Współpraca

■ Forum Polanka
■ Forum Zagajnik
■ Galeria Pszczelarska
■ Katalog Pszczelarski
■ LTP
■ Miesięcznik "Pszczelarstwo"
■ Miód Warszawa
■ Moja wizytówka
■ Pasieka
■ Pszczelarska Oficyna
■ PszczeliPark
■ Pszczoły.Pl
■ pszczoły.rolnicy.com
■ PWRSA
■ PZP
■ rolnicy.com
■ Sądecki Bartnik
■ SPP Polanka
■ ŁYSOŃ

Miód Polski

Ankieta I

Rasa pszczół w Twojej pasiece

  • kraińska (48%, 61 Votes)
  • Buckfast (23%, 29 Votes)
  • krzyżówki (10%, 13 Votes)
  • kaukaska (9%, 11 Votes)
  • włoska (6%, 7 Votes)
  • środkowoeuropejska (4%, 7 Votes)

Total Voters: 127

Loading ... Loading ...

Ankieta II

Do jakiej organizacji pszczelarskiej należysz?

  • - Polski Związek Pszczelarski (38%, 38 Votes)
  • - Nie należę do żadnej organizacji (38%, 38 Votes)
  • - Mam zamiar się przyłączyć (13%, 13 Votes)
  • - SPP Polanka (6%, 6 Votes)
  • - Związek niezrzeszony w PZP (5%, 5 Votes)
  • - Stowarzyszenie Pszczelarzy Zawodowych (0%, 0 Votes)

Total Voters: 99

Loading ... Loading ...
To view the gallery in a popup window, click here.

Sławomir Trzybiński – Pszczelarz, produkcja matek i odkładów pszczelich

Szkolenia i wykłady 2010 Trzybiński Sławomir Gospodarstwo Pszczelarskie

Moja pasieka zlokalizowana jest na wschodnim krańcu województwa wielkopolskiego. Liczy 300 rodzin pszczelich, utrzymywanych w ulach wielkopolskich i warszawskich zwykłych oraz poszerzanych. Pasieki rozmieszczone są na terenie gminy Kościelec w powiecie kolskim. Najważniejsze pożytki wykorzystywane przez pszczoły to wierzby, mniszek, rzepak, robinia, chabry, facelia i ogórecznik. Od początku lat 90-tych XX wieku specjalizuję się w produkcji matek pszczelich i odkładów. Moją dewizą jest wysoka jakość oferowanych produktów, a głównym celem najwyższa satysfakcja klientów.

W ofercie pasieki są:

  • Matki pszczele
  • odkłady trzyramkowe

Gospodarstwo Pszczelarskie

Sławomir Trzybiński Łęka 2

Wyświetl większą mapę

62-604 Kościelec tel : 501432752

  • Kraińska
  • Kaukaska
  • Włoszka
  • Buckfast
Warto zobaczyć i poczytać:

Polskie Pasieki

Współczesna Gospodarka Pasieczna

Transport rodzin pszczelich na pożytki (część 3)

Przygotowanie rodzin pszczelich do transportu

Przygotowanie rodzin pszczelich do transportu

Prowadzenie pasieki wędrownej wbrew pozorom nie jest bardzo skomplikowanym przedsięwzięciem i niewiele się różni od kierowania pasieką stacjonarną. W jednym i drugim przypadku najważniejszą pracę wykonują pszczoły, a pszczelarz się nimi tylko opiekuje, i bynajmniej nie robi tego za darmo. Opieka nad pasieką stacjonarną może być nawet trudniejsza, jeżeli korzysta ona z niewielu słabych pożytków. Uzyskanie w takich warunkach zadowalających zbiorów miodu jest nie lada sztuką i udaje się tylko najlepszym pszczelarzom. Do tego dochodzi zwalczanie rabunków oraz nastroju rojowego, będącego największą plagą okresów bezpożytkowych, jak i zapewnienie pszczołom zapasów wystarczających nie tylko na przeżycie, ale i na rozwój. Jeżeli pszczoły mają do dyspozycji obfite pożytki przez cały sezon, do obowiązków pszczelarza należy przygotowanie miejsca w ulach na gromadzenie miodu i jego regularne odbieranie. Jest to zajęcie nie tylko bardziej opłacalne, ale i przyjemniejsze od karmienia pszczół w środku lata i ścigania zbiegłych rojów, dlatego pszczelarzowi powinno zależeć przede wszystkim na zapewnieniu obfitej bazy pożytkowej. Jeżeli dobre pożytki nie występują w zasięgu lotu pszczół, należy je wyszukać, przygotować rodziny do ich wykorzystania i zorganizować bezpieczny transport.

Przewóz silnych rodzin na pożytek nie jest niczym wyjątkowym. To normalny transport „towaru”, może bardziej delikatnego niż kartofle, ale mniej niebezpiecznego niż cysterna z gazem lub kwasem solnym, których przecież tysiące jeździ każdego dnia po ulicach polskich miast. Zresztą demonizowanie zagrożeń wynikających z obecności pszczół na świecie jest specjalnością żądnej sensacji prasy i ludzi nie mających żadnego pojęcia o pszczelarstwie. Pszczelarza bardziej interesuje bezpieczeństwo przewożonych pszczół, niż ludzi mijanych na trasie przewozu pasieki, którym nic stać się nie może jeżeli są przestrzegane przepisy ruchu drogowego. Zagrożenia, na które pszczoły są narażone w podróży to uduszenie i przegrzanie (zaparzenie) przy zbyt dużej ciasnocie w ulach i niedostatecznej wentylacji, zagniecenie pszczół przez obsuwające się ramki oraz wyłamywanie się wypełnionych miodem plastrów, zwłaszcza gdy w ulu panuje wysoka temperatura. Jeżeli rodziny zostały właściwie przygotowane do transportu, żadne z wymienionych zagrożeń nie będzie miało miejsca.

W dniu, w którym pszczoły mają być wywiezione, ewentualnie 1 ÷ 2 dni wcześniej, z gniazd i nadstawek należy usunąć ciężkie plastry z zapasami, zwłaszcza plastry jasne, nieczerwione. Plastry takie w czasie załadunku i transportu byłyby narażone na wyłamanie, do tego niepotrzebnie będą zwiększać masę przewożonych uli. Gniazda należy poszerzyć przez dodanie korpusów lub nadstawek, wypełnionych pustymi plastrami przeznaczonymi na miód. Ta wolna przestrzeń poprawi wentylację w czasie przewozu, a po ustawieniu rodzin na pożytku zapewni miejsce na składanie nektaru. Jeżeli jest obawa, że pszczołom mimo to będzie za ciasno, należy na czas transportu dostawić dodatkowy pusty korpus (w ulach Wielkopolskich może to być półnadstawka), do którego przejdzie nadmiar pszczół. Ule, w których wentylacja ma przebiegać przez osiatkowaną ramę zajmującą miejsce powałki, można przejrzeć, odebrać z nich miód i poszerzyć gniazda tuż przed ich przewozem, przy okazji instalując wspomnianą ramę. Wykonanie tych czynności parę dni wcześniej z myślą, że pszczoły się uspokoją i dzięki temu wędrówkę zniosą lepiej, nie ma żadnego znaczenia. Dla pszczół transport zawsze jest dużym stresem, bez względu na to, co w pasiece było robione wcześniej. Natomiast wykonanie wszystkich prac przy okazji jednego przeglądu sprawia, że przygotowanie rodzin do wędrówki zajmie mniej czasu.

Wylotki zamyka się wieczorem, po ustaniu lotu pszczół, lub wczesnym rankiem, nim jeszcze zaczną latać, najlepiej tuż przed załadunkiem uli na środek transportu. Pszczoły najczęściej przewozi się w nocy lub wcześnie rano, ponieważ wysoka temperatura w upalny dzień może pszczołom zaszkodzić, mimo poszerzenia gniazd i zapewnienia dobrej wentylacji. Należy pamiętać, że w rodzinach przewożonych są wszystkie pszczoły, podczas gdy w ulu stojącym na pasieczysku część pszczół lotnych znajduje się w polu, do tego w czasie upałów wnętrze ula jest aktywnie wentylowane również z zewnątrz.

Największe zagrożenie wynikające z niedostatecznej wentylacji polega nie na uduszeniu się pszczół na skutek braku tlenu i zbyt dużego stężenia dwutlenku węgla, lecz na przegrzaniu rodziny. Ciepło wydzielane przez pszczoły i czerw nie ma którędy uchodzić i temperatura w ulu wzrasta. Produktem oddychania jest również para wodna, wzrasta więc wilgotność powietrza ulowego, co sprawia, że wysoka temperatura jest jeszcze bardziej odczuwalna. Ponieważ jednym ze stosowanych przez pszczoły sposobów obniżania temperatury w ulu jest odparowywanie wody, zaczynają one wydalać z wola na zewnątrz nektar i miód. Oczywiście w zamkniętym ulu, w atmosferze przesyconej parą wodną, nektar nie będzie parował. Nektar oblepia pszczoły, zatyka przetchlinki i pszczoły się duszą. Sytuacja taka nazywana jest zaparzeniem się pszczół. W skrajnych przypadkach większość pszczół ginie z uduszenia i gorąca, ginie również czerw, mogą nawet zacząć się topić plastry. Obecność dużej ilości czerwia, a także niezasklepionego, rzadkiego nakropu wzmaga wzrost wilgotności i temperatury. Często może się do tego przyczynić pszczelarz, opryskując wodą plastry i pszczoły przed zamknięciem ula, a nawet wstawiając do gniazda i nadstawek plastry wypełnione wodą. Jest to postępowanie błędne, ponieważ woda parując odbiera ciepło, ale powstała w ten sposób para musi się ulotnić (wraz z tym pobranym ciepłem). W zamkniętym pomieszczeniu ten sposób „chłodzenia” powoduje kumulowanie się ciepła i pary wodnej, w wyniku czego wnętrze ula zamienia się w fińską saunę. Warunki w ulu będą więc w czasie transportu tym lepsze, im bardziej jest w nim sucho.

Ule na środku transportu należy ustawić tak, by ramki były skierowane równolegle do kierunku jazdy. Uchroni to je przed kołysaniem się lub nawet przemieszczaniem podczas ostrego hamowania. Sam załadunek przeprowadzić trzeba ostrożnie, by żaden ul nie upadł i nie otworzył się lub rozpadł, co zdarza się przy ładowaniu uli wielokorpusowych. Złożenie takiego ula, zwłaszcza po ciemku, i zebranie rozpierzchniętych pszczół jest bardzo trudne i kończy się ich gnieceniem i wieloma użądleniami. Jeżeli jest to możliwe, korpusy spina się taśmami lub klamrami, co zapobiegnie ich rozsuwaniu się. Po załadowaniu zaś ule mocuje się do środka transportu taśmami lub linami, Niektórzy pszczelarze zalecają załadunek i rozładunek uli przy włączonym silniku, co ma uspokajać pszczoły i zmniejszać ich agresywność. W rzeczywistości hałas silnika samochodowego (lub jeszcze lepiej ciągnikowego) sprawia, że brzęku pszczół nie słyszą ludzie ładujący ule, dzięki czemu nie opędzają się od pszczół, nie wpadają w panikę i praca przebiega sprawnie. Po przywiezieniu pszczół na miejsce wylotki otwiera się jak najszybciej, ale dopiero po rozstawieniu wszystkich uli na plantacji. Jeżeli pszczoły z któregoś ula nie wylatują, należy sprawdzić, co jest tego przyczyną. Być może wylotek nie jest drożny, ale też pszczoły mogły ulec zaparzeniu w czasie transportu. Jeżeli tylko część pszczół zginęła, trzeba osłabionej rodzinie zmniejszyć gniazdo, a martwe pszczoły zakopać. Taka rodzina nie przyniesie miodu i można ją zabrać z powrotem do domu, by ją tam ratować. Z drugiej jednak strony na pożytku będzie miała stały dopływ pokarmu, dzięki czemu będzie mogła się samodzielnie odbudować. Jeżeli nie ma pewności, czy takie zaparzenie przeżyła matka, należy po paru dniach sprawdzić jej obecność.

By pszczoły najpełniej wykorzystały pożytek, przywozi się je na początku kwitnienia roślin. Jest to dzień, w którym pojawi się około 10 % kwiatów w porównaniu z ich liczbą w pełni kwitnienia. Można oczywiście pszczoły przywieźć wcześniej ale mogą one głodować przed rozpoczęciem planowanego pożytku i trzeba je będzie karmić. Jeśli ma się to wiązać z koniecznością dalekich dojazdów, lepiej karmić je przed wywiezieniem, blisko domu. Niektóre podręczniki pszczelarskie ostrzegają przed zbyt wczesnym przywożeniem pasieki na pożytek, ponieważ pszczoły mogą zacząć oblatywać inne, wcześniej zakwitające rośliny. Pszczoły charakteryzuje wierność kwiatowa, polegająca na odwiedzaniu kwiatów wcześniej poznanego gatunku, mimo pojawienia się równolegle drugiego pożytku. Wtedy nie zainteresują się one pożytkiem, z którego według zamierzeń pszczelarza powinny zbierać nektar, lecz będą pracować na tych „niewłaściwych”, wcześniejszych kwiatach aż do ich przekwitnięcia. Sytuacja taka zdarza się jednak rzadko, częściej pożytków brakuje niż jest ich za dużo, a problemem może stać się wtedy, gdy pasieka została wywieziona w celu uzyskania określonej odmiany miodu. Na „zmuszeniu” pszczół do oblatywania określonych roślin może też zależeć pszczelarzowi, gdy pasieka jest wykorzystywana do komercyjnego zapylania, szczególnie gdy zapylane mają być sady. Jeżeli pszczoły zostaną przywiezione przed zakwitnięciem drzew owocowych, mogą „zasmakować” w innych roślinach, na przykład w kwitnącym o tej samej porze mniszku lub rzepaku.

W wyborze w właściwego terminu wywiezienia pszczół na pożytek pomaga znajomość dat zakwitania roślin w danej okolicy, do czego potrzebna jest pewna wiedza z zakresu botaniki oraz doświadczenie. Niestety, doświadczenie w pszczelarstwie zdobywa się latami, ale wiedzę o terminach kwitnienia roślin można zdobyć z literatury pszczelarskiej i atlasów botanicznych. Warto też wiedzieć, że przyroda trzyma się dość ścisłych reguł i pewne zjawiska przyrodnicze co roku regularnie się powtarzają. Tak jest między innymi z kwitnieniem roślin. Otóż zaobserwowano, że jeżeli dana roślina zakwita w jednym roku na przykład 10 dni po innym, kwitnącym wcześniej gatunku, to w następnym roku ta „odległość” będzie taka sama i wyniesie znów 10 dni. Terminy kwitnięcia mogą być różne, gdyż są uzależnione od daty rozpoczęcia okresu wegetacyjnego, która w poszczególne lata może przesunąć się nawet o kilka tygodni. Jednak czas zakwitania po sobie określonych gatunków co roku jest taki sam. Taką „modelową” rośliną, której termin zakwitnięcia bierze się pod uwagę przy planowaniu terminów kwitnienia kolejnych roślin, jest podbiał pospolity. Znając termin zakwitnięcia podbiału można z dużym prawdopodobieństwem zaplanować daty zakwitania wszystkich roślin pożytkowych w sezonie, od wierzb aż po wrzosy.

Znacznie trudniejsze jest prognozowanie pożytków spadziowych. Tutaj nie ma żadnego punktu odniesienia, a spadź może w jednym roku się pojawić w maju, a w następnym dopiero we wrześniu. Poza tym dobrze zapowiadający się pożytek może być przerwany przez ulewny deszcz i drugi raz w danym roku może nie wystąpić. Niemniej na terenach „spadziowych” (Świętokrzyskie, Podkarpacie) spadź występuje praktycznie co roku i doświadczeni pszczelarze wywożą swoje pasieki na ten pożytek wiedząc, że wcześniej czy później spadzi się doczekają. By jednak pasieka nie stała „na darmo” w terenie bezpożytkowym, pojawienie się spadzi należy obserwować. Najlepiej robią to pszczoły, dlatego idealnym wskaźnikiem wystąpienia pożytku jest rodzina kontrolna ustawiona na wadze. Gwałtowny przybytek świadczy o rozpoczęciu spadziowania, ale na regularne ważenie ula kontrolnego mogą sobie pozwolić tylko pszczelarze mieszkający na terenie występowania pożytku spadziowego. Pszczelarze – wędrowcy z dalszych terenów muszą mieć inne źródła informacji. Mogą być nimi znajomi mieszkańcy terenów, gdzie spadź może się pojawiać, ale można też skorzystać z najnowszych wynalazków technicznych.

Najnowocześniejszym urządzeniem służącym do informowania o wystąpieniu pożytku jest elektroniczna waga ulowa, przekazująca informacje o przybytkach (albo ubytkach) wagowych w rodzinie kontrolnej za pomocą sygnału SMS. Urządzenie takie zostało opisane w „Przeglądzie Pszczelarskim” nr 2 z 2006 roku. Pszczelarz nie musi codziennie ważyć własnoręcznie ula kontrolnego, lecz otrzymuje gotowe, przetworzone przez obsługujący wagę mikrokomputer dane, dotyczące aktualnej masy ula, temperatury otoczenia, wilgotności powietrza (opady) i stanie baterii, zasilającej urządzenie. Waga taka jest dosyć droga (aktualna cena około 4 tys. zł), można mieć jednak nadzieję, że w niedługim czasie będzie ją można kupić taniej. Oczywiście taką wagę można zainstalować tylko w miejscu, gdzie będzie ona zabezpieczona przed kradzieżą.

Planując wywóz pasieki na pożytek należy wziąć pod uwagę jego wydajność. Od niej oraz od powierzchni zajmowanej przez kwitnące rośliny będzie zależała liczba wywiezionych uli. Jest to dosyć trudne do określenia, ponieważ w podręcznikach pszczelarskich nie podaje się, ile rodzin należy postawić na 1 hektarze, by pszczoły zaspokoiły własne potrzeby bytowe i oprócz tego odłożyły dużo miodu w nadstawkach. Ilości pni na hektar, podawane w różnych tabelkach, wynikają z potrzeb dobrego zapylenia roślin uprawnych, które nie zawsze idą w parze z ich wydajnością miodową. Wydajność miodowa wszystkich roślin pożytkowych występujących w Polsce jest dosyć dokładnie zbadana i dostępna w wielu publikacjach. Jeśli zaś chodzi o zapotrzebowanie rodzin na miód, to trzeba wiedzieć , że dla silnej rodziny wynosi ono w maju i lipcu po około 15 kg, a w czerwcu 20 kg. Korzystając z tych danych wyliczono, że na jednym hektarze rzepaku nie ma sensu ustawiać więcej niż 2 ÷ 3 rodziny, na gryce 2 ÷ 4, a na wrzosach tylko dwie.

Pasieka powinna stać jak najbliżej kwitnącej plantacji, a najlepiej w jej środku. Szczególnie ważne jest to wiosną, gdy niskie temperatury mogą ograniczać loty pszczół oraz powodować ich ginięcie. Dlatego pożytkiem, na który pszczoły powinny „chodzić na piechotę” jest rzepak. Zaobserwowano, że rodziny ustawione tuż przy plantacji rzepaku zbierają 3 razy więcej miodu niż te, które były oddalone o 700 ÷ 900 m. Ale na innych pożytkach odległość też ma duży wpływ na produkcję. Szacuje się, że pożytek oddalony o 1,5 km od pasieki jest nieproduktywny, ponieważ pszczoły muszą na pokonanie tej odległości zużyć więcej pokarmu, niż same przyniosą.

Ule na pożytku ustawia się w grupach, których liczebność zależy od powierzchni pola znajdującego się w zasięgu pszczół (po uprzednim określeniu wydajności miodowej). Na uprawach polowych, na przykład na gryce, będą to grupy liczące po kilka ÷ kilkanaście pni, na wrzosowisku po 30 ÷ 60 rodzin, zależnie od jego zwartości. Jeżeli pożytek stanowi aleja lipowa lub akacjowa, ule ustawia się wzdłuż niej po 15 ÷ 30, w odstępach co około 500 ÷ 1000 m.

Ważnym zagadnieniem jest bezpieczeństwo związane z wywozem pasieki. Przede wszystkim pasiekę należy ustawić tak by pszczoły nie przeszkadzały ludziom i zwierzętom gospodarskim, by nie dochodziło do pożądleń. Jednak niebezpieczeństwa stwarzane przez pasiekę to kropla w morzu niebezpieczeństw czyhających na pszczoły. Największym zagrożeniem jest kradzież. Można się przed nią ustrzec, ustawiając ule na terenie dozorowanym lub samemu jej pilnując. Jedno i drugie nie zawsze jest możliwe, dlatego niektórzy pszczelarze zabezpieczają się przed kradzieżą znakując wszystkie elementy swoich uli i ich wyposażenia (łącznie z ramkami) określonym symbolem, na przykład inicjałami imienia i nazwiska, kodem pocztowym czy oznaczeniem powiatu. W przypadku prób drobnych kradzieży lub dewastacji pasieki dobre efekty daje umieszczenie w miejscowości, w której jest pasieka (na przykład przy urzędzie gminy) ogłoszenia, obiecującego wysoką nagrodę za wskazanie sprawcy szkód.

Dużym problemem są zatrucia pszczół chemicznymi środkami ochrony roślin. Pszczelarz prowadzący pasiekę stacjonarną z reguły dobrze zna okoliczne uprawy i jest w stanie przewidzieć stosowanie oprysków, ułatwią to również osobiste kontakty z sadownikami i rolnikami. O zagrożeniu chemicznym mogą się też nawzajem ostrzegać pszczelarze. Natomiast na obcym terenie pasieka jest zdana na łaskę i niełaskę miejscowych plantatorów, dlatego przed wywiezieniem pszczół warto się zorientować, jakie zagrożenia z tego kierunku mogą czyhać na pszczoły. Niebezpieczeństwa wynikające ze stosowania środków chemicznych, zapobieganie im i likwidacja ewentualnych szkód to bardzo szeroki temat, który będzie omówiony w oddzielnym artykule.

Pasieki nie należy ustawiać blisko ruchliwych dróg i autostrad, zwłaszcza gdy pszczoły musiałyby ją przekraczać, lecąc na pożytek. Będzie wtedy ginąć dużo pszczół lotnych, rozbijanych przez pędzące samochody. Uli nie należy ustawiać w miejscach narażonych na porywiste wiatry. Ustawienie poidła w pasiece wędrownej, korzystającej z obfitego pożytku nie jest konieczne, pszczoły bowiem przynoszą dużo wody do uli wraz z nektarem.

Pasieka wywożona na odległość większą niż 50 km, powinna posiadać świadectwo zdrowia, wystawione przez Powiatowego Lekarza Weterynarii. Przed przewiezieniem na nowe miejsce należy poinformować o tym Powiatowego Lekarza Weterynarii w powiecie, do którego pszczoły mają być przywiezione. Jeżeli pasieka na nowym stanowisku przebywa dłużej niż 10 dni, przed kolejną wędrówką należy uzyskać kolejne świadectwo zdrowia, również wtedy, gdy będzie to powrót w miejsce jej stałego pobytu. Każde świadectwo jest wystawiane przez lekarza z powiatu, w którym pasieka aktualnie przebywa.

Prowadzenie pasieki wędrownej wbrew pozorom nie jest bardzo skomplikowanym przedsięwzięciem i niewiele się różni od kierowania pasieką stacjonarną. W jednym i drugim przypadku najważniejszą pracę wykonują pszczoły, a pszczelarz się nimi tylko opiekuje, i bynajmniej nie robi tego za darmo. Opieka nad pasieką stacjonarną może być nawet trudniejsza, jeżeli korzysta ona z niewielu słabych pożytków. Uzyskanie w takich warunkach zadowalających zbiorów miodu jest nie lada sztuką i udaje się tylko najlepszym pszczelarzom. Do tego dochodzi zwalczanie rabunków oraz nastroju rojowego, będącego największą plagą okresów bezpożytkowych, jak i zapewnienie pszczołom zapasów wystarczających nie tylko na przeżycie, ale i na rozwój. Jeżeli pszczoły mają do dyspozycji obfite pożytki przez cały sezon, do obowiązków pszczelarza należy przygotowanie miejsca w ulach na gromadzenie miodu i jego regularne odbieranie. Jest to zajęcie nie tylko bardziej opłacalne, ale i przyjemniejsze od karmienia pszczół w środku lata i ścigania zbiegłych rojów, dlatego pszczelarzowi powinno zależeć przede wszystkim na zapewnieniu obfitej bazy pożytkowej. Jeżeli dobre pożytki nie występują w zasięgu lotu pszczół, należy je wyszukać, przygotować rodziny do ich wykorzystania i zorganizować bezpieczny transport.

Przewóz silnych rodzin na pożytek nie jest niczym wyjątkowym. To normalny transport „towaru”, może bardziej delikatnego niż kartofle, ale mniej niebezpiecznego niż cysterna z gazem lub kwasem solnym, których przecież tysiące jeździ każdego dnia po ulicach polskich miast. Zresztą demonizowanie zagrożeń wynikających z obecności pszczół na świecie jest specjalnością żądnej sensacji prasy i ludzi nie mających żadnego pojęcia o pszczelarstwie. Pszczelarza bardziej interesuje bezpieczeństwo przewożonych pszczół, niż ludzi mijanych na trasie przewozu pasieki, którym nic stać się nie może jeżeli są przestrzegane przepisy ruchu drogowego. Zagrożenia, na które pszczoły są narażone w podróży to uduszenie i przegrzanie (zaparzenie) przy zbyt dużej ciasnocie w ulach i niedostatecznej wentylacji, zagniecenie pszczół przez obsuwające się ramki oraz wyłamywanie się wypełnionych miodem plastrów, zwłaszcza gdy w ulu panuje wysoka temperatura. Jeżeli rodziny zostały właściwie przygotowane do transportu, żadne z wymienionych zagrożeń nie będzie miało miejsca.

W dniu, w którym pszczoły mają być wywiezione, ewentualnie 1 ÷ 2 dni wcześniej, z gniazd i nadstawek należy usunąć ciężkie plastry z zapasami, zwłaszcza plastry jasne, nieczerwione. Plastry takie w czasie załadunku i transportu byłyby narażone na wyłamanie, do tego niepotrzebnie będą zwiększać masę przewożonych uli. Gniazda należy poszerzyć przez dodanie korpusów lub nadstawek, wypełnionych pustymi plastrami przeznaczonymi na miód. Ta wolna przestrzeń poprawi wentylację w czasie przewozu, a po ustawieniu rodzin na pożytku zapewni miejsce na składanie nektaru. Jeżeli jest obawa, że pszczołom mimo to będzie za ciasno, należy na czas transportu dostawić dodatkowy pusty korpus (w ulach Wielkopolskich może to być półnadstawka), do którego przejdzie nadmiar pszczół. Ule, w których wentylacja ma przebiegać przez osiatkowaną ramę zajmującą miejsce powałki, można przejrzeć, odebrać z nich miód i poszerzyć gniazda tuż przed ich przewozem, przy okazji instalując wspomnianą ramę. Wykonanie tych czynności parę dni wcześniej z myślą, że pszczoły się uspokoją i dzięki temu wędrówkę zniosą lepiej, nie ma żadnego znaczenia. Dla pszczół transport zawsze jest dużym stresem, bez względu na to, co w pasiece było robione wcześniej. Natomiast wykonanie wszystkich prac przy okazji jednego przeglądu sprawia, że przygotowanie rodzin do wędrówki zajmie mniej czasu.

Wylotki zamyka się wieczorem, po ustaniu lotu pszczół, lub wczesnym rankiem, nim jeszcze zaczną latać, najlepiej tuż przed załadunkiem uli na środek transportu. Pszczoły najczęściej przewozi się w nocy lub wcześnie rano, ponieważ wysoka temperatura w upalny dzień może pszczołom zaszkodzić, mimo poszerzenia gniazd i zapewnienia dobrej wentylacji. Należy pamiętać, że w rodzinach przewożonych są wszystkie pszczoły, podczas gdy w ulu stojącym na pasieczysku część pszczół lotnych znajduje się w polu, do tego w czasie upałów wnętrze ula jest aktywnie wentylowane również z zewnątrz.

Największe zagrożenie wynikające z niedostatecznej wentylacji polega nie na uduszeniu się pszczół na skutek braku tlenu i zbyt dużego stężenia dwutlenku węgla, lecz na przegrzaniu rodziny. Ciepło wydzielane przez pszczoły i czerw nie ma którędy uchodzić i temperatura w ulu wzrasta. Produktem oddychania jest również para wodna, wzrasta więc wilgotność powietrza ulowego, co sprawia, że wysoka temperatura jest jeszcze bardziej odczuwalna. Ponieważ jednym ze stosowanych przez pszczoły sposobów obniżania temperatury w ulu jest odparowywanie wody, zaczynają one wydalać z wola na zewnątrz nektar i miód. Oczywiście w zamkniętym ulu, w atmosferze przesyconej parą wodną, nektar nie będzie parował. Nektar oblepia pszczoły, zatyka przetchlinki i pszczoły się duszą. Sytuacja taka nazywana jest zaparzeniem się pszczół. W skrajnych przypadkach większość pszczół ginie z uduszenia i gorąca, ginie również czerw, mogą nawet zacząć się topić plastry. Obecność dużej ilości czerwia, a także niezasklepionego, rzadkiego nakropu wzmaga wzrost wilgotności i temperatury. Często może się do tego przyczynić pszczelarz, opryskując wodą plastry i pszczoły przed zamknięciem ula, a nawet wstawiając do gniazda i nadstawek plastry wypełnione wodą. Jest to postępowanie błędne, ponieważ woda parując odbiera ciepło, ale powstała w ten sposób para musi się ulotnić (wraz z tym pobranym ciepłem). W zamkniętym pomieszczeniu ten sposób „chłodzenia” powoduje kumulowanie się ciepła i pary wodnej, w wyniku czego wnętrze ula zamienia się w fińską saunę. Warunki w ulu będą więc w czasie transportu tym lepsze, im bardziej jest w nim sucho.

Ule na środku transportu należy ustawić tak, by ramki były skierowane równolegle do kierunku jazdy. Uchroni to je przed kołysaniem się lub nawet przemieszczaniem podczas ostrego hamowania. Sam załadunek przeprowadzić trzeba ostrożnie, by żaden ul nie upadł i nie otworzył się lub rozpadł, co zdarza się przy ładowaniu uli wielokorpusowych. Złożenie takiego ula, zwłaszcza po ciemku, i zebranie rozpierzchniętych pszczół jest bardzo trudne i kończy się ich gnieceniem i wieloma użądleniami. Jeżeli jest to możliwe, korpusy spina się taśmami lub klamrami, co zapobiegnie ich rozsuwaniu się. Po załadowaniu zaś ule mocuje się do środka transportu taśmami lub linami, Niektórzy pszczelarze zalecają załadunek i rozładunek uli przy włączonym silniku, co ma uspokajać pszczoły i zmniejszać ich agresywność. W rzeczywistości hałas silnika samochodowego (lub jeszcze lepiej ciągnikowego) sprawia, że brzęku pszczół nie słyszą ludzie ładujący ule, dzięki czemu nie opędzają się od pszczół, nie wpadają w panikę i praca przebiega sprawnie. Po przywiezieniu pszczół na miejsce wylotki otwiera się jak najszybciej, ale dopiero po rozstawieniu wszystkich uli na plantacji. Jeżeli pszczoły z któregoś ula nie wylatują, należy sprawdzić, co jest tego przyczyną. Być może wylotek nie jest drożny, ale też pszczoły mogły ulec zaparzeniu w czasie transportu. Jeżeli tylko część pszczół zginęła, trzeba osłabionej rodzinie zmniejszyć gniazdo, a martwe pszczoły zakopać. Taka rodzina nie przyniesie miodu i można ją zabrać z powrotem do domu, by ją tam ratować. Z drugiej jednak strony na pożytku będzie miała stały dopływ pokarmu, dzięki czemu będzie mogła się samodzielnie odbudować. Jeżeli nie ma pewności, czy takie zaparzenie przeżyła matka, należy po paru dniach sprawdzić jej obecność.

By pszczoły najpełniej wykorzystały pożytek, przywozi się je na początku kwitnienia roślin. Jest to dzień, w którym pojawi się około 10 % kwiatów w porównaniu z ich liczbą w pełni kwitnienia. Można oczywiście pszczoły przywieźć wcześniej ale mogą one głodować przed rozpoczęciem planowanego pożytku i trzeba je będzie karmić. Jeśli ma się to wiązać z koniecznością dalekich dojazdów, lepiej karmić je przed wywiezieniem, blisko domu. Niektóre podręczniki pszczelarskie ostrzegają przed zbyt wczesnym przywożeniem pasieki na pożytek, ponieważ pszczoły mogą zacząć oblatywać inne, wcześniej zakwitające rośliny. Pszczoły charakteryzuje wierność kwiatowa, polegająca na odwiedzaniu kwiatów wcześniej poznanego gatunku, mimo pojawienia się równolegle drugiego pożytku. Wtedy nie zainteresują się one pożytkiem, z którego według zamierzeń pszczelarza powinny zbierać nektar, lecz będą pracować na tych „niewłaściwych”, wcześniejszych kwiatach aż do ich przekwitnięcia. Sytuacja taka zdarza się jednak rzadko, częściej pożytków brakuje niż jest ich za dużo, a problemem może stać się wtedy, gdy pasieka została wywieziona w celu uzyskania określonej odmiany miodu. Na „zmuszeniu” pszczół do oblatywania określonych roślin może też zależeć pszczelarzowi, gdy pasieka jest wykorzystywana do komercyjnego zapylania, szczególnie gdy zapylane mają być sady. Jeżeli pszczoły zostaną przywiezione przed zakwitnięciem drzew owocowych, mogą „zasmakować” w innych roślinach, na przykład w kwitnącym o tej samej porze mniszku lub rzepaku.

W wyborze w właściwego terminu wywiezienia pszczół na pożytek pomaga znajomość dat zakwitania roślin w danej okolicy, do czego potrzebna jest pewna wiedza z zakresu botaniki oraz doświadczenie. Niestety, doświadczenie w pszczelarstwie zdobywa się latami, ale wiedzę o terminach kwitnienia roślin można zdobyć z literatury pszczelarskiej i atlasów botanicznych. Warto też wiedzieć, że przyroda trzyma się dość ścisłych reguł i pewne zjawiska przyrodnicze co roku regularnie się powtarzają. Tak jest między innymi z kwitnieniem roślin. Otóż zaobserwowano, że jeżeli dana roślina zakwita w jednym roku na przykład 10 dni po innym, kwitnącym wcześniej gatunku, to w następnym roku ta „odległość” będzie taka sama i wyniesie znów 10 dni. Terminy kwitnięcia mogą być różne, gdyż są uzależnione od daty rozpoczęcia okresu wegetacyjnego, która w poszczególne lata może przesunąć się nawet o kilka tygodni. Jednak czas zakwitania po sobie określonych gatunków co roku jest taki sam. Taką „modelową” rośliną, której termin zakwitnięcia bierze się pod uwagę przy planowaniu terminów kwitnienia kolejnych roślin, jest podbiał pospolity. Znając termin zakwitnięcia podbiału można z dużym prawdopodobieństwem zaplanować daty zakwitania wszystkich roślin pożytkowych w sezonie, od wierzb aż po wrzosy.

Znacznie trudniejsze jest prognozowanie pożytków spadziowych. Tutaj nie ma żadnego punktu odniesienia, a spadź może w jednym roku się pojawić w maju, a w następnym dopiero we wrześniu. Poza tym dobrze zapowiadający się pożytek może być przerwany przez ulewny deszcz i drugi raz w danym roku może nie wystąpić. Niemniej na terenach „spadziowych” (Świętokrzyskie, Podkarpacie) spadź występuje praktycznie co roku i doświadczeni pszczelarze wywożą swoje pasieki na ten pożytek wiedząc, że wcześniej czy później spadzi się doczekają. By jednak pasieka nie stała „na darmo” w terenie bezpożytkowym, pojawienie się spadzi należy obserwować. Najlepiej robią to pszczoły, dlatego idealnym wskaźnikiem wystąpienia pożytku jest rodzina kontrolna ustawiona na wadze. Gwałtowny przybytek świadczy o rozpoczęciu spadziowania, ale na regularne ważenie ula kontrolnego mogą sobie pozwolić tylko pszczelarze mieszkający na terenie występowania pożytku spadziowego. Pszczelarze – wędrowcy z dalszych terenów muszą mieć inne źródła informacji. Mogą być nimi znajomi mieszkańcy terenów, gdzie spadź może się pojawiać, ale można też skorzystać z najnowszych wynalazków technicznych.

Najnowocześniejszym urządzeniem służącym do informowania o wystąpieniu pożytku jest elektroniczna waga ulowa, przekazująca informacje o przybytkach (albo ubytkach) wagowych w rodzinie kontrolnej za pomocą sygnału SMS. Urządzenie takie zostało opisane w „Przeglądzie Pszczelarskim” nr 2 z 2006 roku. Pszczelarz nie musi codziennie ważyć własnoręcznie ula kontrolnego, lecz otrzymuje gotowe, przetworzone przez obsługujący wagę mikrokomputer dane, dotyczące aktualnej masy ula, temperatury otoczenia, wilgotności powietrza (opady) i stanie baterii, zasilającej urządzenie. Waga taka jest dosyć droga (aktualna cena około 4 tys. zł), można mieć jednak nadzieję, że w niedługim czasie będzie ją można kupić taniej. Oczywiście taką wagę można zainstalować tylko w miejscu, gdzie będzie ona zabezpieczona przed kradzieżą.

Planując wywóz pasieki na pożytek należy wziąć pod uwagę jego wydajność. Od niej oraz od powierzchni zajmowanej przez kwitnące rośliny będzie zależała liczba wywiezionych uli. Jest to dosyć trudne do określenia, ponieważ w podręcznikach pszczelarskich nie podaje się, ile rodzin należy postawić na 1 hektarze, by pszczoły zaspokoiły własne potrzeby bytowe i oprócz tego odłożyły dużo miodu w nadstawkach. Ilości pni na hektar, podawane w różnych tabelkach, wynikają z potrzeb dobrego zapylenia roślin uprawnych, które nie zawsze idą w parze z ich wydajnością miodową. Wydajność miodowa wszystkich roślin pożytkowych występujących w Polsce jest dosyć dokładnie zbadana i dostępna w wielu publikacjach. Jeśli zaś chodzi o zapotrzebowanie rodzin na miód, to trzeba wiedzieć , że dla silnej rodziny wynosi ono w maju i lipcu po około 15 kg, a w czerwcu 20 kg. Korzystając z tych danych wyliczono, że na jednym hektarze rzepaku nie ma sensu ustawiać więcej niż 2 ÷ 3 rodziny, na gryce 2 ÷ 4, a na wrzosach tylko dwie.

Pasieka powinna stać jak najbliżej kwitnącej plantacji, a najlepiej w jej środku. Szczególnie ważne jest to wiosną, gdy niskie temperatury mogą ograniczać loty pszczół oraz powodować ich ginięcie. Dlatego pożytkiem, na który pszczoły powinny „chodzić na piechotę” jest rzepak. Zaobserwowano, że rodziny ustawione tuż przy plantacji rzepaku zbierają 3 razy więcej miodu niż te, które były oddalone o 700 ÷ 900 m. Ale na innych pożytkach odległość też ma duży wpływ na produkcję. Szacuje się, że pożytek oddalony o 1,5 km od pasieki jest nieproduktywny, ponieważ pszczoły muszą na pokonanie tej odległości zużyć więcej pokarmu, niż same przyniosą.

Ule na pożytku ustawia się w grupach, których liczebność zależy od powierzchni pola znajdującego się w zasięgu pszczół (po uprzednim określeniu wydajności miodowej). Na uprawach polowych, na przykład na gryce, będą to grupy liczące po kilka ÷ kilkanaście pni, na wrzosowisku po 30 ÷ 60 rodzin, zależnie od jego zwartości. Jeżeli pożytek stanowi aleja lipowa lub akacjowa, ule ustawia się wzdłuż niej po 15 ÷ 30, w odstępach co około 500 ÷ 1000 m.

Ważnym zagadnieniem jest bezpieczeństwo związane z wywozem pasieki. Przede wszystkim pasiekę należy ustawić tak by pszczoły nie przeszkadzały ludziom i zwierzętom gospodarskim, by nie dochodziło do pożądleń. Jednak niebezpieczeństwa stwarzane przez pasiekę to kropla w morzu niebezpieczeństw czyhających na pszczoły. Największym zagrożeniem jest kradzież. Można się przed nią ustrzec, ustawiając ule na terenie dozorowanym lub samemu jej pilnując. Jedno i drugie nie zawsze jest możliwe, dlatego niektórzy pszczelarze zabezpieczają się przed kradzieżą znakując wszystkie elementy swoich uli i ich wyposażenia (łącznie z ramkami) określonym symbolem, na przykład inicjałami imienia i nazwiska, kodem pocztowym czy oznaczeniem powiatu. W przypadku prób drobnych kradzieży lub dewastacji pasieki dobre efekty daje umieszczenie w miejscowości, w której jest pasieka (na przykład przy urzędzie gminy) ogłoszenia, obiecującego wysoką nagrodę za wskazanie sprawcy szkód.

Dużym problemem są zatrucia pszczół chemicznymi środkami ochrony roślin. Pszczelarz prowadzący pasiekę stacjonarną z reguły dobrze zna okoliczne uprawy i jest w stanie przewidzieć stosowanie oprysków, ułatwią to również osobiste kontakty z sadownikami i rolnikami. O zagrożeniu chemicznym mogą się też nawzajem ostrzegać pszczelarze. Natomiast na obcym terenie pasieka jest zdana na łaskę i niełaskę miejscowych plantatorów, dlatego przed wywiezieniem pszczół warto się zorientować, jakie zagrożenia z tego kierunku mogą czyhać na pszczoły. Niebezpieczeństwa wynikające ze stosowania środków chemicznych, zapobieganie im i likwidacja ewentualnych szkód to bardzo szeroki temat, który będzie omówiony w oddzielnym artykule.

Pasieki nie należy ustawiać blisko ruchliwych dróg i autostrad, zwłaszcza gdy pszczoły musiałyby ją przekraczać, lecąc na pożytek. Będzie wtedy ginąć dużo pszczół lotnych, rozbijanych przez pędzące samochody. Uli nie należy ustawiać w miejscach narażonych na porywiste wiatry. Ustawienie poidła w pasiece wędrownej, korzystającej z obfitego pożytku nie jest konieczne, pszczoły bowiem przynoszą dużo wody do uli wraz z nektarem.

Pasieka wywożona na odległość większą niż 50 km, powinna posiadać świadectwo zdrowia, wystawione przez Powiatowego Lekarza Weterynarii. Przed przewiezieniem na nowe miejsce należy poinformować o tym Powiatowego Lekarza Weterynarii w powiecie, do którego pszczoły mają być przywiezione. Jeżeli pasieka na nowym stanowisku przebywa dłużej niż 10 dni, przed kolejną wędrówką należy uzyskać kolejne świadectwo zdrowia, również wtedy, gdy będzie to powrót w miejsce jej stałego pobytu. Każde świadectwo jest wystawiane przez lekarza z powiatu, w którym pasieka aktualnie przebywa.

Wyposażenie pasieki wędrownej (część 2)

Rodziny pszczele w pasiekach wędrownych są bardziej racjonalnie wykorzystywane niż w tradycyjnych pasiekach stacjonarnych, których większość korzysta co najwyżej z dwóch – trzech pożytków głównych, z czego ten pierwszy jest najczęściej pożytkiem rozwojowym. Korzystanie z większej liczby obfitych pożytków pozwala zwiększyć wydajność rodzin w pasiece, przez co zwiększa się jej dochodowość. By jednak transport i obsługa pasieki wędrownej nie były kłopotliwe i kosztowne, musi być ona wyposażona w odpowiedni sprzęt. Również pogłowie pszczół, które mają pracować na wielu obfitych pożytkach, musi być przystosowane do intensywnej gospodarki i różni się od tego utrzymywanego w ekstensywnie prowadzonej pasiece stacjonarnej.

Podstawowym elementem wyposażenia każdej pasieki są ule, ale w pasiece wędrownej ich konstrukcja ma szczególne znaczenie. W pasiece stacjonarnej ul jako pomieszczenie dla rodziny pszczelej ma jej zapewniać właściwe warunki rozwoju i chronić ją przed czynnikami zewnętrznymi, zaś pszczelarzowi umożliwiać wykonywanie prac związanych z jej obsługą lub przynajmniej ich nie utrudniać. Od ula w pasiece wędrownej oczekuje się o wiele więcej. Przede wszystkim jego konstrukcja musi umożliwiać sprawny załadunek, transport i rozładunek, z czym wiążą się gabaryty i masa uli oraz trwałość materiałów , z których są one wykonane. Przewożonej rodzinie pszczelej ul musi zapewniać właściwą wentylację, by nie doszło do zaparzenia pszczół i ich uduszenia. Ponieważ pasiekę warto wywozić tylko na obfite pożytki, a wędruje się tylko z silnymi rodzinami, ul powinien posiadać dużą kubaturę lub umożliwiać nieograniczone jej zwiększanie. Obsługa pasieki wędrownej nie może zajmować dużo czasu, dlatego ul musi być zbudowany tak, by wszystkie prace pasieczne dało się wykonać sprawnie i szybko. Wszystkie części uli muszą być dokładnie wykonane, by w czasie transportu pszczoły nie wychodziły, a ramki i inne elementy nie zsuwały się z wręgów i nie wpadały do środka ula, czego skutkiem będzie miażdżenie pszczół i wyłamywanie się plastrów.

Większość uli użytkowanych w polskich pasiekach nie jest przystosowana do wędrówek. Stare, często zasługujące już na status zabytków, drewniane ule Warszawskie zwykłe lub poszerzone, do wędrówek nie nadają się wcale, mimo iż w gospodarce stacjonarnej swoją rolę wypełniają znakomicie. Są ciężkie, a wystające krawędzie daszków, mostki wylotowe, skoble u drzwiczek, przymocowane na stałe nogi – to wszystko powoduje, że próba ich załadunku i transportu byłaby nie lada kłopotem. Niewiele lepsze są pod tym względem produkowane od lat klasyczne ule drewniane z podwójnymi ścianami i dennicami. Co prawda ich wymiary zewnętrzne są już mniejsze, mostki i podstawki są odejmowane, lecz ich duża waga, dochodząca czasem do 40 – 50 kg, nie zachęca do wędrowania. Dlatego w pasiece wędrownej powinny być użytkowane ule zbudowane z pojedynczych desek grubości 3 ÷ 3,5 cm albo z utwardzonego styropianu lub poliuretanu. Ule z tworzyw sztucznych mają też tę zaletę, że są ciepłe i można w nich bez problemów pszczoły zimować, co w naszym klimacie nie zawsze się udaje w ulach z pojedynczej deski.

Daszki często przewożonych uli powinny być płaskie. Ułatwia to mocowanie uli na środku transportu przy pomocy taśm spinających lub lin, a także umożliwia ustawianie ich piętrowo. Otwory wylotowe na czas transportu można pozatykać kawałkami gąbki, szmatkami czy nawet trawą, niemniej ule w pasiece wędrownej powinny być wyposażone w specjalne ażurowe zasuwki lub wkładki. Pozwalają one zamknąć wylotek bez obawy o gniecenie pszczół, do tego wspomagają nieco wentylację. Wylotek można zamknąć też kawałkiem metalowej siatki o średnicy oczek 2 ÷ 2,5 mm. Musi ona mieć wymiary równe szerokości otworu wylotowego i nieco większe niż jego wysokość. Taki pasek siatki wciska się w światło wylotka, co znakomicie zabezpiecza przed wychodzeniem pszczół.

Samo zasiatkowanie wylotka nie zapewni właściwej wentylacji bowiem pszczoły w czasie transportu zgromadzą się w nim, całkowicie blokując przepływ powietrza. Ul przeznaczony do wędrówki powinien więc mieć dodatkowy osiatkowany otwór wentylacyjny o dużej powierzchni. W tym celu stosuje się dwa rozwiązania: wentylację górną lub dolną. Wentylację górną zapewnia się, zastępując na czas transportu powałkę i daszek osiatkowaną ramą, której krawędzie są ściśle dopasowane do brzegów górnego korpusu ula. Wykonanie takich ram dla pasieki wędrownej nie jest bynajmniej wielką, kłopotliwą inwestycją: używane tylko kilka razy w roku nie zużywają się szybko, wykorzystywane będą więc przez wiele sezonów. Poza tym potrzeba ich tylko tyle, ile uli w danym dniu będzie przewożonych, w praktyce tyle, ile uli mieści się na środku transportu. Nowoczesne ule styropianowe wyposażone są w stałą powałkę z kilkoma dużymi otworami, zwykle zamknięte zatyczkami, które na czas transportu się usuwa. W wersji „fabrycznej” otwory te są wypełnione ażurowymi wkładkami. Przy przewozie bardzo silnych rodzin zdarza się, że podłużne otwory we wkładkach zostaną zablokowane przez usiłujące się wydostać pszczoły i rodzina się zaparzy. Można temu zapobiec zwiększając pojemność ula przez dostawienie dodatkowego pustego korpusu.

Wentylację dolną zapewnia się, stosując osiatkowane dennice głebokie. Dennica taka ma kształt skrzynki o głębokości około 15 cm, odpowiadającej wymiarami zewnętrznymi gabarytom korpusu gniazdowego. W jej przedniej części znajduje się otwór wylotowy, w tylnej szerokie okienko zamykane drzwiczkami, zaś większą część dna stanowi otwór wypełniony metalową nierdzewną siatką o średnicy oczek 2 ÷ 2,5 mm. Otwór ten zamykany jest zasuwką, którą usuwa się na czas transportu rodziny. W takiej głębokiej dennicy można zainstalować dennicowy poławiacz pyłku, podkarmiaczkę do podawania syropu i ciasta, lub wkładkę do badania dziennego osypu warrozy, Duża kubatura głębokiej dennicy pozwala zimować bardzo silne rodziny, które nie mieszczą się na plastrach całkowicie wypełnionych zapasami zimowymi – w pierwszych miesiącach zimowli część tworzonego przez pszczoły kłębu zimowego wisi pod ramkami. Dodatkowa przestrzeń, swojego rodzaju „poduszka powietrzna”, znajdująca się w tej dennicy, poprawia warunki wilgotnościowe w ulu zimą. W ulach wykonanych z nieprzepuszczalnych tworzyw sztucznych osiatkowany otwór można otwierać na czas zimowli, co przyczynia się do lepszej wentylacji ula niż wykonywanie dodatkowych otworów w ścianach korpusu gniazdowego i w powałce. Mankamentem siatki w dennicy jest możliwość jej uszkodzenia przy załadunku uli na środek transportu.

Innym sposobem zapewnienia dobrej wentylacji jest przewożenie rodzin z otwartymi wylotkami. Ta metoda w Polsce jest rzadko stosowana, ponieważ w praktyce niemożliwy jest załadunek pojedynczych uli na środek transportu ręcznie, gdy ich wylotki są otwarte. Wychodzące z uli pszczoły żądlą pszczelarza, rozchodzą się po samochodzie czy przyczepie, są gniecione, a część ich zostaje na niej i ginie. Dlatego ten sposób przewozu można stosować, gdy ule ładuje się wraz ze stałymi podstawkami, na przykład gdy są one ustawione na stałe na paletach. Załadunku i przewozu dokonuje się w nocy, wtedy pszczoły tylko wychodzą na przednie ściany uli, ale nie odlatują. Ponieważ nadmiar pszczół wyjdzie z ula i cały czas jest otwarty wylotek, wentylacja przebiega sprawnie i rodzinom nie grozi uduszenie, mimo że nie są stosowane żadne dodatkowe elementy zapewniające wentylację. Ule wraz z paletami lub innego rodzaju grupowymi podstawami ładuje się mechanicznie, dzięki czemu ludzie nie są żądleni przez pszczoły.

W gospodarce wędrownej duże znaczenie ma wielkość ula i jego pojemność. Najmniejsze rozmiary zewnętrzne przy największej kubaturze posiadają ule wielokorpusowe. Kubaturę ich można zresztą dowolnie powiększać przez dodawanie kolejnych kondygnacji. Wielką zaletą uli wielokorpusowych jest możliwość wykonywania wielu zabiegów przez przestawianie korpusów. W ten sposób można na przykład zwalczać nastrój rojowy, osłabiać zbyt silne rodziny lub zasilać słabe, czy tworzyć odkłady. Nastrój rojowy łatwo jest diagnozować, sprawdzając obecność zaczerwionych miseczek matecznikowych w dolnej części plastrów z korpusu, w którym jest matka. Nie trzeba w tym celu wyjmować ramek, wystarczy odchylić korpus i obejrzeć ramki od dołu. Miodobranie w ulach wielokorpusowych wykonuje się stosując przegonki lub repelenty, dzięki czemu nie trzeba otrząsać i omiatać pszczół z poszczególnych ramek, zabiera się tylko wolne od pszczół korpusy z miodem. Te i inne możliwości wynikające z zastosowania uli wielokorpusowych sprawiają, że obsługa pasieki składającej się z nich przebiega sprawniej niż z uli tradycyjnych. Dzięki temu zwiększa się wydajność pracy pszczelarza, który w tym samym czasie może obsłużyć więcej rodzin, a to daje szanse na powiększenie pasieki i zwiększenie produkcji.

Na czas transportu kondygnacje uli wielokorpusowych muszą być ze sobą złączone. Dotyczy to zwłaszcza lekkich uli z tworzyw sztucznych, których korpusy w czasie jazdy mogą się porozsuwać. Do łączenia używa się taśm spinających. Niektóre ule styropianowe są zaopatrzone przez producentów w metalowe klamry łączące, zamocowane do korpusów na stałe.

Najczęściej stosowane w Polsce ule wielokorpusowe to Wielkopolskie, Ostrowskiej, Apipolu, Langstroth’a, Dadanta, pół-Wielkopolskie, pół-dadantowskie oraz Wielkopolskie obniżone do 18, 19 lub 21 cm. W większości krajów Europejskich oraz w innych krajach o rozwiniętym pszczelarstwie (USA, Kanada, Argentyna, Australia, Nowa Zelandia) , pasieki wędrowne są prowadzone w ulach wielokorpusowych. Nie zmienia to faktu, że są u nas pszczelarze prowadzący pasieki wędrowne w ulach o innej konstrukcji, na przykład Warszawskich czy Dadantowskich leżakach lub leżakach nadstawkowych i nie wyobrażający sobie gospodarowania w innych ulach. Potwierdza to starą prawdę, że to nie ul miód przynosi, niemniej korzyści i ułatwienia wynikające z gospodarowania w ulach wielokorpusowych przemawiają za ich stosowaniem w pasiekach wędrownych.

By nie dochodziło do gniecenia pszczół i wyłamywania plastrów w czasie transportu, zarówno ramki jak i inne ruchome wyposażenie uli musi być zabezpieczone przed przemieszczaniem się. Stałe odstępy między ramkami zapewniają odstępniki metalowe lub z tworzyw sztucznych, przybijane do bocznych listewek ramek lub stosowanie ramek hoffmanowskich. Popularne beleczki odstępnikowe (przekładki) zabezpieczają ramki przed przesuwaniem i uszczelniają gniazdo od góry, ale ich stosowanie zwiększa znacznie pracochłonność obsługi pasieki. Można je używać w ulach, gdzie wentylację w czasie transportu zapewnia osiatkowana dennica. W przypadku stosowania wentylacji górnej przez powałkę albo osiatkowaną ramę, beleczki będą stanowić kłopot, bowiem przed każdym przewozem pasieki trzeba je wyjmować.

Materiał, z którego są wykonane ule musi być trwały, by w czasie przewozu ule nie uległy dewastacji. Ule nie mogą być dziurawe, ponieważ pszczoły będą z nich wychodzić, ani spróchniałe, bo przy transporcie mogą się rozsypać. Jednak ul w pasiece wędrownej nie musi być „pancerny”, odporny na uderzenia i urazy mechaniczne. Większy nacisk należy położyć na ostrożność przy załadunku i transporcie uli oraz jakość sprzętu używanego do przewozu pasieki niż na wytrzymałość ula na uszkodzenia.

Daszki uli w pasiece wędrownej nie powinny mieć wystających, szerokich okapów, ponieważ zwiększa to powierzchnię zajmowaną przez ule na środku transportu. Nawet gdy na czas przewozu daszki są zdejmowane (przy zastosowaniu górnej ramy wentylacyjnej), to też trzeba je gdzieś zapakować, jeśli więc będą szerokie i do tego dwuspadowe, zajmą bardzo dużo miejsca. Podstawki powinny być składane, wtedy zajmują najmniej miejsca na przyczepie czy w samochodzie.

Ule można przewozić każdym rodzajem samochodu. Pszczołom jest wszystko jedno, czym są wiezione i w gruncie rzeczy wolałyby wcale nie wędrować. Są pszczelarze, którzy potrafią pomieścić w samochodzie osobowym 4 ule po złożeniu tylnego siedzenia, a nawet piąty ustawić na siedzeniu obok kierowcy. Najlepiej jednak podróżować z pasieką załadowaną na skrzynię ładunkową samochodu ciężarowego lub na przyczepę. Od dwóch lat pojawił się duży popyt na przyczepy do przewozu uli spowodowany dotacjami do ich zakupu, w wyniku czego kilka zakładów produkcyjnych zaczęło wytwarzać specjalne przyczepy dla pasiek wędrownych. Charakteryzują się one wysoką jakością wykonania, „miękkim” zawieszeniem i wymiarami skrzyni odpowiadającymi określonej liczbie uli. Producenci podejmują się też wykonać przyczepy na konkretne zamówienie, zależnie od powierzchni ładunkowej potrzebnej zamawiającemu pszczelarzowi. Przyczepy takie mogą być różnej wielkości, od małych na 12 uli wielkopolskich, do dużych na kilkadziesiąt uli, otwarte lub ze stelażem, na który można założyć plandekę. Warto wiedzieć, że kierowca prowadzący zestaw drogowy w którego skład wchodzi przyczepa o ciężarze całkowitym przekraczającym 650 kg, powinien mieć do tego stosowne uprawnienia. Zakup specjalistycznej przyczepy czy samochodu do przewozu uli powinien być poprzedzony dokładnym rachunkiem ekonomicznym. Jeżeli bowiem przyczepa ma być wykorzystywane sporadycznie, koszty zakupu i eksploatacji przewyższą korzyści wynikające z jej użytkowania i być może bardziej się opłaci ją wypożyczać.

Oczywiście ule z pszczołami można przewozić również innymi środkami transportu, a więc tradycyjnymi przyczepkami samochodowymi, przyczepami rolniczymi i samochodami ciężarowymi. Kwestia ta nie jest regulowana przez żadne przepisy, oprócz przepisów ruchu drogowego, z których ten najbardziej dotyczący pszczelarza mówi, że za zabezpieczenie ładunku na środku transportu odpowiada jego kierowca. Nie ma żadnych przeciwwskazań, by pasiekę przewozić środkami transportu używanymi do przewozu innych rzeczy, oczywiście z wyjątkiem tych używanych do transportu szkodliwych substancji chemicznych, nieczystości itp.

W polskich pasiekach ule najczęściej ładuje się na środek transportu i z niego rozładowuje ręcznie. Do wykonania tych prac wystarczą dwie osoby sprawne fizyczne. Ze względu na możliwość otwarcia się uli, rozsunięcia się korpusów lub uszkodzenia, osoby pracujące przy załadunku powinny być ubrane w szczelne jednoczęściowe kombinezony i rękawice robocze. Do przenoszenia uli na większe odległości stosuje się nosiłki, wykonane z dwóch drążków długości ok. 2 ÷ 2,5 m i łączących je dwóch kawałków liny. Linki umieszcza się pod ulem, po czym dwie osoby chwytają za drążki i przenoszą ul, wiszący na linach między drążkami. Nosiłki takie bardzo ułatwiają przenoszenie zwłaszcza dużych i ciężkich uli.

Nowoczesnym sposobem transportu pszczół jest wspomniany już załadunek i przewóz uli ustawionych po cztery na paletach. Przed wywozem pasieki na pożytek słabsze rodziny się zasila, by na każdej palecie stały po cztery silne pnie. Wylotek każdego ula skierowany jest w inną stronę. Palety z ulami ładuje się na środek transportu wózkiem widłowym, tak samo się je zdejmuje i ustawia bezpośrednio na ziemi jak najbliżej pożytku (plantacji, sadu, lasu). Oczywiście zakup i użytkowanie wózka widłowego opłaci się w dużych pasiekach, w których oprócz wędrówek jest on używany do różnych prac transportowych w obrębie magazynu. Jeżeli pszczelarz zdecyduje się na ten sposób załadunku, powinien pomyśleć o transporcie wózka widłowego wraz z pasieką. Można go podwieszać z tyłu platformy, na której przewożone są palety z ulami, lub przewozić drugim samochodem dostawczym.

Innym sposobem transportu rodzin pszczelich jest ich umieszczenie na stałe na specjalnej przyczepie, na której pozostają one przez cały sezon wędrowny. Na takiej przyczepce mieszczą się na ogół 3 rzędy uli wielokorpusowych, po 5 lub 6 w rzędzie. Rząd środkowy po przyjeździe na pożytek jest wysuwany spomiędzy rzędów zewnętrznych, inaczej bowiem pszczoły z uli w tym rzędzie nie mogłyby wylatywać, a pszczelarz nie miałby do nich dostępu. Rozwiązania takie zaczęto wprowadzać w latach 70-tych XX wieku. Dziś są one rzadko spotykane w pasiekach wędrownych, głównie ze względu na większy koszt utrzymania takiego środka transportu niż bardziej funkcjonalnej przyczepy czy samochodu, które można użytkować też do innych celów. Do tego dochodzi zagrożenie kradzieżą takiego podwozia oraz koszty obowiązkowych przeglądów technicznych i ubezpieczenia. Korzystanie z takich pojazdów byłoby mało opłacalne zwłaszcza w dużej pasiece, gdzie musiało by ich być kilka lub kilkanaście zamiast jednej dużej przyczepy czy samochodu.

Tradycyjnym rozwiązaniem stosowanym od lat w gospodarce wędrownej, obecnie coraz rzadziej spotykanym, są wędrowne pawilony pasieczne. Pawilon taki to duży barakowóz, w którego boczne ściany wbudowane są ule, najczęściej w dwóch kondygnacjach. Ule obsługuje się wewnątrz pawilonu, od strony korytarza przechodzącego przez jego środek. Ule w dolnej kondygnacji najczęściej są szafkowe, obsługiwane od tyłu przez okienko zamykane zatworem, natomiast w górnym piętrze są też ule szafkowe lub nadstawkowe. Pawilon jest dosyć wygodnym rodzajem pasieki wędrownej, niemniej koszty jego budowy i eksploatacji są wysokie. Zalety pawilonu to wygoda podróżowania i możliwość wykonywania wielu prac pasiecznych przy gorszej pogodzie. Pszczelarze na ogół wydzielają w pawilonie niewielką część gospodarczą, pełniącą rolę wędrownej pracowni z miodarką i magazynem na miód i plastry, a czasem nawet część mieszkalną. Ule umieszczone w pawilonie nie są narażone na kradzież, tak jak ule wolno stojące na toczku. Głównym mankamentem pawilonu, oprócz kosztów, jest niebezpieczeństwo pożaru. W pawilonie łatwo zaprószyć ogień, a ponieważ jest on najczęściej zbudowany z bardzo suchego drewna, cała zlokalizowana w nim kilkudziesięcio pniowa pasieka może przestać istnieć w ciągu paru minut.

We współczesnych pasiekach wędrownych miodobranie polega na wymianie plastrów z miodem na puste plastry (najczęściej wymianie całych korpusów) i przewiezieniu ich do bazy (pracowni), gdzie się je odwirowuje. Dlatego pasieka wędrowna musi być zaopatrzona w odpowiednio duży zapas plastrów i korpusów na wymianę. By skrócić czas miodobrania, do usuwania pszczół z miodni używa się przegonek lub repelentów. Wtedy pasiekę należy wyposażyć w komplet przegonek zamocowanych w płytach, którymi rozdziela się korpusy lub porowatych płyt pilśniowych, które nasącza się repelentem. Przewożenie plastrów z miodem i ich wirowanie w pracowni jest bardziej praktycznym rozwiązaniem, niż wożenie w miejsce chwilowego stacjonowania pasieki całego zaplecza potrzebnego do odbioru miodu: miodarki, urządzenia do odsklepiania, naczyń na miód, środków do utrzymania czystości, ludzi do pomocy itd. Do tego wirowanie miodu w namiocie lub w wynajętej szopie grozi dostaniem się do miodu substancji obcych, mogących mieć negatywny wpływ na jego wartość zdrowotną i jest niezgodne z obowiązującymi przepisami.

Specjalistyczna pasieka wędrowna powinna więc być wyposażona w różny sprzęt nie zawsze potrzebny w pasiece stacjonarnej. Nie znaczy to bynajmniej, że „zwykły” pszczelarz, prowadzący tradycyjną, przydomową pasiekę nie może myśleć o gospodarce wędrownej. Zawsze warto próbować wprowadzać nowe, bardziej intensywne sposoby gospodarowania. Oprócz bowiem niewątpliwego sukcesu ekonomicznego, każdy pszczelarz wyniesie z takich poszukiwań mnóstwo satysfakcji.

 Sławomir Trzybiński