Sławomir Trzybiński matki pszczele i odkłady

Pszczelarz, produkcja matek i odkładów pszczelich

Sławomir Trzybiński – Pszczelarz, produkcja matek i odkładów pszczelich

Posted By admin on 26-10-2009

Szkolenia i wykłady 2010

Trzybiński

Sławomir

Gospodarstwo Pszczelarskie

Pasieka Sławomira Trzybińskiego zlokalizowana jest na wschodnim krańcu województwa wielkopolskiego. Liczy 300 rodzin pszczelich, utrzymywanych w ulach wielkopolskich i warszawskich zwykłych oraz poszerzanych. Pasieki rozmieszczone są na terenie gminy Kościelec w powiecie kolskim. Najważniejsze pożytki wykorzystywane przez pasieki to wierzby, mniszek, rzepak, robinia, chabry, facelia i ogórecznik. Od początku lat 90-tych XX wieku gospodarstwo specjalizuje się w produkcji matek pszczelich i odkładów. Naszą dewizą jest wysoka jakość oferowanych produktów, a głównym celem najwyższa satysfakcja klientów.

W ofercie pasieki są:

  • odkłady trzyramkowe

Gospodarstwo Pszczelarskie

Sławomir Trzybiński Łęka 2

Wyświetl większą mapę

62-604 Kościelec tel : 501432752

  • Kraińska
  • Kaukaska
  • Włoszka
  • Buckfast
Warto zobaczyć i poczytać:

Polskie Pasieki

Współczesna Gospodarka Pasieczna

Atak pszczół

Recepta na spadź

Posted By admin on 28-06-2010

W naszych warunkach klimatycznych rzadko udaje się przezimować pasiekę bez żadnych strat. Tymczasem z teoretycznych rozważań wynika, że w pasiekach właściwie przygotowanych do zimowli żadnych upadków być nie musi, a osyp powinien być minimalny.

moje oczy widzą miód

Pszczoły ze swojej natury przystosowane są do przeżycia długiej, mroźnej zimy. Odpowiednio przygotowane przezimują bez problemów, szybko rozwiną się wiosną i przystąpią do pracy na pierwszych pożytkach. Na prawidłowy przebieg zimowli ma wpływ wiele czynników. Najważniejsze z nich to wiek i kondycja pszczół zimujących oraz siła rodzin. Duże znaczenia ma genetyczne przystosowanie różnych ras i linii do zimowli, a także ułożenie zapasów i wentylacja gniazda. Niezbędnym warunkiem przezimowania jest obecność matki i wystarczająca ilość zapasów odpowiedniej jakości. Zimujące rodziny powinny być zdrowe, zabezpieczone przed szkodnikami i muszą mieć zapewniony spokój. Ocieplenie uli ma pewne znaczenie, lecz bardziej na przedwiośniu i wiosną.

spadziowy

W racjonalnie prowadzonej pasiece zapewnienie warunków dobrej zimowli nie jest trudne. Pszczoły można dobrze przygotować do zimy zarówno w terenie o obfitych jak i słabych pożytkach, w sezonie bardziej lub mniej korzystnym dla produkcji pasiecznej, w każdym ze stosowanych u nas typów uli. Jedynym czynnikiem negatywnie wpływającym na zimowlę z którym pszczelarz nie z zawsze może sobie poradzić (oprócz zdarzeń losowych, jak choroba pszczelarza, wytrucie pszczół itp.) są późne, długotrwałe pożytki spadziowe. Dla pszczelarzy z nich korzystających spadź jest wielkim dobrodziejstwem. Żadna roślina pożytkowa nie ma tak dużej wydajności miodowej jak spadziujący las jodłowy lub świerkowy, które mogą dostarczać tonę lub więcej surowca miodowego z 1 hektara. Spadź na terenach „spadziowych” występuje w zasadzie co roku, co nie jest regułą w przypadku pożytków nektarowych. Dlatego pszczelarze stacjonujący w rejonie występowania spadzi lub wędrujący na ten pożytek mogą się uważać za elitę. Do tego cena uzyskiwana za miód spadziowy jest zazwyczaj dwa razy wyższa od ceny wielokwiatu, miodu rzepakowego czy akacjowego i nie ma kłopotów z jego sprzedażą.

Jednak pszczelarze „spadziowi” też mają swoje kłopoty, wynikające ze specyfiki tych pożytków, właściwości miodu spadziowego i oddziaływania jego składników na pszczoły. Pożytek spadziowy występuje nieregularnie: może się pojawić w końcu maja, ale też później, w kolejnych miesiącach lub dopiero w połowie września. Przewidzieć terminu pojawienia się spadzi nie można, tak jak nie przewidzi się momentu jego zakończenia. Wystarczy ulewny deszcz który zmyje spadź i produkujące ją owady, by pożytek w danym sezonie definitywnie się zakończył i już się nie pojawił. W sprzyjających warunkach (długa, ciepła jesień) pożytek spadziowy może trwać do końca października lub nawet do połowy listopada, co zmusza pszczoły do ciągłej, wyczerpującej pracy. Na terenach „spadziowych” z reguły brakuje pożytków pyłkowych, co powoduje spowolnienie lub nawet zatrzymanie rozwoju rodzin. Największym problemem jest skład miodu spadziowego. Zawiera on dużo niestrawnych węglowodanów: melecytozy i dekstryn, soli mineralnych i innych substancji pochodzących z soku roślin oraz wydzielanych przez rozwijające się w spadzi grzyby. Te składniki miodu powodują, że spadź nie zawsze jest dobrym pożywieniem dla rodziny pszczelej i może być przyczyną zwiększonej zachorowalności na nosemozę. Może też wywoływać nie występującą gdzie indziej chorobę, czerniawkę spadziową, powodującą masowe ginięcie pszczół zbierających spadź.

miodzio

Ze względu na wspomniany skład spadź absolutnie nie nadaje się do zimowania pszczół i nawet niewielki jej udział w zapasach zimowych niekorzystnie wpłynie na zimowlę rodzin. Dlatego pszczelarze korzystający z pożytków spadziowych w zasadzie co roku mają problemy z zimowaniem pszczół. Straty zimowe zwłaszcza tam, gdzie spadź występuje późnym latem i jesienią są zawsze większe, niż na terenach nie-spadziowych. Wyjątkowo niekorzystna pod tym względem była ostatnia zima. W czasie długiej i ciepłej jesieni pszczoły w niektórych miejscach zbierały spadź nawet w listopadzie. Z kolei długa i mroźna zima, trwająca bez przerwy do połowy kwietnia spowodowała masowe osypywanie się pszczół wyczerpanych jesienną pracą i niewłaściwym pokarmem.

Straty zimowe w pasiekach korzystających z pożytków spadziowych można ograniczyć lub wyeliminować dzięki stosowaniu odpowiednich metod gospodarki. Różne sposoby ratowania się przed niekorzystnym wpływem tego pożytku na pszczoły znane są w wielu krajach, ponieważ późna spadź jest domeną nie tylko naszego Podkarpacia i Regionu Świętokrzyskiego. Podobne problemy mają pszczelarze słowaccy, czescy, austriaccy, niemieccy, a także amerykańscy.

Tradycyjna gospodarka na terenach spadziowych jest trudna. Rodziny „po spadzi” są osłabione często do tego stopnia, że przed zimowaniem trzeba je łączyć. Im bardziej udane miodobranie, tym słabsze pszczoły jesienią. Wiosną pasieka wygląda jeszcze gorzej i pierwszą część sezonu pszczelarz poświęca na odbudowę pogłowia przez dzielenie najsilniejszych rodzin. W latach o wyjątkowo niekorzystnej zimowli konieczny bywa zakup rodzin pszczelich, odkładów, lub rojów, co znacznie zwiększa koszt prowadzenia pasieki. Na szczęście obfity pożytek spadziowy i kolejne miodobrania rekompensują poniesione nakłady. Jednak przetrzebiona przez zimę pasieka nie wykorzysta wczesnych pożytków nektarowych i spadzi, jeżeli wystąpi ona w pierwszej części sezonu.

Duże znaczenie dla utrzymania pasieki we właściwej kondycji ma pożytek pyłkowy. Pasieki korzystające ze spadzi mają zawsze problemy ze zgromadzeniem potrzebnej ilości pierzgi. Wiosną i na początku lata, gdy przyroda oferuje dużo pyłku, rodziny są zbyt słabe, by go zebrać. Później kwiatów jest mniej lub nie ma ich wcale. Jest za to spadź i pszczoły zajęte jej zbiorem „zapominają” o pyłku, co skutkuje zahamowaniem rozwoju. Rodziny słabną, ponieważ pszczoły zbierające i przerabiające spadź szybko się wyczerpują. W efekcie po pożytku w ulu zostaje matka i garstka pszczół, których jest za mało by taka rodzina przeżyła zimę.

Takiej sytuacji można zapobiec stosując bardziej intensywne metody gospodarki. Dobrym, sprawdzonym sposobem gospodarowania jest tworzenie odkładów w liczbie równej ilości rodzin produkcyjnych, korzystających z pożytku spadziowego. Ta metoda stosowana jest też w intensywnie użytkowanych pasiekach wędrownych.

Prawidłowo przygotowane do zimy rodziny znoszą ten trudny okres dobrze i wcześnie się rozwijają. Dzięki temu już przed wystąpieniem pierwszych pożytków towarowych (rzepik, mniszek, rzepak) są w pełnej kondycji produkcyjnej. Wymiana starych pszczół zimowych, wychowanych jeszcze w lipcu i sierpniu poprzedniego roku na młode przebiega płynnie i nie obserwuje się w nich osłabienia i zahamowania rozwoju. Rodziny takie na wczesnych pożytkach gromadzą dużo miodu, ale też ciągle się rozwijają. Pszczół w nich przybywa, dlatego w czasie krótkiej przerwy między pożytkami, która często ma miejsce w drugiej połowie maja mogą być zagrożone wyrojeniem. Rójka jest zjawiskiem niekorzystnym, zwłaszcza wtedy, gdy pasieka ma wykorzystać jeszcze kilka pożytków w tym sezonie. Dlatego koniecznie trzeba wykonać zabieg przeciwrójkowy, ale taki, który nie osłabi zbytnio rozwijających się rodzin.

W słabszych rodzinach wystarczy dodać 2 – 3 ramki z jasnym suszem. Puste plastry matka szybko zaczerwi i chwilowo bezrobotne pszczoły znajdą zatrudnienie przy karmieniu larw. W rodzinie silnej taki zabieg nie zawsze pomoże i tam najbardziej skuteczną metodą będzie zabranie 3 – 4 ramek z czerwiem krytym oraz obsiadającymi je pszczołami. Odkład taki umieszcza się w drugim ulu lub kilkuramkowej transportowce i wywozi na oddalone o kilka km pasieczysko. Do takich odkładów można poddać młode matki nieunasiennione lub mateczniki na wygryzieniu. Druga połowa maja nie jest jedynym momentem, w którym pasiekę należy ratować przed wyrojeniem przez tworzenie odkładów. Podobna sytuacja może się powtórzyć w czerwcu, po zakończeniu pożytku z akacji i malin, a przed zakwitnięciem lip i gryki.

Szeroko od lat propagowany sposób zapobiegania rójce przez ograniczenie wychowu niepotrzebnych pszczół zwany metodą izolatorową, zdaje egzamin w pasiekach korzystających tylko z wczesnych, krótkotrwałych pożytków. Metoda ta polega na ograniczeniu czerwienia matek przed zakończeniem pożytku na tyle wcześnie, by w okresie bezpożytkowym nie groził rodzinom nastrój rojowy. Jeżeli jednak pasieka ma korzystać z późniejszych pożytków, działanie takie jest bezcelowe. Ograniczenie czerwienia osłabi niepotrzebnie rodziny, które z letnich pożytków nie przyniosą miodu, a jedynie wykorzystają je na rozwój.

Dlatego metoda tworzenia sezonowych odkładów jest najlepszym sposobem zapobiegania nastrojowi rojowemu w silnych rodzinach w okresie wiosennym. Później, po rozpoczęciu kalendarzowego lata nastrój rojowy już nie jest tak groźny i w pasiece gdzie matki są młode a pszczoły nierojliwe, nie ma potrzeby go zwalczać.

Wykonane wiosną odkłady z młodymi matkami powinny pozostać na stacjonarnym stanowisku, poza zasięgiem pożytków spadziowych. Przez resztę sezonu zdążą się one rozwinąć do silnych rodzin, obsiadających w sierpniu 8 – 10 ramek gniazdowych. Jeżeli w okolicy pasieki występuje niewielki nawet pożytek nektarowy i pyłkowy, rodziny będą się rozwijać same i jedynym obowiązkiem pszczelarza jest poszerzanie ich gniazd węzą. Przy braku pożytku i w okresach złej pogody rodzinki takie należy karmić, podając im co dwa tygodnie 2 – 3 litry syropu lub inwertu. W połowie sierpnia dokarmia się je na zimę, a po zakończeniu pożytku dołącza się do nich rodziny które powróciły ze spadzi, po wcześniejszym zlikwidowaniu starych matek. Jeżeli pszczoły mają zimować w miejscu, gdzie stacjonują rodziny powstałe z odkładów, przywozi się do nich rodziny ze spadzi. Taki sposób postępowania jest pewniejszy, niż zimowanie rodzin w rejonie spadziowym, ponieważ spadź może się pojawiać do wystąpienia pierwszych mrozów. Dobrze przygotowane do zimy rodziny będą ją magazynować w wolnych komórkach, na ogół w środku plastrów, gdzie wygryzł się ostatni czerw. Ponieważ w tym miejscu uwiąże się kłąb zimowy, spadź zostanie spożyta przez pszczoły już na początku zimy, co niekorzystnie wpłynie na jakość przezimowania.

Opisaną metodę można stosować w pasiekach wędrownych i takich, które dysponują dodatkowym pasieczyskiem znacznie oddalonym od pożytków spadziowych. Do tego trzeba mieć dodatkowy komplet uli lub transportówek, w których będą się rozwijać odkłady. Jednak ta inwestycja się opłaci, zważywszy korzyści wynikające z prowadzenia takiego modelu gospodarki. Przede wszystkim zmniejszą się straty zimowe, zwłaszcza w latach gdy spadź występuje wyjątkowo długo. Rodziny po przezimowaniu będą w dobrej kondycji, co pozwoli uzyskać miód z wiosennych pożytków nektarowych, które do tej pory były wykorzystane jako rozwojowe. Co roku wszystkie matki będą wymienione na młode, o znanym pochodzeniu i wysokiej, sprawdzonej kondycji. Wyeliminowane zostaną straty powodowane przez rójkę, ponieważ rodziny z młodymi matkami rzadko się roją. Oprócz tego rodziny, które zechcą się roić zostaną osłabione przez zabranie części czerwia i pszczół.

Taki model gospodarki stosowany jest od lat w pasiekach niemieckich, zwłaszcza tych prowadzonych bardziej intensywnie. Robi się tam dużo odkładów, czasem nawet trzy od jednej rodziny. Z pierwszym postępuje się tak, jak w wyżej opisanej metodzie, a pozostałe służą do powiększenia pasieki lub się je sprzedaje. Rynek pszczół, zwłaszcza ten polegający na obrocie odkładami i sztucznymi rojami u naszych zachodnich sąsiadów jest dobrze rozwinięty. Przodują w nim duże gospodarstwa pasieczne, liczące 1000 i więcej pni. Dzięki temu straty spowodowane niekorzystną pogodą lub chorobami szybko są odbudowywane, czasem w ciągu jednego sezonu, bez potrzeby importu pszczół. Ale właśnie wspomniane duże pasieki stosują nowoczesne, intensywne metody gospodarki, co pozwala im szybko odpowiadać na aktualne zapotrzebowanie rynkowe.

Nie zmarnujmy lata

Posted By admin on 26-06-2010

Natura i tym razem zaskoczyła nas swoją cudowną witalnością. Po trudnej, tragicznej nawet dla wielu pasiek zimie pszczoły z niespodziewaną energią przystąpiły do pracy. Aż wierzyć się nie chce, że takie malutkie „robaczki” przetrwały 30 – stopniowe mrozy i mają się dobrze. A przecież jeszcze kilka miesięcy temu strach było wychodzić z domu w ciepłym kożuchu, co zaś się działo wtedy w ulach – o tym nawet nie myśleliśmy.

Nie zmarnujmy lata...

Przyszła jednak długo oczekiwana wiosna i życiodajne promienie słoneczne jak co roku ożywiły, wydawało się na zawsze uśpioną, przyrodę. Cudowna energia pochodząca z naszej dziennej gwiazdy zbudziła miliardy owadów, które kamiennym snem spały pod grubą warstwą śniegu. Najpierw pojawiły się nieśmiało muchy, jeszcze mało ruchliwe, jakby zmarznięte. Nie trzeba było długo czekać na wszędobylskie komary, tak uprzykrzone co roku, a z taką tęsknotą wyczekiwane tej wiosny. Nie wiadomo skąd pojawiły się brzuchate trzmiele, poszukujące nowych miejsc na założenie gniazd. W pierwszych promieniach zimnego jeszcze w tym roku kwietniowego słońca trzepotać zaczęły kolorowymi skrzydełkami motylki. I oczywiście pszczoły. Nie czekały na maj, tylko wyruszyły na poszukiwanie pierwszego pyłku i wody, tak potrzebnych wtedy w każdej rodzinie pszczelej.

pyłek kwiatowy
Na szczęście pyłku nie brakowało. Rośliny też nie mogły się doczekać wiosny i gdy tylko mrozy zostawiły nas na dobre, wybuchły najpiękniejszym wiosennym kwieciem, obdarzając nasze podopieczne swoim niezastąpionym pokarmem. Złociste podbiały na rowach i miedzach, puszyste kotki na wierzbowych witkach i najpiękniejsze polskie drzewa, niosące ciepło i spokój białe brzozy – dzieliły się z pszczółkami swoim pyłkiem bez żalu, jakby wiedziały, że przetrwanie tak długiej zimy należy im wynagrodzić. Pogardzanym i masowo wycinanym klonom polnym wystarczył czasem jeden dzień, by wolne plastry wypełnić po brzegi pierzgą. Mało tego, pierwszy raz od lat o czasie zakwitły leszczyny, ratując przed pyłkowym głodem najbardziej potrzebujące rodziny. Trzeba bowiem wiedzieć, że leszczyna, przedstawiana w podręcznikach jako pierwszy pożytek pyłkowy, zakwita zazwyczaj na początku marca, a niekiedy już lutym lub nawet w styczniu, nie przynosząc pszczołom żadnych korzyści.
Niestety, nie wszędzie było komu pyłek zbierać. Nasze pasieki z ostatniej zimy wyszły wyjątkowo mocno przetrzebione. Po pierwszym oblocie, który w tym roku prawie w całym kraju miał miejsce w połowie lutego, zima wróciła jeszcze na dwa miesiące, skutecznie eliminując rodziny słabe, głodne lub wymęczone przez warrozę. Wielu kolegów z rozpaczą liczyło puste ule, których tej wiosny zrobiło się wyjątkowo dużo. Bardziej zapalczywi próbowali szukać winnych strat, bo przecież nie co roku się zdarza by w całych powiatach ubyło 30 – 50% rodzin. Jednak głównym winowajcą była wyjątkowo niesprzyjająca zimowli pogoda z długą, ciepłą jesienią i jeszcze dłuższą, mroźną zimą.

Rój

Dlatego w tym sezonie czeka nas więcej obowiązków, niż co roku. Oprócz „normalnych” prac, jak odbieranie miodu, walka z nastrojem rojowym i wymiana matek trzeba jeszcze odbudować pogłowie pszczół. Nie można też zapomnieć o warrozie, która nie patrzy na to, kto „załatwiał” paski, lecz już od ćwierćwiecza skutecznie dziesiątkuje nasze pasieki. Pełnia sezonu jest właśnie teraz i od jej wykorzystania będzie zależeć nie tylko bieżąca produkcja, ale i to, czy będziemy pszczelarzami w kolejne lata. Ponieważ nie ma pewności, że wyjątkowo niekorzystna dla zimowli pogoda nie powtórzy się i w tym roku, należy być przygotowanym na wszystko. „Chcesz pokoju, szykuj się do boju” – mawiają wytrawni politycy, tak i my do boju z przeciwnościami pogody musimy być gotowi.
Pamiętamy, że największe straty były wśród rodzin, które do zimy poszły słabe. Dodatkową przyczyną niepowodzeń często był dodatek spadzi w zapasach zimowych i oczywiście nie zawsze do końca zniszczona warroza. By i tym razem nie dać się zaskoczyć, już teraz należy pomyśleć o właściwym pokierowaniu rozwojem rodzin i o prawidłowym wykonaniu wszystkich zabiegów decydujących o dobrym przezimowaniu.
Czerwiec to jednak pełnia sezonu i główne wysiłki pszczelarza idą w kierunku pozyskania jak największej ilości miodu. Dla większości polskich pasiek najważniejsze pożytki przypadają właśnie na okres kalendarzowej wiosny, czyli na maj i czerwiec. Wziątki majowe już za nami, ale teraz kwitną akacje, po nich chabry, facelia, koniczyny i różne chwasty polne z których nektaru powstaje ten zwyczajny, ale mający najwięcej miodowego aromatu, miód wielokwiatowy. Z końcem czerwca zakwitają lipy, ale z tego pożytku już nie wszyscy pszczelarze mogą korzystać. Duże skupiska tych drzew lub zabytkowe aleje lipowe nie występują często w naszym krajobrazie, a miód lipcowy to najczęściej zwykły wielokwiat, czasem z niewielką domieszką nektaru lipowego. Zresztą dla większości pasiek miodobranie w pierwszej połowie lipca jest ostatnim. Z późniejszych pożytków nektarowych (ogórecznik i inne zioła, plantacje nasienne warzyw) korzystają już nieliczni pszczelarze. Podobnie jest z gryką, której wykorzystanie jest najczęściej domeną pszczelarzy wędrownych. Pamiętać przy tym należy, że im wcześniejsza gryka, tym lepsze nektarowanie. Te dylematy nie dotyczą kolegów gospodarujących na terenach spadziowych i wędrujących na wrzosy. Tam, jeżeli chcemy mieć miód, dobrą zimowlę i silne rodziny wiosną, trzeba stosować metody bardziej przemyślane, niż przy korzystaniu ze „zwykłych” pożytków wiosennych i wczesno – letnich.
W tradycyjnej gospodarce na terenach, gdzie pożytki kończą się na początku lipca, nadrzędną zasadą jest takie gospodarowanie, by najpierw (na czas pożytku) rodziny osiągnęły jak największą siłę, a później ich rozwój został zahamowany. Dzięki temu wziątek z najważniejszych pożytków będzie wykorzystany do produkcji miodu, nie zaś do karmienia niepotrzebnego czerwia. Po ustaniu pożytku wychowane z niego pszczoły, z braku zajęcia mogłyby się wyroić.
Do dużej siły pszczoły doprowadza się różnymi sposobami przyspieszającymi rozwój, stosowanymi już od pierwszych dni wiosny. Największe znaczenie ma tutaj wystarczająca ilość pyłku, niezbędnego do karmienia przybywającego w szybkim tempie czerwia. Tak samo ważna jest obecność zapasów cukrowych i genetycznie uwarunkowane tempo rozwoju wiosennego. Pod tym względem pszczoły mogą się znacznie różnić. Większość krainek, różne żółte pszczoły (znane u nas jako Włoszki) i Buckfasty mają wczesny rozwój. Pszczoły kaukaskie i środkowoeuropejskie zazwyczaj rozwijają się później, chociaż nie wszystkie. Jeśli zaś chodzi o mieszańce międzyrasowe, to ich tempo rozwoju jest dosyć szybkie. Oczywiście niebagatelną rolę w szybkości rozwoju wiosennego odgrywa kondycja rodzin pod koniec zimowli, z czym w bieżącym roku nie było najlepiej.

rodzina pszczela

Jeżeli uda się doprowadzić pszczoły do dużej siły na moment rozpoczęcia pożytku, to w czasie jego trwania a często nawet przed rozpoczęciem, rozwój należy ograniczyć. Według reguły Taranowa czerwienie ogranicza się na 29 dni przed zakończeniem nektarowania. Wtedy starsze pszczoły zginą wraz z końcem pożytku, a pozostaną młode, w liczbie wystarczającej, by rodzina mogła się przygotować do zimy. Będzie ich jednak za mało, by „myśleć” o rójce i, co najważniejsze, na wychów niepotrzebnych pszczół nie został zużyty miód z głównego pożytku. Do ograniczenia czerwienia używa się kraty odgrodowej lub jeszcze lepiej 2- lub 3-ramkowych izolatorów.
Jednak w bieżącym sezonie wielu kolegów musi się zastanowić, czy warto ograniczać matki na dwóch plastrach i czy w ogóle warto hamować żywiołowy pęd pszczół do rozwoju. Pamiętajmy, że oprócz produkcji miodu czeka nas jeszcze odbudowa pogłowia. Część miodu będzie więc trzeba poświęcić na wyprodukowanie pewnej ilości pszczół, które posłużą do powiększenia pasieki, a raczej do przywrócenia jej stanu do tego sprzed zimy. Dlatego ci pszczelarze, którym zima wyjątkowo dała się we znaki, nie powinni wcale regulować czerwienia, lecz każdą nadwyżkę pszczół i czerwia wykorzystać do tworzenia nowych rodzin.
Jest kilka sposobów powiększania pasieki (oczywiście powiększania we własnym zakresie, nie przez zakup rodzin pszczelich czy odkładów). Najprostszą, ale najmniej opłacalną metodą jest wykorzystanie rójki naturalnej. Łatwo jest „wpędzić” rodziny w nastrój rojowy. Wystarczy je trzymać w ciasnych gniazdach, by kilka dni po zakończeniu pożytku cała pasieka zaczęła się roić. Jeżeli w ulach są stare (3-letnie lub starsze) matki pochodzące z rojów, do masowego rojenia dojdzie jeszcze szybciej, w trakcie pożytku lub nawet przed jego rozpoczęciem. Jednak mimo to, że rojami (jeśli uda się wszystkie złapać) szybko zasiedlimy puste ule, ogólny efekt takiej gospodarki będzie mizerny. Miodu pozyskamy niewiele, bowiem pszczoły w rodzinie będącej w nastroju rojowym już na długo przed wyjściem roju nie pracują. Macierzak po wyrojeniu (czasem po kilku wyrojeniach) długo będzie wracał do siły i może nawet nie przezimować. Młode roje też tylko odbudują gniazda, a później ich zapał do pracy osłabnie. Za to zostanie przekazana potomstwu cecha rojliwości, która w kolejnych latach będzie zupełnie niepotrzebna.
Dlatego pasiekę powiększa się (lub odbudowuje) sposobami bardziej racjonalnymi. Najskuteczniejszą metodą jest tworzenie odkładów. Odkład to, jak sama nazwa wskazuje, kilka plastrów z czerwiem i pszczołami odłożone do drugiego ula. Osłabienie rodzin macierzystych przez zabranie pod koniec pożytku pewnej ilości pszczół z czerwiem skutecznie rozładuje nastrój rojowy, a zamiast roju będziemy mieli nową rodzinkę, która przez pozostałe do końca sezonu dwa miesiące zdąży się dobrze rozwinąć. Moment na tworzenie odkładów trzeba odpowiednio dobrać. Nie może on być za wczesny, ponieważ rodzina niepotrzebnie osłabnie. Nie można też czekać zbyt długo, aż w ulach rozwinie się nastrój rojowy. Wtedy nawet zabranie połowy czerwia i pszczół oraz zniszczenie rojowych mateczników nie pomoże. Rodzina się wyroi, a w macierzaku pozostanie garstka pszczół i mateczniki ratunkowe. Jeżeli zaś pszczoły są wyjątkowo rojliwe, może nie skutkować nawet zabranie starej matki z odkładem. i rodzina zasadnicza się wyroi bez względu na to, czy poddamy jej młodą matkę, czy matecznik.

mateczniki

Na szczęście nie zawsze tak jest, ponieważ „cywilizowane” pszczoły dobrze reagują na zabiegi przeciwrójkowe i zrobienie odkładu skutecznie przywraca nastrój roboczy. Natomiast odebranie kilku ramek z czerwiem wcześniej, gdy jeszcze praca w ulu wre i pszczoły nie myślą o rojeniu na pewno oddali groźbę rójki lub ją w tym sezonie wyeliminuje całkowicie. Dlatego odkłady najlepiej tworzyć jeszcze przed zakończeniem obfitego pożytku. Do odkładu zabiera się 3 – 4 ramki gniazdowe z czerwiem zasklepionym (małych ramek, Apipolu, pół-Wielkopolskich lub pół-Dadanta będzie dwa razy więcej). W gnieździe zostanie młody czerw, który pszczoły ulowe będą karmić. Dzięki temu zapomną o rojeniu nawet gdyby skończył się pożytek. Wraz z czerwiem przenosimy pszczoły obsiadające plastry i strząsamy dodatkowo pszczoły z dwóch – trzech ramek. Jeżeli odkłady pozostaną na tym samym pasieczysku, pszczół trzeba „dosypać” jeszcze więcej, bowiem przynajmniej połowa z nich wróci do rodzin macierzystych. Część pszczół ucieknie z odkładów nawet wtedy, gdy nowe rodzinki wywieziemy na dużą odległość, dlatego „muchy” przy tworzeniu odkładów nie można żałować. W miejsce zabranych plastrów, do gniazd rodzin zasadniczych, należy wstawić węzę.
By nastrój roboczy w zasadniczych rodzinach się utrzymał, odkłady tworzy się bez matek. Przed przypadkowym zabraniem matki można się zabezpieczyć, najpierw przenosząc plastry z czerwiem (bez pszczół) do nadstawki a w ulach leżakach za kratę odgrodową, na jeden lub dwa dni przed utworzeniem odkładu. Jeżeli nie ma takiej możliwości, ponieważ matki czerwią na wszystkich plastrach, przy robieniu odkładu wszystkie ramki należy dokładnie przejrzeć. Gdy uda się nam matkę wyszukać, pozostawiamy ją w rodzinie macierzystej. Jeśli zaś nie ma pewności, czy matka nie została zabrana, na transportowce (ulu) z odkładem zaznacza się, skąd odkład pochodzi. Po 1 – 2 dniach odkłady należy przejrzeć. Od razu widać w których są matki, ponieważ jest w nich znacznie więcej pszczół niż w bezmatecznych, nie ma mateczników ratunkowych i są świeże jajeczka. Mateczników może też nie być w odkładach bez matek, jeżeli zostały utworzone z samego czerwia zasklepionego. Jednak niespokojne, hałaśliwe zachowanie pszczół, które nie mają matki zauważy nawet mało doświadczony pszczelarz, oprócz tego na krawędziach plastrów z czerwiem pojawią się miseczki „wyciągnięte” z normalnych komórek pszczelich. Może w nich nie być larw i jajeczek, ale niecierpliwe karmicielki będą na ich dnie składać niewielkie ilości mleczka.

matecznik

Termin poddawania matek do odkładów jest sprawą dyskusyjną. Według opinii jednych pszczelarzy można je poddawać od razu po zniszczeniu mateczników, inni uważają, że termin ten należy opóźnić, najlepiej do dziewięciu dni po utworzeniu odkładu, gdy w ulu nie ma już otwartego czerwia. Ten drugi termin jest wskazany przy poddawaniu młodych matek nie unasiennionych i inseminowanych nie czerwiących. Natomiast będące w dobrej kondycji matki czerwiące można poddawać od razu po utworzeniu odkładu, jeżeli na pewno nie ma w nim matki z macierzaka.
Jeżeli w trakcie tworzenia odkładu matkę przenieśliśmy, można ją w nim zostawić, a nową matkę poddać rodzinie zasadniczej. Taki odkład będzie się szybko rozwijał (jeżeli jest pożytek) i po paru tygodniach powstanie z niego silna rodzina. Gdy jednak zdecydujemy się „oddać” matkę macierzankowi, należy to zrobić bardzo ostrożnie. Jeśli nawet od zabrania matki minęło kilka godzin, jej zapach pod wpływem wielu czynników zmienić się na tyle, że pszczoły jej nie poznają. Można to sprawdzić, puszczając matkę na plaster pełen młodych pszczół. Jest to czynność ryzykowna, ponieważ pszczoły mogą matkę zażądlić, dlatego, by poruszała się ”statecznie” można ją posmarować kropelką miodu. Będzie wtedy spokojniejsza, pszczoły będą się z nią zapoznawać „przez miód” a do tego będziemy mieć pewność, że nie odleci. Jeżeli od zabrania matki minęło 2 lub więcej dni, należy ją poddawać w klateczce „na ciasto”, tak jak matkę zupełnie obcą.
W ten sposób w krótkim czasie możemy utworzyć przynajmniej jedną nową rodzinę z każdej już posiadanej. Oczywiście odbędzie się to kosztem produkcji miodu, bowiem na wykarmienie czerwia w jednej ramce pszczoły zużywają jedną ramkę miodu i pół ramki pierzgi. Jednak, zważywszy straty zimowe, w większości polskich pasiek w tym roku jest to konieczność. Powiększając pasiekę bądź pracując nad przywróceniem jej zeszłorocznej liczebności nie można zapomnieć o innych ważnych pracach wykonywanych latem. Oprócz najważniejszego zajęcia, jakim jest wirowanie miodu, czerwiec i początek lipca to najlepszy czas na diagnozowanie porażenia rodzin warrozą. Poziom inwazji pasożyta bada się, określając średni dzienny osyp roztoczy. Są to samice Varroa, które po prostu giną ze starości i martwe opadają na dno ula. Jeżeli w silnej rodzinie jest ich więcej niż 5 na dobę to znaczy, że porażenie warrozą jest duże i zaraz po ostatnim miodobraniu należy wykonać zabiegi lecznicze. Ponieważ pszczoły wszystko co opadnie na dennicę szybko wynoszą, dlatego do takiego badania używa się specjalnych wkładek dennicowych. Wkładka taka to rodzaj płaskiej szuflady, wysokości ok. 1 cm, szczelnie pokryta od góry siatką metalową o oczkach o średnicy 3 ÷ 3,5 mm. Dno wkładki powinno być pomalowane na biało, co ułatwi liczenie roztoczy. Ponieważ nie w każdym ulu da się taką wkładkę zastosować, wystarczy badanie osypu w dwóch – trzech reprezentatywnych (o średniej sile) rodzinach.
Inny sposób diagnozowania warrozy to badanie czerwia trutowego. Jednak na podstawie intensywności jego porażenia trudno wyznaczyć poziom inwazji w rodzinie. Niemniej po zaobserwowaniu nawet kilku roztoczy, zabiegi lecznicze należy przeprowadzić jeżeli nie w lipcu, to na pewno w sierpniu i we wrześniu. O zdrowie pasieki można być spokojnym wtedy, gdy nie ma ani osypu martwych roztoczy, ani nie żerują one na czerwiu trutowym. Jednak nawet wtedy zaleca się kontrolne odymienie rodzin Apiwarolem na jesieni.
Dużo więc czeka nas pracy w tym sezonie i marnym pocieszeniem może być wiadomość, że w innych krajach Europy (Austria, Niemcy) pszczelarze stracili przez ostatnią zimę nawet do 60 % rodzin. A trzeba wiedzieć, że nie stosowali dotowanego Biowaru i zafałszowanej węzy. Kolejny raz okazało się, że na efektywność pszczelarstwa, tak jak całego rolnictwa największy wpływ ma pogoda i klimat. Dlatego pszczelarz musi być przygotowany na wszelkie niespodzianki pogodowe, utrzymując silne, zdrowe rodziny. Szczególnie dotyczy to rejonów, gdzie tradycyjnie zimowa jest utrudniona przez występowanie późnych pożytków spadziowych.

Skuteczne wykorzystanie pożytków

Posted By admin on 28-05-2010

Podstawowym warunkiem decydującym o skutecznym wykorzystaniu pożytków jest siła rodzin pszczelich. Pszczół musi być dużo, powinny być w różnych kategoriach wiekowych i w dobrej kondycji. W pasiece powinien panować nastrój roboczy, wynikający z właściwych proporcji między ilością pszczół i czerwiu. By wszystkie te warunki były spełnione, rozwojem rodzin należy właściwie pokierować.

Pszczoły i pożytek...

Na intensywność czerwienia matek i tempo rozwoju rodzin ma wpływ kilka czynników, z których najważniejszy jest stały dopływ nektaru. W dalszej kolejności można wymienić uwarunkowania genetyczne pszczół, długość dnia, temperaturę zewnętrzną i ilość zapasów pyłkowych w gniazdach. Równie ważne jest zapewnienie odpowiedniej liczby plastrów na czerwienie, co akurat całkowicie leży w gestii pszczelarza.

Wymienione czynniki są ważne i dynamicznie oddziaływają na siebie. Przygotowując pasiekę do wykorzystania pożytku musimy brać pod uwagę je wszystkie oraz uwzględnić czas jego wystąpienia. Długość rozwoju osobniczego pszczół też musi być wzięta pod uwagę w planowaniu terminu rozpoczęcia przygotowań rodzin do pożytku. Tylko wtedy pasieka i pożytek będą wykorzystane efektywnie, co może się nie udać, gdy będziemy liczyć na przypadkowe ułożenie się w prawidłową całość wszystkich elementów naszej przedpożytkowej „układanki”.

Przyjrzyjmy się więc najpierw czynnikom powodującym rozwój rodziny i wzajemnym związkom między nimi. Zacznijmy od pyłku. Jest on podstawowym pożywieniem starszych larw pszczelich i pszczół karmicielek wydzielających mleczko i karmiących nim młodsze larwy i matkę. Jeżeli pyłku będzie za mało to mimo intensywnego czerwienia rodzina nie będzie się rozwijać. Larwy są wtedy niedostatecznie żywione, będą więc słabe, podatne na zakażenie czynnikami chorobotwórczymi, zaś wychowane z nich pszczoły będą małe i krótkowieczne. W przypadku skrajnego głodu pyłkowego larwy są zjadane przez pszczoły tuż po wykluciu się z jaj. A matki mogą czerwić intensywnie, ponieważ czerwienie stymulują inne czynniki. Tak może być wiosną, gdy dzień staje się coraz dłuższy, jest ciepło, ale w okolicy pasieki brakuje wierzb i innych roślin pyłkodajnych. Tak może być i latem, gdy pożytek się urwie, a w naszej pasiece są matki rasy włoskiej lub jej krzyżówki, czerwiące ciągle bez względu na warunki zewnętrzne. Wtedy może nawet dojść do osypania się rodzin z głodu, jeżeli zabraknie zapasów cukrowych. Dlatego przez cały sezon trzeba pamiętać o zapewnieniu żelaznego zapasu, wynoszącego dla średniej siły rodziny 5 kg miodu i co najmniej jeden pełny plaster pierzgi.

Sekret miodu...

Regulatorem funkcji rozrodczych u większości gatunków zwierząt, także u pszczół, jest długość dnia. Dlatego matki mogą zacząć czerwić już w styczniu, szczególnie wtedy, gdy na dworze jest ciepło. Ten samoistny pęd do rozwoju trwa w rodzinach pszczelich do końca czerwca, później mimo sprzyjających warunków zewnętrznych słabnie. Ale może być zahamowany wcześniej przez niesprzyjającą pogodę. Wiosenne kwietniowe i majowe okresy chłodów a nawet nawroty zimy skutecznie spowalniają rozwój, mogą prowadzić też do niespodziewanego wystąpienia nastroju rojowego. Przykład tego mieliśmy w dwóch minionych sezonach: po nienajgorszej zimowli i dobrym kwietniowym rozwoju, w maju przychodziło długotrwałe ochłodzenie. Rodziny słabe słabły jeszcze bardziej, zaś silne roiły się gdy tylko choć na chwilę wyjrzało słońce. Na szczęście nie wszystkie, tam bowiem gdzie były młode matki dające potomstwo pracowite i nieskłonne do rójki pszczoły ruszały w pole i w ciągu paru ciepłych dni nadrabiały zaległości wynikłe z przymusowego parotygodniowego siedzenia w ulach. Dlatego jednym pszczelarzom udały się zbiory z rzepaku mimo, że pszczoły pracowały na nim tylko trzy dni, podczas gdy inni chwytali roje. Jak widać niekorzystny wpływ pogody można w dużym stopniu wyeliminować hodując pszczoły o pożądanych cechach i właściwie gospodarując.

A więc wiedza i umiejętności pszczelarza mają duży wpływ na efektywność gospodarowania, szczególnie wtedy gdy nie dopisze pogoda. Kolejną sprawą jest jakość i dostępność bazy pożytkowej. Wielkość pasieki musi być dostosowana do zasobów pożytkowych występujących w zasięgu lotu pszczół. Pszczelarz powinien znać areał roślin miododajnych i pyłkodajnych w okolicy pasieki, ich wydajność i przewidywane terminy kwitnienia (spadziowania). To, że wielu pszczelarzom udaje się osiągać niezłe wyniki produkcyjne bez tej wiedzy jest zasługą dobrej bazy pożytkowej na ich terenie, z której jakości często nie zdają sobie sprawy. Na ogół mamy jednak do czynienia z przepszczeleniem lub jednym i drugim, zależności od pory sezonu. Dotyczy to szczególnie terenów nizinnych, gdzie występują dość obfite wczesne pożytki, jak drzewa i krzewy owocowe, rzepak, mniszek, akacja, po czym pożytek się kończy. Nie są one w pełni wykorzystywane towarowo, rodzin pszczelich jest bowiem za mało lub są za słabe. Dlatego na ogół są traktowane jako pożytki rozwojowe na skutek czego po przekwitnięciu akacji, około połowy czerwca, rodziny pszczele osiągają apogeum rozwoju i żywiołowo się roją. Gdy żywioł ten opadnie, pasieka jest tak osłabiona, że nie wszystkie rodziny uda się doprowadzić do średniej kondycji przed zimą. Zazimujemy więc dużo słabych rodzin, które przyszłoroczne główne pożytki wiosenne potraktują jako rozwojowe, później będą rójki i tak dalej…Co więc należy zrobić, by nasze pszczelarzenie nie skończyło się na pięknych i licznych rojach i odrobinie miodu z akacji? Pierwsze, co przychodzi do głowy, to wywiezienie pasieki na kolejne pożytki i efektywne wykorzystanie tej masy pszczół do produkcji miodu. Ale nie każdy pszczelarz może sobie pozwolić na wędrówkę. Poza tym nietrudno policzyć, ile miodu i pyłku marnuje się i odlatuje w dal wraz z rojami, a ile wcześniej wcale nie jest zbierane, ponieważ rodziny są jeszcze za słabe. Należy więc coś zrobić, by te pożytki wykorzystać a później zapobiec rójce, która we współczesnej gospodarce pasiecznej jest zjawiskiem niepożądanym i niepotrzebnym. Dlatego pszczelarz powinien znać czynniki stymulujące rozwój rodzin, długość rozwoju osobniczego pszczół oraz przybliżone daty wystąpienia pożytków i czas ich trwania. Wtedy można zaplanować prace związane z przygotowaniem rodzin do efektywnego wykorzystania pożytków i zapobiec nastrojowi rojowemu. A nowoczesne zapobieganie rójce to nie zrywanie mateczników i likwidowanie matek na św. Jana, lecz takie pokierowanie rozwojem rodzin, by w przewidzianym przez nas okresie nie roiły się, co będzie następstwem ich składu i liczebności.

Czas, w którym przeprowadzamy zabiegi przyśpieszania rozwoju rodzin przed pożytkiem towarowym jest ściśle określony w regule Taranowa, rosyjskiego badacza pszczół, który ustalił go już przed ponad pięćdziesięciu laty na podstawie prostych wyliczeń . Nie był on pierwszy, podobnie lecz mniej dokładnie problem opisywał ponad sto lat temu profesor Teofil Ciesielski. Rzecz polega na tym, że rodziny do pożytku zaczynamy przygotowywać 51 dni przed jego rozpoczęciem, a kończymy 29 dni przed zakończeniem. Skąd te liczby? Otóż rozwój osobniczy pszczoły trwa 21 dni Pszczoła żyje około 30÷35 dni. Robotnice wygryzione z jaj złożonych na początku tego 51-dniowego okresu wezmą czynny udział w wychowie pszczół stanowiących główną siłę wykorzystującą pożytek i zdążą jeszcze parę dni popracować jako zbieraczki. Rodzina prawidłowo przygotowana do pożytku powinna liczyć 40÷50 tysięcy pszczół. Zakładając, że dobra matka składa 1500 jajeczek na dobę, do osiągnięcia wspomnianej liczby pszczół potrzeba 30 dni czerwienia. Stąd owe 51 dni przygotowań przed pożytkiem. Z kolei robotnice wygryzione z jajeczek złożonych 29 dni przed końcem pożytku zdążą się jeszcze napracować przy przeróbce nektaru w pierwszych tygodniach swojego życia.

Długość okresu, w jakim pobudzać będziemy pszczoły do rozwoju zależy od długości trwania pożytku oraz od tego, czy spodziewamy się po nim następnego. Najlepiej, gdy pożytki w zasięgu naszej pasieki następują po sobie w sposób ciągły. Wtedy obowiązkiem pszczelarza jest dbanie o wielkość gniazda tak, by plastrów było wystarczająco dużo i na miód, i na czerw. Kolejne pożytki są wtedy wykorzystywane jako towarowe, a częściowo jako rozwojowe. Do nastroju rojowego nie dochodzi, pszczoły bowiem nie „myślą” o rójce, zajęte zbieraniem i przeróbką nektaru oraz wychowem czerwiu, z którego wygryzione robotnice będą pracować na kolejnym pożytku. Oczywiście tak będzie, jeżeli matki są młode i plenne.

Rzadko jednak mamy do czynienia z taką całosezonową „taśmą pożytkową”. Większość pszczelarzy gospodaruje w warunkach opisanych wcześniej, gdzie 1÷2 gatunki kwitnące wiosną muszą wystarczyć za pożytek rozwojowy, i za towarowy. Jeżeli nie zamierzamy wędrować, całą wiedzę o biologii pszczół i dostępnych pożytkach należy wykorzystać do opracowania metody, która w naszych warunkach pozwoli osiągnąć największą produkcję. Przede wszystkim trzeba dobrze znać terminy występowania najważniejszych pożytków. Wymaga to paru lat obserwacji, co zresztą nie wyeliminuje pomyłek, ponieważ kapryśna pogoda wiosną może opóźnić zakwitnięcie roślin pożytkowych nawet o dwa tygodnie. Pożytek może się pojawić wcześniej jeśli zima była łagodna a wiosna przyszła szybko. A jak wynika z przeprowadzonych wyliczeń, datę rozpoczęcia głównego pożytku powinniśmy określić co do jednego dnia, by zacząć przygotowywać rodziny 51 dni wcześniej. Początek pożytku to dzień, w którym zakwitnie połowa kwiatów na interesującej nas plantacji. By ten moment przewidzieć wcale nie trzeba być jasnowidzem, należy tylko bacznie obserwować przyrodę wokół pasieki. Najlepszym punktem odniesienia jest data zakwitnięcia podbiału. Zauważono, że kolejne rośliny pożytkowe zakwitają co roku w tym samym czasie liczonym w dniach od zakwitnięcia podbiału. Podbiał zakwita wtedy, gdy zima pójdzie sobie na dobre, ale inne rośliny jeszcze nie kwitną. Ponadto jest jednym z pierwszych obfitych pożytków pyłkowych. Takim wzorcem używanym do planowania dat wystąpienia kolejnych pożytków nie może być termin kwitnienia leszczyny, która jeżeli zrobi się bardzo ciepło zakwita w lutym a nawet w styczniu, po czym mogą przyjść jeszcze dwa miesiące zimy.

Główne pożytki, które można wykorzystać towarowo to oprócz wierzb zakwitających na początku kwietnia mniszek lekarski i rzepak ozimy. Jakkolwiek miód z wierzby udaje się uzyskać tylko wybitnym specjalistom od wczesnych pożytków w latach o wyjątkowo sprzyjającej pogodzie wiosną, to mniszek i rzepak powinny regularnie dostarczać miodu towarowego wszystkim pszczelarzom. Ale mniszek lekarski zakwita zazwyczaj na początku maja, czasem nieco później, zaś rzepak około 10 maja. Dane te dotyczą Polski środkowej, na Dolnym Śląsku i na Mazurach terminy te mogą się różnić o dwa tygodnie lub więcej. Jeśli więc mniszek zakwitnie 4 maja, to przygotowania do jego wykorzystania powinniśmy rozpocząć już 14 marca. Jest to realne, ale tylko wtedy kiedy będzie ciepło. Mimo to trudno będzie uzyskać czerwienie na zaplanowanym wcześniej poziomie 1500 jajeczek na dobę. Dlatego o przygotowaniu rodzin do tak wczesnych pożytków należało pomyśleć w minionym sezonie, zimując silne rodziny. Rodzina, która w chwili zakończenia karmienia uzupełniającego zimowe zapasy liczyła mniej niż 20 tysięcy (2 kg) pszczół, miodu z mniszka i rzepaku przyniesie niewiele. Zużyje go na rozwój i będziemy mieli z niej korzyść później. Niestety, jeden dobry pożytek nam przepadnie, a to dużo zważywszy, że w zasięgu naszej pasieki jest jeszcze tylko na przykład akacja i nic więcej. Dlatego rodziny, które mają wykorzystać rzepak (lub mniszek) powinny przed zazimowaniem liczyć 30 do 40 tysięcy osobników. To dużo, ale tylko taka siła gwarantuje osiągnięcie odpowiedniej kondycji na początku maja Zazimowanie takich rodzin wymaga pozostawienia dużego gniazda, złożonego z kilkunastu ramek warszawskich lub dwóch korpusów wielkopolskich oraz podwójnej dawki zapasów zimowych, 20÷25 kg cukru. By tak silna rodzina mogła na przedwiośniu wykarmić czerw, a przybywać będzie 1500 larw dziennie, musi mieć dosyć zapasów pyłkowych. Przygotować więc należy dla każdej z nich kilka plastrów z pierzgą. Parę z nich użyjemy do zestawienia gniazda na zimę jeszcze przed karmieniem, a dwa lub trzy dostawimy w pobliżu czerwiu w gniazda rozwijających się rodzin wiosną, w marcu lub nawet w lutym. Jeżeli pierzgi nie mamy, rodziny te w marcu należy dokarmić ciastem miodowo÷pyłkowym, inaczej bowiem rozwój zostanie zahamowany i ruszy dopiero wtedy, gdy pszczoły będą mogły przynosić dużo pyłku z podbiału i wierzb. A owo czerwienie wczesnowiosenne jest tak ważne, ponieważ na naszym rzepaku będą pracować już pszczoły młode. Stare, zeszłoroczne tuż przed rozpoczęciem pożytku zdążą wyginąć, ale przygotują wcześniej te 40 tysięcy „młodzieży” gotowej do pracy.

Doprowadzenie rodzin do tak dużej siły w sierpniu nie jest łatwe. Pszczoły mogą być wyczerpane letnim pożytkiem, muszą jeszcze przerobić i zmagazynować cukier na zimę, do tego często brakuje pyłku. Nie ma już naturalnego, żywiołowego pędu do rozwoju, budzącego w nas podziw wiosną. Dlatego wielu pszczelarzy prowadzi gospodarkę dwurodzinną. Dwie średniej siły rodziny łączy się parę dni przed pożytkiem w jedną silną. Jeszcze bardziej skuteczną metodą jest nalot połączony z przeniesieniem czerwiu. W praktyce wygląda to tak, że jedną z rodzin zazimowanych parami odstawiamy dalej. Przenosi się z niej czerw zasklepiony do rodziny, która pozostała na miejscu, z kolei z niej zabiera się wszystek czerw odkryty. Pszczoły lotne z ula odstawionego nalatują na pozostawiony i zasilają armię jego zbieraczek. Ponieważ nie ma w nim młodego czerwiu, dlatego większość karmicielek może przystąpić do przerabiania nektaru. W ciągu kolejnych dni czerw zasklepiony wygryza się i pszczół jest jeszcze więcej, co stwarza doskonałe warunki do wykorzystania pożytku. Opisana metoda pozwala podnieść średnią produkcję miodu całej pasieki o 50 procent w porównaniu z prowadzeniem jej sposobem tradycyjnym.

Maj to najlepszy miesiąc na gromadzenie plastrów z pierzgą, która będzie potrzebna zimą i na przedwiośniu, jeśli zechcemy również w przyszłym roku efektywnie wykorzystać wczesne pożytki. Teraz możemy pierzgę śmiało odbierać, pożytków pyłkowych bowiem nie brakuje i pszczoły jego niedobór w gnieździe szybko uzupełnią. Oczywiście jest to możliwe, jeśli utrzymuje się ładna pogoda. Jeżeli w maju przyjdą długotrwałe chłody i deszcze, to trzeba się skupić na zapewnieniu pszczołom pożywienia i niestety należy rodziny karmić. Szczególną uwagę zwracamy na rodziny najsilniejsze, które w niesprzyjających warunkach pogodowych w pierwszej kolejności mogą się osypać z głodu.

Nasza Polska pszczoła

Jeżeli na majowych pożytkach nasz sezon się nie skończy, pamiętamy o zapewnieniu plastrów do wychowu kolejnych pokoleń robotnic, które będą pracować na następnych pożytkach. Na ogół są to kruszyny, czeremchy, akacje i maliny. Kończą one kwitnienie około połowy czerwca i jeśli po nich nie spodziewamy się pożytków towarowych, czerwienie matek należy w odpowiednim czasie ograniczyć. Jak wynika z naszych poprzednich wyliczeń, robimy to na 29 dni przed końcem pożytku. Będzie to połowa maja, a więc jeszcze przed końcem kwitnienia rzepaku. Wydaje się to za wcześnie, ale jeżeli nie ograniczymy czerwienia teraz to za miesiąc pszczół będzie za dużo i się wyroją, bowiem nie będzie dla nich pracy. Co innego, jeżeli spodziewamy się pożytku z facelii, lipy lub gryki. Wtedy w silnych rodzinach matki muszą dysponować 8÷10 plastrami na czerw, do tego musi być dosyć ramek w miodniach by pszczoły nie zalewały nektarem gniazd. Gdy planujemy korzystać z kolejnych pożytków jak spadź albo wrzos, to cały czas pamiętamy o wcześniejszym zapewnieniu miejsca na czerwienie. Jeśli jednak okres pożytkowy trwa u nas nie dłużej niż do połowy lipca, zawsze postępujemy według tego samego schematu, to znaczy ograniczamy czerwienie na owe 29 dni przed spodziewanym końcem pożytku. Po połowie lipca matek nie należy ograniczać. Wtedy powinny się one rozczerwić tak intensywnie jak to tylko możliwe. Bowiem z jajeczek złożonych na przełomie lipca i sierpnia wychowane będą pszczoły, których zadaniem będzie przetrwać zimę i wiosną zebrać miód z wierzby oraz wychować kolejne pokolenia, które będą pracować na mniszku i rzepaku. Jak pamiętamy, pszczół zimujących ma być 40 tysięcy, więc lipcowo – sierpniowe czerwienie musi być bardzo intensywne. Dlatego na ogół rodziny trzeba podkarmić, a jeżeli nie ma pożytku pyłkowego, to uzupełnić zapas pierzgi. Teraz mogą się przydać plastry z pierzgą, odebrane silnym rodzinom w maju.

Do ograniczania czerwienia matek używamy izolatorów z kraty odgrodowej, mieszczących 2 lub 3 ramki gniazdowe. Odgrodzenie matki w jednym końcu ula przy pomocy pionowej kraty odgrodowej, bez dostępu do wylotka nie jest dobrym sposobem, ponieważ kontakt pszczół z nią jest utrudniony. W efekcie tego na czerwiu za kratą pszczoły będą odciągały mateczniki ratunkowe, mogą też wejść w nastrój rojowy lub okłębić matkę. Dlatego najlepszy jest izolator z metalowej (drucianej) kraty odgrodowej, zapewniający możliwie dobry kontakt wszystkich pszczół z matką.

Opisany tutaj sposób kierowania rozwojem rodzin pszczelich pozwoli wykorzystać wszystkie pożytki w sezonie, a szczególnie te najwcześniejsze, które wielu pszczelarzom przepadają. Taka metoda jest pracochłonna tylko na pozór. Raptem raz w sezonie zmuszeni jesteśmy wyszukać matkę by umieścić ją w izolatorze. Przy okazji możemy ją wymienić na młodą, gdy wymaga tego jej wiek i kondycja. Jeżeli nie prowadzimy gospodarki dwurodzinnej i wędrownej, to jedyną czynnością wymagającą większego wysiłku jest dostawianie korpusów lub nadstawek. A dodatkowy sprzęt potrzebny do tak intensywnego wykorzystania pożytków to po jednym izolatorze na każdą rodzinę pszczelą i dużo, dużo beczek na miód.

Sławomir Trzybiński

Jak pozbyć się mrówek…

Posted By admin on 08-03-2010

Wiosną i latem możemy się spodziewać w domu, ogrodzie czy pasiece nieproszonych gości. Do kuchni i łazienki wpychają się wszelkimi możliwymi sposobami i na dobre rządzą terytorium. W ulach panoszą się niemiłosiernie.

Mrówki, bo o nich mowa, często przechodzą po rurach do naszych mieszkań.  Dostają się do uli i zakładają swoje kolonie. Nie są groźne i złośliwe, jak mrówki faraona, ale ich obecność z pewnością nie jest mile widziana.

Podobnie jest z ogrodami – nie każdy życzy sobie, by panoszyły się tam i siały zniszczenie. Zabijanie pojedynczych egzemplarzy nic nie daje. Mnożą się w zastraszającym tempie.

Jednym z najskuteczniejszych sposobów na mrówki jest boraks. Należy wymieszać go z ugotowanym żółtkiem jajka i pozwolić, by mrówki wyniosły jedzenie do swoich gniazd. Boraks powoduje wysuszenie owadów, a także likwidację larw – co zapobiegnie rozmnażaniu się mrówek i zniszczy gniazdo od środka. Trzeba jednak uważać, jeśli ma się w domu małe dzieci lub zwierzęta.

Kolejna metoda to chińska kreda, którą należy posypać wzdłuż miejsc, z których wychodzą mrówki. Owady zanoszą je do gniazda i gniazdo również trute jest od wewnątrz.

Proszek Expel przeznaczony do użytku zarówno w pomieszczeniach mieszkalnych, jak i na zewnątrz. Można stosować go w postaci proszku (rozsypać cienką warstwę na ścieżce wędrówek owadów) bądź roztworu wodnego (100 gramów proszku na 5 litrów wody, przy 1 litrze na 1 metr kwadratowy powierzchni).

Faracid w sprayu przeznaczony zarówno do zwalczania mrówek faraona, jak i innych gatunków z zewnątrz lub bytujących w pobliżu domu. Ma postać mikrokapsułek, działa z opóźnieniem, efekt widoczny jest po 12 godzinach.

Raid w sprayu zwalcza mrówki i inne insekty – ładnie pachnie i jest stosunkowo skuteczny. Należy spryskać nim miejsca, z których wychodzą mrówki – po kilku dniach powinny się wynieść na zawsze.

Płytka Globol – jedna płytka wystarczy na jedno pomieszczenie i działa przez trzy miesiące.

Faratox B można kupić w sklepie ogrodniczym. Pojemniki z preparatem przykleja się w miejscach, w których najczęściej wędrują mrówki. Mrówki wyjadają preparat i zanoszą do gniazda – po pewnym czasie będzie ich coraz mniej, aż w końcu całkowicie znikną.

Mrówko-Bait – granulowany preparat owadobójczy przeznaczony jest do zwalczania mrówek wewnątrz pomieszczeń.

Mrówkofon to także skuteczny preparat do zwalczania mrówek, w formie granulowanej trutki pokarmowej. Specjalnie dobrane składniki czynią go wyjątkowo atrakcyjnym dla owadów i zapewniają jego znakomitą skuteczność już po pierwszym zastosowaniu.

W ogrodzie można spróbować zastosować Glotox, który nie rozpuszcza się tak łatwo, więc w razie deszczu nie będziemy musieli go dosypywać.

Domowe sposoby na mrówki

Na talerzyk nalać miód – mrówki lgną do słodkiego, więc gdy uzbiera się na nim spora liczba owadów, należy je spłukać, a brak miodu uzupełnić.

W najczęściej uczęszczanych przez mrówki miejscach można wysypać proszek do pieczenia.

Świeże liście pomidora rozłożyć w najczęściej uczęszczanych miejscach, mrówki podobno nie znoszą tego zapachu.

Jeśli mrówki weszły do szafek, należy ułożyć w niej spleśniałą cytrynę.

Można również przetrzeć szmatką nasączoną octem miejsca, z których wychodzą mrówki, powinno je to skutecznie odstraszyć.

W ogrodzie wokół warzyw można wysypać “granicę” cynamonem – mrówki nie powinny się wówczas do nich zbliżać. W pasiece wykonujemy podobne czynności.

Pszczela Wola i Rabka Zdrój – Kolonie letnie dla dzieci 2010

Posted By admin on 02-03-2010

Lato 2010 – Ekologiczne kolonie dla dzieci

Kolonie dla dzieci w Pszczelej Woli

Pszczela Wola

TERMINY: 10.07.-20.07.2010 (10 dni) - 570 zł
22.07.-01.08.2010 (10 dni) - 570 zł
TURYSTYKA:
• Wycieczka do Kazimierza Dolnego nad Wisłą (Rejs statkiem po Wiśle, Rynek), Puław (Instytut Sadownictwa i Kwiaciarstwa Oddział Pszczelnictwa), Gołębia (Muzeum Nietypowych Rowerów – jedyne w Polsce i Europie),
• Wycieczka do Bałtowskiego Parku Jurajskiego, Opatowa – Kolegiata, Podziemna Trasa Turystyczna, spływ tratwami,
• Dla chętnych (młodzież) – zwiedzanie Muzeum na Majdanku – teren byłego obozu koncentracyjnego (baraki, wieże i wartownie, krematorium, łaźnia, komory gazowe).

REKREACJA I SPORT:

• Podchody i biegi terenowe,
• Zajęcia w stadninie koni,
• Rajd nad Zalew Zemborzycki – zajęcia marynistyczne na jachcie typu DZ prowadzone przez instruktora Ligi Morskiej i Rzecznej
• Spływ kajakowy za dodatkową opłatą – 30 zł. Wymagana pisemna zgoda rodziców.

INNE ATRAKCJE:
• Zwiedzanie skansenu pszczelarskiego,
• „Od kwiatka do miodu” – zielona lekcja,
• Edukacja ekologiczna w terenie (zielone lekcje
dotyczące różnorodnej tematyki ekologicznej).

Zakwaterowani będziemy w internacie ZSR CKP. Pokoje 3,4 osobowe. Na miejscu stołówka, boiska do piłki nożnej, siatkowej i koszykówki.
Dyplomy dla wszystkich uczestników kolonii.
Zapewniamy:
• wykwalifikowaną kadrę pedagogiczną, przewodnicką, medyczną,
• nocleg i wyżywienie (3 posiłki + podwieczorek),
• ubezpieczenie NNW (5000 PLN), HESTIA S.A.,
• bilety wstępu do zwiedzanych obiektów.

Wiek uczestników: 7-17 lat
Ilość miejsc: 100


RABKA ZDRÓJ


TERMINY:
26.06.-06.07.2010 (10 dni) - 590 zł
15.08.-25.08.2010 (10 dni) - 590 zł

TURYSTYKA:
• Wycieczka na Słowację (Zamek w Starej Lubowni – (Hrad Ľubovňa) to wielka majestatyczna twierdza renesansowa, która wznosi się nad doliną rzeki Poprad z początku XIV w.) i do Zakopanego (Gubałówka, Kompleks Skoczni Narciarskich, Krupówki)
• Wycieczka do Muzeum Pszczelarstwa w Stróżach (Warsztaty w Gospodarstwie Pasiecznym „Sądecki Bartnik”) i do Kamiannej (Wizyta w Domu Pszczelarza, Pawilon wystawowy),
• Zwiedzimy zabytkowy Kościółek i Muzeum Orkana z XVI wieku,
• Poznamy turystyczne szlaki, którymi podążał Jan Paweł II – Maciejowa,
Bania, Grzebień, Zielony Szlak na Luboń Wielki,
• Uroczysko Krzywoń, Ścieżka edukacyjna dotycząca ekosystemu Gorce,
• Tężnie.

REKREACJA I SPORT:

• Będziemy uczestnikami zabaw w słynnym „Rabkolandzie”,
• Będziemy brali udział w grach i zabawach sportowych,
• Zorganizujemy „Koloniadę Sportową”,
• Pójdziemy na basen.

INNE ATRAKCJE:
• Dyskoteki, ”Kino letnie”
• Ognisko z pieczeniem kiełbasek,
• „Chrzest kolonijny” „Śluby
kolonijne”.
Zakwaterowani będziemy w ośrodku kolonijno-wczasowym z pełnym węzłem sanitarnym. Na miejscu są: stołówka i świetlica. Na terenie ośrodka będą dostępne: boisko do piłki siatkowej, sala bilardowa i TV-sat, miejsce na grilla.
Dyplomy dla wszystkich uczestników kolonii.

Zapewniamy:
• wykwalifikowaną kadrę pedagogiczną, przewodnicką, medyczną,
• nocleg i wyżywienie (3 posiłki + podwieczorek),
• ubezpieczenie NNW (5000 PLN), HESTIA S.A.,
• bilety wstępu do zwiedzanych obiektów.

Wiek uczestników: 7-17 lat
Ilość miejsc: 50

Oryginał  oferty

Kolonie letnie dla dzieci w Pszczelej Woli

Lubelskie Towarzystwo Pszczelnicze

PszczeliPark

Za chwilę wiosna…

Posted By admin on 09-02-2010

Styczeń to początek nie tylko nowego roku kalendarzowego, ale i pszczelarskiego. Dla nas sezon pasieczny zaczyna się wraz z pierwszymi wiosennymi pracami pasiecznymi. Jeśli zaś chodzi o ciągłość prowadzenia pasieki, to za początek roku można uważać rozpoczęcie przygotowań rodzin do zimy, a więc sierpień, a w niektórych pasiekach nawet połowę lipca.

Jednak z punktu widzenia biologii rodziny pszczelej rok rozpoczyna się właśnie w styczniu. To teraz matki zaczynają składać pierwsze jajeczka, a bodźcem do tego jest wydłużający się dzień. Zimowe czerwienie mogło zresztą trwać przez cały czas, czemu sprzyjała dość wysoka temperatura w listopadzie i grudniu. Jednak przy „normalnej” zimie czerwienie ustaje wraz z pierwszymi przymrozkami, by rozpocząć się około połowy stycznia. Nie dotyczy to pszczół pochodzących z ciepłych stref klimatycznych, zwłaszcza żółtych pszczół popularnie określanych jako „Włoszki”, oraz pszczół Buckfast. Matki tych linii i krzyżówek mogą czerwić przez całą zimę, gdyż na terenach „zamieszkiwanych” przez ich przodków zima jest łagodna lub nie ma jej wcale. Do tego w Południowej Europie i Północnej Afryce różnice między długością dnia w miesiącach letnich i zimowych nie są tak duże jak u nas. Pszczoły te charakteryzują się więc intensywnym rozwojem przez cały sezon, również w drugiej połowie lata. Niestety, rozwój ten może trwać również zimą, co przy długo utrzymujących się niskich temperaturach będzie przyczyną dużych strat.

Za to „nasze” pszczoły, czyli te wywodzące się z pogłowia utrzymywanego w barciach przez naszych pradziadów, jak również kaukaskie i większość Krainek zimują dobrze, a rozwijać się zaczynają dopiero po zimowym przesileniu. Ale tylko wtedy, gdy dopisze pogoda, gdyż siarczyste mrozy skutecznie hamują rozwój, Przypadkowe jajeczka „znoszone” przez matkę spadają na dno ula, a larwy wyklute z tych złożonych wcześniej, gdy było ciepło, są zjadane przez pszczoły.

Taka sytuacja trwa w rodzinach nawet do końca lutego, zależnie od panujących na dworze temperatur. Dlatego wczesne, styczniowe loty pszczół nie oznaczają zakończenia zimowli. Pszczoły bowiem latają wtedy, gdy pozwoli na to pogoda. Wszelkie rewelacje dostarczane przez dziennikarzy z „niepszczelarskich” mediów, informujące o rychłym zakończeniu zimy, bo pszczoły się obudziły, są błędne. Zima bowiem nie odchodzi dlatego, że pszczoły zaczęły latać, lecz pszczoły latają, gdyż zrobiło się ciepło. Takie ocieplenie, zwłaszcza wczesne, styczniowe, nie musi oznaczać nadejścia wiosny.

pszczela_wola_zima_2010_17

Nadal trwa zima

Styczeń i luty są więc miesiącami jak najbardziej zimowymi. Do tej zasady musi dostosować swoje działania pszczelarz, choć czasami trudno się powstrzymać przed zajrzeniem do uli w cieplejszy, zimowy dzień. Zwłaszcza w lutym, gdy słońce przygrzeje i pszczoły wylatują, aż korci, by pokazać się w pasiece i sprawdzić czy w ulach wszystko w porządku, czy jest dosyć zapasów, są matki i czy pszczoły dobrze zajmują się czerwiem. Jednak zaglądanie do uli teraz, w środku zimy, a nawet w jej drugiej części, nic nam nie pomoże, a pszczołom tylko zaszkodzi. Nawet stwierdzenie zbyt małych ilości zapasów będzie tylko przyczyną niepotrzebnego niepokoju u nas. Zresztą dokładne zdiagnozowanie ilości zapasów w zimującej rodzinie teraz jest niemożliwe, chyba że ul z pszczołami zważymy i porównamy jego masę z tą z początku zimowli.

Dobrze znane i dokładnie opisane sposoby ratowania rodzin, które z zimy wyszły osłabione lub głodne, dotyczą okresu po pierwszym wiosennym oblocie, gdy temperatura w dzień regularnie zaczyna podnosić się powyżej 10°C, a zima odchodzi do morza (św. Grzegorza, 12 marca). Wcześniej pszczołom mającym kłopoty z przezimowaniem nie można pomóc. Można jedynie podtrzymywać przy życiu rodziny, którym skończyły się zapasy (oczywiście z winy pszczelarza, który oszczędzał na karmieniu lub zazimował słabą rodzinę i jej zapasy zostały zrabowane jesienią). Takie dokarmianie polega na położeniu na górnych beleczkach ramek „placka” z ciasta miodowo cukrowego, zawiniętego w folię podziurawioną od spodu widelcem. Pszczoły ciasto spożyją, ale jeśli szybko się nie ociepli, mogą nadal być zagrożone osypaniem się z głodu. Każde bowiem karmienie w okresie przedwiosennym przyspiesza rozwój i prowadzi do jeszcze szybszego zużycia zapasów.

pszczela_wola_zima_2010_23

Wiosenny oblot

Przełomowym wydarzeniem w pasiece jest pierwszy oblot wiosenny. Pszczoły z zimującej rodziny w słoneczny dzień, gdy temperatura na dworze wzrośnie do 10 ÷ 12° C w cieniu, zaczynają masowo wylatywać z ula, by pozbyć się nagromadzonego w jelicie prostym kału. Oblot ten trwa od kilkunastu minut do godziny, później pszczoły się uspokajają, co najwyżej pojedyncze zbieraczki kontynuują loty po wodę. Pierwszy oblot w polskich pasiekach najczęściej ma miejsce w terminie od końca lutego do połowy marca. Jeżeli pszczelarzowi uda się być w pasiece w czasie pierwszego oblotu, powinien bacznie przyjrzeć się pszczołom, gdyż obserwacje przeprowadzone w ten dzień pozwalają wyciągnąć ogólne wnioski co do siły rodzin i ich zdrowotności. Nie ma obaw o los rodzin oblatujących się dynamicznie, których zachowanie przypominać może nawet początkowe stadium wychodzenia roju. Rodziny takie na pewno są silne i mają zapasy. Rodziny, z których pszczoły słabo latają i gromadzą się na mostku wylotkowym, jakby czegoś szukały, mogą nie mieć matki, może też zagrażać im głód. Oddawanie przez pszczoły kału na wylotku lub przedniej ścianie ula świadczy o korzystaniu w zimie z niewłaściwego pokarmu lub o zakażeniu nosemą. Typowym objawem nosemozy są ślady kału na ulu w formie ułożonych w rzędzie punktów, jakby nanizanych na nitkę paciorków. Nie można mieć pewności co do rodzin, które nie oblatują się wcale. Mogły osypać się w czasie zimy, ale równie dobrze mogą nie przejawiać jeszcze chęci do latania. Korzystając z ładnej pogody w czasie oblotu można je skontrolować, sprawdzając tylko obecność żywych pszczół w gniazdach. Nie należy w tym celu wyjmować plastrów, wystarczy zajrzeć między uliczki. Jeżeli pszczoły żyją, rodzinę zostawia się w spokoju.

Jeśli pierwszy oblot odbył się pod nieobecność pszczelarza, zawsze pewne wnioski o jakości przezimowania rodzin i ich sile można wyciągnąć na podstawie obserwacji pasieczyska i uli. Przed silnymi rodzinami leży usunięty przez pszczoły osyp, co świadczy o tym, że pszczoły doskonale poradziły sobie z oblotem. Upstrzone kałem mostki wylotowe i ściany uli świadczą o porażeniu pszczół nosemozą, bezmateczności lub o jednym i drugim. Jeżeli przed którymś z uli nie ma osypu, należy sprawdzić, czy rodzina przezimowała i nie zdecydowała się jeszcze na oblot, czy też w czasie zimy zginęła.

Pierwsze prace pasieczne

Silne rodziny powinny poradzić sobie z dalszym rozwojem tak, że pierwszą pracą wykonaną przez pszczelarza będzie poszerzenie gniazd węzą w połowie kwietnia lub dodanie nadstawek po rozpoczęciu pierwszych pożytków nektarowych (wierzby, ałycza, mniszek). Niemniej pszczelarze starają się pomagać pszczołom w wiosennym rozwoju. W wielu pasiekach wykonuje się wymianę dennic połączoną z ich odkażaniem. Zabieg taki, wykonany przed pierwszym oblotem, wyręcza pszczoły z pracy polegającej na usunięciu pozostałego po zimie osypu. Również oskrobanie dennic i ich opalenie płomieniem lampy gazowej ma duże znaczenie, jeśli chodzi o poprawienie warunków zdrowotnych w ulu. Jednak dla silnej rodziny taki zabieg nie ma znaczenia: pszczoły same pozbędą się osypu, w ulu jest sucho, a ponieważ są zdrowe, nie ma przetrwalników chorób. W każdym razie nie zaobserwowano, by wymiana i odkażanie dennic wpływały dodatnio na zwiększenie produkcji miodowej.

Kolejny zabieg często wykonywany zwłaszcza w mniejszych pasiekach, to usuwanie części plastrów w celu dostosowania wielkości gniazd do siły rodzin. Ta czynność jest potrzebna, ale tylko wtedy, gdy z jakiejś przyczyny pszczół znacząco przez zimę ubyło. Jeżeli pszczoły obsiadały wszystkie uliczki jesienią, po nastaniu pierwszych przymrozków, a straty zimowe były niewielkie, wszystkie plastry oraz zgromadzone w nich zapasy nadal są potrzebne. Pszczół bowiem nie ubyło, a w rozwijających się już od początku lutego rodzinach powinno ich być więcej niż we wrześniu. Zresztą wystarczy krótkie ocieplenie, by rodzina momentalnie zrobiła się większa, nie na skutek gwałtownego przyrostu jej liczebności, lecz w wyniku rozluźnienia się pszczół, dotychczas ściśniętych w kłąb.

Poidło

Jedynym surowcem, który pszczoły teraz, we wczesnym okresie wiosennym muszą dostarczać do gniazda, jest woda. W plastrach powinno być jeszcze dosyć zapasów cukrowych zgromadzonych w wyniku sierpniowo – wrześniowego karmienia. Nie powinno też brakować pierzgi, jako że do złożenia gniazd na zimę należało użyć właśnie plastrów wypełnionych zapasami pyłkowymi. Ponieważ czerwia jest coraz więcej, pszczoły karmicielki potrzebują dużo wody do przyrządzania papki miodowo – pierzgowej, specjalnej mieszaniny służącej do karmienia starszych larw. Dotychczas wystarczała woda wchłaniana przez odsklepione zapasy cukrowe. Po pierwszym oblocie zbieraczki wyruszają na poszukiwanie wody, co zważywszy na nie zawsze korzystne warunki atmosferyczne jest pracą bardzo wyczerpującą. Praktycznie zbieraczka wody wykonuje zaledwie parę lotów i ginie z wyczerpania i starości. Zbieraczkami w tym okresie są najstarsze pszczoły, urodzone jeszcze w sierpniu lub nawet lipcu ubiegłego roku i mające za sobą nie tylko trudny okres zimowli, ale i karmienie pierwszego wiosennego czerwia. Dlatego pszczelarze starają się pomóc pszczołom ustawiając w pasiece poidło. Powinno ono stać w nasłonecznionym miejscu, dzięki czemu woda pobierana przez pszczoły będzie cieplejsza oraz odkażana przez promienie słoneczne. Pszczoły zapamiętują miejsce, w którym od pierwszych wiosennych dni mogą się zaopatrzyć w wodę i później korzystają z poidła przez cały sezon. Liczyć się jednak należy z tym, że przynosić ją będą i z innych źródeł, na przykład kałuż, strumyków, sadzawek, ogrodowych oczek, poideł dla zwierząt gospodarskich, a także ze ścieków, rynsztoków i gnojówek. Dlatego nie stwierdzono bezpośredniej zależności między zapewnieniem wody w poidle a późniejszym poziomem produkcji miodowej. Przynoszenie wody jest bowiem normalnym zajęciem pszczół w przezimowanej rodzinie, a pszczoły które tę pracę wykonują bez tego zginęłyby ze starości w ciągu kolejnych kilku dni. Ich ubytek na pewno nie będzie zauważony w rodzinie silnej, gdzie już od połowy marca pszczół zaczyna masowo przybywać. Dlatego podawanie wody bezpośrednio do gniazda (w specjalnych poidełkach ulowych) jest praktykowane tylko w niewielkich, amatorskich pasiekach, których właściciela nie przykładają większej wagi do rachunku ekonomicznego. Pszczoły pobierające wodę z ulowej podkarmiaczki – poidełka cieszą serce pszczelarza, zwłaszcza gdy woda jest ciepła i lekko posłodzona. Podawanie słodkiej wody może stymulować rozwój, gdyż de facto jest to podkarmianie pobudzające. Jest ono tym bardziej skuteczne, gdy pszczoły mają dostęp do zapasów pierzgi lub mogą korzystać z pożytków pyłkowych. Pamiętać jednak należy, że wyjątkowo wczesny i dynamiczny rozwój jest potrzebny w pasiekach, które będą miały do dyspozycji wczesne pożytki towarowe, a wcześnie wychowane duże ilości pszczół znajdą zatrudnienie przy zbiorze nektaru z drzew owocowych, mniszka, rzepiku lub rzepaku. Jeśli bowiem pierwszym towarowym pożytkiem ma być akacja lub malina, tak „podpędzane” rodziny wyroją się już na początku maja.

leszczynaNajwcześniejszy pożytek może się już pojawić w połowie stycznia. Na zdjęciu – zakwitająca leszczyna, zdjęcie wykonano 15 stycznia 2007 r./ fot. Dariusz Małanowski.

oblotPierwszy oblot wiosenny/ fot. Dariusz Małanowski.

poidłoPszczelarze wykonują poidła pasieczne na najróżniejsze sposoby/ fot. Dariusz Małanowski.

Zima, pszczoły i pszczelarz

Posted By admin on 08-02-2010

Klimat naszego kraju stwarza nie najlepsze warunki do prowadzenia pasiek. Polska leży w strefie klimatu umiarkowanego chłodnego, co wynika z średnich temperatur w ciągu roku oraz z liczby dni zimnych i ciepłych. Tych pierwszych jest znacznie więcej i to determinuje możliwości produkcyjne naszych pszczółek. Mało tego, nie wszystkie z tych dni ciepłych są słoneczne – w Polsce dni pochmurnych jest więcej niż połowa.

pszczela_wola_zima_2010_37

Dlatego nasze pszczoły większość czasu spędzają w ulach. Okres od października do początku kwietnia, a więc bite pół roku, to zimowla, gdy pszczoły gniazda opuszczają rzadko i to tylko w celach higienicznych, a nie produkcyjnych. W pozostałych sześciu miesiącach połowę dni śmiało można odliczyć na chłody i deszcze, bowiem lata o idealnej pogodzie, bardzo ciepłe i suche, zdarzają się sporadycznie. Można to prześledzić chociażby na przykładzie mijającego sezonu. Chłodny kwiecień, długotrwałe załamanie pogody w maju i czerwcu oraz deszczowy sierpień zajęły dokładnie połowę czasu, w którym pszczoły mogły cokolwiek robić. A przecież w tych pozostałych sumarycznych trzech ciepłych miesiącach tylko niektóre dni przypadają na występowanie liczących się pożytków. W niektóre lata pszczoły mają więc tylko kilkanaście dni na zebranie miodu, którym w dodatku muszą się podzielić z pszczelarzem! Nic więc dziwnego, że pszczoła w tradycji uważana jest za święty wzór pracowitości, bo osiągnięcie tak dużych wyników produkcyjnych w tak krótkim czasie wydawać się może rzeczą nadprzyrodzoną.

Jednak z punktu widzenia natury nie ma w tym nic niezwykłego, o czym świadczy obecność pszczół na naszych terenach „od zawsze”. Pszczoły w środku i na północy Europy były długo przed przybyciem ludzi, były przed ostatnim zlodowaceniem i po nim, i pewnie tutaj zostaną. Pożytki, z jakich korzystają nasze pasieki nie zawsze różnią się składem gatunkowym od tych wykorzystywanych przez podopieczne średniowiecznych bartników, a jeżeli już to niekoniecznie na naszą niekorzyść. Miejsce kwitnących wiosną krzewów i zagajników zajęły sady owocowe i rzepaki. Liczące po kilkanaście hektarów plantacje malin są znacznie wydajniejsze niż występujące na polanach leśnych dzikie malinniki. Nie można zapomnieć o akacjach, panujących obecnie królowych wczesnoletniego pożytku, których przed kilkuset laty jeszcze w Polsce nie było. Zamiast lasów lipowych, które przed tysiącem lat rosły tam, gdzie obecnie są najlepsze gleby uprawiane rolniczo, pszczoły mają facelię, ogórecznik, nostrzyki, rzepik, gorczycę i wiele innych upraw polowych, że nie wspomnę o gryce. Z wrzosów i spadzi może korzystać wiele pasiek normalnie stacjonujących gdzie indziej, oczywiście dzięki gospodarce wędrownej. Przegorzany, kłosowce, trędowniki, nawłocie – to gatunki wprowadzone na nasze tereny przez ludzi, przede wszystkim właśnie przez upartych pasieczników.

Do tego nasze pszczoły mają też pszczelarza, który w okresach niepogody i braku pożytku może je poratować cukrem, nie mówiąc już o skrupulatnym nakarmieniu na zimę, prawidłowym ułożeniu zapasów, doborze właściwych plastrów i zabezpieczeniu przed chorobami i szkodnikami.

W tym kontekście nie tylko nie zawsze sprzyjające warunki pogodowe w czerwcu i lipcu, ale i długa, mroźna zima nie jawi się czymś wyjątkowo niekorzystnym. Dla pszczół europejskich przeżycie zimy jest normalnym procesem życiowym, takim jak wiosenny rozwój, budowa gniazda, gromadzenie zapasów czy rójka. Do przetrwania tego niesprzyjającego okresu, kiedy nie tylko nie ma w polu nic do jedzenia, ale jest bardzo zimno, pszczoły wykorzystują jedno ze swoich wrodzonych zachowań, jakim jest zbijanie się w grona.

Tworzenie gron (kłębów) można zaobserwować u pszczół w wielu mniej lub bardziej „normalnych” sytuacjach, w których się one znalazły. W kłąb zbijają się zgromadzone na szybie w pracowni lub w magazynie pszczółki niechcący przyniesione z plastrami z miodem. Duże grono tworzą pszczoły wchodzące w skład roju. Formę grona przyjmują pszczoły wylegające w czasie upałów na przednią ścianę zbyt ciasnego ula lub gromadzące się w przestrzeni poza gniazdem, pod daszkiem. Niewielkie grono tworzą pszczoły próbujące zabić niechcianą matkę dopiero co poddaną przez pszczelarza lub walczące z szerszeniem, który z niecnymi zamiarami wdarł się do ula. Z naszego punktu widzenia wynika, że pszczoły „kłębią się” w sytuacjach niezwykłych, gdy grozi im jakieś niebezpieczeństwo.

Takim zagrożeniem jest również zimno. Pszczoły są gatunkiem wybitnie ciepłolubnym o czym często zapominają niektórzy pszczelarze starający się na wszelkie sposoby schładzać gniazda. Tymczasem same pszczoły bardzo oszczędnie gospodarują ciepłem, szczególnie w naszym klimacie, gdzie dni gorących jest naprawdę niewiele, zaś temperatury nocą nawet w samym środku lata zmuszają pszczoły do produkowania ciepła ze zgromadzonego wcześniej zapasu. Przez większą część roku temperatura w środku gniazda nie spada poniżej 34° C, podczas gdy na dworze tak ciepło jest zaledwie przez kilka dni w roku i to nie we wszystkie lata. Dlatego pszczelarz nie powinien walczyć z ciepłem w ulu, zwłaszcza zimą, ponieważ nigdy nie będzie go za dużo, o czym pszczoły doskonale wiedzą i tworzą zwarty, ciepły, bezpieczny kłąb zimowy. Natomiast wrogiem dobrej zimowli jest zbyt duża wilgotność powietrza i z nią pszczelarz musi walczyć wszelkimi sposobami.

Pszczoły z natury swojej „wiedzą”, że w od momentu gdy dzień zaczyna się skracać, nieuchronnie zbliża się zima. Trwający od wczesnej wiosny dynamiczny rozwój rodziny ulega spowolnieniu, aż w końcu, gdy na zewnątrz robi się coraz chłodniej, nie przybywa też w gnieździe zapasów, całkowicie ustaje. Młode pszczoły przestają karmić czerw i chociaż niektóre matki mogą próbować składać jajeczka nawet w grudniu lub w styczniu, są one usuwane, ewentualnie wylęgłe z nich larwy zjadane. Pszczoły oszczędnie gospodarują tak zapasami, jak i swoją bezcenną energią życiową. Mimo wszystko jednak muszą utrzymać w środku gniazda temperaturę dosyć wysoką w porównaniu z tą na zewnątrz ula. W kłębie pszczół zimujących nie spada ona poniżej 22° C, chociaż najczęściej oscyluje wokół 30°. Dlatego cały czas spożywane są zapasy cukrowe, co prawda w niewielkich ilościach zwłaszcza na początku zimy. Niemniej nawet te niewielkie ilości „spalonego” w organizmach pszczół cukru stają się pokaźnym, jak na kubaturę ula, źródłem pary wodnej i dwutlenku węgla.

Zużycie zapasów w pierwszej części zimowli jest niewielkie i nie przekracza w średniej siły rodzinie 20 g na dobę. Do „spalenia” zawartych w nich cukrów potrzeba około 15 litrów tlenu, zawartego w ponad 70 litrach powietrza atmosferycznego. W wyniku tej przemiany powstaje prawie 90 litrów produktów gazowych, w których skład wchodzi ponad 15 litrów pary wodnej. To bardzo dużo zważywszy, że kubatura na przykład ula Wielkopolskiego (jednego korpusu) to zaledwie 39 dm3, w czym powietrze zajmuje zaledwie połowę, ponieważ reszta to ramki, plastry, zapasy i pszczoły. Codziennie te 90 litrów produktów przemiany materii musi być wydalone z ula i wymienione na świeże powietrze. Dlatego tak ważna jest wentylacja, która jednak nie może polegać na zrobieniu w ulu przeciągu. Przeciągi bardzo niekorzystnie wpływają na zdrowie wszystkich organizmów, nie tylko pszczół. Jak duża jest różnica między przeciągiem a prawidłową wentylacją łatwo zrozumieć, jeżeli zechcemy się ochłodzić i zrobimy to spacerując na dworze lub stojąc w przewiewnej bramie czy korytarzu. W obydwu przypadkach będzie się odbywać wymiana gazowa między naszym organizmem i środowiskiem zewnętrznym, z jakże jednak różnym skutkiem.

Tak samo te zjawiska odczuwa zimująca rodzina pszczela. Pszczołom należy zapewnić więc wentylację, ale nie można ich umieścić w przeciągu. Powinni mieć to na uwadze pszczelarze prowadzący pasieki w ulach zbudowanych z materiałów nieprzepuszczalnych (styropian, poliuretan). Wiadomo, że z takich uli wilgoć uchodzi znacznie trudniej niż z drewnianych czy słomianych, dlatego producenci wykonują w nich szereg otworów wentylacyjnych. Usprawniają one cyrkulację powietrza do tego stopnia, że wnętrze ula przypomina komin. Nie będzie wtedy w ulu co prawda wilgoci, ale wynik zimowli też będzie mizerny. Pszczoły bowiem, zmuszone do utrzymywania wysokiej temperatury swojego kłębu w tak niekorzystnych warunkach wyczerpią się szybko, większe też będzie zużycie zapasów.

Dlatego dobrym rozwiązaniem konstrukcyjnym w ulach nieprzepuszczalnych jest zastosowanie osiatkowanej dennicy. Co prawda nie przeprowadzono konkretnych badań naukowych dotyczących zimowli pszczół w Polsce z zastosowaniem takich dennic, niemniej obserwacje wielu praktyków, w tym dzielącego się z nami swoją wiedzą pana Josa Guth’a z Luksemburga wskazują, że może to być rozwiązanie najbardziej optymalne. W ulu, w którym część dna stanowi siatka, oczyszczanie powietrza z nadmiernej ilości pary wodnej i dwutlenku węgla następuje nie tyle za zasadzie wywiewania zużytego powietrza, co dzięki dyfuzji. Jest to naturalna dążność roztworów (zarówno gazowych jak i ciekłych) do wyrównania stężeń w całym układzie, a więc w tym przypadku w powietrzu ulowym i zewnętrznym. W gnieździe znajduje się za dużo pary wodnej i dwutlenku węgla, wtedy ich cząsteczki przemieszczają się na zewnątrz. Z kolei wokół ula więcej jest tlenu i „stara się” on dostać do jego środka, by tam wzrosło jego stężenie. Następuje to przez zasiatkowany otwór w dennicy, nie wpływając zasadniczo na temperaturę w ulu. Na tej samej zasadzie wymiana gazów przebiega w ulach ze słomy, trzciny i sitowia, a także w starych ulach drewnianych. W ścianach takich uli jest dużo niewielkich szczelin, zbyt małych by dmuchał przez nie wiatr, lecz wystarczających dla dobrej wymiany gazowej.

Właściwa wentylacja i spokój w pasiece to najważniejsze czynniki decydujące o dobrej zimowli pod warunkiem, że pszczelarz o wszystkim innym pomyślał latem. Rodziny na pewno przezimują, jeżeli wchodzące w ich skład pszczoły są w dobrej kondycji, jest dosyć zapasów i oczywiście w ulach są matki, a warroza została właściwie zdiagnozowana i na czas zwalczona. Poza tym nie ma już w pasiece nic do roboty, każda zaś ingerencja w życie rodziny pszczelej przed jej wiosennym rozbudzeniem spowodować może tylko straty. Dlatego, jeżeli daszki są szczelne i zabezpieczone przed zrzuceniem przez wiatr, a ule pewnie stoją na solidnych podstawkach i twardym gruncie bez obawy podmycia w czasie wiosennych roztopów, z nadzieją i optymizmem możemy czekać na nowy sezon, oby nie gorszy niż ten ostatni.

Wszystko o zimie (III)

Posted By admin on 09-01-2010

Szczypie w nosy, szczypie w uszy

Kolejny rok, kolejne wyzwania, kolejne nadzieje i plany na przyszłość. W tym roku będziemy lepsi, mądrzejsi, rzucimy palenie, zaczniemy się odchudzać i może coś jeszcze. A w pasiece? Teraz na pewno osiągniemy rekordowe zbiory, niech no tylko pogoda dopisze, sprzedaż miodu też pewnie ruszy, ludzie dostrzegą wreszcie, jak potrzebne są pszczoły (i pszczelarze). Aby tylko zdrowie było…

Dużo to czy mało jak na zamiary zwykłego pszczelarza? Chyba tyle, ile potrzeba, grunt, aby być sobą, aby pszczoły dobrze nosiły i by nie było gorzej. Już nie te czasy, gdy w styczniowym numerze gazety pszczelarskiej prezes przedstawiał wytyczne wiodącej siły narodu i jej zarządu dla pszczelarzy, którzy muszą w tym roku tyle wyprodukować a tyle odstawić. Jednocześnie informował, że tyle a tyle zrobiliśmy, osiągnęliśmy, uzyskaliśmy, tyle się nie udało, ale teraz się uda, bo przecież świadomość działaczy, we władzach, w terenie, na odcinku itd…

A pszczelarze? Robili to co zawsze, co wcześniej, i to co robimy dzisiaj, wtedy tylko z wyjątkiem zwalczania warrozy. Wytyczne i odgórne plany sobie, a życie biegło swoim torem, raz lepiej, raz gorzej, aby zdrowie było… Zostały wspomnienia, że kiedyś to ho-ho! Inne czasy były dla pasiek, inne możliwości. Ale pszczół to nie interesuje, one teraz mają zimę, którą muszą przeżyć i wyjść z niej w jak najlepszej kondycji. Doskonale wiedzą, jak to zrobić, i z pewnością poradzą sobie, jeśli tylko odpowiednio je do tego przygotowaliśmy

Pszczoły miodne są jednymi z nielicznych zwierząt bezkręgowych, utrzymujących w zimie, w swojej gromadzie, stałą temperaturę, znacznie przewyższającą temperaturę otoczenia. Jest to możliwe dzięki gromadnemu sposobowi życia i doskonale zorganizowanemu podziałowi obowiązków. Jednak ciepło jest bardzo wartościowym produktem zimujących pszczół i dlatego starają się nim gospodarować jak najoszczędniej.

Dlatego w czasie zimy nie jest ogrzewane całe wnętrze ula, tylko część ściśle zajmowana przez rodzinę. Z tego powodu temperatura w ulu poza kłębem zimujących pszczół jest podobna do tej na zewnątrz, i to bez względu na to czy pszczoły zimują w ulu ocieplanym, czy jednościennym. Jest to zresztą zgodne z potrzebami biologicznymi rodziny pszczelej w tym okresie, a sztuczne podniesienie temperatury wokół kłębu spowodowałoby przyśpieszenie rozwoju rodziny i zakończenie zimowli.

W polskich pasiekach użytkuje się zarówno ule ocieplane jak i jednościenne, z tym że ule z pojedynczych, cienkich desek bez żadnej izolacji termicznej są stosowane bardzo rzadko. O ciepłochronności ścian ula decyduje współczynnik przewodnictwa cieplnego materiałów, z których są wykonane, wyrażany w Watach/m2 × Kelvin. Najniższy jest on dla poliuretanu (0,025-0,035), wyższy dla styropianu i miękkiej płyty pilśniowej (0,04), słomy (0,04-0,05), a najwyższy dla drewna (0,12-0,14). Dlatego ciepłochronność jednościennego ula ze styropianu o grubości ścian 3 cm będzie odpowiadać ulowi z desek grubości 10-12 cm. Uli o tak grubych ścianach się nie wykonuje, a najbardziej rozpowszechnione są w Polsce ule z podwójnymi ścianami z cienkich desek (1-3 cm) z materiałem izolacyjnym między nimi (styropian, poliuretan, słoma, miękka płyta pilśniowa, suszona paproć, mech, wióry drzewne i inne materiały). Dodatkowo wyposażone są one w elementy ocieplające, jak maty, zatworo–maty, poduszki i powałki. Próby utrzymywania pszczół w drewnianych ulach jednościennych nie dają zadowalających rezultatów, mimo teoretycznych wyliczeń wskazujących, że zimowla powinna w nich przebiegać prawidłowo. Za to dodatkowe ocieplanie na zimę uli dwuściennych jest kwestią dyskusyjną i są pszczelarze uważający, że rodzina powinna być jak najlepiej ocieplona. Inni twierdzą, że ocieplać ula nie trzeba, jeszcze inni regulują ocieplenie zależnie od okresu. Jakość przezimowania zależy jednak od wielu czynników, trudniejszych do zauważenia niż ocieplenie, a które nie zawsze są uwzględniane przy ocenie wyników zimowli.

Wspomniana siła rodziny, wiek pszczół i ich kondycja, ilość, jakość i ułożenie zapasów cukrowych, zapasy pierzgi, jakość (wiek) plastrów, wentylacja w ulu, wielkość gniazda, cechy dziedziczne, choroby pszczół i szkodniki nękające rodzinę w czasie zimowli, otoczenie pasieki (niepokojenie przez zwierzęta i ludzi, miejsce narażone na wiatry) oraz przebieg pogody – każdy z tych czynników ma większy wpływ na przezimowanie niż ocieplenie gniazda zimą.

Jedna z najczęstszych przyczyn złej zimowli, zbyt duża wilgotność w gnieździe powoduje, że pszczoły chcąc podnieść temperaturę w celu pozbycia się wilgoci, spożywają więcej zapasów. Skraca to życie pszczół i powoduje szybsze wypełnianie się jelita prostego kałem. Takie pszczoły się niepokoją, próbują dokonać oblotu oczyszczającego, co prowadzi do rozluźnienia kłębu a to do jeszcze większego zużycia zapasów. Temperatura w gnieździe wzrasta, matka zaczyna czerwić, pszczoły muszą zużywać więcej pokarmu, co powoduje dalszy wzrost wilgotności. Rodzina taka z zimy wyjdzie bardzo osłabiona. Główną przyczyną złej zimowli nie jest wtedy zbyt niska temperatura, lecz zła wentylacja powodująca nadmierne gromadzenie się pary wodnej w ulu. W tym wypadku ocieplanie gniazda dodatkowymi poduszkami lub matami nie pomoże

Inna przyczyna strat zimowych, to przedłużające się czerwienie matek jesienią i zbyt wczesny rozwój (czerwienie) wiosną. Pszczelarze starają się temu zapobiegać zabierając ocieplenie górne z uli już pod koniec lata i oddając je dopiero po pierwszym oblocie. Wychodzą z założenia, że obniżenie temperatury w ulu spowodowane usunięciem ocieplenia jesienią przyspieszy zaprzestanie czerwienia, zaś wiosną je opóźni. Na czerwienie ma wpływ temperatura, ale ta panująca na zewnątrz i dlatego jeżeli jesienią ładna i ciepła pogoda utrzymuje się bardzo długo, matki mogą czerwić nawet do listopada. Podobnie jest na przedwiośniu. Lutowe a nawet styczniowe ocieplenia mogą powodować, że matki zaczną czerwić, zupełnie niepotrzebnie, bowiem po nich zawsze wraca zima. Przerwa w czerwieniu zimą przede wszystkim jest uwarunkowana genetycznie. Pszczoły pochodzące południa Europy, gdzie zima jest łagodna i krótka, a różnice w długości dnia i nocy w poszczególnych porach roku nie są tak duże jak u nas, będą kończyć czerwienie późną jesienią i rozpoczynać jeszcze w środku zimy. Odbije się to niekorzystnie na przezimowaniu zwłaszcza słabszych rodzin, co często ma miejsce w pasiekach korzystających z pożytków spadziowych. Konsekwencje takiego czerwienia będą jeszcze bardziej negatywne, gdy w pokarmie zimowym znajduje się miód spadziowy. Wtedy duże ilości zapasów ze spadzią są spożywane jesienią i wczesną wiosną, co prowadzi do szybkiego gromadzenia się kału, zaperzenia, rozluźnienia kłębu i osypania się rodziny. Oprócz tego przedłużone czerwienie jesienią notuje się u rodzin silnie porażonych warrozą,

Jak widać, zabieranie ocieplenia, zwłaszcza górnego jesienią i jego zakładanie wiosną nie tyle pomoże pszczołom, co pszczelarzowi utwierdzając go w przekonaniu, że w pewnym stopniu pokierował rozwojem rodziny. Tymczasem ocieplenie górne może być przydatne jesienią i zimą wtedy, gdy słońce silnie przygrzewa, co może spowodować podniesienie temperatury w ulu. Wnętrze ula ocieplonego nie będzie się wtedy nagrzewać, lecz temperatura w nim pozostanie podobna jak na dworze.

Dylematu: zabierać ocieplenie na zimę czy nie, nie mają pszczelarze gospodarujący w ulach z tworzyw sztucznych. Tam materiały, z których zbudowane są główne elementy ula są same w sobie ociepleniem, przez co jego usunięcie jest niemożliwe. Izolację cieplną stanowią zarówno ściany ula (korpusy), powałka, daszek, jak i dennica. Okazuje się, że w takich ulach pszczoły zimują dobrze pod warunkiem zapewnienia właściwej wentylacji.

Pod koniec zimy i wiosną, gdy matki zaczynają obficie czerwić, w rodzinie musi być utrzymywana wysoka temperatura. To również powinna ułatwić budowa ula, czyli ocieplana powałka (poduszka), ocieplane ściany, ciepłe boczne maty i ciepła dennica, które zatrzymają uchodzące ciepło. Ocieplenie takie ma znaczenie tylko dla rozwoju silnych rodzin, zajmujących całe gniazdo. Natomiast słaba rodzina nadal będzie tworzyć niewielki kłąb, w którego centrum znajduje się trochę czerwia. Obecność ocieplenia w ulu nie ma wtedy żadnego znaczenia, ponieważ temperatura powietrza wokół takiego małego kłębu jest taka sama jak na dworze. Mimo to i w takiej rodzince wychowywany jest czerw, co zmusza pszczoły do utrzymywania wysokiej temperatury. W tym celu spożywają coraz więcej pokarmu, co prowadzi do szybszego zużywania się ich sił życiowych tym bardziej, że wilgotność powietrza w ulu wciąż wzrasta. Pszczoły słabej rodziny w dalszym ciągu nie mogą w żaden sposób aktywnie wymusić wentylacji. Najbardziej wyczerpane zimowlą i karmieniem czerwia pszczoły zginą a liczebność rodziny zmniejszy się jeszcze przed wygryzieniem pierwszego czerwia, bowiem każda pszczoła w słabej rodzinie musiała wytworzyć zimą o około 50% ciepła więcej niż w rodzinie silnej. Na każdą karmicielkę w słabej rodzinie przypada też więcej larw do wykarmienia, co odbija się niekorzystnie na kondycji wychowywanego czerwia. Kłąb pszczół otaczających czerw robi się coraz mniejszy i dla utrzymania w nim temperatury nie ma znaczenia, czy gniazdo jest ocieplone, czy nie, ponieważ rodzina z tego ocieplenia nie korzysta.

Inaczej sytuacja wygląda w rodzinie silnej, gdzie straty pszczół w czasie zimy były niewielkie lub nie było ich wcale. Ponieważ na każdą zimującą pszczołę przypadało tam mniej pracy, są one w dobrej kondycji i mają jeszcze parę tygodni życia przed sobą. „Ze starości” zaczną ginąć pszczoły dopiero po pojawieniu się ich następczyń, a więc rodzina nie osłabnie tylko będzie się powiększać, a w najgorszym wypadku pozostanie taka sama. Ponieważ powiększająca się rodzina wypełnia całe gniazdo, ocieplenie jest niezbędne, pozwala bowiem utrzymać w nim stałą temperaturę. W miarę przybywania pszczół gniazdo poszerzamy ramkami z suszem, a po pojawieniu się pożytku dodajmy nadstawkę. Cały czas gniazdo musi być ze wszystkich stron ocieplone, również od spodu, jeżeli więc stosowane są dennice osiatkowane, to po pierwszym oblocie (marcowym), siatkowy otwór wentylacyjny należy zamknąć. Za prawdziwy pierwszy oblot uważa się ten na przełomie lutego i marca, wtedy bowiem matki zaczynają czerwić i już nie przestaną. Oblot zdarzający się czasem w styczniu lub na początku lutego nie oznacza początku sezonu, a spowodowany jest nienaturalnie o tej porze wysokimi temperaturami.

Opisane zdarzenia (rozpoczęcie czerwienia, przybywanie pszczół, oblot) są normalnymi zjawiskami w rodzinie pszczelej, a termin ich wystąpienia wynika z przebiegu pogody i właściwego przygotowania rodzin do zimy. Dlatego wszelkie nieprawidłowości w rozwoju rodziny mające miejsce w końcu zimowli są skutkiem złego przygotowania rodzin do tego okresu. Nie ma za to skutecznych metod ratowania słabnących na przedwiośniu rodzin, zwłaszcza wtedy, gdy długo utrzymują się niskie temperatury. Jedynym sposobem jest wtedy łączenie słabych rodzin, ale do tego jest potrzebna temperatura rzędu kilkunastu stopni, co zdarza się nie wcześniej niż w drugiej połowie marca.

Wszystko o zimie (II)

Posted By admin on 10-12-2009

Nie powiedzą tego ludzkim głosem

Gdyby pszczoły mówiły ludzkim głosem i tak niewiele miałyby nam do powiedzenia. Zwłaszcza teraz w zimie, gdy ściśnięte w zimowym kłębie tkwią w suchym, ciepłym ulu, zaopatrzone w wysokiej jakości zapasy, na pasieczysku zabezpieczonym przed mogącymi je niepokoić lub nawet zrobić im krzywdę intruzami. Dla pszczół bowiem jesteśmy jakimś kolejnym gatunkiem dinozaura lub niedźwiedzia, który czasem włamuje się do ich domku, by odebrać z wielkim mozołem gromadzone zapasy niezbędne im przecież do życia. I bądźmy pewni, że nic nie wiedzą o tym, że to nam zawdzięczają ten ciepły ul, zapasy zimowe, bezpieczeństwo… One cały czas „myślą”, że są w dziupli w niekończącej się prastarej puszczy i czekają, by z wiosną znów wyruszyć na jej podbój, na podbój całego świata. Bowiem tak, jak wszystkie żywe organizmy i one mają zapisaną w genach dążność do zdobywania i zasiedlania nowych terenów, by na świecie nie ostał się ani jeden metr kwadratowy ziemi nie oblatywany przez pszczoły.

Swoją drogą ciekawe, co by powiedziały o warunkach, jakie staramy się im stworzyć, by mogły coraz lepiej i wydajniej pracować – niestety, nie dla siebie, lecz dla nas. Chociaż może lepiej niech nic nie mówią, moglibyśmy bowiem coś niemiłego usłyszeć o warrozie, która z naszą pomocą rozniosła się na cały pszczeli świat, o zatruciach, o degradacji środowiska… I nie pomogłyby nasze tłumaczenia, że teraz mają lepiej niż przed tysiącami lat, bo pszczelarz chucha i dmucha, by tylko przeżyły w dobrej kondycji zimę i wiosną ruszyły ku swojej i naszej uciesze do pracy na rozbudzonych po długim śnie kwiatach.

Mimo iż nie dowiemy się, co pszczoły o nas myślą, wydawać się może, że są z nas zadowolone. Świadczą o tym wyniki produkcyjne we współczesnych pasiekach, znacznie wyższe niż te uzyskiwane przez średniowiecznych bartników. Również zimowla przebiega lepiej niż setki lat temu, mimo daleko idących zmian warunków przyrodniczych. Stosowane przez nas ule nie są gorsze niż naturalne dziuple zamieszkiwane kiedyś przez pszczoły. Dziupla była właściwym pomieszczeniem dla rodziny pszczelej, gdyż nie było innych pomieszczeń, jednym słowem nie było uli. Lokalizacja dziupli wysoko nad ziemią zabezpieczała rodzinę pszczelą przed niedźwiedziami i innymi amatorami słodkiego miodu, pszczół i czerwia. Czy była w niej właściwa wentylacja i czy było tam ciepło? Raczej nie, gdyż zimowe straty rodzin w czasach bartnictwa były dość duże, chociaż nasi przodkowie starali się pomagać pszczołom w przeżyciu tego trudnego okresu, ocieplając barcie na zimę matami ze słomy. Na szczęście dzięki dużej rojliwości „dzikich” pszczół opustoszałe po zimie dziuple były szybko zasiedlane ponownie.

Obecnie już nie czeka się na przyjście po zimie roku dobrego „na roje”, lecz pszczoły przygotowuje się do zimy tak, by straty były jak najmniejsze. Czynnikami decydującymi o przezimowaniu i możliwościach wykorzystania zimującej rodziny w kolejnym sezonie są jej siła, jakość wchodzących w jej skład pszczół, ilość, jakość i ułożenie zapasów, właściwa wentylacja i spokój na pasieczysku. Wszystkie te czynniki (oprócz ostatniego) są całkowicie zależne od postępowania pszczelarza w okresie przygotowań do zimy, które w zasadzie powinny się rozpocząć w połowie lata. To zabiegi wykonane wtedy decydują o liczbie pszczół w rodzinach, ich wieku i kondycji.

Bez względu na to, czy pasieka będzie korzystać z wczesnych pożytków, czy późniejszych, powinno się zimować silne rodziny, gdyż przy zimowaniu rodzin słabych straty zimowe są znacznie większe. Jeśli więc nawet wiosną będzie dosyć czasu, by rodziny, które wyszły z zimy w nienajlepszej kondycji doszły do właściwej siły przed pożytkiem, to na skutek strat zimowych będzie ich po prostu mniej. Aby wtedy odbudować pogłowie, najsilniejsze rodziny trzeba będzie podzielić, co oczywiście odbije się negatywnie na wykorzystaniu pożytku. Produktywność pasieki wtedy się obniży, a koszty wzrosną, bowiem na zazimowanie rodzin, które później spadły, ponieśliśmy określone wydatki.

Od siły rodziny, a co za tym idzie od wielkości kłębu zimowego, zależą możliwości utrzymania w nim stałej temperatury. W czasie zimy w środku kłębu wynosi ona około 30 – 32° C i nie spada poniżej 22°, a na przedwiośniu, gdy w rodzinie rozpoczyna się wychów czerwia, nie może być niższa niż 34°C. Wiosną, gdy matki zaczynają intensywnie czerwić, temperatura w miejscu wychowu czerwia może nawet dochodzić do 37°C, co spowoduje zamieranie aktywnych form spor Nosema rozwijających się w przewodach pokarmowych pszczół.

Utrzymanie takiej temperatury i w ogóle przeżycie niełatwego okresu zimowli jest możliwe tylko dzięki ciągłej współpracy pszczół tworzących kłąb. Zewnętrzną warstwę kłębu tworzą pszczoły skupione w szczelną warstwę, której zadaniem jest izolowanie rodziny przed utratą ciepła. Warstwa ta w zależności od temperatury zewnętrznej może mieć grubość od 2 do 7 cm. Temperatura na powierzchni tej otoczki jest niska, zbliżona do temperatury poza kłębem. Dlatego pszczoły przebywające na zewnątrz kłębu po pewnym czasie drętwieją i nie są w stanie samodzielnie wrócić do jego wnętrza. Są one wtedy wpychane do środka przez kolejne, ogrzane pszczoły, które zajmują ich miejsce. Dzięki takiej, trwającej całą zimę wymianie pszczół tworzących warstwę zewnętrzną, „zużywają się” one równomiernie i osyp zimowy jest niewielki. Giną bowiem tylko te pszczoły, które nie były właściwie do zimy przygotowane, ponieważ albo są stare, albo pracowały przed rozpoczęciem zimy przy karmieniu czerwia czy przerabianiu zapasów, lub też pochodzą z późnego czerwia, wychowanego już w warunkach prawie zimowych.

Gdy jedne pszczoły „walczą” z uciekającym ciepłem, tworząc wciąż wymienianą otoczkę termoizolacyjną, inne starają się utrzymać w środku gniazda właściwą temperaturę. W tym celu spożywają zimowe zapasy i jeżeli temperatura w środku kłębu zaczyna się obniżać, wykonują drgające ruchy mięśniami tułowia, oczywiście nie poruszając skrzydłami. Na skutek pracy mięśni powstaje ciepło. Jeżeli nadal robi się zimniej, kłąb skupia się jeszcze bardziej, a jego ciepłochronna otoczka staje się coraz grubsza. Gdy objętość kłębu się zmniejszy, na tę samą masę pszczół wytwarzających ciepło przypada mniejsza powierzchnia, przez którą to ciepło ucieka.

Decydujące znaczenie dla wytwarzaniu ciepła i zapobiegania jego ucieczce ma siła rodziny. Rodzina silna, składająca się z 3 ÷ 4 kg pszczół tworzy wielki kłąb obsiadający 8 ÷ 9 plastrów. Powierzchnia takiego kłębu jest znacznie większa (około 24 dm2) niż tworzonego przez słabą rodzinę, obsiadającą 4 ÷ 5 plastrów, która wynosi około 9 ÷ 10 dm2. Jednak liczba pszczół, przypadająca na jednostkę powierzchni zewnętrznej kłębu, przez którą z rodziny uchodzi ciepło, jest większa w silnej rodzinie niż w słabej. W słabej, ważącej 1 kg rodzinie, na 1 cm2 kłębu zimowego przypada 10 ÷12 pszczół, natomiast w 4-kilogramowej aż 16 ÷ 18.

Jak widać na taką samą ilość uchodzącego ciepła w rodzinie słabej pracuje 11 pszczół, zaś w rodzinie silnej 17, a wiec 50-60 % więcej. Dzięki temu pszczoły w silnej rodzinie prowadzą znacznie bardziej „oszczędny” tryb życia, co dodatnio wpływa na ich kondycję i długowieczność. Ponieważ każda z pszczół spożywa mniej zapasów, to i wypełnianie się jelita grubego jest wolniejsze, dzięki czemu rodzina taka nie musi spieszyć się z oblotem wiosennym. Widać to zresztą w każdej pasiece w drugiej części zimy; z rodzin słabych pszczoły „wypryskują” często nawet w czasie mrozów, podczas gdy silne zachowują się statecznie, mogą bowiem sobie pozwolić na dłuższe oczekiwanie, aż do przyjścia prawdziwego ocieplenia.

Kolejnymi czynnikami decydującymi o jakości zimowli jest kondycja i wiek pszczół zimujących. Pszczoły wchodzące w skład kłębu zimowego powinny przeżyć 8 miesięcy. Z punktu widzenia fizjologii jest to zjawisko zupełnie normalne. Takie wydłużenie życia pszczół jest możliwe dzięki właściwemu przebiegowi ich rozwoju fizjologicznego. Pszczoły, które mają zimować, po wygryzieniu nie podejmują żadnych prac, tylko oczekują na zimę. W tym czasie odżywiają się obficie pierzgą, dzięki czemu w komórkach zlokalizowanego w pobliżu serca ciała białkowo-tłuszczowego gromadzone są zapasy w postaci tłuszczu, glikogenu i białka. Pszczoły te nie karmią czerwia, więc nie ulegają u nich degeneracji gruczoły gardzielowe, które mogą być aktywne tylko raz w życiu. Nie wypacają wosku, dzięki czemu będą mogły budować plastry po przezimowaniu. Nie przerabiają też nektaru ani syropu, co jest czynnością bardzo wyczerpującą. Pszczoły, które przerabiały nektar z reguły nie będą już mogły w swoim życiu wydzielać mleczka, a więc karmić młodszych larw. Dlatego w normalnym cyklu życiowym pszczoła najpierw jest karmicielką, a później zajmuje się odbieraniem nektaru od zbieraczek i jego przerabianiem.

Pszczołom, które mają zimować, wszystkie te prace są oszczędzone. Zaraz po urodzeniu dochodzi do zatrzymania się ich cyklu życiowego, polegającego na wykonywaniu w ciągu życia kolejnych czynności. Nie jest to następstwem świadomego kierowania cyklem biologicznym rodziny przez tworzące ją pszczoły, lecz wynika z warunków zewnętrznych. W okresie między ostatnim pożytkiem a zimą te młode, wygryzające się pszczoły nie mają zajęcia. Nie ma pożytku, czerwia do karmienia jest niewiele, a prace związane z bieżącym utrzymaniem rodziny wykonują pszczoły starsze, które z racji wieku i sprawowanych wcześniej funkcji, zimy nie przeżyją. Podobna sytuacja ma miejsce w czasie wchodzenia rodziny w nastrój rojowy: jest ona również dobrze zaopatrzona w zapasy, chwilowo duża część pszczół nie ma zajęcia, a więc młode pszczoły mogą się dobrze odżywiać i czekać na odpowiedni moment dla wyjścia roju. Jak wiadomo pszczoły rojowe również charakteryzują się dużą żywotnością i długowiecznością.

Na sytuację, w której pszczoły wchodzące później w skład kłębu zimowego, powinny mieć czas i możliwości właściwie przygotować się do swojej funkcji, nie zawsze pozwolą warunki pożytkowe. Dlatego przygotowanie rodziny pszczelej do zimowli jest obowiązkiem pszczelarza i nie może on liczyć na to, że wyręczy go w tym wyjątkowo korzystny układ pożytków i właściwy przebieg pogody. Zależnie więc od tego, z jakich pożytków korzysta pasieka, należy zastosować metodę gospodarki umożliwiającą przygotowanie pszczół zimujących w optymalnej kondycji i wieku oraz liczebności.

Najbardziej długowieczne są pszczoły wygryzione w terminie od końca lipca do pierwszych dni września a wiec z czerwienia, które miało miejsce od pierwszej dekady lipca do połowy sierpnia. Pszczoły starsze powinny się „wykruszyć” przed zimą na skutek wykonywania różnych prac, przede wszystkim karmienia czerwia i przerabiania zapasów. Natomiast młodszych pszczół powinno być jak najmniej, co osiąga się przez zahamowanie czerwienia spowodowane uzupełnianiem zapasów. Jest to bardzo ważne, ponieważ pszczoły wychowywane po połowie września są w coraz gorszej kondycji i zimy na pewno nie przeżyją. Jednak zanim zginą, spożyją część zapasów zimowych, bezproduktywnie je uszczuplając. Na ich wychów zostaną zużyte zapasy cukrowe i pierzga, tak potrzebna w okresie przedwiosennym, a wychowujące je pszczoły, wyczerpane karmieniem, też mogą nie dożyć do wiosny. Do tego plastry, z których wygryzł się tak późny czerw, pozostaną puste, co może być przyczyną złego ułożenia zapasów i kolejnych strat zimowych. A wiec właściwe pokierowanie rozwojem rodzin przed zimą jest niezmiernie ważne i jeżeli wszystkie zabiegi, od których zależy liczba, wiek i kondycja pszczół zimujących zostaną przeprowadzone prawidłowo, to osyp zimowy powinien być nieznaczny, lub nawet (teoretycznie) nie powinno go być wcale. Starsze pszczoły zginą jesienią, jeszcze w okresie lotów, a zimujące przeżyją do kwietnia. Rodzina pszczela o właściwym składzie wiekowym sama pozbywa się starszych pszczół jesienią, ponieważ one wykonują wszystkie niezbędne wtedy prace, jak na przykład przenoszenie niezasklepionych zapasów ze skrajnych plastrów i plastrów umieszczonych za zatworem do środka gniazda. Do takiego doskonałego modelu zimowli powinien dążyć każdy pszczelarz i jest on możliwe pod warunkiem terminowego wykonania wszystkich koniecznych zabiegów, zapewnienia właściwej jakości zapasów i ich dostatecznej ilości oraz zazimowania silnych rodzin.

Wszystko o zimie (I)

Posted By admin on 09-12-2009

Za oknem deszcz

Za oknem pada, ale przecież w pasiece jest spokój i trwa oczekiwanie na następny sezon. To kolejna zima, którą nasze pszczoły muszą przeżyć, nie lepsza i nie gorsza niż te poprzednie. Dla nich bowiem przeżycie zimy to nie pierwszyzna, robią to od milionów lat, z dobrym jak widać, skutkiem. Nas, ludzi nie było na świecie, gdy pszczoły z taką pogodą radziły sobie doskonale, i pewnie gdy nas zabraknie, też będą. To tak, jakby pszczoły były wieczne, a my pojawiliśmy się tylko na pewien okres, kiedyś odejdziemy, zaś przyroda, a wraz z nią pszczoły, pozostaną. Chyba, że uda się nam ją zupełnie zniszczyć, ale – wtedy i nas nie będzie…

Dość jednak tych rozważań, zajrzyjmy do uli. Oczywiście nie w sensie dosłownym, lecz teoretycznie, bowiem pszczelarz teraz nie ma niczego do szukania w pasiece. Zasada, że im pszczelarza w pasiece mniej tym pszczołom lepiej, największe zastosowanie ma właśnie w okresie jesienno – zimowym. Jeżeli pasieka została prawidłowo przygotowana do zimy, najbliższym momentem, w którym powinniśmy się nią bliżej zainteresować jest marzec lub nawet początek kwietnia. Ze wszystkim innym pszczoły poradzą sobie same, bowiem, jak już wspomniano na wstępie, zimować potrafią doskonale. Cudowną wydaje się ta żywotność, nie tylko pszczół ale wszystkich owadów, które po mroźnej i nawet bardzo długiej zimie od nowa opanowują świat. Dlatego każde otwieranie ula aż do rozpoczęcia pierwszych wiosennych lotów jest niepotrzebne i zimującej rodzinie może jedynie zaszkodzić.

Niekiedy w prasie pszczelarskiej znajdujemy opisy zimowego przeglądu rodziny pszczelej, dokonanego przez pszczelarza badacza – amatora. Przegląd taki, przeprowadzony czasem nawet w temperaturze poniżej zera ma dostarczyć informacji, jak to naprawdę wygląda gniazdo zimujących pszczół. Cóż, okazuje się, że jest tak, jak to opisano przed wielu laty w podręcznikach i rozbieranie gniazda zimą nie przyniesie żadnych korzyści ani poznawczych, ani nie wpłynie na zwiększenie produkcyjności pasieki. Przyrodę oczywiście obserwować trzeba, lepiej jednak robić to tak, by jej nie szkodzić. A więc w ładny jesienny dzień wybierzmy się na daleki spacer, natomiast pasiekę zwiedzajmy tylko z zewnątrz, sprawdzając, czy wiatr nie zrzucił daszka, któryś ul się nie przechylił i czy naszym podopiecznym nie przeszkadzają zwierzęta.

Wszystko bowiem, co ma mieć wpływ na jakość przezimowania pszczół należało zrobić dużo wcześniej. Przygotowanie rodzin do zimy rozpoczyna się po zakończeniu miodobrania z pożytków letnich, a więc w większości naszych pasiek „po lipie”. To wtedy wykonane prace decydują o kondycji zazimowanych rodzin i ich składzie biologicznym. O ilości, jakości i sposobie ułożenia zapasów decyduje termin i sposób karmienia, a o wentylacji zimującej rodziny konstrukcja ula oraz materiał, z jakiego jest on wykonany.

Właśnie wentylacja jest jednym z głównych aspektów decydujących o jakości przezimowania rodziny pszczelej. W tworzonym przez siebie kłębie zimowym pszczoły starają się utrzymać określone stałe parametry temperatury, wilgotności i stężenia gazów. Zimą jednak nie mogą w żaden sposób kierować wymianą gazową między atmosferą wnętrza ula a środowiskiem zewnętrznym, tak jak to ma miejsce w czasie ciepłych miesięcy wiosennych i letnich. A produkty przemiany materii wytwarzane przez zimującą rodzinę, czyli para wodna i dwutlenek węgla mają decydujący wpływ na przebieg  procesów fizjologicznych w organizmach pszczół. Zwłaszcza oddziaływanie pary wodnej na kondycję pszczół jest istotne, tym bardziej, że dzieje się to w panującej w ulu ciągu zimy niskiej temperaturze. A trzeba wiedzieć, że temperatura w ulu poza kłębem zimujących pszczół jest podobna do tej na zewnątrz ula i to bez względu na jego konstrukcję i rodzaj materiałów, z jakich jest on zbudowany. Dlatego kwestia ocieplenia zimującej rodziny nie jest tak istotna jak zapewnienie pszczołom właściwej wentylacji.

Zimą temperatura w centrum rodziny pszczelej, czyli w tworzonym przez nią zimowym kłębie, wynosi około 30°C i nigdy nie spada poniżej 22°, a po rozpoczęciu wychowu czerwia wzrasta do 34 ÷ 35°C. Źródłem ciepła są pochodzące z zapasów węglowodany, przetwarzane w procesie przemiany materii w organizmach pszczół na dwutlenek węgla i wodę. Zużycie zapasów w pierwszej części zimowli jest niewielkie i nie przekracza w średniej siły rodzinie 20 g na dobę. Do „spalenia” zawartych w nich cukrów potrzeba około 15 litrów tlenu, zawartego w ponad 70 litrach powietrza atmosferycznego. W wyniku tej przemiany powstaje prawie 90 litrów produktów gazowych, w skład których wchodzi ponad 15 litrów pary wodnej. W ciągu doby muszą być one wymienione na świeże powietrze.

Ilość powietrza w ulu nie jest jednak jednoznaczna z kubaturą ula, bowiem większą jej część zajmują plastry z zapasami, pszczoły, listewki ramek, a w późniejszym okresie także czerw. Dlatego powietrze ulowe to nie więcej niż połowa tej objętości ula, która jest wypełniona ramkami z zimującą rodziną. Na przykład w ulu wielkopolskim, którego kubatura (jednego korpusu) wynosi około 38 litrów, jest nie więcej niż 19 litrów powietrza, i to pod koniec zimowli. Teoretycznie więc „zużyte” powietrze, powstające w ciągu doby w ilości 90 litrów musi być wymienione ponad 5 razy na dobę. Zaokrąglając te dane można powiedzieć, że co godzinę z ula powinny wydostawać się 4 litry zużytego powietrza i tyle samo świeżego napływać do środka. Podane orientacyjnie ilości pary wodnej dotyczą pierwszej części zimowli. W drugim okresie, gdy pojawia się czerw potrzeby energetyczne znacznie się zwiększają, ponieważ temperatura w gnieździe musi być utrzymywana na znacznie wyższym poziomie. Ogólny metabolizm rodziny pszczelej zwiększa się również na skutek wychowu czerwia i wykonywania wszystkich prac z tym związanych. Wraz ze wzrostem spożycia zapasów (również pyłkowych) kilkakrotnie wzrasta produkcja pary wodnej i dwutlenku węgla. Gazy te muszą być usuwane poza ul w jeszcze większym tempie, niż na początku zimy.

Proces ten przebiega na zasadzie wymiany bezpośredniej przez wylotek i inne otwory wentylacyjne znajdujące się w ulu oraz na zasadzie dyfuzji, czyli wyrównywania stężeń składników powietrza w atmosferze ula i na zewnątrz. Dyfuzja przebiega przez otwory wentylacyjne i różne szczeliny w ścianach i daszkach uli

Duże stężenie pary wodnej w powietrzu znajdującym się wewnątrz ula negatywnie wpływa przede wszystkim na stan fizjologiczny pszczół. Wydzielanie pary wodnej z organizmu pszczół jest wtedy utrudnione, co bezpośrednio przekłada się na osłabienie ich kondycji i przedwczesne zamieranie. Pszczoły w środowisku wilgotnym żyją nawet kilka razy krócej niż w suchym, dlatego duża wilgotność względna powietrza ulowego jest jedną z istotnych przyczyn zwiększenia się osypu zimowego i strat zimowych.

Względna wilgotność powietrza zależy od jego temperatury. Uproszczając to zagadnienie można powiedzieć, że im niższa temperatura, tym mniej pary wodnej „mieści się” w tej samej objętości powietrza. Wtedy para wodna skrapla się na nie obsiadanych przez pszczoły plastrach, zatworach i ścianach ula. Później woda ta paruje, wtórnie zwiększając wilgotność powietrza ulowego. Wnętrze ula ulega dalszemu oziębieniu, gdyż wilgotne ściany ula, maty i poduszki, zamiast ocieplać gniazdo, schładzają je, po wchłonięciu wilgoci stają się bowiem dobrymi przewodnikami ciepła. Na plastrach i w pierzdze rozwija się pleśń, odsklepione zapasy chłoną wodę i fermentują. Wilgoci ciągle przybywa, ponieważ pszczoły muszą spożywać coraz więcej zapasów, by utrzymać temperaturę w kłębie. W czasie mrozów zdarza się, że skroplona woda zamarza na dnie ula lub tworzy sople pod ramkami.

Do takiej sytuacji dochodzi przede wszystkim w słabych rodzinach, obsiadających tylko parę plastrów i to na niewielkiej ich powierzchni. Natomiast w silnej rodzinie, gdzie pszczoły obsiadają całe plastry i ogrzewają przy tym powałkę oraz jedną ze ścian lub zatwór, woda nie skrapla się lecz opuszcza ul przez wylotek i inne otwory. Dlatego w konstrukcji ula niezmiernie ważną rzeczą jest odpowiednia lokalizacja otworów wylotowych, bowiem to głównie przez nie dokonywać się będzie wentylacja. Jest to tym ważniejsze, im mniejszą przepuszczalnością powietrza i pary wodnej charakteryzują się materiały, z których zbudowany jest ul.

Tradycyjne, wykonane z desek ule, oprócz otworów wylotowych posiadają w ścianach masę szpar i szczelin często nawet niewidocznych gołym okiem, przez które dokonuje się wentylacja zimą. Znaczenie ich dla wymiany gazowej jest tak duże, że gdy przed laty zalecano zamykanie na głucho wylotków na zimę, pszczoły mimo to przeżywały ten krytyczny okres i to często w nader zadawalającej kondycji. Dlatego bardziej ożywione dyskusje między pszczelarzami na temat zimowego oddychania pszczół zaczęły się po wprowadzeniu do użytkowania uli wykonanych z materiałów nieprzepuszczalnych. Najpierw były to płyty pilśniowe, później styropian i poliuretan. W takich szczelnych ulach pozostawienie jednego wylotka na zimę, nawet o świetle dwa razy większym niż te stosowane w ulach drewnianych, nie dawało dobrych efektów zimowania. Rodziny wychodziły z zimy osłabione, osyp był liczny, zapasy sfermentowane a plastry zapleśniałe, i to nawet w przypadku zimowania silnych, dobrze nakarmionych rodzin. Zaczęto więc poszukiwać rozwiązań mogących poprawić wentylację w takich ulach. Obecnie „fabrycznie” produkowane ule styropianowe mają szereg otworów zarówno w korpusie gniazdowym, jak i w powałce, daszku i dennicy, przez które może przebiegać wentylacja. Do tego wylotek posiada szerokość całego korpusu gniazdowego, a zmniejsza się go zasuwką z niewielkimi otworami wentylacyjnymi. Jednak samo udrożnienie wszystkich otworów proponowanych przez producentów uli nie jest równoznaczne z dobrym wynikiem zimowli. Dobra wentylacja bowiem to nie to samo, co przeciąg. Przeciągi bardzo niekorzystnie oddziaływują na kondycję wszystkich organizmów, a jest nim również kłąb zimujących pszczół. By się o tym przekonać spróbujmy się ochłodzić przebywając w delikatnie wentylowanym pomieszczeniu i, dla porównania, stojąc w bramie, korytarzu lub na klatce schodowej, po której hula wiatr podobnie jak w kominie. Identycznie jest z ulem: wytworzenie w nim typowego ciągu kominowego nie wyjdzie na dobre znajdującej się w nim rodzinie i mimo napływu świeżego powietrza skutki zimowli w takich warunkach mogą nie być zadowalające.

Dlatego pszczelarze gospodarujący w takich szczelnych ulach starają się wentylację usprawnić na inny sposób. Według znawców tematu doskonałym sposobem zapewnienia pszczołom świeżego powietrza jest zimowanie na tak zwanej poduszce powietrznej. Jest to nic innego jak pusty korpus lub półnadstawka, wstawiony między dennicę a korpus gniazdowy. Wtedy masa powietrza, z którą kontaktuje się kłąb zimujących pszczół jest znaczne większa niż w przypadku zimowli w jednym korpusie. Wymiana gazowa przebiega przez otwór wylotowy, który jest otwarty na całą szerokość, przy czym nie może on być za wysoki, by do ula nie dostawały się myszy i inne gryzonie. Niekiedy pszczelarze w tym dodatkowym korpusie umieszczają puste ramki z suszem, by znajdująca się w nim warstwa powietrza była bardziej stabilna. Omawianą „poduszkę powietrzną” może zapewnić zastosowanie głębokiej dennicy wielofunkcyjnej, w której w ciągu sezonu umieszcza się dennicowy poławiacz pyłku albo podkarmiaczkę.

Jeszcze inne rozwiązanie to zapewnienie wentylacji przez zastosowanie dennicy osiatkowanej. Dennica, której część powierzchni stanowi otwór wypełniony metalową lub plastikową siatką o średnicy oczek 2,5 ÷ 3 mm pozwala na ciągłą wymianę gazową, ale wokół zimujących pszczół nie ma przeciągu i rodzina zimuje dobrze. Niektórzy pszczelarze zwracają tylko uwagę na większe zużycie zimowych zapasów. Taka dennica może się przydać przy transporcie rodzin na pożytki i przy zwalczaniu warrozy (roztocze oszołomione w czasie leczniczego odymiania, przez siatkę spadają na ziemię i giną poza ulem).

Produktem oddychania oprócz wody jest dwutlenek węgla, którego pszczoły wydzielają prawie dwa razy więcej niż pary wodnej. Ma on również istotne znaczenie dla kondycji zimującej rodziny. Po pierwsze, jego duże stężenie spowalnia procesy życiowe u pszczół, co prowadzi do zmniejszenia zużycia zapasów i opóźnienia rozpoczęcia czerwienia. Po drugie, dwutlenek węgla powoduje szybsze zużywanie się sił witalnych pszczół, przez co przyspiesza ich starzenie się. Duże stężenie dwutlenku węgla tylko pozornie jest korzystne dla zimującej rodziny, bo chociaż pszczoły w źle wentylowanym ulu zużyją mniej pokarmu, to wcześniej osypią się ze starości. Dlatego lepiej zazimować rodzinę na ilości zapasów odpowiedniej do jej siły i zapewnić dobrą wentylację, niż liczyć na spowolnienie procesów życiowych i wynikające stąd oszczędności pokarmu. W świeżym powietrzu atmosferycznym stężenie dwutlenku węgla wynosi 0,025-0,03% i jest ono najbardziej właściwe dla przebiegu procesów życiowych zwierząt. We wnętrzu kłębu zimujących pszczół jest ono znacznie większe i może wzrosnąć aż do 4%. Przy wyższej zawartości dwutlenku węgla pszczoły będą narażone na uśpienie (porównywalne z usypianiem matki pszczelej do inseminacji), co się jednak nigdy nie zdarza. W ulach z rodzinami słabymi wolnej przestrzeni w ulu jest tak dużo, że nadmiar szkodliwego gazu może się rozcieńczyć do poziomu nie stanowiącego zagrożenia dla życia pszczół. Natomiast w silnej rodzinie zajmującej prawie całe gniazdo dyfuzja nadmiaru szkodliwych gazów przebiega bardzo dynamicznie, dzięki czemu stężenie dwutlenku węgla w kłębie utrzymuje się na stałym, bezpiecznym poziomie. W prawidłowo zazimowanej rodzinie w środku zimowli utrzymuje się ono