Współpraca

■ Forum Polanka
■ Katalog Pszczelarski
■ LTP
■ "Pszczelarstwo"
■ Pasieka
■ Pszczelarska Oficyna
■ PszczeliPark
■ Pszczoły.Pl
■ pszczoły.rolnicy.com
■ PWRSA
■ PZP
■ rolnicy.com
■ Sądecki Bartnik
■ SPP Polanka
■ ŁYSOŃ

Miód Polski

Ankieta I

Rasa pszczół w Twojej pasiece

  • kraińska (48%, 61 Votes)
  • Buckfast (23%, 29 Votes)
  • krzyżówki (10%, 13 Votes)
  • kaukaska (9%, 11 Votes)
  • włoska (6%, 7 Votes)
  • środkowoeuropejska (4%, 7 Votes)

Total Voters: 127

Loading ... Loading ...

Ankieta II

Do jakiej organizacji pszczelarskiej należysz?

  • - Polski Związek Pszczelarski (38%, 38 Votes)
  • - Nie należę do żadnej organizacji (38%, 38 Votes)
  • - Mam zamiar się przyłączyć (13%, 13 Votes)
  • - SPP Polanka (6%, 6 Votes)
  • - Związek niezrzeszony w PZP (5%, 5 Votes)
  • - Stowarzyszenie Pszczelarzy Zawodowych (0%, 0 Votes)

Total Voters: 99

Loading ... Loading ...
To view the gallery in a popup window, click here.

Sławomir Trzybiński – produkcja matek i odkładów pszczelich

Szkolenia i wykłady 2010 Trzybiński Sławomir Gospodarstwo Pszczelarskie

Moja pasieka zlokalizowana jest na wschodnim krańcu województwa wielkopolskiego. Liczy 300 rodzin pszczelich, utrzymywanych w ulach wielkopolskich i warszawskich zwykłych oraz poszerzanych. Pasieki rozmieszczone są na terenie gminy Kościelec w powiecie kolskim. Najważniejsze pożytki wykorzystywane przez pszczoły to wierzby, mniszek, rzepak, robinia, chabry, facelia i ogórecznik. Od początku lat 90-tych XX wieku specjalizuję się w produkcji matek pszczelich i odkładów. Moją dewizą jest wysoka jakość oferowanych produktów, a głównym celem najwyższa satysfakcja klientów.

W ofercie pasieki są:

Matki pszczele:

  • Kraińska
  • Kaukaska
  • Włoska
  • Buckfast

Odkłady trzyramkowe

Gospodarstwo Pszczelarskie

Sławomir Trzybiński Łęka 2

Wyświetl większą mapę

62-604 Kościelec tel : 501432752

Warto zobaczyć i poczytać:

Polskie Pasieki

Współczesna Gospodarka Pasieczna

Tak to się teraz robi

Tak to się teraz robi

Pogoda, pożytki, cechy pogłowia i zdrowotność – to czynniki od których zależy wielkość produkcji pasieki. Na pogodę wpływu nie mamy, na pożytek – też nie zawsze. Nie każdy pszczelarz może bowiem wędrować, więc pasiekę trzyma koło domu lub tam, gdzie ludzie mu pozwolą. Wtedy do warunków bazy pożytkowej trzeba dobrać pogłowie i opracować sposób gospodarowania. No i dbać o zdrowie, swoje i pszczół.

Znowu warroza

Gospodarować trzeba tak, by rodziny pszczele na obfity pożytek były bardzo silne. Ale gdy pożytek się skończy, wtedy pszczół nie powinno być za dużo, gdyż będą się nudzić, a mogą też zacząć głodować. W tym wszystkim musi być też uwzględnione skuteczne zwalczanie warrozy przez wykonanie jak najmniejszej liczby jak najbardziej skutecznych zabiegów.

warro

Warroza, którą mamy teraz w naszych pasiekach jest niezmiernie groźna i jednocześnie trudna do zwalczenia. Wynika to ze zmiany zachowania pasożytów, jeśli je porównamy z tym u roztoczy atakujących pszczoły w pierwszych dekadach inwazji, w latach 80- i 90-tych XX wieku. Współczesna warroza posiada odporność behawioralną na stosowane przez nas leki. Behawioralną, czyli wynikającą z zachowania pasożytów, a nie z procesów fizjologicznych zachodzących w ich organizmach.

Zachowanie się roztoczy, które prawie 40 lat temu zaatakowały nasze pszczoły, charakteryzowało się długim, trwającym około dwóch tygodni okresem foretycznym. Ten okres to czas przebywania samic Varroa na pszczołach dorosłych, czas przygotowujący je do odbycia cyklu rozrodczego, czyli wydania potomstwa. Cykl rozrodczy ma miejsce na zasklepionym czerwiu i trwa niecałe dwa tygodnie. W wyniku stosowania przez nas środków leczniczych na pasożyty przebywające na pszczołach, te roztocza mające długi okres foretyczny wyginęły. Ale wśród całej masy pasożytów były takie, które nie potrzebowały tak długiego okresu foretycznego. Trudniej je było zabić, gdyż dużo czasu przebywały na zasklepionym czerwiu. One przeżyły zabiegi i to ich potomstwo niszczy skutecznie nasze pasieki i sprawia, ze tradycyjne metody zwalczania szkodników są mało efektywne.

Ponieważ większość swojego życia pasożyty przebywają na czerwiu, to są niedostępne dla aplikowanych przez nas środków leczniczych. Za to na czerwiu się rozmnażają i robią to znacznie bardziej intensywnie niż kiedyś. Zapłodniona samica Varroa wchodzi do komórki plastra z larwą pszczelą lub trutową. Po dwóch tygodniach wychodzi z wychowaną przez siebie córką, najczęściej też już zapłodnioną. Może się jej udać wychować dwie córki, a na czerwiu trutowym trzy lub nawet cztery!

Następnie zamiast „odpoczywać” przez dwa tygodnie na dorosłej pszczole i dać się zabić pszczelarzowi, który zastosuje środek leczniczy, już po kilku dniach lub nawet kilku godzinach wchodzi znów do komórki z larwą. Ona i jej córka. Znowu wychowują potomstwo i robią to tak długo, jak długo jest czerw. Dlatego tempo rozwoju populacji warrozy jest bardzo szybkie. Opisanym sposobem może w ciągu sezonu liczba pasożytów w rodzinie zwiększyć się tysiąckrotnie! Jeśli na przedwiośniu po zimie w ulu było kilkadziesiąt pasożytów, to w sierpniu będzie ich kilkadziesiąt tysięcy. Rodzina przestanie istnieć jeszcze przed zimą.

Jakie potrzeby, taka gospodarka

Należy więc zastosować taką metodę gospodarowania, która pozwoli wykonać zabiegi niszczące pasożyty w momencie, gdy w gniazdach nie ma czerwiu zasklepionego. Tylko wtedy substancje lecznicze dotrą do wszystkich roztoczy i je zabiją. Przy czym przerwa w wychowie czerwiu lub jego silne ograniczenie nie może wpłynąć negatywnie na działalność produkcyjną naszej pasieki. Mało tego, przerwa w czerwieniu powinna umożliwić lepsze wykorzystanie potencjału produkcyjnego naszych pszczół.

Ale gdy pszczoły szczęśliwie zimę przeżyją i ku naszej radości błyskawicznie rozwijają się wiosną, zaczyna nas trapić co innego. To nastrój rojowy, w który silna rodzina niepostrzeżenie wejdzie i z którego trudno będzie ją wyprowadzić. Rój ucieknie, a osłabiony macierzak już nie da takiej produkcji, jakiej oczekujemy od rodziny, która się nie wyroiła.

Tym niepowodzeniom zapobiegniemy stosując właściwą gospodarkę, której zasadniczym elementem jest dokładne kierowanie rozwojem rodziny, czyli obfitością czerwienia matek w określonych częściach sezonu. Potencjał reprodukcyjny młodej matki pszczelej – a tylko takie powinny być w naszych ulach – jest ogromny. Tempo rozwoju dobrze odżywionej rodziny zadziwia, zwłaszcza w okresie wiosennym. Ale pożytki z których korzysta nasza pasieka, nie zawsze są wystarczająco obfite, zwłaszcza gdy jest to pasieka stacjonarna.

Dlatego czerwienie należy odpowiednio ograniczać, mając na uwadze okresy w których pszczół nie będzie już potrzeba tak dużo jak w czasie występowania obfitego pożytku. Na ogół w naszych pasiekach stacjonarnych pszczoły mają dużo pracy przy zbiorze nektaru z wiosennych pożytków. Pomijając te najwcześniejsze, jak podbiał, wierzby, klony i krzewy owocowe, które stanowią pożytki rozwojowe, miód będziemy mieli z mniszka, rzepaku, akacji, rzadziej z lipy, facelii i gryki. Czyli dużo pszczół w różnym wieku, w tym zwłaszcza zbieraczek potrzeba do pierwszej połowy lipca, czasem nawet jeszcze krócej. Jeśli później wokół pasieki robi się bieda, wielka siła naszych rodzin nie jest potrzebna. Niepotrzebnie wychowane na ten okres pszczoły nie będą pracować. Ale jeść muszą, choć nic dla swojego pszczelarza już w tym roku nie zrobią. Nie przyniosą miodu, bo nie ma pożytku, a do zimy nie dożyją. Co najwyżej, jeśli pożytki skończyły się w połowie czerwca, jeszcze zdążą się wyroić, i to nawet kilka razy.

Matka za kratą

Aby nie produkować tych do niczego niepotrzebnych nam pszczół, należy matkę ograniczyć na niewielu plastrach, za kratą odgrodową. Najlepiej nadaje się do tego izolator na trzy ramki. Umieszczamy tam matkę w momencie największego rozwoju rodziny, jeszcze w maju, na ramkach z jasnym suszem, który od razu zaczerwi. Stosujemy się tutaj do reguły Taranowa. Mówi ona, że rodzinę do pożytku należy zacząć przygotowywać na 51 dni przed jego rozpoczęciem. Natomiast ograniczać rozwój należy zacząć 29 dni przed zakończeniem obfitego wziątku. Przez 51 dni w ulu urodzi się dużo pszczół i będą one w wieku stosownym do rozpoczęcia pracy na obfitym pożytku. Zaś 29 dni przed końcem ostatniego pożytku obfite czerwienie powinno się zmniejszyć, bo każda pszczoła wygryziona później nie będzie miała co robić. Ten pierwszy wymóg zrealizowaliśmy jeszcze w poprzednim sezonie, gdyż okres od przyjścia wiosny do rozpoczęcia kwitnienia pierwszych ważnych roślin pożytkowych był bardzo krótki. Jednym słowem, nasze pszczoły wyszły bardzo silne już z zimy. Ale ten drugi moment należy określić bardzo dokładnie biorąc jednocześnie pod uwagę stan biologiczny rodzin, zwłaszcza tych najsilniejszych. Mogą one już „myśleć” o wyrojeniu się i będzie to najlepszy czas na ograniczenie czerwienia matek. Jeśli najważniejszym i ostatnim pożytkiem jest robinia akacjowa, a to dotyczy bardzo wielu polskich pasiek na terenach nizinnych, będzie to połowa maja. Akacje bowiem skończą kwitnienie około 10 – 15 czerwca. W lata o wcześniejszej i ciepłej wiośnie może to być jeszcze wcześniej.

Czerwienie zostaje ograniczone i na czas po zakończeniu pożytku nie będzie nadmiaru pszczół, tych które by się potem roiły lub głodowały. Jeśli pszczoły chcą się roić wcześniej, rój wróci, bowiem matka pozostaje w izolatorze. Liczba składanych jajeczek jest pod pełną kontrolą pszczelarza. Jeśli istnieje taka potrzeba, czerwienie można zwiększyć wymieniając ramki w izolatorze na węzę lub młody susz.

Po zakończeniu pożytku matkę wypuszczamy, a izolator zabieramy. Rodzina się nie wyroiła. W ulu zamiast ogromu bezrobotnych pszczół mamy wszystkie plastry wypełnione miodem, oczywiście oprócz tych trzech z izolatora. Miód trzeba odwirować, a pszczoły jeszcze tego samego dnia nakarmić. Obfity pożytek się skończył i nie możemy liczyć na to, że pszczoły pokarm „skądś sobie przyniosą”. Do tego teraz matka ma zacząć obficie czerwić. Właśnie z tego czerwiu powstaną pszczoły, których zadaniem będzie przeżycie zimy. Ma ich być bardzo dużo, by w przyszłym roku nasza pasieka znów dobrze wykorzystała wczesne pożytki towarowe.

Oczywiście matkę, jeśli jej kondycja nas nie zadowoliła, możemy wymienić na młodą. Robimy to przy okazji wypuszczania jej z izolatora, dzięki temu później nie będzie trzeba jej szukać. W jej miejsce dajemy młodą, ze sprawdzonym czerwieniem, która natychmiast przystąpi do składania jajeczek i doprowadzi swoją rodzinę do wielkiej siły przed zimą.

Co z warrozą?

Warroza, która z pewnością była w ulu, przez cały czas intensywnego wiosennego rozwoju rodziny też mnożyła się tak samo dynamicznie jak nasze pszczoły. Jeśli jest jej naprawdę dużo, musimy ją właśnie teraz zlikwidować. Do sytuacji, by była widoczna na dorosłych pszczołach nigdy nie można dopuścić, ale powinniśmy skontrolować zasklepiony czerw z izolatora. Jeśli na losowo wybranych kilkudziesięciu poczwarkach jest dużo pasożytów, należy ten czerw zlikwidować. To niehumanitarne, ale jeszcze bardziej okrutne byłoby pozostawienie go, by się wygryzł, a wraz z nim wyjdą pasożyty gotowe do dalszego rozmnażania. Prawie wszystkie roztocza są na czerwiu i po jego zabraniu wystarczy jeden zabieg leczniczy, by rodzinę całkowicie wyczyścić z choroby. Można to zrobić spalając jedną tabletkę Apiwarolu lub stosując kwas mrówkowy czy szczawiowy. Rodzina będzie wolna od pasożytów.

Pożytki się skończyły, a matki w ulach czerwią w najlepsze, gdyż są do tego zachęcane naszym karmieniem. Czerwiu jest coraz więcej, a pszczoły z niego powstałe będą w doskonałej kondycji. Ale warroza nie śpi, codziennie może przybywać do naszej pasieki od innych mniej zapobiegliwych pszczelarzy. Przyniosą ją nasze pszczoły: zadowolone, dobrze odżywione i silne, mimo dostatku pokarmu w swoim gnieździe nie przestają penetrować okolicy w poszukiwaniu pożytku. Taka już jest ich natura, że nawet gdy mają u siebie wszystko, zapobiegliwość nie pozwala im spocząć na laurach. Jeśli znajdą mniej zadbaną pasiekę, czyli taką w której pszczoły są słabe i pewnie do tego chore, na pewno się nią zainteresują. Łatwo może dojść do rabunku, a z nim do przeniesienia warrozy.

Dlatego zabieg po ostatnim miodobraniu nie był ostatnim w tym sezonie. Nie możemy przecież zazimować z naszymi pszczołami warrozy, gdyż w przyszłym roku moglibyśmy już jej nie opanować. Wykonamy jeszcze jeden zabieg, ale też w sytuacji całkowitego braku czerwiu.

Jak wykazały badania polskich naukowców, przeprowadzone jeszcze w latach 60-tych XX wieku, najlepiej są przygotowane do zimy pszczoły wychowane z jajeczek złożonych w drugiej połowie lipca i w sierpniu. Powinny się wygryźć do 10 września. Pszczoły późniejsze nie będą miały już tak doskonałej kondycji i wiele z nich zginie w czasie zimy. Czerwienie matek może więc ustać już w dniu 20 sierpnia, bez żadnej szkody dla przygotowywanej do zimy rodziny.

Drugi izolator

By matka nie składała jajeczek, nie może mieć dostępu do plastrów. By tak się stało, należy ją zamknąć w bezplastrowym izolatorze z kraty odgrodowej, znanym jako izolator Chmary. Dr Petro Chmara to ukraiński pasiecznik, który opracował i rozpropagował metodę zwalczania warrozy bez użycia chemicznych środków roztoczobójczych. W jego metodzie matkę należy zamknąć w takim właśnie izolatorze, już na początku września. Izolator umieszcza się w środku przygotowywanej do zimy silnej rodziny. Pozostaje ona w nim przez sześć miesięcy, aż do początku marca. Przez to w gnieździe przez ten okres, całą jesień i zimę, w ogóle nie ma czerwiu. Wszystkie samice Varroa w tym czasie zginą ze starości. Wiosną w rodzinie nie będzie już żadnych pasożytów.

Metoda wydaje się idealną, ale próby zastosowania jej na polskim gruncie nie zawsze dały dobre rezultaty. Przede wszystkim w słabszej rodzinie zimą pszczoły mogą opuścić część gniazda z izolatorem i matka wtedy zginie. Jednak zamknięcie matki tylko na czas karmienia, na jedyne 21 dni, nie spowoduje problemów w rodzinie. Już przed wielu laty niektórzy nasi pszczelarze zamykali matki na okres karmienia w klateczce wysyłkowej lub matecznikowej po to, by całkowicie wyeliminować czerwienie. Dzięki temu zapas zimowy będzie gromadzony w plastrach znajdujących się w środku gniazda, z których właśnie wygryza się czerw.

O tę samą ideę chodzi w zaprezentowanej metodzie. Matka nie może czerwić przez trzy tygodnie, od 20-tego sierpnia. Właśnie w tym czasie wygryzą się wszystkie pszczoły, a wraz z nimi ewentualna warroza. Jednocześnie karmimy pszczoły na zimę, podając duże dawki syropu. Pszczoły magazynują go w plastrach, na których uwiąże się kłąb zimowy. Zostaną one prawie w całości wypełnione pokarmem.

Dziesiątego września wypuszczamy matkę i zabieramy izolator. W ulu nie ma wcale czerwiu, za to jest pełno młodych pszczół i gniazdo pełne zimowego zapasu. Przeprowadzamy jeden zabieg przeciw warrozie. Jest on skuteczny, ponieważ wszystka warroza znajduje się na pszczołach. Matka złoży w tym roku już niewiele jajeczek, gdyż niewiele jest w plastrach wolnych komórek. Pszczoły nie będą pracować, bo nie ma czerwiu do karmienia i pójdą do zimy w wystawowej kondycji. Cała warroza została zwalczona, ale niech to nie uśpi naszej czujności! Jeszcze do listopada pszczoły będą latać i przynosić do naszej zdrowej pasieki roztocza z innych, mniej zadbanych rodzin. Dlatego w listopadzie lub na początku grudnia należy wykonać jeszcze jeden zabieg leczniczy. W tak późnym czasie można stosować tylko kwas szczawiowy. Podaje się go w formie własnoręcznie przygotowanego roztworu kwasu o stężeniu 3,2%, w syropie cukrowym. Można też zastosować jeden z dostępnych na rynku preparatów: BeeVital HiveClean lub VarroMed. Zarówno nasz roztwór, jak i polecane preparaty aplikujemy polewając pszczoły w uliczkach międzyramkowych, w ilości 5 cm3 na uliczkę. O tak późnej porze w gniazdach na pewno nie ma czerwiu i zabieg będzie w 100 procentach skuteczny.

Zastosowanie właściwych sposobów gospodarki pozwala dobrze wykorzystać dostępne, nie zawsze najlepsze pożytki oraz nie dopuścić do rozwoju chorób. Do tego utrzymać w ryzach naturalny popęd pszczół, jakim jest dążność do żywiołowego rozmnażania się. Nastrój rojowy był bowiem potrzebny żyjącym w naturze pszczołom, by ten gatunek nie zaginął i zajmował coraz szersze tereny. Ale w racjonalnej gospodarce to pszczelarz decyduje o liczebności pogłowia i jego właściwościach.

Omówiona metoda dotyczy specyficznych warunków pożytkowych, w jakich jest prowadzona pasieka. Pożytki są wczesne, w maju i czerwcu dość obfite, później zaś słabsze lub nie ma ich wcale. W takich warunkach gospodaruje większość naszych pszczelarzy. Ale dla pasieki wędrownej, korzystającej z obfitych pożytków, następujących po sobie przez cały sezon, należy zastosować inny sposób gospodarowania. W nim także musimy zadbać o zdrowie pszczół, doprowadzić rodziny do optymalnej kondycji na czas pożytków, właściwie przygotować je do zimy i wyeliminować wychodzenie rojów.

izolatory trzy-ramkowe

3ram

izolator Chmary

izolator chmara

W 2019 roku matki znakujemy kolorem zielonym

w 2015 roku matki pszczele znakujemy kolorem niebieskim

w 2019 roku matki pszczele znakujemy kolorem zielonym

 

Pszczelarz początkujący

Kilka informacji dla początkującego pszczelarza

Rozpoczyna się nowy sezon. My, pszczelarze doświadczeni, niektórzy „z dziada – pradziada”, inni dopiero początkujący, wiemy dobrze, co trzeba robić w naszych pasiekach. Ale są też młodsi koledzy (nie zawsze wiekiem), którzy zechcą rozpocząć w tym roku przygodę z pszczołami. Powitajmy ich serdecznie w naszym gronie, służmy radą i pomocą i nie żałujmy życzliwości. A ze strony redakcji – dajemy garść porad dla pszczelarskich kandydatów, których oby było jak najwięcej!

Gdzie ustawić ule?

Ule z pszczołami powinny być ustawione w zacisznym spokojnym miejscu, osłoniętym od wiatrów. Miejsce to powinno być lekko zacienione. Najlepiej jest, gdy ule stoją na łagodnym zboczu o południowo-wschodniej wystawie. Do pasieki nie powinni mieć dostępu postronni ludzie ani zwierzęta. Pasieka powinna być oddalona od miejsc uczęszczanych przez ludzi. Jeżeli jest to niemożliwe, należy ją ogrodzić wysokim na 2 metry parkanem lub gęstym żywopłotem. Do pasieki powinniśmy mieć łatwy dostęp, a jeszcze lepiej dojazd samochodem.

pasieczysko

pasieka

Pasieka stacjonarna powinna być ustawiona w terenie obfitującym w rośliny dostarczające przez cały sezon nektaru i pyłku. Skupiska tych roślin nie powinny być oddalone od pasieki dalej niż 1,5 km, gdyż dalsze loty są dla pszczół bardzo męczące i nieproduktywne.

Co potrzebujemy idąc do pszczółek

Podstawowe urządzenie używane przez pszczelarza do pracy przy pszczołach to podkurzacz. Służy do wytwarzania dymu, którym uspokajamy pszczoły. Jako paliwo do podkurzacza należy używać wierzbowe próchno, specjalne brykiety i granulki trocinowe lub mieszanki próchnowo-ziołowe. Do podważania i rozsuwania ramek i rozdzielania korpusów służy dłuto pasieczne, a do zgarniania pszczół szczoteczka pasieczna.

podkurzacz

podkurzacz

W pustych ramkach przed włożeniem ich do ula umieszczamy węzę pszczelą. Węza taka jest wtapiana elektrycznie w naciągnięte wcześniej druciki. Węzę kupujemy w sklepach ze sprzętem pasiecznym. Jeśli mamy już wosk, możemy za dopłatą wymienić go na węzę w sklepie pszczelarskim. Można też węzę wykonywać we własnym zakresie. Potrzebne do tego będą specjalistyczne walce lub praska do wyrobu węzy.

Ramki z miodem przenosimy z pasieki do pracowni w transportówce zabezpieczonej przed dostępem pszczół.

Jak się ubrać?

Pszczoły bronią siebie i swoich produktów używając do tego żądeł. W trakcie użądlenia w skórę jest wprowadzana malutka kropla jadu pszczelego. Powoduje on ból, obrzęk skóry, a u osób uczulonych groźne powikłania alergiczne. Dlatego pszczelarz przed żądleniem zabezpiecza się odpowiednim ubiorem.

bluza z kapeluszem

bluza z kapeluszem

Jeśli na dworze jest ciepło, a pszczoły są łagodne, wystarczy założyć biały fartuch laboratoryjny. Kapelusz z siatką założymy dopiero wtedy, gdy poczujemy zagrożenie ze strony pszczół. Jeśli bardziej obawiamy się użądleń, możemy ubrać się w bluzę pszczelarską z siatkowym kapeluszem lub maską. Najbardziej skuteczną ochronę zapewni jednoczęściowy kombinezon. Gdy na dworze jest gorąco, możemy go założyć bezpośrednio na gołe ciało, gdyż profesjonalne ubrania pszczelarskie są wykonane z bardzo wysokiej jakości delikatnych tkanin. Przy niższych temperaturach warto założyć coś pod spód. Rozmiar kombinezonu starannie dobieramy i by nie było nam zbyt ciasno, powinniśmy kupić ubiór o jeden numer większy.

Obuwie do pracy w pasiece musi być wygodne i jednocześnie szczelne. Rozdrażnione pszczoły szybko znajdą nieosłonięte części ciała i mogą żądlić. Ponieważ pasieka znajduje się w naturalnym terenie, buty muszą być tak dobrane, by wyeliminować możliwość kontuzji. Gdy pracujemy przy ładnej pogodzie, najlepsze będzie obuwie sportowe o niskiej, płaskiej podeszwie. Jeśli jest mokro zakładamy wygodne gumowe buty.

Najlepsze zabezpieczenie przed żądlącymi pszczołami i jednocześnie najlepsze samopoczucie w pracy zapewni kombinezon z otworami wentylacyjnymi.

Do ochrony rąk służą specjalistyczne pszczelarskie rękawice, wykonane z delikatnej skóry i płótna. Zakładamy je dopiero wtedy, gdy pszczoły mogą się bardzo złościć, na przykład kiedy musimy wykonać ważne prace w pasiece przy nie najlepszej pogodzie, deszczu i silnym, zimnym wietrze. Wszystkie czynności przy obsłudze rodziny pszczelej wymagają dużej precyzji i użycie rękawic może prowadzić do gniecenia pszczół.

Kupujemy pszczoły

Aby zostać pszczelarzem, można kupić „gotową” pasiekę od pszczelarza, który z jakiegoś względu ją zmniejsza lub likwiduje. Najczęściej jednak kupuje się odkłady oferowane przez pasieki hodowlane. Odkład jest to mała rodzina pszczela stanowiąca zaczątek pełnej rodziny. Odkład kupuje się w maju lub czerwcu i zasiedla w pustym ulu. Jeżeli w tym czasie pogoda nie sprzyja lotom pszczół lub w okolicy pasieki brakuje miododajnych kwiatów, odkład należy podkarmić syropem lub ciastem.

Kupujemy pszczoły

Kupujemy pszczoły

Zakładanie pasieki przy użyciu przypadkowo złapanego roju jest ryzykowne, gdyż nie jest znana jego zdrowotność oraz pochodzenie i wiek matki.

Co zrobić z miodem?

Miód, po odwirowaniu z plastrów w miodarce, przecedzeniu i sklarowaniu, przechowuje się w pojemnikach zbiorczych lub od razu w naczyniach detalicznych. Pomijając ten przeznaczony do spożycia w swoim domu, miód sprzedajemy. Sprzedać go można w hurcie, podmiotom skupującym miód lub, w celu uzyskania wyższej ceny, bezpośrednio odbiorcom detalicznym. Naczynia z miodem należy przechowywać w czystym, ciemnym pomieszczeniu, w temperaturze od 5 do 18 stopni.

Co zrobić z miodem? Można i tak...

Co zrobić z miodem? Można i tak…

By móc sprzedawać miód konsumentom, musimy mieć zarejestrowaną sprzedaż bezpośrednią. Rejestracji dokonuje się w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii, właściwym dla powiatu, w którym znajduje się pracownia, gdzie będziemy miód wirować i rozlewać. By sprzedaż mogła być zarejestrowana, pracownia musi być wyposażona w atestowane urządzenia do pozyskiwania, obróbki i przechowywania miodu. Pracownia musi być zbudowana tak, by łatwo można było w niej utrzymać czystość.

Ile to kosztuje?

Założenie pasieki to inwestycja, która powinna się zwrócić po 1 – 2 sezonach. Nowy ul bez pszczół to wydatek od 300 do 400 zł. Odkład do zasiedlenia ula kosztuje od 200 do 300 zł. 1 kg węzy kosztuje około 50 zł. Jest to około 20 plastrów (typ wielkopolski), co wystarczy na ul składający się z dwóch 10 – ramkowych korpusów. Komplet ramek drewnianych lub plastikowych, każda po około 2 zł, to kolejne 40 zł. Drobny sprzęt pszczelarski: podkurzacz od 38 do 100 zł, dłuto i szczoteczka – około 30 zł.

Koszty założenia pasieki

Ile kosztuje założenie pasieki?

Ul powinien wystarczyć na co najmniej 20 – 30 lat w gospodarce stacjonarnej i 10 lat w gospodarce wędrownej. Z jednej rodziny w pasiece stacjonarnej pozyskujemy 10 – 20 kg miodu rocznie, a w wędrownej 30 – 40 kg. Przy większym zaangażowaniu pszczelarza i korzystnej pogodzie miodu może być dużo więcej.

Dość kosztowne jest wyposażenie pracowni, ale sprzęt do niej kupujemy tylko raz, gdyż jest on bardzo trwały. Najmniejsza miodarka kosztuje 700 zł, wanienka do odsklepiania 110 zł, zakup sit, odstojników, pojemników i sprzętu do odsklepiania plastrów to wydatek kilkuset zł. Dodatkowo pracownia może być wyposażona w urządzenie do kremowania miodu, jego dekrystalizacji, pompowania, standaryzacji, konfekcjonowania i inne.

Najtańsza topiarka do wosku kosztuje około 500 zł.

Kapelusz pszczelarski z siatką to wydatek 30 zł, fartuch laboratoryjny 70 zł, bluza pszczelarska od 75 zł, a za jednoczęściowy kombinezon zapłacimy od 111 zł.

Na zakup lekarstw do zwalczania warrozy wydamy na jedną rodzinę od 10 zł rocznie. Koszt zakupu dopuszczonych do stosowania leków jest refundowany przez Agencję Rynku Rolnego w ramach Krajowego Programu Wsparcia Pszczelarstwa. Najtańszymi środkami do zwalczania warrozy są kwasy organiczne.

Miód w Polsce sprzedaje się w cenie od 11 zł w hurcie za 1kg i od 15 zł w detalu. Przy właściwym marketingu ceny mogą być dużo wyższe. Najwyższe ceny osiągają miody: wrzosowy, spadziowy, lipowy i akacjowy.

Wszystkim początkującym pszczelarzom zainteresowanym informacjami o zakładaniu pasieki proponujemy numer specjalny dwumiesięcznika „Pasieka” http://pasieka24.pl/index.php/biblioteczka-pszczelarza-z-pasja-ksiazki-pasieki/151-jak-zostac-pszczelarzem

U nas w Tanzanii

„U nas w Tanzanii”, Pasieka 2016

Pszczelarstwo to dziedzina życia i gospodarki mająca przed sobą wielką przyszłość. Pszczoły z racji swojego umiejscowienia w przyrodzie i wytwarzanych przez siebie produktów zawsze będą w obszarze zainteresowań ludzi. Pszczoły nie tylko ratują środowisko, mogą być też motorem postępu gospodarczego, pomogą zwalczyć bezrobocie i pozwolą zarobić pieniądze.

trzybinski_tanzania

Sławomir Trzybiński – Tanzania, Afryka (2016)

Tanzania - pszczelarstwo

Tanzania – pszczelarstwo

Stąd ogromne perspektywy dla rozwoju pszczelarstwa w krajach rozwijających się. U nas, w Europie pszczół jest wciąż za mało i jest miejsce na wiele uli. Ale są kraje, gdzie pszczół jest jeszcze mniej, a warunki dla pszczelarstwa są znakomite. Determinuje je klimat bardzo sprzyjający dla chowu pszczół. Są na Ziemi miejsca w których przez cały rok jest lato i pszczoły mogą pracować przez wiele miesięcy. Z braku zimy nie trzeba ich karmić, co zmniejsza koszty utrzymania pasieki. Ale brakuje myśli technicznej niezbędnej do rozwoju gospodarki.

Pod równikiem

Takim krajem jest leżąca w równikowej Afryce Tanzania. Kraj to przepiękny i ogromny, o powierzchni trzy razy większej od Polski i zamieszkiwany przez ponad 40 milionów ludzi. Tanzanię mieliśmy okazję odwiedzić w połowie grudnia na zaproszenie jednej z miejscowych firm branży sektora rolno – spożywczego. Przedsiębiorstwo ma siedzibę w mieście Mwanza. To drugie co do wielkości miasto Tanzanii, liczące prawie milion mieszkańców, położone na południowym brzegu Jeziora Wiktorii. Firma zajmuje się przetwórstwem ryb odławianych w jeziorze. Notabene jezioro ma powierzchnię 68 tys. km2, przypomina więc całkiem spore morze. Inna dziedzina działalności firmy to fermowa produkcja drobiu i jaj, uprawa warzyw pod osłonami oraz chów przepiórek. Menadżerowie firmy chcą poszerzyć ofertę handlową o miód pozyskiwany z roślin pożytkowych kwitnących na okolicznych polach. Stąd pomysł założenia pasieki, która docelowo ma liczyć 3 tysiące rodzin pszczelich. Na razie są ambitne plany i poszukiwanie wiedzy oraz technologii, które te pomysły pozwolą ziścić.

akacja

akacja

Warunki przyrodnicze Tanzanii są zachęcające dla rozwoju pszczelarstwa. Trwające cały rok lato dzieli się na porę deszczową i suchą. Na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego i Jeziora Wiktorii jest wilgotno, a w środkowej części kraju klimat jest bardziej suchy. W błotnistej, tłustej, brązowej lub czerwonawej glebie uprawia się ryż, kukurydzę i trzcinę cukrową, a na drzewach dojrzewają orzechy kokosowe, mango, papaja, ananasy i banany. Jest upalnie i zielono, można więc się spodziewać, że pszczoły będą miały z czego zbierać miód, gdyż wszędzie jest pełno akacji, eukaliptusów i innych drzew i krzewów u nas zupełnie nieznanych. Nie ma tropikalnej puszczy ani pustyni i krajobraz przypomina trochę ten znad Wisły. Zresztą w Tanzanii pszczoły są, ten kraj to duży producent i eksporter miodu i wosku.

Odwiedzona przez nas firma na razie dysponuje kilkudziesięcioma rodzinami pszczelimi mieszkającymi w snozowych ulach, każdy o pojemności porównywalnej z jednym korpusem Langstroth’a. Pszczoły budują plastry w dowolnym, wybranym przez siebie układzie, co trochę utrudnia obsługę pasieki. Część uli wisi na gałęziach drzew, umocowanych na drutach lub sznurach, co zabezpiecza pszczoły przed inwazją wszechobecnych mrówek. W planie jest zorganizowanie szeregu pasiek, które będą się składać z typowych wielokorpusowych uli Langstroth’a z kratą odgrodową i siatkową powałką. Ule będą stać w zadaszonych pawilonach – wiatach, na dźwigarach umieszczonych wysoko nad ziemią. Elementy konstrukcyjne dotykające ziemi będą zabezpieczone przed przechodzeniem mrówek odpowiednimi substancjami chemicznymi.

Pszczoły

W ulach mieszkają prawdziwe pszczoły afrykańskie Apis mellifera scutellata. Są nieco mniejsze od naszych pszczół europejskich, ubarwione jasnobrązowo, z paskowanym na żółto odwłokiem. Komórki w plastrach też są mniejsze i w pasiece będzie stosowana węza o małej komórce 4,9 mm. Pszczółki są płochliwe, dość agresywne i rojliwe. Gromadzą mniej miodu niż nasze pszczoły, gdyż nie muszą przetrwać długiej zimy. To one są jednymi z protoplastów słynnych amerykańskich zafrykanizowanych pszczół – zabójczyń, znanych wszystkim z sensacyjnych doniesień prasowych i filmów grozy.

pszczoły afrykańskie A. Mellifera scutellata

pszczoły afrykańskie A. Mellifera scutellata

Pszczółki te rzeczywiście wydają się bardziej „nerwowe” od pszczół europejskich, ale tę cechę można opanować obchodząc się z nimi z należytym spokojem i szacunkiem. Afrykański pasiecznik zdejmuje z gałęzi ul i przenosi go w wygodniejsze do obsługi miejsce. Już sam proceder rozsupływania splątanego sznura lub drutu drażni pszczoły, gdyż ul przechyla się i kręci. Pszczoły zaczynają się bronić, pszczelarz więc szybko przenosi zdjęty ul i zazwyczaj przerażony rzuca go na ziemię. To wystarczy, by rozeźlone pszczoły „dały popalić” zarówno pszczelarzowi, jak i innym znajdującym się w pobliżu osobom, co jest przecież zupełnie zrozumiałe.

Ale przy „Afrykankach” można pracować tak jak przy naszych Krainkach i rozbierać całe gniazdo, odnaleźć i oznakować matkę, przesiedlić rodzinę do innego ula czy ją podzielić. Wszystkie czynności należy wykonywać spokojnie, co jest podstawową zasadą pracy przy każdych pszczołach. Tamtejsi pszczelarze nie wyobrażają sobie pracy bez szczelnego kombinezonu z siatką i bez rękawic. Tymczasem pszczółki afrykańskie to stworzenia bardzo przyjazne i obsługa ich gołymi rękoma, przy użyciu niewielkich ilości dymu, jest zajęciem nader przyjemnym. Nawet ewentualne użądlenia są mniej bolesne od tych zbieranych od naszych pszczół, bowiem żądło jest mniejsze i zawiera mniejszą dawkę jadu.

Nasza misja

Na tanzańską wyprawę wyruszyły dwie osoby: Janusz Mrożek, będący głównym technologiem w firmie „Łysoń” oraz autor niniejszej relacji. Przedstawiciele handlowi firmy z afrykańskiej Mwanzy przed kilkoma miesiącami zakupili urządzenia do pozyskiwania i konfekcjonowania miodu, ale na miejscu pojawił się problem z programowaniem i użytkowaniem tego sprzętu. Do tego potrzebowali porady, jak prawidłowo poprowadzić wielką pasiekę, i jak ją wcześniej zbudować startując z zaledwie kilkudziesięcioma rodzinkami miejscowych dzikich pszczół.

Tanzania to dynamicznie rozwijający się kraj, do niedawna jednak zaliczany do grupy krajów trzeciego świata. Możliwość wprowadzania współczesnych technologii we wszystkich dziedzinach życia daje nadzieję, że Tanzania już niedługo stanie się nowoczesnym i bogatym krajem. Do tego dochodzi ciepły, przyjazny klimat i ludzie, niezmiernie życzliwi i zawsze uśmiechnięci. Obecnie to najspokojniejszy z krajów afrykańskich, wolny od terroryzmu na tle religijnym i zorganizowanej przestępczości. Przyjemnie było przez tydzień pracować z miejscowymi ludźmi, którzy byli nieskończenie otwarci na wiedzę i cieszyli się, że będą mogli robić rzeczy wcześniej dla nich niepojęte. Egzotyka pszczół wciąga przecież każdego, a w tym pięknym kraju, gdzie grudniowe noce aż dyszą miodowymi zapachami jest wprost wszechogarniająca.

Najlepsza pszczoła

Afrykańskie pszczoły mają bardzo ważną cechę niespotykaną u naszych pszczół. To wyjątkowo dobrze rozwinięte zachowania higieniczne, dzięki którym usuwają one z ula wszelkie obce organizmy. Sprawia to, że pszczoły są odporne zarówno na warrozę jak i na małego żuczka ulowego. Z pewnością każdy pszczelarz, nawet ten nie znający problemów światowego pszczelarstwa wie, jak ważna to cecha. Istnienie pszczół jest zagrożone właśnie przez te dwa pasożyty. Na całym świecie pszczoły giną wskutek porażenia przez warrozę, a w krajach o ciepłym klimacie dochodzi do tego niszczycielska działalność chrząszcza Aethina tumida. Warrozy w rodzinach pszczół afrykańskich nie ma, natomiast larwy żuczka są w ciągu kilku sekund rozszarpywane na drobne kawałki i wyrzucane. To bardzo ważna cecha której nie wolno zaprzepaścić, nawet biorąc pod uwagę niewielką produkcję miodową tych pszczół, ich wzmożoną rojliwość i niezbyt przyjazne zachowanie w stosunku do przeszkadzającego im pszczelarza. Zresztą żuczek ulowy pochodzi właśnie z terenów Afryki Subsaharyjskiej i przez tysiące lat miejscowe pszczoły musiały sobie z nim jakoś radzić.

Pszczoła afrykańska to jeden z podgatunków pszczoły miodnej, bliski krewny naszej pszczoły miodnej właściwej. Czy daje to nadzieję na rozwiązanie problemów nurtujących współczesne pszczelarstwo? Zobaczymy, być może sposób na pokonanie kłopotów z którymi nie potrafimy sobie poradzić sami, wskaże nam sama natura.

Sławomir Trzybiński