Współpraca

■ Forum Polanka
■ Katalog Pszczelarski
■ LTP
■ "Pszczelarstwo"
■ Pasieka
■ Pszczelarska Oficyna
■ PszczeliPark
■ Pszczoły.Pl
■ pszczoły.rolnicy.com
■ PWRSA
■ PZP
■ rolnicy.com
■ Sądecki Bartnik
■ SPP Polanka
■ ŁYSOŃ

Miód Polski

Ankieta I

Rasa pszczół w Twojej pasiece

  • kraińska (48%, 61 Votes)
  • Buckfast (23%, 29 Votes)
  • krzyżówki (10%, 13 Votes)
  • kaukaska (9%, 11 Votes)
  • włoska (6%, 7 Votes)
  • środkowoeuropejska (4%, 7 Votes)

Total Voters: 127

Loading ... Loading ...

Ankieta II

Do jakiej organizacji pszczelarskiej należysz?

  • - Polski Związek Pszczelarski (38%, 38 Votes)
  • - Nie należę do żadnej organizacji (38%, 38 Votes)
  • - Mam zamiar się przyłączyć (13%, 13 Votes)
  • - SPP Polanka (6%, 6 Votes)
  • - Związek niezrzeszony w PZP (5%, 5 Votes)
  • - Stowarzyszenie Pszczelarzy Zawodowych (0%, 0 Votes)

Total Voters: 99

Loading ... Loading ...
To view the gallery in a popup window, click here.

Jaki sierpień, takie przedwiośnie

Pszczelarska wiosna zaczyna się wraz z pierwszym oblotem, ale z tym oblotem prawdziwym, po którym rodziny zaczynają się dynamicznie rozwijać. Oblot taki przy normalnym dla naszego klimatu przebiegu pogody ma miejsce w końcu lutego lub w pierwszej połowie marca. Okres wcześniejszy to przedwiośnie, kiedy w ulach dużo może się dziać, ale w sytuacjach krytycznych niewiele można wtedy pszczołom pomóc.

 

Owo przedwiośnie w bieżącym roku zaczęło się znacznie wcześniej, niż zazwyczaj. Rodziny pszczele w prawie wszystkich pasiekach dokonały oblotu jeszcze w pierwszej połowie stycznia. Mało tego, gdzie nie tu zaczęła kwitnąć leszczyna, z której zbieraczki skwapliwie zbierały pyłek. Jednym słowem, wiosna w środku zimy, spowodowana niespotykanie o tej porze wysokimi temperaturami. Jak ta nietypowa pogoda wpłynie na kondycję pszczół wiosną (tą prawdziwą), to się dopiero okaże, zależy to bowiem od pogody w kolejnych dwóch miesiącach, której wtedy, w połowie stycznia najstarsi górale i najmądrzejsi synoptycy nie potrafili przewidzieć. Jeżeli wiosna przyjdzie szybko, ciepła zima, a raczej jej brak, pszczołom nie zaszkodzi. Pszczoły są bowiem wybitnie ciepłolubne i lepiej się czują w wyższych temperaturach niż przy trzaskających mrozach. Jedyna obawa o stan pasiek w momencie przyjścia tej prawdziwej wiosny dotyczyć może sytuacji, gdy zima ulegnie przesunięciu w czasie i zaskoczy nie tylko pszczoły i pszczelarzy, ale też tradycyjnie drogowców, w marcu i kwietniu.

Zima trzymająca do maja jest bowiem dla pszczół niekorzystna nie tylko wtedy, gdy grudzień i styczeń przypominały kwiecień, jak to było ostatnio. Również zima po zimie nic dobrego nie niesie, czego przykładem był poprzedni rok. Pszczoły najlepiej się rozwijają, gdy zima jest krótka, niekoniecznie mroźna, a wiosna przychodzi szybko i nie ma w niej nawrotów zimna. O tym, że zima pszczołom do niczego nie jest potrzebna, świadczą wyniki produkcyjne uzyskiwane przez pasieki w krajach śródziemnomorskich lub jeszcze cieplejszych, chociażby w Meksyku, Australii, Wietnamie, na południu Chin i wielu innych. Ponieważ zimy tam nie ma, nie ma też strat zimowych, nie ma kosztów związanych z zimowlą, a sezon jest dłuższy i trwa nie tak jak u nas 4 ÷ 5 miesięcy, lecz cały rok. Są tam oczywiście inne zagrożenia, choćby te wynikające z występowania chorób i szkodników nie spotykanych w pasiekach klimatu umiarkowanego (na przykład roztocz Tropilaelaps i żuczek ulowy) ale choroby te można zwalczać innymi sposobami, niekoniecznie przy pomocy zimy.

O jakości przezimowania decydują więc nie tyle temperatury w styczniu i w lutym, co w marcu i kwietniu. Największy jednak wpływ na zimowlę ma przygotowanie rodzin do tego trudnego okresu, a więc postępowanie pszczelarza już od połowy lipca w poprzednim sezonie. Kondycja matek, siła i skład biologiczny rodzin, ilość i jakość zapasów, ich ułożenie w gnieździe, poziom porażenia warrozą – te czynniki decydują o tym, jak rodziny będą wyglądać w maju. Dobrze było to widać wiosną minionego roku, gdy po wyjątkowo długiej zimie rodziny silne, zazimowane zgodnie z wszelkimi prawidłami tej sztuki, ruszyły ochoczo do pracy, podczas gdy te słabe przestały istnieć w marcu lub jeszcze wcześniej, w czasie 30-stopniowych mrozów. A trzeba pamiętać, że zarówno ostatnia, jak i poprzednia jesień, były wyjątkowo długie i ciepłe, przez co matki mogły czerwić bardzo długo. To z kolei ma wpływ na kilka innych czynników, bezpośrednio przekładających się na jakość przezimowania. Przede wszystkim zwiększone jest zużycie zapasów, nie tylko tych cukrowych, ale i pierzgi, która tak potrzebna będzie na przedwiośniu. Może to być przyczyną późniejszego osypania się z głodu tych rodzin, które zapasów miały najmniej, a rozwijały się najdłużej. Długie, późne czerwienie prowadzi do szybszego wyczerpania się pszczół zimujących, które zmuszone są utrzymywać w kłębie zimowym wysoką temperaturę i karmić ten niepotrzebny czerw. Do karmienia młodszych larw potrzebne jest mleczko, a pszczoły mogą je wydzielać tylko raz w swoim życiu. W tej sytuacji pszczoły, których zadaniem było przeżycie zimy i wykorzystanie swoich możliwości jako karmicielek na przedwiośniu, „zużyją” swoje gruczoły gardzielowe jeszcze przed rozpoczęciem zimy. Zużyją też zapasy białkowo – tłuszczowe w swoich organizmach i nie zdążą ich już odnowić. Za to wychowane tak wielkim kosztem pszczoły będą w mizernej kondycji i nie pożyją dłużej niż do stycznia lub lutego. Wychów czerwia przez całą jesień wydłuża okres, w którym może się rozwijać warroza. Została ona co prawda zwalczona różnymi sposobami wcześniej i nie powinno jej być, lecz dzięki ciepłej jesieni pszczoły mogły latać bardzo długo, a były to loty nie tylko po pyłek z wyjątkowo długo kwitnącej przy takiej pogodzie gorczycy. Pszczoły każdą chwilę wykorzystają na pracę w celu zgromadzenia w swoim gnieździe jak największych zapasów. Trudno więc im się dziwić, że gdy znajdowały słabsze rodziny w sąsiednich pasiekach, korzystały skwapliwie z ich zapasów i przenosiły je do siebie, póki sił i dnia starczyło. Wraz z rabowanym miodem i cukrem przyniosły warrozę, odnawiając jej pogłowie w swojej rodzinie. Roztocze Varroa wychowane na czerwiu jesiennym mogą w bieżącym roku kontynuować rozmnażanie już od połowy stycznia, gdyż już wtedy zaczął się pojawiać pierwszy czerw przedwiosenny. Pierwszym bodźcem stymulującym przedwiosenny rozwój jest wydłużający się dzień, a oddziaływanie jego przy wysokich styczniowych temperaturach było tak silne, że w połowie tego miesiąca niektóre silne rodziny miały już po 2 ÷ 3 plastry z czerwiem. Zauważyli to bardziej niecierpliwi pszczelarze, którzy chcąc zaspokoić swoją ciekawość w ciepłe styczniowe dni zajrzeli do tych intensywniej oblatujących się rodzin. Na szczęście zaglądanie do ula przy temperaturze 12 ÷ 15° C pszczołom nie zaszkodzi, ale też nie pomoże. Pozostaje tylko czekać na wiosną i liczyć na jej przyjście we właściwym czasie.

Nie ma sposobu, którym można by zmusić pszczoły do zatrzymania rozwoju teraz, na przedwiośniu, gdy dzień staje się coraz dłuższy, a temperatura na dworze bywa wyższa niż czasami w maju. Za to można było nie dopuścić do niepotrzebnego czerwienia jesienią, wtedy przyspieszony rozwój styczniowy nie byłby dla pszczół tak wyczerpujący, a może nawet nie byłoby go wcale. Trudno jednak zmusić pszczoły do tego, by zaprzestały rozwoju i nie pozwalały młodym matkom czerwić we wrześniu, październiku i listopadzie, gdy temperatura na dworze nierzadko w dzień przekracza 15° C, a w nocy ani razu nie spada poniżej zera. Nie pomoże tutaj wcześniejsze zakończenie karmienia, ponieważ rozwój w dalszym ciągu będzie stymulowany ciepłem i ciągłym dopływem nektaru i pyłku, przynoszonego przez zbieraczki z niekończących się jesiennych pożytków. Na nic się zda praktykowane przez wielu pszczelarzy zabieranie górnego i bocznego ocieplenia, , mające na celu obniżenie temperatury w gniazdach. Na zewnątrz jest przecież ciepło i temperatura w ulu będzie taka sama jak na dworze, bez względu na to, czy w ulu są poduszki i maty, czy ich nie ma. Jedynym sposobem wydaje się takie przygotowanie gniazd zimowych, by matki nie miały gdzie składać jajeczek, czyli całkowite zapełnienie plastrów zapasami cukrowymi i pierzgą. W tym celu rodziny karmi się w drugiej połowie sierpnia lub na początku września dużymi dawkami syropu lub inwertu, zmuszając w ten sposób pszczoły do zalania zapasami każdej wolnej komórki. Wtedy matka nie zdąży zaczerwić plastrów zwolnionych przez wygryzający się czerw, gdyż pszczoły natychmiast zapełnią je zapasem, którego w podkarmiaczkach cały czas jest nadmiar. Wtedy czerwienie prawie zupełnie ustaje, ponieważ brakuje nań miejsca. Dzięki temu zużycie zapasów na jesieni jest nieznaczne, a zimujące pszczoły utrzymują swoją wysoką kondycję aż do przedwiośnia. Skutki styczniowego ocieplenia nie będą wtedy tak dotkliwe, ponieważ pojawiający się czerw będzie pierwszym w czasie tej zimowli. Tylko część pszczół zaangażuje się w jego karmienie, podczas gdy reszta będzie oczekiwać na właściwy czerw przedwiosenny. Oprócz tego, przy minimalnym zużyciu zapasów jesienią, wolnych komórek na czerw jest niewiele i siłą rzeczy teraz też będzie go mało.

Proponowane „zalanie” gniazd zapasami nie zawsze się udaje. Dotyczy to słabszych rodzin, które nie nadążają z zagospodarowaniem na czas wszystkich zapasów i są narażone na rabunki. W czasie karmienia panuje w pasiece niemalże roboczy nastrój i pszczoły mniejszą uwagę zwracają na obronę gniazd. Duża część pokarmu podawanego słabszym rodzinom jest rabowana, zaś to co pozostanie pobudzi je tylko do intensywnego rozwoju. Dlatego w słabych rodzinach czerwia będzie przybywać, za to zapasów będzie coraz mniej. Efektem jest często obserwowana przez pszczelarzy sytuacja, gdy gniazda silnych rodzin są „po brzegi” wypełnione zapasami, zaś słabsze wyglądają tak, jakby wcale nie dostały pokarmu. Zapobiec temu można zimując tylko silne rodziny.

Również w silnych rodzinach obfite karmienie nie zawsze spowoduje całkowite zapełnienie gniazd. Pszczoły mogą bowiem budować „dzikie” plastry w wolnej przestrzeni za zatworem lub w głębokiej dennicy i w nich będą gromadzić zapasy, podczas gdy w gnieździe czerwienie trwa w najlepsze. Wtedy kłąb zimowy uwiąże się w na plastrach z czerwiem, a większość zapasów znajdzie się poza gniazdem. Jeżeli pszczelarz tego nie zauważy i nie zaradzi tej sytuacji, rodzina może paść z głodu w połowie zimy lub nawet wcześniej.

Mówiąc o takim całkowitym zapełnieniu gniazd zapasami trzeba uspokoić tych wszystkich pszczelarzy, którzy obawiają się przekarmienia pszczół. Przekarmienie to polegać ma nie na tym, że pszczoły za dużo się najedzą (co zdarza się w chowie innych zwierząt gospodarskich), lecz na niekorzystnym oddziaływaniu na zimującą rodzinę plastrów całkowicie wypełnionych zapasami. Teoretycznie pszczoły nie będą mogły utworzyć stabilnego termicznie kłębu zimowego, gdyż będzie on poprzedzielany „zimnymi” płaszczyznami zapasu cukrowego. Pszczoły zaś mogą utrzymywać stałą temperaturę w całym kłębie, ponieważ wchodzą do pustych komórek dzielących go plastrów. Okazuje się jednak, że jest to zagrożenie tylko teoretyczne, bowiem do wystąpienia pierwszych jesiennych mrozów (których w minionym roku nie było) pszczoły spożyją pewną ilość zapasów i w dolnych częściach plastrów zawsze się znajdą jakieś puste komórki. Oprócz tego mimo najbardziej obfitego karmienia zawsze pozostanie w środku gniazda trochę czerwia i w miejscu, gdzie się on wygryzie, będzie środek kłębu zimowego. Za to wcale owego przekarmienia nie trzeba się obawiać w ulach z dużą przestrzenią podramkową, na przykład przy zastosowaniu głębokich dennic w ulach wielokorpusowych. Wtedy część pszczół tworzących kłąb zimowy będzie wisieć pod ramkami i w miarę ubywania zapasów będą się przesuwać coraz wyżej. Nie ma zresztą żadnych badań dowodzących negatywnego wpływu zbyt dużej ilości zapasów na przezimowanie rodzin, za to prawie każdy pszczelarz zna skutki zaopatrzenia pszczół na zimę w zapasy zbyt ubogie.

Mało czerwia jesienią to także niewiele warrozy na wiosnę. Jeżeli w sezonie zastosowano skuteczne sposoby zwalczania tego pasożyta, po karmieniu nie będzie go w pasiece wcale. Dopiero wraz z jesiennymi rabunkami w ulach pojawią się pierwsze roztocze, które nie będą mogły się rozmnożyć, jeżeli nie będzie czerwia. Zresztą zwalczanie warrozy to oddzielny problem, najistotniejszy z punktu widzenia prowadzenia pasieki, a najbardziej zaniedbany w ostatnich latach. Sprowadza się bowiem nie do opracowania skutecznych metod jej zwalczania, lecz bezowocnych dyskusji na temat wykorzystania środków finansowych na leczenie pszczół. Tymczasem najważniejsza w pokonaniu pasożyta jest masowość stosowania zabiegów leczniczych w tym samym czasie. Niestety, jak dotąd żadna organizacja pszczelarska ani instytucja państwowa nie zrobiła nic w kierunku przekonania pszczelarzy o konieczności współpracy na tym polu. Za to prawie każdy polski pszczelarz wie, jakie środki można na warrozę stosować, które z nich są dobre a które złe i ile kto na ich dystrybucji zarobił. Mało kto natomiast orientuje się, że niewiele da zwalczenie roztoczy we własnej pasiece, jeżeli w tym samym czasie nie zrobili tego sąsiedzi.

Wszystkie więc problemy, z jakimi spotkać się można zimą i na przedwiośniu, nawet tak nietypowym jak to, z którym mamy do czynienia w bieżącym roku, powinno się rozwiązywać w okresie od lipca do września w sezonie poprzednim. Właściwie przygotowane do zimy rodziny przetrwają różne nietypowe zjawiska pogodowe, podczas gdy rodziny słabe i głodne przysporzą wiele zmartwień. Wszelkie bowiem sposoby ratowania zagrożonych głodem lub bardzo słabych rodzin w okresie przedwiosennym nie na wiele się zdadzą. Już samo sprawdzanie w lutym, czy pszczoły przeżyły, nic nie daje. Jeżeli rodzina się osypała – nic się jej już nie pomoże. Jeśli żyje, ale jest już bardzo słaba, też się jej nie uratuje, a zaglądanie do niej w zimny czy co gorsza, w mroźny dzień, tylko jej zagładę przyspieszy. Jeśli kończą się zapasy, bo na skutek wychowu dużych ilości czerwia znacznie wzrosło ich zużycie, dokarmienie ciastem miodowo – cukrowym rozwój rodziny jeszcze bardziej przyspieszy. Jeżeli na czas nie przyjdzie wiosna, rodzina może się osypać nawet jeśli będzie systematycznie dokarmiana. Stare pszczoły, zmuszone karmić coraz większe ilości czerwia i utrzymywać wysoką temperaturę, wyginą w przyspieszonym tempie, zaś młode nie zdążą się wygryźć w ilościach wystarczających do utrzymania rodziny przy życiu. .

W wielu pasiekach rutynową czynnością przedwiosenną jest usuwanie zimowego osypu, jeszcze przed pierwszym wiosennym oblotem. W pasiece wyposażonej w ule wielokorpusowae można pracę tę połączyć z czyszczeniem i odkażaniem dennic. Usuwanie osypu ma oszczędzić oblatującym się pszczołom tej pracy, pochłaniającej dużo sił zwłaszcza wtedy gdy osyp ten jest obfity. Tymczasem w prawidłowo zazimowanej rodzinie osyp zimowy jest znikomy i pszczoły z prawdziwą przyjemnością zajmą się jego usuwaniem w ciepły, przedwiosenny jeszcze dzień. Jest to czynność jak najbardziej naturalnie przypisana biologii pszczół i nie ma żadnego negatywnego wpływu na produkcję. Poza tym w tym roku osyp powinien być minimalny, ponieważ większość rodzin pełnego oblotu dokonała w styczniu, wynosząc przy okazji z ula martwe pszczoły. W obecnych czasach warto jednak kontrolować osyp zimowy, ponieważ jest on wskaźnikiem porażenia rodzin warrozą. Obecność nawet kilku pasożytów w osypie wybranych rodzin oznacza, że trzeba ponownie odymić wszystkie rodziny w pasiece Apiwarolem w pierwszy ciepły dzień po właściwym oblocie wiosennym. Co innego, gdy osypu jest tak dużo, że zanurzone są w nim częściowo plastry. Taka ilość martwych pszczół po zimie nie jest zjawiskiem normalnym, a rodzina, która straciła tyle pszczół jest na pewno bardzo osłabiona. Samo usunięcie osypu niewiele pomoże, taką rodzinę należy w pierwszy ciepły dzień marca przejrzeć i połączyć z inną, też osłabioną. Z powstałej w wyniku połączenia rodziny można oczekiwać produkcji miodu z wiosennych pożytków, podczas gdy pojedyncza słaba rodzina wszystkie pożytki wykorzysta na rozwój, oczywiście pod warunkiem, że jest w niej matka. Z kolei odkażanie dennic przydaje się, pomaga bowiem zlikwidować część przetrwalników organizmów warunkowo chorobotwórczych. Są to takie drobnoustroje, które bytują na co dzień w rodzinie pszczelej lub w jej sąsiedztwie, a swoje chorobotwórcze działanie objawiają dopiero w sprzyjających temu warunkach. Do najczęściej spotykanych organizmów tego typu należą zarodniki grzybów powodujących grzybicę otorbielakową (Ascosphaera apis), kropidlakową (Aspergillus flawus) i grzybicę ulową (Betsia alvei), jak również przetrwalniki głównego czynnika powodującego kiślicę, bakterię Melissococcus pluton. Rzadko się zdarza, by w silnych rodzinach dennice były pobrudzone kałem pszczół chorych na nosemozę, ponieważ zainfekowane pszczoły kał oddają na plastrach, beleczkach ramek i ścianach ula. Poza tym w rodzinach chorych na nosemozę osyp zimowy jest duży i trzeba je potraktować indywidualnie. Najczęściej takie rodziny łączy się po pierwszym oblocie z innymi słabeuszami, tworząc jedną rodzinę z kilku.

Kondycja pszczół na przedwiośniu zależy od ich siły pod koniec lata, w sierpniu i wrześniu, a więc od jakości i terminowości wszystkich prac wykonywanych po zakończeniu pożytków. Jeżeli więc zazimowano silne rodziny na wystarczającej ilości zapasów, można spokojnie czekać na prawdziwą wiosnę, która miejmy nadzieję, w tym roku przyjdzie w „przepisowym” terminie.

 

Sławomir Trzybiński

Comments are closed.