ona założona od zera. Wtedy zakup uli, pszczół, sprzętu, samochodu, budowa pracowni, to wydatek, na który mało kto może sobie pozwolić. Jednak i tu jest rada: instytucje, mające wspierać rolnictwo realizują programy umożliwiające rozbudowę gospodarstwa pasiecznego lub jego budowę od podstaw. Co prawda trzeba mieć do tego wiedzę i co najmniej 1 ha ziemi, ale wiedza potrzebna jest obecnie w każdym zawodzie, i to często o wiele większa niż ta wymagana do poprowadzenia pasieki. A jest gdzie się szkolić, ponieważ kursów organizuje się coraz więcej, i to też finansowanych przez instytucje unijne.

Dochód uzyskiwany z prowadzenia pasieki nie poraża, jeśli porównać go z zarobkami ludzi z list najbogatszych Polaków publikowanych przez niektóre gazety z okazji nowego roku. Jednak zyski rzędu kilkunastu  – kilkudziesięciu tys. złotych rocznie (a takie można osiągnąć ze 100 – 200 pniowej pasieki) są porównywalne z przeciętnymi zarobkami w „zwyczajnych” zawodach. Tylko że w pszczelarstwie pracuje się 3 – 4 miesiące w roku.

W czym więc tkwi problem? Po co ten artykuł i wykazywanie w nim „za” i „przeciw” pszczelarstwu, gdy wszystko jest jasne i wiadomo, że to zawód dochodowy, bezpieczny, zdrowy, i do tego ciekawy. Jest co prawda kilka zagrożeń: choroby, wytrucia, uzależnienie od pogody, użądlenia, trudności ze sprzedażą produktów, niskie ceny – ale gdzie ich nie ma. Tutaj przynajmniej nikt nie ukarze pszczelarzy za wyprodukowanie nadmiaru miodu, jak to zrobiono ostatnio z producentami mleka. Wypadków zaś przy pracy w pasiece zdarza się znacznie mniej niż nie tylko w górnictwie, ale i w drodze do biura.

Mimo wszystko pszczelarz to zawód zanikający, jeśli w ogóle można mówić o pszczelarzu jako zawodzie. Starsi pszczelarze nie mają następców, którzy przejęliby ich pasieki. Nie ma ich też komu sprzedać. Ci w średnim wieku rzadko swoje gospodarstwa rozwijają, czy warto bowiem inwestować, jeżeli za kilkanaście lat te ule i pracownia nie będą nikomu potrzebne? Syn czy wnuk pszczelarza podejrzliwie parzy na ojca lub dziadka, nie bardzo rozumiejąc, po co miałby się imać odpowiedzialnego i pracochłonnego hobby, podczas gdy trzeba myśleć o zarabianiu pieniędzy, ustawieniu się i wygodnym życiu. Dlatego na zebraniach pszczelarzy często słychać narzekania na „dzisiejszą młodzież”, która nie rozumie starszego pokolenia i jego dziwacznych zainteresowań. Wypowiedzi pszczelarskich latorośli w stylu: „dziadek, zabierz te ule albo najlepiej je spal, taka ładna działka, można na niej coś pobudować albo ją nieźle sprzedać, a ty trzymasz niewiadomo po co te swoje osy” – w rodzinach wielu pszczelarzy są na porządku dziennym.

Dlaczego? Zanim „dzisiejszą młodzież” zaczniemy od czci i wiary odsądzać, zastanówmy się nad jej racjami. Młody człowiek nie chce przejąć 20-pniowej pasieki po dziadku, ponieważ to dla niego żaden interes. By prowadzić pasiekę składającą się z kilkunastu uli, trzeba być pszczelarstwa pasjonatem, pszczoły kochać i je rozumieć. Zmusić do miłości trudno, zwłaszcza młodego człowieka, który na ogół ma kogo kochać, do tego ma masę planów i zajęć… I zajmie się młodzieniec pszczołami jeżeli zauważy, że z pszczół dochód może być taki jak z innej pracy lub nawet wyższy, a w dodatku spostrzeże inne korzyści płynące z prowadzenia pasieki, ale korzyści dla siebie. Wtedy jest szansa, że pasiekę odziedziczy, rozbuduje i wraz z nami ten zawód (pasja?) się nie zakończy. Trzeba jednak nowemu pokoleniu pszczelarstwo pokazywać jako sposób na życie, a nie sposób na spędzanie wolnego czasu. A nie jest to łatwe, pszczelarz bowiem w świadomości nie tylko całego naszego społeczeństwa ale i większości rodzin pszczelarskich to właśnie „misjonarz”. Najwyższy więc czas zacząć ten pogląd zmieniać jeśli nie chcemy, by nasze ule posłużyły następnemu pokoleniu za paliwo do grilla.

„Wspomnienie naszych patronów”

„Upływa szybko życie, jak potok mija czas” – słowa pieśni na pożegnanie szkoły wywołują u każdego rzewne wspomnienie uciekającej młodości. Młodości, a więc i tej szkoły, z której przed laty się wyszło, a do której chciałoby się wrócić i być w niej znowu, jak kiedyś. Niestety, tamte lata nie wrócą, zostały wspomnienia, przetrwały niektóre przyjaźnie, ale i trwa tęsknota za minionymi latami.

Taką szkołą, szkołą – czarodziejką, której wspomnienie chwyta za serce każdego z nas, jej absolwentów, jest Technikum Pszczelarskie. Dawno rozjechaliśmy się do swoich gniazd rodzinnych a czasem jeszcze dalej, a zawsze chciałoby się wracać… Warto się zastanowić, czyją zasługą jest atmosfera, która była i jest w tym czarownym miejscu. Bo to przecież nie tylko piękne położenie, ładnych miejsc w Polsce jest dużo. Nie zasługa młodzieży, ta wszędzie jest taka sama, nieprawdą jest, że do Pszczelej przychodzą specjalni wybrańcy. Ta szkoła jest inna niż wszystkie dzięki tym, którzy ją tworzą: nauczycielom, wychowawcom i innym pracownikom, szeroko rozumianej kadrze, której już trzecie pokolenie nie tylko szkoli i wychowuje, ale stwarza niepowtarzalny „pszczelowolski” klimat. Trzecie pokolenie, ale wiernie kultywujące tradycje zaszczepione przez założycieli szkoły i jej pierwszych pedagogów. To nazwiska znane całej pszczelarskiej Polsce. Niestety, czas płynie nieubłaganie i wszyscy Oni w niebiańskich pasiekach już gospodarują, pozostali jednak we wdzięcznej pamięci nie tylko wychowanków szkoły.

Nasza szkoła została powołana w 1944 roku, jeszcze jako Liceum Pszczelarskie będące częścią Liceum Gospodarstwa Wiejskiego w Lublinie. W swoim obecnym miejscu, wówczas w majątku ziemskim znajdującym się w podlubelskiej Żabiej Woli, szkoła rozpoczęła działalność we wrześniu 1945 roku. Pierwsze posiedzenie Rady Pedagogicznej Państwowego Liceum Pszczelarskiego odbyło się 6 września 1945 roku w składzie: inż. Tadeusz Wawryn, dr Antoni Demianowicz, Józef Szymankiewicz, inż. Zofia Wasilewska, Adolf Furmanik, inż. Tadeusz Szulc. Wszystkie te nazwiska złotymi zgłoskami wpisały się w historię pszczelarstwa polskiego, a w historię szkoły szczególnie dwa z nich.

Pani Zofia Wasilewska – Wawryn i pan Tadeusz Wawryn to osoby będące legendą naszej szkoły, dla nas, absolwentów, stanowiące takie symbole jakim była postać Marszałka dla Legionistów. To Oni tę szkołę założyli i oni kierowali jej rozwojem przez długie lata. Oni zapoczątkowali tę szczególną atmosferę, która w tym miejscu trwa do dziś i do której tak chce się wracać wychowankom szkoły z prawie sześćdziesięciu już roczników.

Pani Zofia – Wasilewska – Wawryn urodziła się w Petersburgu 18 stycznia 1916 roku. Szkołę średnią ukończyła w Poniewieżu na Litwie, w 1936 roku wstąpiła na wydział ogrodniczy w SGGW w Warszawie. Studia kontynuowała na tajnych kompletach w czasie okupacji hitlerowskiej. Przygotowując się do egzaminu dyplomowego po uzyskaniu absolutorium rozpoczęła pracę w Państwowym Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach. Tam zebrała i opracowała naukowo potrzebne do pracy materiały z zakresu sadownictwa i ochrony roślin. Pracując zawodowo uzyskała tytuł magisterski.

W czasie okupacji włączyła się czynnie do działalności konspiracyjnej i wstąpiła do oddziału Armii Krajowej. W grudniu 1944 roku rozpoczęła pracę w Lublinie w tworzącym się Instytucie Pszczelarskim. Otrzymała funkcję kierownika pasieki w Żabiej Woli, a nieco później zastąpcy kierownika Zakładu Hodowli Matek Pszczelich. Po utworzeniu w Żabiej Woli Liceum Pszczelarskiego przeszła na etat nauczycielski. Związała się ze szkołą, a wkrótce także na całe życie z jej dyrektorem Tadeuszem Wawrynem, za którego wyszła za mąż.

Cieszyła się wielką estymą i szacunkiem młodzieży oraz współpracowników za takt, kulturę i powściągliwość, z jaką podchodziła do najbardziej nawet drażliwych spraw. Miała wielkie serce dla wszystkich, szczególnie bliskie jej były sprawy kultury i dobrego wychowania. Zawsze wspierała swojego męża wspomagając Go we wszystkich trudnych momentach życia. Pracę zawodową zakończyła w 1973 roku. Jeszcze przez kilka lat prowadziła zajęcia dydaktyczne. Zmarła w pełni sił, 30 listopada 1988 roku.

Pan Tadeusz Wawryn urodził się 31 sierpnia 1913 roku w Płoskiem koło Zamościa. Ukończył gimnazjum w Zamościu i w 1933 roku wstąpił do Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. W latach 1934 – 39 odbył studia wyższe w SGGW w Warszawie na wydziale rolnym.

Uczestnik Wojny Obronnej Polski w randze podporucznika Wojska Polskiego, po zakończeniu kampanii wrześniowej wraca do rodzinnej wsi i pracuje w pasiece swojego ojca.

W 1942 roku zabrawszy część pasieki wyjeżdża do Lublina, gdzie angażuje się do pracy w Lubelskiej Izbie Rolniczej oraz w Wojewódzkim Związku pszczelarzy. Specjalizuje się w wychowie matek pszczelich. Bierze aktywny udział w szkoleniu pszczelarzy praktyków. W 1944 roku zaproponował zorganizowanie Liceum Pszczelarskiego, która to idea znalazła wielu sprzymierzeńców wśród ówczesnych działaczy Związku i Izby Rolniczej oraz władz administracyjnych. W październiku 1944 otrzymuje nominację na dyrektora nowej szkoły, z zadaniem jej organizacji.

Inauguracja działalności szkoły jako klasy lubelskiego Liceum Gospodarstwa Wiejskiego następuje 10 października 1944 roku. Władze administracyjne przydzielają szkole ośrodek podworski Żabia Wola z zabytkowym dworkiem Rohlandów i zabudowaniami gospodarczymi. Tam też 10 października 1945 roku odbył się wykład dr Antoniego Demianowicza inaugurujący kolejny już rok nauki, we własnej siedzibie, w dworku Rohlandów w Żabiej Woli.

Kolejne lata pracy pana Tadeusza Wawryna upływają na tworzeniu właściwych podstaw materialnego bytu szkoły, budowania programów nauczania oraz pozyskiwania wysoko wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej. Szkoła podlega wszystkim przemianom wynikającym z reformowania systemu oświatowego. W rezultacie tych zmian w 1955 roku ugruntowuje się jako państwowe Technikum Pszczelarskie z pięcioletnim okresem nauki.

Tadeusz Wawryn jest duszą wszystkich poczynań ekonomicznych, które zapoczątkowują budowę nowoczesnej na owe czasy bazy dydaktycznej i socjalnej szkoły. Najpierw następuje adaptacja na potrzeby szkoły zabudowań gospodarczych, potem powstaje barak mieszczący sale lekcyjne, w 1960 roku nawy internat, a w dwa lata później budynek szkolny z salą gimnastyczną, kolejno szklarnia, pierwsze domy mieszkalne, obiekty sportowe i budynki gospodarcze. Wszystkie te działania budują prestiż Technikum Pszczelarskiego, powodują, że uczniowie tej szkoły są z niej dumni. Dzięki zaangażowaniu nauczycieli i otwartości pana dyrektora Wawryna w szkole rozwijają się najprzeróżniejsze formy działania pozalekcyjnego. Powstaje zespół pieśni i tańca, teatralny, recytatorski, prężnie działa koło fotograficzne, PTTK, ZHP.

Pan Wawryn zajmuje się pracą naukową, ukoronowaniem której jest uzyskanie w 1970 roku w Akademii Rolniczej w Lublinie tytułu doktora nauk rolniczych.

Tadeusz Wawryn posiadał też duszę społecznika, aktywnie działał w Wojewódzkim i Polskim Związku Pszczelarskim, był radnym gromadzkim, powiatowym, przewodniczył Komisji Oświaty w Powiatowej Radzie Narodowej w Bychawie, Pracował w komisji Wychowania Fizycznego i Sportu. Był cenionym wykładowcą pszczelarstwa, szczególnie z zakresu hodowli matek pszczelich na niezliczonych kursach pszczelarskich. Dużo pisał. Jego artykuły o tematyce pszczelarskiej i oświatowej ukazywały się w „Pszczelarstwie” oraz w „Biuletynie Pedagogicznym Szkół Rolniczych” i innych czasopismach. Jest współautorem monumentalnego i elementarnego dla wielu pokoleń pszczelarzy dzieła „Hodowla pszczół” , a wspólnie z L. Weberem wydał „Selekcję i wychów matek pszczelich”.

Za pracę pedagogiczną i społeczną uzyskał wiele odznaczeń państwowych, między innymi Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty i Srebrny Krzyż Zasługi, Złotą Odznakę Związku Nauczycielstwa Polskiego, Zasłużony dla Lubelszczyzny.

Na emeryturę odszedł w 1973 roku, Jeszcze przez kilka lat prowadził lekcje z hodowli pszczół. Zmarł 1 sierpnia 1990 roku.

Tyle życiorysów i historii szkoły. Biorąc pod uwagą niewątpliwe zasługi państwa Wawrynów dla rozwoju nie tylko Pszczelej Woli, ale całego pszczelarstwa polskiego, absolwenci postanowili nadać szkole Ich imię. Obecna nazwa brzmi: Technikum Pszczelarskie imienia Zofii i Tadeusza Wawrynów w Pszczelej Woli. Nadanie imienia szkole odbyło się w 1992 roku.

Szkoła posiada znaczny dorobek w postaci wyposażenia dydaktycznego i kadry nauczycielskiej, oprócz tego każdy uczeń zostawia coś w szkole w postaci pracy dyplomowej. Dorobek szkoły jest imponujący, o czym świadczy liczba absolwentów i wykonanych przez nich prac. Również słuchacze powołanego w 1985 roku Policealnego Technikum Pszczelarskiego Zaocznego nie pozostają w tyle i starają się zaimponować swoimi pracami nie tylko oceniającym je profesorom, ale i wszystkim, którzy będą z nich w przyszłości korzystać.

Ponieważ nic tak nie fascynuje, jak oryginalność, grupa słuchaczy Technikum zaocznego, ucząca się w latach 1999 – 2001 postanowiła jako pracę dyplomową wykonać popiersia patronów szkoły. Po uzyskaniu akceptacji dyrekcji przyszli technicy – pszczelarze zwrócili się do artystki – rzeźbiarki z prośbą o wykonanie popiersi patronów. Po kilku wizytach w Pszczelej Woli i po zdobyciu niezbędnej do wykonania rzeźb dokumentacji fotograficznej popiersia były gotowe. Zdjęć dostarczył profesor Mieczysław Wojtacki, też człowiek – legenda, na zawsze związany nie tylko ze szkołą ale z całym polskim pszczelarstwem. Odsłonięcia rzeźb miano dokonać w 2000 roku, przy okazji Zjazdu Absolwentów, 55-lecia szkoły i Ogólnopolskich Dni Pszczelarza w Lublinie i Pszczelej Woli. Niestety, kolejne tragiczne wydarzenie (we wrześniu 2000 roku, tuż przed Zjazdem, zmarł dyrektor szkoły, pan profesor Wojciech Flis), uczyniło święto bardziej cichym i mniej uroczystym. Dlatego popiersia zostały ustawione bez wielkiej pompy na korytarzu szkolnym po lewej i prawej stronie gabloty ze sztandarem szkoły, gdzie stoją do dziś.

Comments are closed.