Współpraca

■ Forum Polanka
■ Katalog Pszczelarski
■ LTP
■ "Pszczelarstwo"
■ Miód Warszawa
■ Pasieka
■ Pszczelarska Oficyna
■ PszczeliPark
■ Pszczoły.Pl
■ pszczoły.rolnicy.com
■ PWRSA
■ PZP
■ rolnicy.com
■ Sądecki Bartnik
■ SPP Polanka
■ ŁYSOŃ

Miód Polski

Ankieta I

Rasa pszczół w Twojej pasiece

  • kraińska (48%, 61 Votes)
  • Buckfast (23%, 29 Votes)
  • krzyżówki (10%, 13 Votes)
  • kaukaska (9%, 11 Votes)
  • włoska (6%, 7 Votes)
  • środkowoeuropejska (4%, 7 Votes)

Total Voters: 127

Loading ... Loading ...

Ankieta II

Do jakiej organizacji pszczelarskiej należysz?

  • - Polski Związek Pszczelarski (38%, 38 Votes)
  • - Nie należę do żadnej organizacji (38%, 38 Votes)
  • - Mam zamiar się przyłączyć (13%, 13 Votes)
  • - SPP Polanka (6%, 6 Votes)
  • - Związek niezrzeszony w PZP (5%, 5 Votes)
  • - Stowarzyszenie Pszczelarzy Zawodowych (0%, 0 Votes)

Total Voters: 99

Loading ... Loading ...
To view the gallery in a popup window, click here.

Sławomir Trzybiński – Pszczelarz, produkcja matek i odkładów pszczelich

Szkolenia i wykłady 2010 Trzybiński Sławomir Gospodarstwo Pszczelarskie

Moja pasieka zlokalizowana jest na wschodnim krańcu województwa wielkopolskiego. Liczy 300 rodzin pszczelich, utrzymywanych w ulach wielkopolskich i warszawskich zwykłych oraz poszerzanych. Pasieki rozmieszczone są na terenie gminy Kościelec w powiecie kolskim. Najważniejsze pożytki wykorzystywane przez pszczoły to wierzby, mniszek, rzepak, robinia, chabry, facelia i ogórecznik. Od początku lat 90-tych XX wieku specjalizuję się w produkcji matek pszczelich i odkładów. Moją dewizą jest wysoka jakość oferowanych produktów, a głównym celem najwyższa satysfakcja klientów.

W ofercie pasieki są:

  • Matki pszczele
  • odkłady trzyramkowe

Gospodarstwo Pszczelarskie

Sławomir Trzybiński Łęka 2

Wyświetl większą mapę

62-604 Kościelec tel : 501432752

  • Kraińska
  • Kaukaska
  • Włoszka
  • Buckfast
Warto zobaczyć i poczytać:

Polskie Pasieki

Współczesna Gospodarka Pasieczna

Początek lata w pasiece wędrownej (część 8)

rzepak

Rzepak powinien być pierwszym pożytkiem towarowym wykorzystywanym przez pasiekę wędrowną. Udaje się co prawda pozyskać miód z wcześniejszych pożytków jak mniszek, klony a nawet wierzby, lecz zdarza się to przy wyjątkowo sprzyjającej pogodzie, w lata o wczesnej wiośnie, umożliwiającej pasiece dynamiczny rozwój już od początku marca a nawet połowy lutego. Jednak zdarza się to na tyle rzadko, że nie planuje się wędrówek na te pożytki i zazwyczaj dostarczają one nektaru i pyłku wspomagającego wiosenny rozwój. Z kolei sady owocowe, jakkolwiek zajmujące duże areały, nie są na ogół traktowane jako źródło pożytku towarowego. Pasieki wywozi się na sady w celu ich zapylania, z pszczoły pożytek z drzew owocowych wykorzystują na rozwój. Nie zawsze się to udaje, ponieważ pożytek z sadów, w których stosowanych jest dużo zabiegów chemizacyjnych może spowalniać rozwój rodzin, a nawet być przyczyną zatruć pszczół.
Zbiory miodu rzepakowego zależą od siły rodzin, jakości plantacji i pogody. Silna rodzina bez problemu przyniesie 20 kg miodu, a zbiór rzędu 40 kg z ula nie należy do rzadkości i wcale nie jest rekordowy. Rzepak, z którego korzysta pasieka musi być jednak uprawiany na dobrej glebie, dobrze nawożony, zasiany we właściwym terminie i odchwaszczony. Temperatura w czasie kwitnienia rzepaku musi przekraczać w dzień 15° C. Zdarza się, że pszczelarz się zniechęci do korzystania z tego pożytku, sądząc że to dana odmiana rzepaku nie nektaruje, podczas gdy jest on uprawiany na zbyt słabej glebie, został późno zasiany lub w czasie kwitnienia było zimno. O wpływie temperatury na nektarowanie rzepaku wiedzą dobrze doświadczeni w wykorzystaniu tego pożytku pszczelarze. Zdarza się bowiem, że pszczoły nic nie przyniosą przez dwa tygodnie stacjonowania pasieki na środku rzepakowego pola, ponieważ jest zimno i wietrznie, wystarczą jednak 3 dni słońca i wzrost temperatury do 20°, by nadstawki zapełniły się miodem. Oprócz nektaru rzepak dostarcza również wysokiej jakości pyłku, dzięki czemu rodziny rozwijają się dynamicznie. Wędrówka na rzepak to nie tylko możliwość zwiększenia produkcji miodu, ale też sposób na doprowadzenie rodzin do wielkiej siły, potrzebnej do skutecznego wykorzystania kolejnych pożytków.
Zanim jednak wyruszy się w dalszą wędrówkę, należy odebrać miód rzepakowy. Miodobranie z rzepaku można robić, gdy 2/3 powierzchni plastrów są zasklepione. Najłatwiej jest wykonać miodobranie w pasiece wędrownej prowadzonej w ulach wielokorpusowych przy pomocy przegonek. Między korpusem z miodem i korpusem gniazdowym umieszcza się płytę z przegonkami kołowymi (korytarzowymi) lub sprężynowymi. Najlepiej zrobić to rano, wtedy pszczoły szybko opuszczają miodnię, ponieważ w ciągu dnia w ulu trwa wytężony ruch. Z reguły w górnym korpusie nie ma pszczół już po południu, lepiej jednak z zabraniem miodu poczekać do następnego dnia. Po zabraniu korpusów z miodem i przegonek od razu stawia się nowe wypełnione pustymi plastrami. Jeżeli pszczelarz nie dysponuje odpowiednim zapasem plastrów i żeby je „oddać”, trzeba najpierw odwirować miód, miodobranie robi się z tylu rodzin, z ilu zdąży się odwirować miód tego samego dnia. Każda pasieka wędrowna powinna być więc wyposażona w potrzebny zapas plastrów i korpusów lub nadstawek, gdyż tylko wtedy można przeprowadzić sprawnie miodobranie, jeżeli pożytek jest znacznie oddalony od domu pszczelarza. W przeciwnym razie rodziny będą się tłoczyć w części gniazdowej uli do czasu, aż pszczelarz odwiruje miód i przywiezie puste plastry z powrotem, co może trwać parę dni. Alternatywą tego jest wirowanie miodu w pasiece wędrownej, przy wykorzystaniu przewoźnej pracowni, w wynajętym pomieszczeniu lub bezpośrednio na pasieczysku. Takie rozwiązanie jednak sprawia znacznie więcej kłopotów oraz jest bardziej pracochłonne i kosztowne niż proste przywiezienie do pasieki pustych plastrów, wymiana ich na pełne i zabranie do pracowni w celu odwirowania.
Próba uproszczenia sobie pracy przez postawienie korpusu z pustymi plastrami na gnieździe i dopiero na nim przegonki oraz miodni, z której będą usunięte pszczoły, nie na wiele się zda. Odległość między miodnią i gniazdem będzie zbyt duża, by pszczoły chciały przechodzić na dół i utworzą one jakby drugą osieroconą rodzinę. Zresztą takie postępowanie tylko pozornie zmniejszy pracochłonność miodobrania: do ula przecież trzeba podejść jeszcze raz w celu zabrania kondygnacji z miodem. Wszystkie otwory w korpusie z miodem w czasie stosowania przegonki muszą być zamknięte, musi on być szczelny, a dolne krawędzie powinny dokładnie przylegać do płyty z przegonkami. W przeciwnym razie pszczoły będą wracać do miodni. W czasie miodobrania przy pomocy przegonek w miodni nie może być plastrów z czerwiem. Plastrów z czerwiem bowiem nie wolno wirować, poza tym pszczoły nie zechcą ich opuścić.
Równie sprawnie przebiega miodobranie przeprowadzone przy zastosowaniu aldehydu benzoesowego, użytego do usuwania pszczół z miodni. Potrzebne do tego są porowate płyty wielkości powałki korpusu ula lub nadstawki. Doskonale do tego się nadaje porowata (miękka) płyta pilśniowa. Płytę taka skrapia się niewielką ilością aldehydu, po czym kładzie się ją na górnych beleczkach ramek w miodni. Po kilku minutach pszczoły opuszczają nadstawkę, którą wymienia się na drugą, zawierającą puste ramki. Metoda ta jest skuteczna tylko w przypadku stosowania w miodni niskich ramek, na przykład pół-wielkopolskich, pół-dadantowskich, Apipolu itp, ponieważ na wyższych ramkach dużo pszczół zostaje w ich dolnej części. Zwiększenie dawki repelentu nie wpłynie na zwiekszenie zasięgu jego działania. Zastosowanie środków chemicznych odstraszających pszczoły wiąże się z ryzykiem przenikania ich do miodu, należy więc je stosować tylko wtedy, gdy wszystkie plastry są całkowicie zasklepione. Aldehyd benzoesowy kumuluje się też w wosku pszczelim. Węza wykonana z wosku wytopionego z plastrów, które wielokrotnie były traktowane tym środkiem, będzie niechętnie odbudowywana przez pszczoły.
Nie należy zabierać plastrów z niedojrzałym miodem. Jeżeli pasieka po miodobraniu z rzepaku ma być przewieziona na kolejny pożytek, na przykład z akacji lub malin, korpusy z miodem niedojrzałym trzeba pozostawić jeszcze na czas około jednego tygodnia. Bezcelowe jest wywożenie uli z niedojrzałym miodem rzepakowym na kolejny pożytek, ponieważ nie dość, że zmiesza się on z miodem z innych roślin, to do czasu następnego miodobrania skrystalizuje. Miód rzepakowy krystalizuje bardzo szybko i już po dwóch tygodniach jego pozyskanie z plastrów będzie niemożliwe. Dlatego plastry z rzadkim miodem rzepakowym należy zgrupować w wybranych rodzinach, które pozostaną jeszcze przez kilka dni na przekwitającej plantacji rzepaku. Ponieważ pożytek się już kończy, dopływ świeżego nektaru będzie znikomy i pszczoły szybko ten miód zagęszczą. Po jego odebraniu omawianą już metodą przy użyciu przegonek, resztę rodzin przewozi się na kolejny pożytek.
Po rzepaku rodziny są doskonale przygotowane do wykorzystania innych pożytków. Prawie wszystkie plastry w rodniach są pełne czerwia, zaś najsilniejsze rodziny mają po trzy korpusy pełne pszczół. W tej sytuacji część rodzin może wejść w nastrój rojowy, do czego przyczynia się w większości pasiek kilkudniowa przerwa w pożytkach, trwająca do rozpoczęcia nektarowania akacji. Do wyrojenia się rodzin nie można dopuścić, wyjście roju bowiem oznacza wyłączenie wyrojonej rodziny z dalszej produkcji. Dobrą metodą utrzymania rodzin w nastroju roboczym jest ich osłabienie przez odebranie części pszczół i zasklepionego czerwia i zrobienia z nich odkładów. Z każdej silnej rodziny zabiera się tyle ramek z czerwiem zasklepionym, by pozostało w nim sześć ramek czerwia. Nie wpłynie to negatywnie na wydajność rodziny na kolejnym pożytku, za to skutecznie zapobiegnie wyrojeniu.
Przy tworzeniu odkładów należy uważać, by nie zabrać matki. W tym celu przeznaczone do zabrania plastry z czerwiem przenosi się do miodni, po dokładnym otrząśnięciu i omieceniu z pszczół, zaś w ich miejsce w gnieździe wstawia się ramki z węzą. Przeniesione do miodni plastry kilku godzinach są obsiadane przez pszczoły i wtedy zabiera się je do drugiego ula lub ulika – transportówki. Można oczywiście zabierać plastry z czerwiem i pszczołami bezpośrednio z gniazda, ale dopiero po wcześniejszym zlokalizowaniu matki. Utworzone w ten sposób odkłady przewozi się na stanowisko stacjonarne, gdzie uzupełniane są ramkami z węzą lub suszem oraz poddaje im się matki. Odkłady takie trzeba dokarmić ciastem lub syropem, ponieważ jest w nich bardzo mało pszczół lotnych. W miarę rozwoju odkłady poszerza się węzą. Do końca sezonu rozwiną się one w silne rodziny, które będą się nadawały do zazimowania. Po połączeniu pod koniec lata takiego odkładu z rodziną produkcyjną, która przez cały sezon pracowała na kolejnych pożytkach wędrownych, powstanie bardzo silna rodzina, składająca się z 3 ÷ 4 kg pszczół. Takie rodziny po przezimowaniu będą się nadawały do wywiezienia na wczesne pożytki. Przy okazji łączenia dokona się wymiana matki na młodą, tegoroczną, pochodzącą z odkładu. Odkłady niedługo po utworzeniu, gdy wygryzie się już czerw a młode matki jeszcze nie zdążą się rozczerwić, należy odymić przeciwko warrozie.
Opisana metoda negowana jest czasami przez tych pszczelarzy, którzy uważają, ze tworzenie odkładów odbywa się kosztem siły rodzin macierzystych. Według tych poglądów rodziny produkcyjne na skutek zabrania kilku ramek z czerwiem i z pszczołami osłabną i nie poradzą sobie z kolejnym pożytkiem, co najwyżej wykorzystają go jako rozwojowy. Stało by się tak, gdyby odkłady robić ze słabych rodzin, obsiadających kilka ramek gniazdowych i nadstawkę, opiekujących się 5 ÷ 6 plastrami czerwia w gnieździe. Odkłady wykonuje się z rodzin najsilniejszych, które bez tego zabiegu mogłyby się wyroić i do wymaganej siły nie doszłyby ani na nastepnym, ani na kolejnych pożytkach. Korzyści wynikające z późniejszego wykorzystania odkładów (łatwa i skuteczna wymiana matek, zazimowanie bardzo silnych rodzin) w zupełności rekompensują koszty poniesione na ich przygotowanie (praca, karmienie, dodatkowe ule lub uliki). Alternatywą dla tworzenia odkładów byłoby wcześniejsze ograniczenie czerwienia matek na kilku plastrach w gnieździe.
Rozwój rodzin na obfitych pożytkach przebiega ciągle i w zasadzie nic pszczelarza nie kosztuje, odbywa się bowiem kosztem pożytku naturalnego. Tak jest nie tylko na rzepaku, ale i na wszystkich kolejnych pożytkach, w efekcie czego rodziny są przez cały sezon silne i nie zagrażają im choroby. Tym intensywna gospodarka wędrowna różni się od stacjonarnej z wykorzystaniem nielicznych, oddzielnie występujących pożytków, gdzie rodziny trzeba najpierw do pożytku przygotowywać, zaś później, przed okresem bezpożytkowym, ograniczać ich rozwój. W pasiece wędrownej pszczoły do kolejnych pożytków przygotowują się same, pszczelarz musi tylko zapewnić młode matki i miejsce na czerw w gniazdach. Nie ma też problemu z wychowem nadmiernych ilości pszczół – będą one pracować na kolejnym pożytku.
Kolejnymi pożytkami wykorzystywanymi przez pasiekę wędrowną po przekwitnięciu rzepaku są akacje (robinia akacjowa) lub maliny. Niestety, nie da się tych dwóch pożytków wykorzystać po kolei, występują one bowiem niemal równocześnie, co najwyżej można rozdzielić pasiekę i część uli wywieźć na akację, a resztę na malinę. Wtedy pozyska się dwie odmiany miodu, różniące się od siebie zasadniczo, mimo że zbierane były w tym samym czasie. Są też w Polsce plantacje późnych malin, zwanych jesiennymi, które zakwitają na przełomie lipca i sierpnia, uprawiane z myślą o zbiorze owoców pod koniec września. Jednak obecnie areał uprawy maliny jesiennej jest niewielki i nie liczy się ona jako pożytek towarowy.
Rodziny wywożone na akację powinny być silne i są silne, ponieważ pożytek rzepakowy doskonale wpłynął na ich rozwój. Nawet te, które kwitnienie rzepaku przywitały zaledwie z półnadstawkami, teraz będą już obsiadać dwa pełne korpusy, zaś w ich gniazdach będzie po 6 ÷ 8 plastrów pełnych czerwia. Pozostałe rodziny są jeszcze silniejsze, dzięki czemu dobrze wykorzystają szykujący się bardzo obfity pożytek. Pamiętać jednak należy, że pożytek akacjowy jest krótkotrwały: roślina ta kwitnie na ogół około 10 dni. Ponieważ nektaruje wyjątkowo obficie, wszystkie wolne plastry, również te w części gniazdowej, są zalewane nakropem, wskutek czego czerwienie matek może całkowicie ustać. Tak krótki okres trwania pożytku to zdecydowanie za mało, by rodziny pszczele osłabły na skutek „wypracowania się” pszczół. Po przekwitnięciu akacji rodziny nadal są silne, nie ma natomiast prawie wcale czerwia do karmienia. Mało tego, wygryzają się nowe pszczoły z czerwia pochodzącego z jajeczek złożonych przed rozpoczęciem pożytku. Dlatego w większości polskich pasiek, w których drugim i głównym pożytkiem jest akacja, pierwszy tydzień po jej przekwitnięciu jest okresem rójek. W racjonalnie prowadzonej pasiece nie można sobie pozwolić na tak archaiczny podział sezonu, tym bardziej nie powinno to mieć miejsca w pasiece wędrownej. Dlatego pszczelarze stosują różne metody utrzymania w ryzach dążących do rójki rodzin, a ich wybór jest uzależniony od planów dalszego wykorzystania pasieki.
W sytuacji, gdy akacja jest pożytkiem ostatnim lub w tydzień po jaj przekwitnięciu planowane jest wykorzystanie pożytku z lipy, bardzo zresztą kapryśnego i trudnego do przewidzenia, odpowiednio wcześniej ogranicza się czerwienie matek. Robi się to, umieszczając matkę na dwóch ÷ trzech plastrach gniazdowych w izolatorze z kraty odgrodowej. Z kolei w pasiece, którą czeka jeszcze bardzo dużo pracy nie tylko na lipie, ale też na kolejnych pożytkach, takie postępowanie byłoby nieuzasadnione. Rodziny w pasiece wędrownej muszą się rozwijać, lecz rozwój ten musi być kontrolowany. Ze względu na duże zagrożenie rójką po zakończeniu pożytku z akacji, rozwój nie może być tak żywiołowy jak przed zakwitnięciem rzepaku.
Dlatego czerwienie matek jest ograniczone do jednego korpusu gniazdowego. Niektórzy pszczelarze doprowadzają rodziny do jeszcze większej siły, pozwalając matkom czerwić na dwóch korpusach, zaś na początku pożytku ogranicza się je na jednej kondygnacji lub nawet na kilku ramkach. Tak silne rodziny przyniosą bardzo dużo miodu z akacji lub malin, ale przy załamaniu pogody mogą natychmiast się roić.
Przewóz pszczół na akację jest przedsięwzięciem wymagającym dużej uwagi, ponieważ rodziny są bardzo silne, a na zewnątrz jest już ciepło, zarówno w dzień jak i w nocy. Pasiekę trzeba więc odpowiednio przygotować, zapewniając dobrą wentylację przewożonym rodzinom, a tym najsilniejszym dostawić każdej pusty korpus, w którym zgromadzi się nadmiar pszczół. Po przywiezieniu uli na pożytek jak najszybciej należy otworzyć wylotki, by pszczoły mogły obniżyć temperaturę w gniazdach, która po transporcie w upalną noc może być za wysoka. Pasiekę ustawia się zawsze możliwie najbliżej pożytku, ale teraz odległość nie ma już takiego dużego znaczenia, jak przy korzystaniu z rzepaku.
Jeżeli pogoda dopisze, pszczoły pracują intensywnie i w wyjątkowo korzystne lata udaje się na akacji wykonać dwa miodobrania. W czasie upałów nektar jest gęsty i po przyniesieniu do ula pszczoły bardzo szybko odparowują z niego nadmiar wody, po czym natychmiast zasklepiają gotowy miód. Ponieważ przerabianie takiego nektaru trwa krótko i ilość enzymów dostarczanych z śliną jest niewielka, świeżo odebrany miód może zawierać dużo nie rozłożonej do cukrów prostych sacharozy. W takim miodzie może jej nawet być 13 ÷ 14 %, a więc dużo więcej, niż przewiduje obowiązujące rozporządzenie. Jednak w trakcie przechowywania zawartość sacharozy w takim miodzie spada na skutek ciągłej działalności enzymu i już we wrześniu może wynosić poniżej 5 %. Dlatego nie należy się zrażać tym, że świeży miód akacjowy może sprawiać wrażenie zafałszowanego, tylko spokojnie poczekać. Poza tym miód akacjowy i produkt powstały po przetworzeniu przez pszczoły syropu cukrowego znacznie różnią się od siebie organoleptycznie.
Zdarza się, że zawartość wody w odebranym przez pszczelarza miodzie akacjowym jest zbyt wysoka, niż przewidziana w obowiązującym rozporządzeniu. Tę sytuację pszczelarze tłumaczą nie spotykanym gdzie indziej zachowaniem pszczół, polegającym na zasklepianiu miodu niedojrzałego, o zawartości wody powyżej 20 %. Pszczoły, zaskoczone wyjątkowo obfitym pożytkiem miałyby nie zdążyć odparować potrzebnej ilości wody z przyniesionego nektaru i zasklepiają miód zbyt rzadki. Tymczasem pszczoły nigdy nie zasklepią miodu o zbyt dużej zawartości wody, a dojrzały miód akacjowy charakteryzuje się zazwyczaj największą gęstością spośród wszystkich pozyskiwanych w Polsce miodów i często udział w nim wody nie przekracza 15%. Dotyczy to zwłaszcza miodu pozyskiwanego w czasie wyjątkowo obfitego nektarowania akacji, przy upalnej pogodzie. Przyczyną pozyskiwania zbyt rzadkiego miodu jest postępowanie pszczelarza w czasie miodobrania, który odbiera miód niedojrzały, chcąc szybciej przygotować pszczołom miejsce na składowanie kolejnych partii nektaru. Czasem odbywa się to w sposób zupełnie nieświadomy, ponieważ wirowane są ramki prawie całkowicie zasklepione. Wystarczy jednak niewielka ilość nektaru, który pszczoły złożą w dniu miodobrania w rzędzie niezasklepionych komórek w dolnej części plastra, by zawartość wody w odwirowanym miodzie przekroczyła 20 %. Dlatego przed przystąpieniem do miodobrania należy się upewnić, czy w plastrach w miodni nie ma świeżego nakropu. W tym celu wstrząsa się energicznie nie do końca zasklepionym plastrem i jeżeli wylatuje z niego nawet niewielka ilość rzadkiego nektaru, miodobranie należy odłożyć na później.
Jeżeli wszystkie plastry w miodni są wypełnione miodem i świeżym nektarem, a pożytek trwa w najlepsze, silnym rodzinom należy dostawić po jednym korpusie wypełnionym plastrami z suszem. Wstawia się go jako drugi, między korpusem gniazdowym a wypełnioną niedojrzałym miodem nadstawką. Z odbiorem miodu należy zaczekać do czasu, aż dojrzeje, co nie będzie trwać długo, ponieważ pożytek akacjowy należy do krótkotrwałych. Na terenach, gdzie dominują akacje rzadko trafia się kolejny pożytek na tyle obfity, by pszczoły nie uporały się z całkowitym zagęszczeniem i zasklepieniem zgromadzonego wcześniej nektaru. Nie należy zaś odbierać miodu niedojrzałego z myślą, że nadmiar wody wyparuje z niego później, po odwirowaniu, w czasie przechowywania w ciepłym magazynie. Miód jest higroskopijny i zawartość w nim wody może się nawet zwiększyć, dlatego wszystkie czynności związane z jego przygotowaniem należy pozostawić pszczołom.
Miodobranie z akacji w pasiece wędrownej wykonuje się przy pomocy przegonek, tak samo jak odbiór miodu rzepakowego. Wszystkie czynności z tym związane należy przeprowadzić sprawnie, ponieważ w tym czasie może brakować innych pożytków, co będzie przyczyną rabunków. Ponieważ miód akacjowy jest bezbarwny i bardzo wolno krystalizuje, jego część, zwłaszcza ten zgromadzony nad czerwiem w ramkach gniazdowych może pozostać do następnego miodobrania. Kolejne pożytki, tradycyjnie wykorzystywane przez pasiekę wędrowną, to lipa i gryka. Na terenach, gdzie te rośliny nie występują, można poszukać plantacji ogórecznika, facelii, gorczycy lub rzepaku i rzepiku jarego.

Wiosenne zbiory (część 7)

4W naszym kraju większość obfitych pożytków trwa krótko, na ogół nie dłużej niż dwa ÷ trzy tygodnie. Do takich pożytków należą rzepak, akacja, malina i lipa. Rośliny kwitnące dłużej, jak facelia, ogórecznik, gryka czy nawłoć też nie dostarczają wziątku przez cały czas kwitnienia, ponieważ nie zawsze pozwala na to pogoda. Nawet pożytki spadziowe nie są ciągłe: spadź, tak jak znienacka się pojawia, tak też może nagle zniknąć, by ponownie pojawić się za tydzień, miesiąc lub nie wystąpić wcale. Dlatego prawie każda intensywnie prowadzona pasieka wędrowna musi się przemieszczać w ciągu sezonu wiele razy. Doświadczony pszczelarz – wędrowca na ogół co roku o podobnej porze wywozi swoje pszczoły na te same pożytki i wszystkie prace z tym związane ma dobrze zaplanowane.
Pierwszym pożytkiem towarowym wykorzystywanym przez pasieki wędrowne jest rzepak. Dużo miodu z rzepaku mogą przynieść tylko bardzo silne rodziny, dlatego o przygotowaniu pasieki do tego pożytku należy pomyśleć jeszcze w poprzednim sezonie. Rzepak zakwita pierwszej połowie maja, zależnie od przebiegu pogody może to być początek tego miesiąca lub jego druga dekada. Czas, który mają pszczoły na przygotowanie się do tego pożytku wydaje się długi, bowiem od pierwszego oblotu, który mógł mieć miejsce w początkach marca, do rozpoczęcia kwitnienia rzepaku, minęły aż dwa miesiące. Rzadko się jednak zdarza, żeby przez cały ten okres była ładna wiosenna pogoda. Spadki temperatury w nocy i częste nawroty zimy w marcu nie sprzyjają dynamicznemu rozwojowi rodzin i w lata o mniej korzystnej pogodzie co najwyżej dojdzie do odnowienia się składu biologicznego rodzin. Stare pszczoły zimowe, urodzone jeszcze latem zeszłego roku, zostaną zastąpione młodymi, ale nie zawsze liczba ich znacząco się zwiększy. W rodzinach średniej siły trudno jest pszczołom ogrzać dużą ilość czerwia, zwłaszcza gdy na dworze jest mróz. Słabe rodziny mogą jeszcze bardziej osłabnąć, ponieważ stare pszczoły wymrą zanim zdążą wychować nowe pokolenie. Dlatego na dużą siłę rodzin można liczyć tylko wtedy, gdy dopisze wyjątkowo wczesna wiosna lub zazimowano bardzo silne rodziny, o właściwym składzie biologicznym i na dużej ilości właściwie ułożonych zapasów.
Doświadczeni pszczelarze, wyspecjalizowani w towarowym wykorzystaniu rzepaku, starają się zazimować rodziny składające się z trzech lub nawet czterech kg pszczół. Osiągnięcie takiej siły pod koniec lata nie zawsze jest możliwe przy gospodarce tradycyjnej. Tak silne rodziny można uzyskać łącząc dwie średnie rodziny w sierpniu lub na początku września. Służyć temu ma rodzaj gospodarki polegający na wcześniejszym przygotowaniu dużej liczby odkładów, które rozwijają się przez cały sezon w silne rodziny. Po ostatnim pożytku łączy się je z zasadniczymi rodzinami produkcyjnymi, przy okazji „odmładzając” matki: stare matki wyczerpane całorocznym czerwieniem się likwiduje, a pozostawia się młode, z odkładów. Taka silna rodzina, zimowana na dwóch korpusach Wielkopolskich, już od przedwiośnia będzie się intensywnie rozwijać bez względu na pogodę. Tak duża bowiem ilość pszczół jest w stanie zapewnić właściwą temperaturę w dużym gnieździe nawet wtedy, gdy temperatura na dworze spadnie poniżej zera, co zdarza się w marcu prawie zawsze. Warunkiem dobrego przezimowania i rozwoju jest zapewnienie właściwych ilości zapasów, nie tylko cukrowych ale i pyłkowych (20 ÷30 kg cukru i 4 ÷ 6 plastrów wypełnionych pierzgą). Nie zawsze pogoda pozwoli pszczołom zbierać wystarczające ilości pyłku już od pierwszych dni wiosny, dlatego najlepszym sposobem zapewnienia tego koniecznego pokarmu jest użycie do zimowania jak największej liczby plastrów z pierzgą. Pszczoły, odsklepiając i spożywając zapasy cukrowe, siłą rzeczy będą się dostawać do zgromadzonej pod nimi pierzgi. Nie tylko zabezpieczy to potrzeby żywieniowe pszczół, ale dodatkowo przyspieszy rozwój rodzin. Wychów czerwia będzie mógł przebiegać niezależnie od pogody, co nie byłoby możliwe, gdyby pierzga była zgromadzona tylko na skrajnych plastrach. Dlatego przy układaniu gniazd na zimę plastry z pierzgą można śmiało wstawiać w środek gniazd. Po zalaniu jej przez pszczoły syropem będą stanowić nienaruszalny magazyn pokarmu białkowego, tak potrzebnego pszczołom często już od połowy lutego. Natomiast zalecane często umieszczanie plastrów z pierzgą jako skrajnych w zimującej rodzinie może nie przynieść planowanych efektów, ponieważ pszczoły będą miały do niej dostęp dopiero wtedy, gdy rodzina wiosną się rozwinie do tego poziomu, ze obsiądzie wszystkie ramki.
Zimowanie bardzo silnych rodzin z myślą o wczesnych wiosennych pożytkach jest bardziej korzystne niż łączenie średniej siły rodzin wiosną czy stosowanie nalotów. Tylko silne rodziny są w stanie zwiększyć swoją kondycję w okresie od przedwiośnia do zakwitnięcia rzepaku, zwłaszcza wtedy, gdy pogoda w marcu i kwietniu będzie kapryśna. W momencie wywożenia na pożytek może w nich być po 1 kg pszczół więcej niż po zakończeniu zimy, do tego gniazda są pełne czerwia zasklepionego, z którego wygryzione pszczoły wezmą udział w przerabianiu nektaru rzepakowego przynoszonego przez ich starsze siostry. Ponieważ w czasie kwitnienia rzepaku też trafiają się załamania pogody, do właściwego wykorzystania pożytku może pszczołom pozostać tylko kilka dni. Takie silne rodziny potrafią przynieść dużo nektaru nawet w czasie trzydniowego ocieplenia pod koniec kwitnięcia rzepaku
Zwiększenia siły rodzin mających pracować na wczesnym pożytku można dokonać, stosując naloty poprzedzone wymianą czerwia. Metoda ta może mieć zastosowanie w zasadzie tylko wtedy, gdy pasieka zimuje w miejscu planowanego pożytku. Ule przed zazimowaniem ustawia się parami. W pogodny wiosenny dzień, w 1÷ 2 dni po rozpoczęciu pożytku, między ulami stojącymi w parach wymienia się plastry z czerwiem. W jednej rodzinie gromadzi się czerw zasklepiony, w drugiej tylko młodszy, odkryty. Ul z czerwiem niezasklepionym odstawia się w inne miejsce, natomiast drugi, z zasklepionym, przesuwa się nieco w kierunku miejsca, w którym stał ul zabrany. Pszczoły lotne z rodziny odstawionej nalecą na tę z czerwiem zasklepionym, znacząco ją zasilając. Ponieważ przez pierwsze kilka dni nie ma w niej żadnych larw, wszystkie pszczoły przystąpią do zbierania i przerabiania nektaru. W czasie trwania pożytku wygryzał się będzie czerw zasklepiony, powodując dalszy wzrost siły tej rodziny. Metoda ta pozwala zwiększyć zbiór miodu o 50% w stosunku do uzyskanego przez wykorzystanie tych samych rodzin bez stosowania nalotów.
W pasiece wędrownej bardziej wskazane jest jednak zimowanie bardzo silnych rodzin i ich późniejsze skuteczne wykorzystanie na wczesnym pożytku. Wspomniana metoda z zastosowaniem nalotów wymusza konieczność zimowania pasieki w miejscu, gdzie ma być wykorzystywany pożytek. Nie zawsze jest to możliwe oraz bezpieczne, gdyż pasieka na rzepaku powinna stać jak najbliżej plantacji, a najlepiej w jej środku. Ule ustawione w szczerym polu mogą być narażone na silne wiatry, dzikie zwierzęta, wandali i złodziei, będą też przeszkadzać w wykonywaniu zabiegów uprawowych. Większy jest też koszt zazimowania dużej liczby średniej siły rodzin, z których tylko połowa będzie efektywnie wykorzystywać pożytek. Rodziny zasilone nalotem i czerwiem na wygryzieniu mogą się wyroić już po paru dniach gorszej pogody, bowiem z braku zajęcia przy pożytku i przy karmieniu czerwia nastrój rojowy rozwinie się w nich bardzo szybko. Tymczasem rodziny odstawione potrzebują dużo czasu, by ponownie osiągnąć kondycję produkcyjną i co najwyżej korzyść z nich będzie dopiero w lipcu.
Silne rodziny, które zimowały na dwóch korpusach Wielkopolskich lub na adekwatnej liczbie ramek w ulu innego typu, w zasadzie będą gotowe do przewiezienia na pożytek w pierwszych dniach maja. Jeżeli wiosna jest wyjątkowo wczesna i ciepła, rodziny rozwijają się szybciej i już w połowie kwietnia mogą wymagać dodania kolejnego korpusu lub nadstawki oraz powiększenia gniazda w ulach Warszawskich. Nie trzeba przyspieszać rozwoju takich rodzin przez ich podkarmianie syropem i pyłkiem. Rodzin solidnie nakarmionych przed zimą nie trzeba dokarmiać wiosną, ponieważ zapasów mają dosyć i powinny jak najwięcej ich spożyć teraz, by cukier nie dostał się do miodu rzepakowego. Pobudzająco na czerwienie działa stopniowe odsklepianie pozostałych po zimie zapasów cukrowych, jest to jednak pracochłonne zajęcie i może mieć zastosowanie tylko w niewielkich pasiekach.
W ulach wielokorpusowych o ramce niższej od Wielkopolskiej zaleca się przestawienie korpusów w dniu pierwszego oblotu. Korpus górny ustawia się na miejsce dolnego, zaś dolny idzie na górę. Wtedy pszczoły powinny przenosić nie zjedzony przez zimę pokarm z dolnego korpusu na górę, przy okazji dobrze się nim odżywiając. Ma to intensyfikować wydzielanie mleczka, a przez to lepsze karmienie matki, czego następstwem będzie zwiększenie czerwienia i szybszy rozwój. Jest to jednak tylko teoretyczne założenie rzadko przynoszące dobre efekty w praktyce. Autorzy tej metody przyspieszania rozwoju rodzin wyszli z założenia, że w rodzinie zimowanej na dwóch korpusach czerw na początku wiosny znajduje się w kondygnacji dolnej, zaś górna jest wypełniona zapasami cukrowymi. Przestawienie korpusów spowoduje u pszczół naturalny odruch mający na celu właściwe ułożenie zapasów, których miejsce jest w górnej części gniazda, nad czerwiem. Tymczasem rodziny, która zimowlę zakończyła na dolnym korpusie, podczas gdy wszystkie plastry w górnej kondygnacji są wypełnione zapasem, wcale nie trzeba było zimować na dwóch korpusach. Kłąb zimowy zmieściłby się na jednym, zaś pszczelarz mógłby zaoszczędzić około 10 ÷ 15 kg cukru na każdą tak zimowaną rodzinę, nie mówiąc o pszczołach, które ten zapas musiały pod koniec sezonu przerobić. Natomiast pszczoły zainteresują się wiosną zapasami z przestawionego na dół korpusu, jeżeli pozwolą na to temperatury. Nie będą jednak przenosić pokarmu do górnych plastrów, ponieważ jest w nich czerw. Ale w przypadku nawrotu zimy utworzą kłąb wokół czerwia w górnym korpusie i będą czekać na ocieplenie, przy czym mogą sobie nie radzić z przynoszeniem pokarmu z dolnych plastrów, oddzielonych w dodatku przestrzenią między kondygnacjami.
Przestawianie więc korpusów w rodzinach średniej siły, zimowanych na dwóch korpusach rozwoju nie przyspieszy, może natomiast zagrozić głodem mimo obecności dużych ilości zapasów. Jeżeli wiosna będzie ciepła, rodziny będą się rozwijać bez względu na układ zapasów w gnieździe, zagrożeniem dla rozwoju może być co najwyżej brak wolnych plastrów na czerw. By do tego nie dopuścić, należy na czas poszerzać gniazda suszem lub węzą, gdy pszczoły zaczną pobielać plastry i budować dzikie języczki woskowe. Jeśli zaś chodzi o bardzo silne rodziny, obsiadające po zimie dwa korpusy, przestawianie w nich kondygnacji może spowodować straty. Czerw w takich rodzinach znajduje się zazwyczaj w górnym i dolnym korpusie, w środku gniazda tworzonego przez te dwie kondygnacje. Po ich przestawieniu czerw z korpusu, który wcześniej był na górze, teraz znajdzie się na samym dole, tuż nad dennicą. Z kolei czerw z korpusu, który przed przestawieniem był dolnym, znajdzie się pod powałką. W efekcie tego zabiegu duża, jednolita kula czerwia zostanie rozbita na dwie małe, z których jednej pszczoły na pewno nie zdołają utrzymać przy życiu.
Zamiana korpusów nie jest wiec zabiegiem pożądanym i więcej może zrobić szkód niż pożytku. Zaś najbardziej polecanym sposobem przyspieszenia rozwoju jest zimowanie silnych rodzin i utrzymywanie linii i mieszańców pszczół charakteryzujących się wczesnym rozwojem. Wtedy dynamiczny rozwój następuje samoistnie i jedynym obowiązkiem pszczelarza jest poszerzanie na czas gniazd przez dostawienie kolejnych korpusów.
W dobrze zazimowanej, silnej pasiece będzie to w zasadzie pierwszy etap przygotowania rodzin do pracy na pożytku rzepakowym. Rodzinom, w których matki czerwią w dwóch korpusach dodaje się trzeci korpus. Są dwie „szkoły” powiększania kubatury ula w tym czasie: według pierwszej korpus wypełniony ramkami z suszem należy ustawić jako drugi, rozdzielając dwie kondygnacje z czerwiem. Do nowego korpusu przenosi się dwa plastry z czerwiem krytym z dolnego korpusu, gdzie w ich miejsce wstawia się węzę. Te dwa plastry mają przyspieszyć zajmowanie nowego korpusu przez pszczoły. Matka pozostaje w dolnym korpusie, oddzielona od reszty ula kratą odgrodową. W tym celu przed podzieleniem rodziny kratą należy matkę wyszukać, względnie wszystkie pszczoły strząsnąć do dolnej kondygnacji.
Zdarza się jednak, zwłaszcza w czasie utrzymujących się przez czas dłuższy chłodów, że pszczoły nie zagospodarują dodanego korpusu, lecz utworzą jakby dwie rodziny, dolną i górną. Do właściwego zagospodarowania całego ula dojdzie po zakończeniu pożytku, gdy w dodatku ustabilizuje się pogoda i temperatury zarówno w dzień, jak i w nocy będą wysokie. Dlatego wielu pszczelarzy zraża się do stosowania opisanej metody i dochodzi do wniosku, że kolejny korpus należy dostawić jako trzeci, najwyższy. Jest to słuszne postępowanie, ponieważ tylko najsilniejsze rodziny zagospodarują trzeci korpus od razu, i to w sprzyjających warunkach pogodowych. Jeżeli zaś korpus z plastrami na miód będzie ustawiony jako najwyższy, to w czasie znaczącego spadku temperatury pszczoły będą mogły go opuścić, by powrócić doń natychmiast po poprawieniu się pogody. Matka, podobnie jak we wcześniej omówionej metodzie, zlokalizowana jest w dolnym korpusie, odgrodzonym kratą.

BEES1
Trzeci korpus – miodnię silnej rodzinie dodaje się dopiero po przewiezieniu pszczół na pożytek, gdy ustali się pogoda i jest pewność, że pszczoły go natychmiast zagospodarują. Najczęściej dodaje się go w połowie trwania pożytku, gdy we wcześniej utworzonej miodni (górnym korpusie z czerwiem, bez matki), jest już dużo miodu rzepakowego. Zbyt pochopne powiększenie kubatury ula przez dodanie całej kondygnacji, zwłaszcza między korpusy z czerwiem, mogłoby (przy pogorszeniu pogody) doprowadzić do przechłodzenia gniazda, i zaziębienia czerwia. Może to nieść groźbę nie tylko spowolnienia rozwoju, ale też rozwoju chorób na zamarłym czerwiu.
Słabszym rodzinom, które przed zakwitnięciem rzepaku obsiadają tylko jeden korpus, drugą kondygnację wypełnioną ramkami z suszem dodaje się przed wywiezieniem pasieki. Muszą być to jednak rodziny na tyle silne, by pszczoły całkowicie wypełniały 10-ramkowy korpus Wielkopolski, oraz mające nie mniej niż 7 ÷ 8 ramek z czerwiem. Pszczoły powinny zajmować skrajne uliczki w gnieździe, a po odsłonięciu ostatniej uliczki powinny się „wylewać” z gniazda. Tylko tak liczna rodzina zdoła zagospodarować cały dodany korpus. Zajmowanie przez pszczoły dodanej kondygnacji przyspieszy przełożenie do niej dwu plastrów czerwia z gniazda, w których miejsce należy wstawić węzę. Nie jest to jednak zabieg koniecznuy, ponieważ silna rodzina bez tego zagospodaruje dodany korpus. Matka pozostaje w dolnym korpusie gniazdowym, oddzielona kratą odgrodową.
Rodzinom jeszcze słabszym, które mogą się nie uporać z zajęciem całych korpusów, można dodać półnadstawki. Przy sprzyjającej pogodzie takie rodziny wypełnią je po brzegi miodem rzepakowym, jednocześnie wykorzystując ten pożytek do dalszego rozwoju. Zmuszanie ich do zajęcia całych 10-ramkowych korpusów gniazdowych skończyłoby się niepowodzeniem, a czerw przeniesiony „na górę” w celu przyspieszenia przechodzenia pszczół uległby zaziębieniu.


Transport rodzin pszczelich na rzepak nie nastręcza większych trudności, ponieważ jest jeszcze chłodno, a w rodzinach którym dodano korpusy i nadstawki, jest dużo wolnej przestrzeni. Nie można jednak zapominać o zapewnieniu właściwej wentylacji w ulach, a dotyczy to zwłaszcza rodzin najsilniejszych, składających się z dwóch korpusów w pełni obsiadanych przez pszczoły. Pasieka powinna być ustawiona jak najbliżej plantacji rzepaku, najlepiej zaś w jej środku. Zbiory miodu rzepakowego są szczególnie uzależnione od odległości pasieki od pożytku. Pasieka oddalona o 700 ÷ 800 m od kwitnącego pola rzepaku przyniesie prawie połowę miodu w porównaniu z pasieką ustawioną bezpośrednio przy plantacji. Duży wpływ mają na to niskie temperatury w nocy, przez co pszczoły zaczynają pracę znacznie później niż na letnich pożytkach. Ule na plantacji rzepaku powinny być ustawione w dużych odległościach od siebie. Nie zawsze jest to możliwe, gdyż pszczelarz często jest zmuszony ustawić pasiekę na wąskiej, krótkiej ścieżce technologicznej lub na miedzy. Wtedy powracające z pożytku pszczoły masowo nalatują na ule skrajne, zasilając je znacznie, podczas gdy rodziny stojące w środku rzędu słabną. W celu wyrównania siły rodzin, po tygodniu pracy na pożytku ule można zamieniać miejscami, przenosząc do środka skrajne, w których jest już zazwyczaj dużo miodu, a na ich miejsce ustawiać te ze środka. Ponieważ pogoda w maju nie jest pewna i mogą zdarzać się jeszcze niespodziewane wichury, dobrze jest pasiekę ustawić w miejscu zacisznym. Jeżeli nie ma takiej możliwości, daszki należy zabezpieczyć przed zrzuceniem przez wiatr, kładąc na nich kamienie. Wszystkie elementy uli wielokorpusowych wykonanych z poliuretanu i styropianu spina się pasami używanymi do łączenia uli w czasie transportu. Na 1 hektarze plantacji rzepaku ustawia się nie więcej niż 4 silne rodziny pszczele. Duże ilości nektaru z rzepaku pszczoły przynoszą dopiero przy temperaturach przewyższających 15° C. Rzepak jest jedną z najbardziej pyłkodajnych roślin i w silnych rodzinach można poławiać obnóża pyłkowe bezpośrednio po przywiezieniu pasieki. Ponieważ poławiacze obnóży utrudniają zbieraczkom wchodzenie do ula, pyłek należy poławiać we wszystkich rodzinach. W przeciwnym razie pszczoły lotne będą się przenosić do uli nie posiadających poławiaczy.