Współpraca

■ Forum Polanka
■ Katalog Pszczelarski
■ LTP
■ "Pszczelarstwo"
■ Pasieka
■ Pszczelarska Oficyna
■ PszczeliPark
■ Pszczoły.Pl
■ pszczoły.rolnicy.com
■ PWRSA
■ PZP
■ rolnicy.com
■ Sądecki Bartnik
■ SPP Polanka
■ ŁYSOŃ

Miód Polski

Ankieta I

Rasa pszczół w Twojej pasiece

  • kraińska (48%, 61 Votes)
  • Buckfast (23%, 29 Votes)
  • krzyżówki (10%, 13 Votes)
  • kaukaska (9%, 11 Votes)
  • włoska (6%, 7 Votes)
  • środkowoeuropejska (4%, 7 Votes)

Total Voters: 127

Loading ... Loading ...

Ankieta II

Do jakiej organizacji pszczelarskiej należysz?

  • - Polski Związek Pszczelarski (38%, 38 Votes)
  • - Nie należę do żadnej organizacji (38%, 38 Votes)
  • - Mam zamiar się przyłączyć (13%, 13 Votes)
  • - SPP Polanka (6%, 6 Votes)
  • - Związek niezrzeszony w PZP (5%, 5 Votes)
  • - Stowarzyszenie Pszczelarzy Zawodowych (0%, 0 Votes)

Total Voters: 99

Loading ... Loading ...
To view the gallery in a popup window, click here.

Podsumowanie sezonu pszczelarskiego 2012

„Sezon 2012 – jaki był”, „Pasieka”

Za nami kolejny sezon pasieczny. Początkującym pszczelarzom przyniósł nowe doświadczenia, tym ze stażem potwierdził znaną prawdę, że wiedza i praktyka są niezbędne do radzenia sobie w każdych warunkach pogodowych.

 

Pogoda bowiem determinuje nasze osiągnięcia na niwie wyników prowadzenia pasieki. Pogoda, baza pożytkowa, zdrowotność pszczół i jakość pogłowia – to najważniejsze czynniki decydujące o efektywności pracy pszczelarza. Za nimi dopiero idzie model gospodarki pasiecznej, a więc częstotliwość wykonywania określonych prac i typ ula. Na pogodę oczywiście nie mamy wpływu, na jakość bazy pożytkowej już większy, gdyż to my decydujemy o tym, gdzie ustawimy pasiekę. Wartość pogłowia utrzymywanego w pasiece też zależy tylko od nas. Dbałość o zdrowie pszczół to też nasz obowiązek, w obecnych bowiem warunkach pszczoły z nękającymi je chorobami nie poradzą sobie same i bez pomocy ludzi przestaną istnieć.

 

Parę słów o pogodzie i pożytkach

 

Warunki pogodowe w zakończonym właśnie sezonie nie były zadowalające. Co prawda część pszczelarzy uważa ten rok za udany i chociaż zbiory miodu u nich nie były rekordowe, ale też nie odbiegały od średniej z wielu lat. Są to jednak pasieki korzystające z wielu pożytków, a więc prowadzone intensywnie. Jeśli nie dopisał jeden z pożytków, niepowodzenie zrekompensował kolejny. Gorsza sytuacja była w pasiekach stacjonarnych bazujących na dwóch, góra trzech pożytkach głównych. Bardzo długa i mroźna zima, późna wiosna, zmienna pogoda w maju i w czerwcu sprawiły, ze w większości polskich pasiek zbiór miodu ukształtował się w dolnej strefie stanów niskich. Poprawa pogody w lipcu i sierpniowe upały niewielu pszczelarzy zadawalają, jest to bowiem pora przygotowania rodzin do zimy, a nie intensywnego wziątku.

Dawno nie widziany atak mrozów na przełomie stycznia i lutego nie zaszkodził silnym, zdrowym, dobrze przygotowanym do zimy pszczołom. Nasze skrzydlate przyjaciółki z natury rzeczy są przystosowane do przetrwania długiej i mroźnej zimy. Dotyczy to zwłaszcza utrzymywanego masowo w Polsce pogłowia, które jest silnie zmieszańcowane. Wbrew temu, co często słyszy się w pszczelarskich dyskusjach o niepotrzebnym i niekontrolowanym wprowadzaniu do naszych pasiek pszczół obcych ras, tych nieprzystosowanych do miejscowych warunków środowiskowych, w przeciętnej pasiece są pszczoły nie przystające do żadnego wzorca rasowego. Jednak straty zimowe wynikłe z uporczywie nie kończącej się zimy nie były duże. Jeśli już, to dotyczyły rodzin, gdzie z różnych względów zabrakło pszczołom zapasów. Stan taki nie musi być skutkiem skąpstwa pszczelarza. Zdarza się bowiem, że w trakcie przedzimowego karmienia dochodzi do rabunków i którejś ze słabszych rodzin zapasy zabiorą silniejsze koleżanki. Jeśli nawet pszczelarz ten proceder zauważy, nic nie może wskórać, gdyż rabunek trwa nadal aż do nadejścia chłodów.

 

Przygotowanie do zimy

 

Prawdziwa zima w tym roku pojawiła się dopiero pod koniec stycznia. Nie jest to bynajmniej sytuacja wyjątkowa, taki przebieg pogody jest charakterystyczny dla naszego klimatu. Luty, jak wskazuje nazwa tego miesiąca, powinien być właśnie mroźny i taki był w kończącym się roku. To ważna wskazówka dla wszystkich pszczelarzy jeśli chodzi o zaopatrzenie pszczółek w zimowe zapasy. Dotyczy to zwłaszcza kolegów, którzy konsekwentnie obawiają się „przekarmienia” pszczół uważając, że rodzina zazimowana na plastrach zawierających duże ilości zapasów nie utworzy prawidłowego kłębu zimowego. Pamiętajmy jednak, ze miesiące jesienne i pierwsza część zimy to czas całkowitej stagnacji w rozwoju rodziny, z czym wiąże się spożycie zapasów na poziomie kilkudziesięciu dekagramów na miesiąc. Dopiero pod koniec zimy i na przedwiośniu zapas cukrowy jest spożywany w większych ilościach. I właśnie w tym końcowym okresie z dużą regularnością dochodzi w naszym klimacie do spadków temperatury, jak to miało właśnie miejsce w tym roku. Jeśli więc zakończyliśmy karmienie w ostatnich dniach sierpnia, prawdziwa zima może przyjść dopiero za 5 miesięcy, jak to miało miejsce ostatnio. Przez te miesiące pszczoły spożyją część zapasów i nawet jeśli plastry były całkowicie wypełnione syropem powstanie dużo miejsca na zawiązanie ciasnego kłębu, pozwalającego na utrzymanie w czasie siarczystych mrozów właściwej temperatury.. Za to w górnej części plastrów, nad kłębem, będą jeszcze zapasy gwarantujące pszczołom przeżycie do końca zimy i dobry rozwój na przedwiośniu.

Zapasów może zabraknąć również wtedy, gdy rodzina jest zazimowana na zbyt obszernym gnieździe. Wtedy kłąb zimujących pszczół znajduje się na plastrach niemalże pozbawionych pokarmu, z których już po zakończeniu karmienia wygryzł się czerw. Za to boczne plastry wypełnione są całkowicie, ale niestety znajdują się poza zasięgiem pszczół. Przy długiej zimie dochodzi do osypania się rodziny z głodu podczas gdy zapasów w ulu jest dużo. Pszczelarz dochodzi do wniosku, że winę za straty ponosi złej jakości syrop użyty do karmienia, gdyż skrystalizował w plastrach i nie mógł być spożyty przez pszczoły. Prawda jest zaś taka, że zapas skrystalizował, gdyż znajdował się poza kłębem pszczół, w temperaturze niewiele różniącej się od tej na zewnątrz ula. Dlatego przy układaniu gniazd na zimę nie możemy sugerować się rzekomą ciasnotą w ulu w sierpniu i wrześniu, lecz liczbę plastrów dostosować do prawdziwej siły rodziny. Z reguły po nastaniu chłodów pszczoły ścisną się tak, że 3 do 4 plastrów pozostanie nie obsiadanych..

 

Wiosenne niepowodzenia

 

Lutowe mrozy nie wyrządziły więc strat w pasiekach, za to zniszczyły ozime uprawy zbóż i rzepaku. Zwłaszcza w środkowej Polsce, gdzie w tym czasie brakowało pokrywy śnieżnej, straty te były odczuwalne. Nie było miodu rzepakowego. Z kolei akacja też nie wszędzie dopisała na skutek zmiennej pogody. U wielu pszczelarzy czas kwitnienia akacji przypadł na wyjątkowe upały. Pszczoły nie zdążyły zebrać nektaru, ten zresztą często wysechł już w godzinach porannych. Pożytek lipowy też nie wszystkich zadowolił, często obserwowano lipy pełne kwiecia, ale nie oblatywane przez pszczoły. Z późniejszych pożytków korzystają tylko niektóre pasieki.

Najgorsza była sytuacja na terenach spadziowych. Pszczelarze Podkarpacia długo oczekiwali na spadź, niestety, bezskutecznie. W ocenie wielu podgórskich pasieczników to najgorszy rok w całej ich dotychczasowej pszczelarskiej karierze.

Niskie zbiory miodu nie przełożyły się na zwiększone zapotrzebowanie rynkowe. Ceny wzrosły niewiele, zresztą sami pszczelarze cenę niejednokrotnie „psują” próbując za wszelką cenę odebrać klienta konkurencji, którą jest przecież drugi pszczelarz. Lawinowy wzrost rozumianych ogólnie kosztów utrzymania (paliwa, energia, żywność, podatki) nie przekłada się na wzrost cen produktów pasiecznych. Zresztą środki do produkcji pszczelarskiej też zdrożały. Przykładem niech będzie cena paszy dla pszczół. Najtańszy syrop inwertowany przed dwoma laty kosztował niewiele ponad 2 zł za kg, w minionym zaś sezonie cena jego wzrosła o około 50%. Podobna sytuacja ma miejsce na rynku cukru.

 

Inne zagrożenia

 

Niedogodności będące pokłosiem czynników pogodowych czy ekonomicznych nie są dla pszczelarzy niczym nowym. Poza tym pszczelarstwo jest dla większości z nas dodatkowym źródłem dochodu i klęskowe lata odbijają się na poziomie życia pszczelarza i jego rodziny niewielkim z reguły echem. Oczekujemy jednak satysfakcji z naszej pracy oraz pracy naszych pszczółek i zaangażowanie emocjonalne liczy się tutaj bardziej niż to materialne. Dlatego wszelkie niepowodzenia są bolesne i każdy pszczelarz, któremu się coś nie udało stara się dociec tego przyczyn i nie dopuszczać więcej do niekorzystnych sytuacji. Oczywiście liczymy na to, że najbliższa zima będzie łagodniejsza, przyszły sezon będzie udany i pożytki dopiszą jak nigdy dotąd.

Nie są to jednak jedyne nurtujące nas problemy. Wciąż wielu pszczelarzy spotyka się z niespodziewanym ginięciem pszczół z części uli, a czasem nawet całych pasiek. Problem dotyka zarówno zupełnych amatorów o niewielkiej wiedzy i doświadczeniu, jak i prawdziwych zawodowców. Przyczyna tych strat nadal nie jest oficjalnie wyjaśniona i próżno szukać w literaturze oraz doniesieniach naukowych recepty na tę przypadłość. Pszczelarz, który spotkał się z takimi niespodziewanymi stratami najczęściej doszukuje się przyczyn w czynnikach zewnętrznych. Jeśli ule opustoszały po zimie, to wiadomo: przyczyną musiał być pokarm o niewłaściwym składzie cukrowym lub zawierający truciznę. Jeśli w innym okresie – to na pewno GMO lub chemia w rolnictwie albo jedno i drugie. Zawsze więc czynniki od nas niezależne, o których decydują ludzie pszczołom i pszczelarzom nieżyczliwi, nieprzyjaźni środowisku i mający na uwadze jedynie własny interes.

Tymczasem przy każdym niepowodzeniu zastanowić się powinniśmy, jaka była w tym nasza rola. Czy na pewno zrobiliśmy wszystko jak należy i to nie tylko w bieżącym sezonie, ale również w poprzednich. Zjawiska przyrodnicze są bowiem wynikiem działania wielu czynników. Objawy nie muszą pojawiać się nagle, często są wynikiem kumulacji niekorzystnych zdarzeń trwających wiele miesięcy lub nawet lat.

To samo może dotyczyć niespodziewanego znikania pszczół. Pomijając skutki bezpośredniego wytrucia będącego efektem opryskania kwitnącej plantacji środkiem owadobójczym, każde inne zjawisko zagłady rodziny pszczelej czy całej pasieki powinno być wnikliwie rozpatrzone. Ułatwi nam to uniknięcie błędów w przyszłości. Dlatego przy każdym niepowodzeniu musimy się zastanowić, co mogliśmy zrobić niezgodnego ze sztuką pszczelarską. W rozmowach z pszczelarzami częstokroć udaje się ustalić, które czynności pasieczne wykonane były nieprawidłowo, powierzchownie lub nie wykonano ich wcale.

W największym stopniu dotyczy to zdrowotności pszczół. Każdy z nas wie, że o zdrowie pszczółek należy dbać, przy czym najważniejszym elementem tej dbałości jest regularne zwalczanie warrozy. Nie ma w Polsce pszczół, które nie były by zagrożone tą chorobą. Jeśli ktoś ma pszczoły, ma też problem z warrozą i już nigdy nie będzie inaczej. Warroza powoduje osłabienie pszczół oraz pośredniczy w przenoszeniu groźnych chorób wirusowych i grzybowych. Słabe pszczoły łatwiej zapadają na kolejne choroby bakteryjne i grzybowe. Rodzina, w której jest dużo pasożytów Varroa zginie nie na skutek wyczerpania sił życiowych pszczół przez żywiące się hemolimfą pasożyty, lecz z powodu innych jeszcze groźniejszych chorób.

Zaniedbanie zwalczania warrozy w jednym sezonie nie musi się objawiać ginięciem lub tylko słabnięciem pszczół w kolejnym sezonie. Z reguły efekt naszej niefrasobliwości objawia się po 1,5 roku lub nawet po dwóch latach. Szok jest tym większy, że słabną i giną silne rodziny z porządnymi matkami, często o znanym pochodzeniu. To z kolei utwierdza pszczelarza w mniemaniu, że wynikiem pracy hodowlanej jest osłabienie sił życiowych i odporności pszczół, co przecież w rzeczywistości nie jest celem żadnego hodowcy.

Modelowy wręcz przypadek jest opisany w poprzedniej „Pasiece” przez kol. Piotra Nowotnika w artykule „Syndrom pustego ula oczyma młodego pszczelarza”. Autor prowadził pasiekę zgodnie z wszelkimi regułami fachowości. Pszczoły były silne, matki młode, pożytki obfite. Warroza została zwalczona, mimo to jedna z rodzin przestała istnieć już na jesieni, po zakończeniu uzupełniania zimowych zapasów. Ale niepokoi opis zabiegów przeciwko roztoczom: autor sam przyznaje, że „warroza sypała się niesamowicie”. Zabieg wykonany po ostatnim miodobraniu był więc niewątpliwie skuteczny, ale zastanowić się trzeba, skąd wzięły się w rodzinach roztocze w takiej liczbie. Musiały być wcześniej, już w poprzednim sezonie, jeśli ich populacja pod koniec lata zrobiła się tak liczna Niemożliwe jest bowiem zainfekowanie rodziny w ciągu zaledwie paru wiosenno – letnich miesięcy do tego stopnia, by wskutek zabiegu roztocza z pszczół dorosłych się wręcz „sypały”.

Wniosek z tego taki, że zabiegi wykonane w poprzednim sezonie były nieskuteczne, a może ich po prostu nie było. Co prawda wiosną zwalczano warrozę preparatem BeeVital, jednak wtedy było już dużo czerwia i wszystkie roztocze były bezpieczne pod zasklepem. Natomiast bardzo skuteczny zabieg sierpniowy zlikwidował tylko roztocza pasożytujące na pszczołach. Te osobniki musiały się przecież gdzieś wychować, co miało miejsce na czerwiu, z którego wyszły pszczoły, których zadaniem było przeżycie zimy i odchowanie nowego pokolenia robotnic wiosną. Niestety, w stadium poczwarek pszczoły te były „pożywką” dla pasożytów. Oprócz osłabienia wynikającego z wysysania hemolimfy, zostały one zarażone najróżniejszymi szczepami wirusów, z których wirus ostrego paraliżu pszczół miał największe znaczenia i skrócił ich życie do 1 – 2 miesięcy. A przecież, by rodzina przezimowała, pszczoły zimowe powinny żyć nawet do 8 miesięcy.

Zwrócić więc należy uwagę na prawidłowe wykonywanie wszystkich zabiegów, zarówno tych leczniczych jak i będących normalnym kanonem prac pasiecznych. Ale mają być one wykonywane systematycznie, a nie tylko wtedy, gdy pszczoły trzeba ratować. Wszystkie niekorzystne sytuacje, czy to będzie nastrój rojowy, czy słaba kondycja rodziny przed zimą, czy też syndrom pustego ula, są wynikiem wcześniejszych zaniedbań, czemu winien jest tylko pszczelarz.

Comments are closed.